piątek, 1 stycznia 2016

Rozdział 12 - "No nie przyszła Pani Sanchez?"

Przebudziłam się gdzieś koło godziny 6;00. Alexis spał przytulony do mnie. Głowę miał na moim brzuchu. Trzeba było budzić Poldiego i wracać do domu póki rodzice śpią. Powoli i delikatnie zeszłam z łóżka aby Go nie obudzić. Zimno mi było, więc poszłam do garderoby. Założyłam sobie jakieś czarne dresy i na to czarną bluzę z kapturem. Wyszłam sobie z garderoby i Alexis już nie spał. Właśnie przeciągał się na łóżku.
- Jednak mi się nie przyśniłaś. - powiedział z uśmiechem. - Ej czy to moje ciuchy? - wybuchł śmiechem kiedy mnie zobaczył.
- Teraz już moje. - odpowiedziałam. - Idę obudzić Poldiego i spadamy. - oznajmiłam mu. Wyszłam z sypialni i udałam się do pokoju, w którym smacznie spał mój wujek. - Ej wstawaj idziemy do domu, bo rodzice pewnie jeszcze śpią. - szturchnęłam go.
- Jeszcze chwilę. - bełkotał.
- Za chwilę to moja matka Cię dorwie. - odparłam.
- Dobra już. - podniósł się. - O matko jak Ty wyglądasz. - wybuchł śmiechem.
- Spadaj. Będziesz mnie musiał nieść, bo nie mam w czym pójść. - oznajmiłam mu.
- Ooo obudziłaś go. - wszedł ubrany do pokoju Alexis.
- Taa. - zaśmiałam się. - Przyniesiesz mi później moje rzeczy? - zapytałam.
- Jasne Słońce. - powiedział z uśmiechem odprowadzając nas pod drzwi.
- Dobra wskakuj. - powiedział Poldi. I tak też zrobiłam wskoczyłam mu na plecy i wyszliśmy. - Alexis się w Tobie bujnął. - zaczął się śmiać.
- Daruj sobie, to nie prawda. - nie chciałam mu wierzyć. Ten tylko uśmiechnął się i postawił pod drzwiami naszego domu.
- Idziemy się przebrać i pieczemy babeczki. - powiedział z entuzjazmem.
- Okej. - zaśmiałam się i pobiegłam do siebie do pokoju. Ściągnęłam bluzę Alexisa, bo w Jego ogromnej koszulce chodzić nie będę. Założyłam na siebie biały sweter i jeszcze zmieniłam dresy Alexisa na ciemno jeansowe ogrodniczki. Było mi zimno więc stwierdziłam, że ponownie założę bluzę Alexisa. Złożyłam ładnie Jego dresy, a koszulkę sobie zatrzymałam. Bluzy też mu nie oddam. Może to trochę dziwne, w końcu mam wujka piłkarza światowej klasy, a tak na prawdę jaram się Alexisem jak nigdy, a na swojej drodze spotykałam wielu piłkarzy. Ale w Nim jest coś takiego dzięki czemu czuję się tak trochę nieśmiało. Rozczesałam włosy i związałam je w wysokiego kucyka przy okazji wypuszczając kilka pasemek po bokach. Wyglądałam okej. Trochę miałam twarz bez wyrazu więc stwierdziłam, że lekko podkreślę swoje rzęsy. Założyłam jeszcze moje cieplutkie kapcie i zeszłam na dół chowając mój telefon do przedniej kieszeni moich ogrodniczek.
- Kochany wujaszku najpierw to ja bym zjadła śniadanie, a potem robiła babeczki. - usiadłam przy barku.
- W takim razie zrobimy jajecznicę. - zaśmiał się i stanął przy "garach". Kilka minut później jedzenie wylądowało na talerzach i zjedliśmy ze smakiem. - To ulubiona bluza Alexisa. Często ją nosi. - oznajmił mi.
- Ta jasne. On ma pełno tych ciuchów. - zaśmiałam się myjąc naczynia. - Robimy te babeczki. - powiedziałam stanowczo. Lukas wyciągnął wszystkie potrzebne składniki i zrobiliśmy ciasto. Nalaliśmy je do foremek i wstawiliśmy do piekarnika. Kiedy babeczki się piekły wspaniałomyślny Lukas wymyślił, żebym zrobiła pierniczki. Obiecał, że mi pomoże i w dodatku kupi ogromną czekoladę. Nie robiłam pierniczków już dłuższy czas. Trochę zapomniałam jak się robi, ale jak już przyszło co do czego to udało mi się wyrobić masę. Rozwałkowałam Lukasowi ciasto i wycinał pierniczki. Natomiast ja wyciągnęłam babeczki i położyłam je na blacie do wystygnięcia.
- Ejejej Łukasz nie przesadziłeś trochę? - odwróciłam się żeby zobaczyć czy niczego nie zepsuł.
- Niee, jeszcze mi rozwałkuj tego ciasta, bo szkoda żeby się zmarnowało. - odpowiedział mi podekscytowany. Skleiłam ze sobą resztki ciasta z tym jeszcze nierozwałkowanym i szybko rozwałkowałam, a Poldi sobie wycinał różne kształty. Miał jakieś foremki z literkami, cyferkami, kwiatuszki, serduszka, choinki, ludziki.. Po co mu to było jak nawet nie umiał zrobić ciasta. Powykładał pierwszą turę na blasze i włożyłam ją do piekarnika.
- Wujek co jemy dziś na obiad? - zaśmiałam się.
- Twoje ulubione danie. - lekko się uśmiechnął.
- Pizzę? - spytałam z nadzieją.
- Paelle. - odparł. - Od pizzy przytyjesz jeszcze bardziej. - wybuchł śmiechem.
- Oho, widzę, że tutaj przygotowania do świąt idą pełną parą. - weszła do kuchni mama.
- Zobacz mamo.. On na wycinał tych pierniczków jak głupi. - wskazałam na Niego.
- Dacie troche Alexisowi, Santiemu i reszcie. - uśmiechnęła się.
- Cześć córciu. - wszedł do kuchni tata, a ja właśnie wkładałam drugą blasze pierników. - Dzieciaki ze mną ubiorą choinkę - oznajmił. - Ty kochanie będziesz gotowała, a Klaudii i Lukasowi chyba damy już spokój na dzisiaj. - zaśmiał się.
- Ja będę zaraz je ozdabiał! - krzyknął Poldi i zabrał pierniki, które były już ostudzone na stół i zaczął ozdabiać lukrem. Wyciągnęłam tą drugą blasze i położyłam ją na blacie kuchennym. Umyłam ręce i przysiadłam się do Lukasa. Praktycznie na każdym serduszku napisał "ALEXIS". Znając życie stwierdzi, że ja to ozdabiałam. Nagle zadzwonił dzwonek do drzwi. Wstałam od stołu i poszłam otworzyć. W drzwiach stał Alexis z psami i torbą.
- Hej, przyniosłem Ci rzeczy. - powiedział i dał mi torebkę.
- Dziękuje. - odłożyłam ją.
- A i jeszcze jedno. Poszłabyś ze mną na spacer? - zapytał nieśmiało.
- Czekaj. - powiedziałam i poszłam do kuchni. - Mamo mogę iść na spacer z Alexisem? - zapytałam i wyszła do przedpokoju.
- Jasne, ale pod warunkiem, że wpadnie na obiad. - powiedziała z uśmiechem. Założyłam płaszczyk i wyszłam. Oczywiście ja wzięłam Atoma na smycz. Chyba nie byłabym sobą jakbym tego nie zrobiła.
- Co ona jakaś taka miła dla mnie? U was jakiś dzień żartów czy jak? - zapytał kiedy kierowaliśmy się do parku.
- Właśnie też się nad tym zastanawiam. Ale dobrze, że ma w miarę okej humor. Może się do Ciebie przekona i nie będzie mnie już chciała zabrać. - zaśmiałam się.
- No w sumie to tak. - uśmiechnął się. Usiedliśmy na ławce i pieski usiadły koło nas.
- Ej no zobacz jak on ślicznie wygląda. - wskazałam na Atoma. - Aż mu zrobie zdjęcie. - dodałam i zrobiłam. Uwielbiałam tego psa.
- Ale Ty go lubisz. - stwierdził Alexis z uśmiechem.
- Bardzo. Jest świetny. - odparłam i zaczął dzwonić mój telefon. Na dzwonku miałam piosenkę Enrique Iglesias i Nick Jam - El perdon. Spojrzałam na wyświetlacz. Oczywiście kto zadzwonił? Darek. Od razu odrzuciłam połączenie.
- Kto to? Nie odbierzesz? - zapytał.
- Nikt ważny. - blado się uśmiechnęłam. - Nie warto nawet odbierać. - dodałam.
- Hmm, no okej. Fajny masz dzwonek. - zmienił temat.
- To moja ulubiona piosenka. - uśmiechnęłam się.
- Moja też. - zaśmiał się i mnie przytulił.
- Nie przytulaj mnie tutaj. Nie chcę być jakąś nową panią Sanchez. - powiedziałam bardzo poważnie.
- Klaudia Sanchez fajnie to brzmi. - stwierdził.
- Ta. Kumpela mnie tak kiedyś nazywała. W ogóle koledzy ciągle wołali Alexis. Pani się pytała kogo nie ma, a oni Alexisa. Pani nie wiedziała nigdy o kogo chodzi. - szeroko się uśmiechnęłam na to wspomnienie.
- No to widzę, że sławny byłem. - zaśmiał się.
- Oj ciągle gadałam tylko Alexis to, Alexis tamto. Alexis ma kontuzje, Alexis nie zagra, Alexis strzelił gola. Moja mama miała mnie już dosyć. - opowiedziałam.
- Właśnie widać. - wybuchł śmiechem.
- Cicho. - zaśmiałam się. - A najlepsze było to, że jak zawsze strzeliłeś bramkę, to zawsze mówiłam, że każda jest dla mnie. I jak oglądałam mecze, to jak strzeliłeś gola zawsze pisałam mojej przyjaciółce, a ona zawsze na to "to pewnie dla Ciebie". - zaśmiałam się, a On mi się przyglądał. Najwyraźniej Go to bawiło. - W ogóle po co ja Ci to mówię? Pewnie masz mnie za jakąś nienormalną. Albo sądzisz, że jestem jakaś dziwna i psychiczna. - dodałam spoglądając na Niego.
- Ech. - westchnął. - Tu Cię rozczaruję, bo nie strzelałem ich dla Ciebie, ale mogę zacząć. - szeroko się uśmiechnął.
- Serio? - zapytałam.
- Serio, serio. Obiecuję Ci, że wszystkie gole jakie strzele, to będą dla Ciebie. - odparł.
- Okej. - przybiliśmy piątkę. - Zimno się robi. Wracajmy już. - wstałam z ławki i ruszyłam z Atomem w stronę domu. Alexis wstał za mną i po jakiś 15 minutach doszliśmy do mojego domu.
- Jesteśmy! - wrzasnęłam zamykając drzwi.
- Chodźcie do kuchni. - zawołała nas. Rozpięłam bluzę i weszliśmy do kuchni.
- To ulubiona bluza Alexisa. - powiedział Santi, kiedy mnie zobaczył.
- O Jezu.. kolejny. - westchnęłam. - Serio to Twoja ulubiona bluza? Jak tak to Ci ją oddam. - zwróciłam się do Chilijczyka.
- Coś Ty mam kilka takich bluz. Zostaw ją sobie. - uśmiechnął się do mnie i usiedliśmy przy stole.
- Oj Sanchez. - poklepał go po ramieniu Cazorla.
- O paella. Uwielbiam ją. - powiedział Sanchez kiedy mama podała jedzenie.
- Wiem, Klaudia mi truła zawsze głowę jak mieszkała jeszcze w Polsce, żebym jej to gotowała. - odpowiedziała mu.
- To akurat już wiem. - zaśmiał się. - Podobno miała Pani już jej dosyć. - dodał.
- A żebyś wiedział. - usiadła koło nas. A ja mało co nie udławiłam się słuchając tego.
- I było ciągle Alexis to, Alexis tamto. - spoglądał na mnie z uśmiechem.
- Skąd wiesz? - zaśmiała się moja mama.
- Słyszałem co nieco. - objął mnie ramieniem. - No nie przyszła Pani Sanchez? - zwrócił się do mnie. Santi spojrzał na nas wzrokiem pełnym zdziwienia. Nie wiedział co On odstawia.
- Oczywiście. - wybuchłam śmiechem.
- A pamiętam zawsze było tak "o patrz mamo mój mąż, no zobacz" albo latała po domu i pokazywała wszystkim Twoje zdjęcia. - Alexisa to najwyraźniej bawiło, ale mnie już nie bardzo.
- Mamo proszę, nie kompromituj mnie jeszcze bardziej.. - poprosiłam ją.
- Cicho żonko. Ja tam chcę się dowiedzieć więcej. - dał mi buziaka w policzek. Mina Cazorli była po prostu bezcenna.
- Nie, no już lepiej nic nie będę mówić. - zaśmiała się. - Ale powiem Ci, że na zdjęciach wyglądałeś na takiego malutkiego, a w rzeczywistości jesteś taki jak Klaudia. - stwierdziła mama i wyszła.
- Przepraszam Was za Nią. - powiedziałam szczerze.
- Spoko żonko. - przytulił mnie Chilijczyk.
- Nie dasz mi teraz spokoju, tak? - westchnęłam. - Nie nabijaj się już ze mnie. To było rok temu. - poprosiłam go.
- No dobraa.. Alexis. - uśmiechnął się szeroko i na śmianiu się i wspominaniu spędziliśmy cały wieczór..

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz