czwartek, 24 grudnia 2015

Rozdział 11 - "Śpij słodko Słońce."

DWA DNI PÓŹNIEJ..
Jeszcze dwa dni i święta. Dzisiaj wieczorem idę z Alexisem na to przyjęcie. Nie mam na to ochoty, ale obiecałam. Jest godzina 11;20. Sanchez ma być po mnie o 18;00 także mam jeszcze czas. Poldi oczywiście się z Nami zabierze. Nie chce mi się jeszcze wstawać. Wzięłam do ręki mój telefon i zaczęłam przeglądać inastagram, twittera i snapa. Nudno mi było trochę. Podniosłam się niechętnie z łóżka i zeszłam sobie na dół. Rodzice na zakupach, a Lukas lata po domu jak opętany i szuka nie wiadomo czego.
- Ty jeszcze się nie szykujesz? - zapytał zdziwiony, bo zeszłam sobie w piżamie.
- Po co tak wcześnie? Nawet jeszcze 12;00 nie ma. A Alexis ma być o 18;00. - zaczęłam się śmiać.
- W sumie po co ja się pytam. Ty się nigdy nie śpieszysz. - machnął ręką i dalej czegoś szukał.
- Chłopie czego Ty szukasz? - stanęłam przed Nim.
- Krawata. - odparł drapiąc się po głowie.
- A może jest w szafie? Nie pomyślałeś nad tym? - zapytałam sarkastycznie.
- Ty bez kitu. I co ja bym bez Ciebie zrobił? - przytulił mnie, po czym pobiegł do garderoby.
- Myślał. - powiedziałam i poszłam zrobić sobie śniadanie. Nie było nic innego poza płatkami. Szybko je zjadłam i poszłam sobie do salonu. Włączyłam sobie serial "Hotel Babylon" i oglądałam. Uwielbiałam go. I tak spędziłam chyba ze trzy godziny. Kiedy trzy odcinki się skończyły przełączyłam na jakiś głupi program i zaczął dzwonić mój telefon.
- Słucham? - odebrałam.
- O 18;00 mamy tam być. Alexis po Ciebie wpadnie o 17;00. - oznajmił Aaron.
- Okej. - odpowiedziałam i się rozłączyłam. Poszłam na górę do łazienki. Wzięłam prysznic, który zajął mi chyba z godzinę. Włożyłam na siebie czarną bieliznę i na to jakąś wielką koszulkę. Wysuszyłam moje włosy i trochę ułożyłam. Spojrzałam na zegarek. O kurde już po 16;30. Mam pół godziny. Szybko opuściłam łazienkę i poszłam do swojego pokoju. Usiadłam przed toaletką i nałożyłam na swoją twarz krem BB. Zmatowiłam to pudrem, po czym lekko wykonturowałam twarz. Podkreśliłam oczy cieniami i narysowałam kreski elinerem. Wytuszowałam rzęsy i pomalowałam usta jasnoróżową pomadką. Zostało mi 5 minut do przyjazdu Alexisa. Szybko podkreśliłam swoje brwi. Jeszcze zrobiłam małe poprawki w makijażu i był już gotowy.
- Klaudia! Zaraz jedziemy. - krzyknął Poldi.
- Ej muszę się ubrać! - odkrzyknęłam. Zabrałam wiszącą na wieszaku czarną sukienkę z rozkloszowanym dołem i plecami w koronkę. Na to założyłam jeszcze czarny żakiet. Na szyję założyłam łańcuszek z literką "A", który dostałam kiedyś od mamy. Natomiast na rękę srebrną bransoletkę z serduszkiem i zegarek ze srebrną tarczą oraz czarnym paskiem. Na nogi włożyłam szpilki, ale niezbyt wysokie. Wzięłam jeszcze czarną torebeczkę, do której schowałam mój telefon. Przejrzałam się jeszcze w lustrze i stwierdziłam, że wyglądam okej. Zeszłam na dół, a w salonie siedzieli już sobie Lukas i Alexis, którzy byli ubrani w garniaki i białe koszule.
- Czekamy już tutaj 10 minut. - oznajmił Poldi.
- Jak ślicznie, aż się napatrzeć nie mogę. - przyglądał mi się Alexis od góry do dołu.
- Dzięki. - uśmiechnęłam się. - Jedziemy? - zapytałam i Alexis się ogarnął.
- Tak, jasne. - zapatrzył się na mnie. Chłopaki wstali i poszliśmy do przedpokoju. Założyłam czarny płaszczyk i wyszliśmy do samochodu.
- Weź stary się tak nie przyglądaj na Nią, bo się jeszcze zakochasz. - zaczął śmiać się do Niego Lukas.
- Trudno. Warto będzie. - uśmiechnął się Sanchez.
- Uuuuu.. - zaczął Poldi.
- Oj zamknij się. - skarciłam go od razu i zaczęli się śmiać. Całą drogę przegadali o zbliżającym się meczu. Nie zbyt mnie to obchodziło. Z 10 minut przed 18;00 dojechaliśmy na miejsce. Alexis Zaparkował auto i wysiedliśmy z Niego.
- Gotowa? - spytał podając mi rękę.
- Gotowa. - uśmiechnęłam się i zacisnęłam Jego dłoń. Przed wejściem stała oczywiście grupka naszych znajomych. Szliśmy do nich za rękę, a Poldi koło nas.
- Czyżby nowa para? - zapytał Jack.
- Nie. - zaśmiał się Alexis. Już bałam się, że powie "tak" .
- Szkoda. - odparł Santi. - Kurde wyglądasz jak milion dolców. - skomplementował mnie.
- Moje milion dolców. - zaśmiał się Sanchez obejmując mnie od tyłu.
- Oj Alexis, Alexis. - machnęłam ręką.
- No a nie? - udawał smutnego.
- Porozmawiamy na ten temat później, a teraz chodźmy. - powiedziałam i ruszyłam za Aaronem na ogromną salę. Były tam stoliki, parkiet, grała muzyka. Nawet fortepian był.
- O patrz Alexis. Fortepian. - wskazał palcem Theo. - Zagrasz nam coś. - dodał śmiejąc się.
- Zastanowię się. - lekko się uśmiechnął i zajęliśmy miejsce przy ogromnym stole. Chilijczyk usiadł między mną, a Santim, a tuż koło mnie Poldi. Aaron natomiast usiadł wraz z Colleen na przeciwko nas. Na salę wręcz przybiegł Jack. Przywitał się ze mną całusem w policzek i zajął miejsce tuż koło Santiego. Gdzie go wcześniej wcięło? Przecież rozmawialiśmy z nim przed wejściem. Ale nie ważne. Jak przyszedł to od razu zaczął nalewać nam wina. Wypiłam kilka kieliszków i się trochę rozkręciłam. Chłopaki opowiadali różne żarty i śmiałam się jak głupia.
- Klaudyna, nie wracamy dziś do domu. Twoja matka nas rozpierdoli. - zaczął Poldi.
- To zapraszam do mnie. - zaśmiał się Alexis.
- A masz jakiś pokój na zbyciu? - od razu zareagował Lukas.
- Mam. - zaczął się śmiać. Tak w ogóle to On nie był pijany.
- Dobra Sanchez chodź nam coś zagrać. - wstał od stołu Danny.
- Okej. - odparł i poszedł w stronę stojącego fortepianu. Zabrałam Poldiego i poszliśmy do nich. Aaron i Colleen chyba już pojechali, bo się źle poczuła. Alexis usiadł przy nim i zaczął grać piosenkę Richarda Marxa "Right here waiting. " Lukas oczywiście nagrał go i wstawił nagranie na instagram. On gra tak ślicznie. W ogóle jest taki idealny. Albo jestem bardziej pijana, albo się w nim zakochuje.
- Ojej ja ślicznie. - powiedziałam głośno i wszyscy na mnie spojrzeli. - Nie wiedziałam, że umiesz tak ślicznie grać.
- Taka niespodzianka. - uśmiechnął się. Wróciliśmy do stołu i trochę jeszcze pogadaliśmy.Wypiłam jeszcze dwie lampki wina i Sanchez stwierdził, że będzie lepiej jak już wrócimy. Objął mnie ramieniem i poszliśmy do samochodu, a za nami Lukas. Kiedy stanęliśmy już przy aucie w szpilkach straciłam równowagę i poleciałam centralnie na Alexisa.
- Czy ja Ci kiedyś mówiłam, że masz takie cudne oczka? - powiedziałam.
- Jesteś pijana. - skwitował.
- Ohoho już zaczyna. Klaudyna więcej nie pijesz. - skarcił mnie Lukas.
- Przecież nie jestem pijana. - oburzyłam się i wsiadłam do samochodu. Chłopcy zrobili to samo i odjechaliśmy. Całą drogę nikt się nie odzywał, w sumie to i dobrze, bo od razu by mnie zdenerwowali. Droga minęła bardzo szybko. Weszłam do domu jako pierwsza. Rzuciłam torebkę w przedpokoju i ściągnęłam szpilki i płaszczyk.
- Nie wiem jak wy, ale ja idę spać. - stwierdził Poldi.
- Pierwsze drzwi na lewo. - powiedział Alexis, kiedy ten poszedł na górę.
- To ja idę się położyć na kanapę. - westchnęłam i poszłam w stronę salonu.
- Nie będziesz spała na kanapie. - odparł.
- To gdzie niby? - spytałam.
- Ze mną. - zaśmiał się.
- Hah, bardzo śmieszne. - prychnęłam.
- Nie udawaj takiej wkurzonej. Wiem, że i tak się na mnie nie gniewasz. - uśmiechnął się lekko.
- Ych. - poszłam na górę. - Idę się wykąpać. - oznajmiłam i weszłam do łazienki. Stanęłam przed lustrem i zmyłam mój makijaż. Bez niego poczułam się o wiele lepiej. Wybrałam sobie jeden z żeli pod prysznic, który stał na ogromnej półce. To był trudny wybór. Weszłam do kabiny i strumień ciepłej wody obmył moje ciało. Po jakiś piętnastu minutach wyszłam z niej i wytarłam ręcznikiem. Założyłam bieliznę i owinęłam włosy ręcznikiem w turban. Tuż koło grzejnika wisiał szlafrok. Nałożyłam Go na siebie i wyszłam z łazienki. Weszłam do Jego sypialni, ale Chilijczyka tam nie było. Pewnie poszedł do łazienki na dole. Stanęłam przed ogromnymi szklanymi drzwiami, które prowadzą na taras i przyglądałam się co jest za oknem. Zaczęłam sobie rozmyślać, nad moją znajomością z Sanchezem. Te Jego dzisiejsze słowa "Trudno, warto będzie." Może mu zależy?
- O już się wykąpałaś. - wszedł do sypialni Alexis. Miał potargane i mokre włosy oraz był w samych bokserkach.
- Tak. - uśmiechnęłam się. - Bo jest taka sprawa.. Mógłbyś mi dać jakąś koszulkę, bo nie będę spać w samej bieliźnie. - powiedziałam.
- Chwileczkę. - odparł i poszedł do garderoby. Po chwili wrócił z błękitną koszulką z nadrukiem nike.
- Dziękuje. - dałam mu buziaka w policzek i założyłam od razu tą koszulkę. - Jak ładnie pachnie. - zaśmiałam się.
- Dobra idziemy spać. - uśmiechnął się i położył na łóżku. - Kładziesz się koło mnie czy będziesz tak stać? - zapytał.
- No kładę się. - odpowiedziałam i położyłam się koło Niego odwracając plecami. Ten zgasił światło i próbowałam zasnąć. Leżałam chyba z piętnaście minut. Zamykałam i otwierałam oczy. Nie mogłam kompletnie zasnąć. - Aleexis.. - zaczęłam.
- Co?
- Śpisz? - zapytałam odwracając się w Jego stronę.
- Próbuję. A co? - odpowiedział mi.
- Jakoś nie mogę zasnąć. - powiedziałam patrząc w ciemności na Niego.
- Zaraz coś na to zaradzimy. - odparł przysuwając mnie do siebie. Przytuliłam się mocno do Niego. W dodatku złożył na moich ustach słodki pocałunek. - Śpij słodko Słońce. - powiedział i wtulił się we mnie. Od razu zasnęłam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz