piątek, 1 stycznia 2016

Rozdział 13 - "Najlepiej żebyś w ogóle się do mnie nie odzywała."

KILKA DNI PÓŹNIEJ..
Święta minęły w dość miłej atmosferze. Mama trochę przekonała się do Alexisa i zgodziła się żeby została u Łukasza. Rodzice wraz z dzieciakami wyjechali od razu po świętach. Jutro sylwester. W sumie to z moim wujaszkiem nie mamy żadnych planów. Znając życie zamówimy dwie pizze i on się napije, ja mu potowarzyszę i będziemy słuchać jakiś piosenek. O północy wyjdziemy na dwór, bo podobno w naszej dzielnicy wiele ludzi strzela. Mi to tam odpowiada. Nie śpię już od godziny piątej, bo musiałam obrobić zdjęcia, o które mój przełożony mnie prosił. Zajęło mi to sporo czasu. Kiedy skończyłam wysłałam mu te zdjęcia mejlem. Wyłączyłam komputer, który na święta sprezentował mi Lukas. To miłe z Jego strony, ale niezręcznie mi przyjmować takie prezenty. Odłożyłam laptop na stolik stojący w rogu pokoju i stanęłam przed szafą. Jak na zimę w Londynie to było dość ciepło. Włożyłam na siebie jasne ogrodniczki i czerwoną koszule w kratę. Większość spodni jakie miałam to były właśnie ogrodniczki. Rozczesałam moje włosy i pomalowałam oczy. Na wszelki wypadek schowałam kosmetyki i pędzle do torby. Zawsze tak robiłam. Wrzuciłam tam jeszcze przy okazji szczotkę i słuchawki. Zeszłam na dół i byłam już gotowa na trening. Lukas zrobił mi kanapkę i zjadłam ją wchodząc do samochodu. Po jakiś dwudziestu minutach dotarliśmy do ośrodka. Przywitałam się z chłopakami i szliśmy ucieszeni do budynku. Nagle pod drzwiami zauważyłam jakąś dziewczynę. Długie włosy, brunetka. Jeszcze wyższa ode mnie. Nagle się odwróciła i podeszła do Alexisa.
- Michelle? - zapytał kiedy ją zobaczył.
- Alexis. - powiedziała szczęśliwym głosem i mocno go przytuliła. Spojrzałam na nich ze łzami w oczach, poczułam jakieś ukłucie w sercu.. Nie wiedziałam już co o tym myśleć. Czyli On chyba ma dziewczynę.. Bezmyślny cham i kłamca.. Szybko weszłam do budynku. Pobiegłam wręcz do łazienki i zamknęłam się w niej. Osunęłam się na ziemię i po prostu rozpłakałam. Tak bardzo mnie to zabolało.. Ja chyba Go kocham. Po prostu narobiłam sobie nadziei niepotrzebnie.. Jak zwykle głupia i naiwna Klaudia.. Siedziałam tak chyba z dziesięć minut. Spojrzałam na zegarek w moim telefonie. Trening już się zaczął. Podniosłam się i przejrzałam w lustrze. Wyglądałam jak zmora. Pośpiesznie się zmyłam i wyciągnęłam z torebki kosmetyki. Nałożyłam korektor pod oczy i na wszystkie niedoskonałości, następnie podkład żeby nie było widać moich dwóch krostek na lewym policzku, które zawsze mi wyskakują kiedy płaczę i zmatowiłam wszystko pudrem. Wykonturowałam twarz i pomalowałam oczy cieniami. Wytuszowałam mocno rzęsy i zrobiłam brwi. Schowałam ponownie wszystko do torby i wyszłam z tej łazienki. Weszłam na boisko i oczy wszystkich były zwrócone na mnie.
- Dzień dobry Klaudio. - szeroko uśmiechnął się do mnie trener.
- Dzień dobry. - mimo złego humoru, też się uśmiechnęłam. Akurat nakazał chłopakom wykonywać jakieś ćwiczenia. Usiadłam sobie na ławce i przyglądałam się im. Przyszedł do mnie Jack.
- Hej Miśka. - przywitał się ze mną.
- Cześć. - odparłam trochę zmartwionym głosem. - A Ty co się obijasz? - udawałam, że nie jest mi smutno.
- Nie chce mi się. - napił się napoju. - Płakałaś? - spojrzał na mnie.
- Wydaje Ci się. - okłamałam go.
- Przecież widzę, że Ci smutno. Masz takie nieobecne oczka.. - odparł siadając koło mnie.
- Potem Ci o tym opowiem. - powiedziałam mojemu przyjacielowi.
- Hmm.. to może kawka po treningu? Znam bardzo fajną cukiernie. - zaproponował.
- Okej. - uśmiechnęłam się szeroko. Zaczął mi dzwonić telefon, ale za nic nie wiedziałam gdzie on może być. Po kolei wyciągałam pędzle podając je Jackowi, żeby potrzymał i podałam mu jeszcze szczotkę. Powyciągałam kosmetyki na ławkę i wyrzuciłam wszystkie pierdoły z torebki. Wyleciał też mój telefon.
- Co Ty całą drogerię kosmetyczną tutaj nosisz? - zaśmiał się głaskając się pędzlem po twarzy. - Ale fajny.. - zaśmiał się i pobiegł do chłopaków. Okazało się, że to Darek dzwoni i odrzuciłam od razu połączenie. Miałam dość. Nie rozumie słów "Daj mi spokój." Nierozumny po prostu.. Wstałam z ławki i pobiegłam do Niego, żeby oddał mi rzeczy. Kiedy już się tam znalazłam ten czesał po kolei chłopaków, a potem jeszcze głaskał pędzlami.
- Skąd Ty tyle tego masz? - zapytał Alexis, kiedy do Niego podszedł.
- To wszystko Klaudii. - znowu głaskał się tym pędzlem.
- Oddasz mi to z łaski swojej? - zapytałam stojąc przed Nim.
- No zaraz bo to takie fajne jest.. - spojrzał na mnie błagalnym wzrokiem.
- Ja Ci serio mówię. Mam tylko jeden taki pędzel. - powiedziałam prawdę. - Aaron powiedz mu coś. - poskarżyłam się bratu.
- Ych. - westchnął i podszedł do Niego zabierając mu moje rzeczy. - Ej bez kitu fajne. - zaczął macać jeden z pędzli. - Moja Colleen nie pozwala mi dotykać jej rzeczy. - powiedział ze smutkiem.
- A teraz sobie po dotykałeś moje i oddawaj. - wystawiłam rękę. - Dziękuje. - powiedziałam kiedy mi je oddał. Jack pobiegł po moje kosmetyki, które wrzucił do torby i wrócił wieszając ją sobie na ramie jak jakaś dziewczynka.
- Obczajcie ona ma tutaj cały Rossmann. - pokazał im. - Co to? - wyciągnął jeden z kosmetyków.
- Eyeliner. - odpowiedziałam mu. Otworzył go i narysował sobie na ręce serduszko. - Wodoodporny. - dodałam ostrzegając go.
- Trudno. - machnął ręką i wrzucił go do torebki. - A to? - ponownie zapytał.
- Kredka do brwi. - wyjaśniłam.
- Uuuu.. Jak to moja siostra często mówi. Podkreślę sobie brwi. - zacytował swoją siostrę i sobie narysował brwi. Wyglądało to śmiesznie. Był blondynem i narysował sobie brązowe. Mi to pasowało, bo miałam ombre. - Jak wyglądam? - zaśmiał się.
- Świetnie. - wybuchłam śmiechem.
- W końcu to ja. - odparł z dumą. - Ej, a do czego to służy? - wskazał na bronzer.
- Do podkreślenia kości jarzmowych. - odpowiedziałam mu. Najwyraźniej nie wiedzieli o co chodzi. Spojrzeli na mnie jak na wariata. - O tutaj. - wskazałam na miejsce gdzie miałam nałożony bronzer.
- UHUHU.. - zaśmiał się podekscytowany i pędzelkiem nałożył sobie bronzer. Jeju jak on wyglądał. Masakra. - Ej masz ciemniejszą szminkę? - zapytał wyciągając konturówkę.
- Nie, bo ciemne mi nie pasują. - odpowiedziałam mu.
- Ja to bym Ci kupił ognistą czerwień. - zaśmiał się i pomalował sobie usta jasnoróżową konturówką. - Uuu cienie. - odparł z taką ekscytacją i wziął na każdy palec cień, po czym rozprowadzając je wszystkie na powiece. - Ale jestem teraz piękny. - odparł.
- Możesz tak wyjść na imprezę. - dusiłam śmiech. Myślałam, że chłopcy tam zaraz padną.
- Ej a to co to? Wygląda jak szminka. - oglądał to dokładnie. - Tylko czemu to takie jasne? - zapytał.
- Bo to korektor. - wybuchłam śmiechem.
- Ja chcę to nałożyć. - powiedział.
- Za późno. To się nakłada przed bronzerem. Wydaje mi się, że chyba Ci już wystarczy. - odparłam zabierając mu torebkę. Przyszedł Arsene i jak Go zobaczył to wybuchł śmiechem.
- Wilshere wydaje mi się, że coś Ci się pomyliło. - odparł.
- Pięknie wyglądam, prawda trenerze? - zaśmiał się.
- Oczywiście. - dusił się prawie ze śmiechu.
- Ej muszę to zmyć. - oznajmił. - Masz jakieś coś? O to jest pewnie do tego. - wyciągnął podpaskę.
- Jackuś to jest podpaska. - wyjaśniłam mu. - Tego tym raczej nie zmyjesz. - powiadomiłam go, a chłopaki wręcz wybuchli śmiechem. - Czekaj mam tu gdzieś takie magiczne chusteczki. - szukałam ich w torbie. - Są. - wyciągnęłam je.
- W takim razie pomóż mu się zmyć, a wy poćwiczycie rzuty karne. - zeszliśmy na ławkę i wyciągnęłam jedną chusteczkę. Powoli i delikatnie zmywałam mu ten Jego cudowny makijaż, a ten cieszył się jak głupi.
- Co Ty się tak cieszysz? - zapytałam tak jakby z wyrzutem. - Nie mam humoru na żarty. - dodałam.
- Ale tym makijażem poprawiłem Ci humor, prawda? - zapytał.
- No poprawiłeś. - lekko się uśmiechnęłam.
- Bardzo się cieszę. To przez Alexisa? - odparł kiedy skończyłam Go zmywać.
- Ogólnie.. Po prostu naiwna jestem. - wzruszyłam rękoma.
- Pogadam z Nim. - odparł.
- Nie! - wrzasnęłam i wszyscy się odwrócili. - Nie będziesz z nikim o tym rozmawiał. - to już wyszeptałam. Znowu zaczął dzwonić mój telefon. Spojrzałam na wyświetlacz. On. Zaraz wyprowadzi mnie z równowagi. Trener zarządził koniec treningu. Wychodząc z boiska odebrałam.
- Czego Ty chcesz? - warknęłam do telefonu.
- Proszę Cię wysłuchaj mnie.. Ja Cię kocham.. - powiedział.
- Człowieku odczep się. Czego Ty nie rozumiesz w słowach daj mi wreszcie spokój? - krzyknęłam do telefonu.
- Klaudia proszę.. - mówił..
- Nie chcę Cie słuchać. Daj sobie spokój. - odparłam i się rozłączyłam.
- Stało się coś? - zapytał Alexis.
- Daj mi spokój. - burknęłam i wyszłam na zewnątrz. Nie chciałam go tak potraktować, ale się zdenerwowałam i nie miałam humoru głównie przez Niego. Usiadłam na schodkach i zapaliłam sobie papierosa.
- Zgaś to, bo jak Alexis zobaczy, to będzie wściekły. - nakazał mi Jack.
- Daruj sobie. - syknęłam. Wsiedliśmy do Jego samochodu i odjechaliśmy do galerii.
***
- No więc o co chodzi? - zapytał, kiedy siedzieliśmy już w kawiarni.
- Chodzi o mojego byłego, który jest debilem i mi się narzuca.. Dzwoni już od miesiąca dzień w dzień. Mam go dość. - wygadałam się.
- Wiem, że to tylko jeszcze bardziej Cię zdenerwowało. Słyszałem Twoją reakcję na pytanie Alexisa. Na pewno Twoja złość i to, ze płakałaś w pełni dotyczy Jego. - trafił w mój czuły punkt.
- Ta dziewczyna.. - zaczęłam. - Ona jest z Nim chyba.. - dodałam.
- Postaram się to wybadać i sprawdzić. - obiecał mi. - Ale On jest po uszy w Tobie zakochany, więc nie możliwe żeby miał jakąś na boku. - dodał.
- Nie. - zaprotestowałam.
- Po prostu nie chcesz w to uwierzyć. - odparł.
- Po prostu znam prawdę. - poprawiłam Go.
- Ja i reszta i tak wiemy swoje. - wytknął mi język.
- Jak reszta? - zapytałam ze zdziwieniem.
- Lukas, Santi, Theo, Danny, Mesut, Nacho, Alex i zapewne Aaron. - wymienił mi.
- Wy macie jakąś chorą paranoję. - zaśmiałam się głupio, kiedy już wychodziliśmy do samochodu.
- To Ty nie chcesz w to uwierzyć. - odparł.
- Nie chce mi się z Tobą dyskutować. - machnęłam ręką i całą drogę nie odezwałam się ani słowem.
- Pamiętaj, że to co Ci mówiłem to prawda. - odparł ze spokojem, kiedy weszliśmy do domu.
- Nie! To nie jest prawda. Boshh... - powiedziałam ze znudzeniem.
- Prawda. Wiele osób tak sądzi i nie oszukuj samej siebie, bo wiem, że Ty też coś do Niego czujesz. - uświadomił mi to.
- Nie, daj już spokój. Nikogo nie oszukuję, a tym bardziej samej siebie. - jęknęłam wchodząc do kuchni, w której siedział Alexis i Łukasz. Trochę lipa, bo słyszeli to co mówił Jack w przedpokoju.
- Lukas też tak sądzi, a Alexis tym bardziej. - odparł siadając koło nich.
- Czy Ty nie rozumiesz słowa 'nie'? - zapytałam z sarkazmem.
- My i tak wiemy swoje. - odgryzł mi się.
- Nic nie wiesz. Czy do Ciebie to nie dociera? - powiedziałam już trochę podenerwowana.
- O co wam chodzi? - zapytał Poldi.
- Domyśl się. - odpowiedział mu mój przyjaciel.
- Nie domyślaj się. I zresztą to nie ważne. - powiedziałam. - A Ty tylko coś powiesz, to Cię chyba ubiję. Rozumiesz? - zagroziłam mu i wyszłam. Znaczy udawałam, że wyszłam. Tak na prawdę stanęłam za ścianą i podsłuchiwałam o czym będą rozmawiać.
- Ej stary co to za lasia była dzisiaj przed ośrodkiem? - wypalił Jack.
- Michelle. - odpowiedział mu.
- A kim ona jest dla Ciebie? - zaczął przesłuchanie.
- Teraz to już nikim ważnym. To moja była. Nie wiem co ona chciała tym osiągnąć, że przyjdzie pod ośrodek. - wyżalił mu się.
- Co jej powiedziałeś kiedy was zostawiliśmy? - tym razem spytał Lukas.
- Żeby dała mi spokój. Mam jej dość. Laia się odczepiła, to teraz ona wkroczyła. Mam już bez kitu tego wszystkiego dość.. - dalej się żalił.
- Czyli nic Cię z nią nie łączy tak? - chciał się upewnić Jack.
- Nic, a nic. - odpowiedział mu. - Dobrze wiesz kto mi się podoba. - dodał.
- To dobrze, że nic Cię z nią nie łączy. - szeroko się uśmiechnął.
- Co Ty Jack orientacje zmieniasz, że się tak wypytujesz i cieszysz, że nic go z tą dziewczyną nie łączy? - zaśmiał się. - W dodatku ten makijaż dzisiaj. - dodał śmiejąc się jak głupi.
- Chciałem poprawić humor.. - nie dokończył, bo weszłam do kuchni.
- No dokończ. - uśmiechnęłam się chamsko i zabrałam picie z lodówki.
- A żebyś wiedziała, że dokończę. - odparł. - Chciałem jej poprawić humor, który jej zniszczyłeś przez tą laskę. - wygadał się zwracając do Chilijczyka.
- To prawda? - spojrzał na mnie Alexis.
- Nie. - popatrzyłam na Niego. Okłamałam go.
- Hah, a rób sobie co chcesz. Nie obchodzi mnie to. - syknął.
- No i dobrze. Nikt Ci nie kazał się mną przejmować. - odburknęłam.
- Ażebyś wiedziała, że nie będę. Najlepiej żebyś w ogóle się do mnie nie odzywała. - warknął.
- Jak sobie życzysz. - powiedziałam ze złością i wyszłam sobie z kuchni. Chyba już wszyscy dzisiaj wyprowadzili mnie z równowagi. Położyłam się na kanapie przykrywając kocem od Niego i włączyłam jakiś denny film. Było mi smutno i się po prostu rozpłakałam. Miałam już ich dość.
[Alexis]
Nie rozumiałem zachowania Klaudii. Tutaj Jack mówił to, a Ona zaprzeczała. Dziwne to wszystko. W dodatku była taka oschła dla mnie.. To trochę przykre, bo mi na Niej zależy.
- To prawda, tak? - zapytałem Jacka, kiedy Ona wyszła.
- Tak. nawet płakała. To dlatego się spóźniła na trening. Była w łazience i znowu się malowała. W dodatku ten cały chłopak do Niej dzwoni i nie chce dać jej spokoju. Dziewczyna już nie wytrzymuje. - wygadał mi się.
- No to lipa.. - nie wiedziałem co powiedzieć.
- Jak Ty teraz się na Nią zaczniesz obrażać za to, że Cię tak traktuje, to po prostu będziecie jak dzieciaki. To jest głupie. - pouczył mnie.
- Hah.. - głupio się zaśmiałem. To było trochę nie na miejscu.
- Tu nie ma z czego się śmiać. Ciągle Jej gadam, że Ty coś do Niej, a ta dalej nie chce w to uwierzyć. - dodał jeszcze.
- To akurat prawda. - potwierdził Poldi.
- Widać ewidentnie, że Ona też coś do Ciebie czuje, ale ciągle zaprzecza. Oszukuje samą siebie. - odparł.
- Najwyraźniej nic do mnie nie czuje. - powiedziałem z obojętnością. - Lukas daj mi piwo, bo już mnie to wszystko wkurza. - Poldi jednak postawił na stole wódkę.
- Co nam szkodzi, najebiemy się w trzy dupy i kij z tym. - zaśmiał się Lukas. No i zaczęliśmy pić. Wódka wchodziła mi jak woda. Jeszcze chyba nigdy tak dobrze mi się nie piło. Minęły może ze dwie godziny i schlaliśmy się jak świnie.
- Co jutro robimy chłopcy? - wybełkotałem.
- Zapraszam do mnie. - odparł Lukas.
- Ja z chęcią. - wybuchł śmiechem Jack.
- Dobra, ja już chyba idę. Mam dosyć na dzisiaj. - ledwo co wstałem od stołu.
- Ja też. - wstał za mną jeszcze bardziej pijany Jack.
- Jutro schlam się jeszcze bardziej. - powiedziałem wychodząc z kuchni.
[Klaudia]
Coś chłopaki nie wychodzili z tej kuchni. Dziwne trochę, ale w sumie co mnie to interesuje. Nagle usłyszałam jak chłopaki coś bełkoczą.
- Ale Ty o tym wiesz. - usłyszałam głos Alexisa.
- No wiem. - odparł Poldi.
- Ja ją chyba kocham, ale jak Ona nic do mnie nie czuję to ja się odczepię od Niej. Ja nie jestem taki, żeby na siłę. - bełkotał jakieś głupoty. - Ale zależy mi na Niej.. - dodał i usłyszałam zamykające sie drzwi. Do salonu wszedł Lukas.
- Serio? Dzień przed sylwestrem mógłbyś już odpuścić. - powiedziałam trochę znudzonym głosem.
- A Ty jeszcze nie śpisz? Raz dwa do łóżka. Za młoda jesteś, żeby tak siedzieć po nocach. - ja nie wiem czy On w ogóle wiedział z kim rozmawia.
- Chodź zaprowadzę Cię do sypialni chociaż. - podniosłam go i próbowałam zaciągnąć na górę.
- Powiedz Klaudynie, że to Alexis się przez Nią schlał. - odparł do mnie i rzucił się na łóżko.
- Łukasz Ty głąbie to ja. Obiecuje Ci, że jak jutro się tak schlasz to powiem wszystko Wengerowi. A teraz dobranoc. - w sumie to nie wiem dlaczego się tak produkuję, bo On już sobie zasnął. Wyszłam z Jego pokoju i poszłam do łazienki. Wzięłam długą i gorącą kąpiel. Wyszłam z łazienki i po prostu padłam na łóżko zasypiając..

Rozdział 12 - "No nie przyszła Pani Sanchez?"

Przebudziłam się gdzieś koło godziny 6;00. Alexis spał przytulony do mnie. Głowę miał na moim brzuchu. Trzeba było budzić Poldiego i wracać do domu póki rodzice śpią. Powoli i delikatnie zeszłam z łóżka aby Go nie obudzić. Zimno mi było, więc poszłam do garderoby. Założyłam sobie jakieś czarne dresy i na to czarną bluzę z kapturem. Wyszłam sobie z garderoby i Alexis już nie spał. Właśnie przeciągał się na łóżku.
- Jednak mi się nie przyśniłaś. - powiedział z uśmiechem. - Ej czy to moje ciuchy? - wybuchł śmiechem kiedy mnie zobaczył.
- Teraz już moje. - odpowiedziałam. - Idę obudzić Poldiego i spadamy. - oznajmiłam mu. Wyszłam z sypialni i udałam się do pokoju, w którym smacznie spał mój wujek. - Ej wstawaj idziemy do domu, bo rodzice pewnie jeszcze śpią. - szturchnęłam go.
- Jeszcze chwilę. - bełkotał.
- Za chwilę to moja matka Cię dorwie. - odparłam.
- Dobra już. - podniósł się. - O matko jak Ty wyglądasz. - wybuchł śmiechem.
- Spadaj. Będziesz mnie musiał nieść, bo nie mam w czym pójść. - oznajmiłam mu.
- Ooo obudziłaś go. - wszedł ubrany do pokoju Alexis.
- Taa. - zaśmiałam się. - Przyniesiesz mi później moje rzeczy? - zapytałam.
- Jasne Słońce. - powiedział z uśmiechem odprowadzając nas pod drzwi.
- Dobra wskakuj. - powiedział Poldi. I tak też zrobiłam wskoczyłam mu na plecy i wyszliśmy. - Alexis się w Tobie bujnął. - zaczął się śmiać.
- Daruj sobie, to nie prawda. - nie chciałam mu wierzyć. Ten tylko uśmiechnął się i postawił pod drzwiami naszego domu.
- Idziemy się przebrać i pieczemy babeczki. - powiedział z entuzjazmem.
- Okej. - zaśmiałam się i pobiegłam do siebie do pokoju. Ściągnęłam bluzę Alexisa, bo w Jego ogromnej koszulce chodzić nie będę. Założyłam na siebie biały sweter i jeszcze zmieniłam dresy Alexisa na ciemno jeansowe ogrodniczki. Było mi zimno więc stwierdziłam, że ponownie założę bluzę Alexisa. Złożyłam ładnie Jego dresy, a koszulkę sobie zatrzymałam. Bluzy też mu nie oddam. Może to trochę dziwne, w końcu mam wujka piłkarza światowej klasy, a tak na prawdę jaram się Alexisem jak nigdy, a na swojej drodze spotykałam wielu piłkarzy. Ale w Nim jest coś takiego dzięki czemu czuję się tak trochę nieśmiało. Rozczesałam włosy i związałam je w wysokiego kucyka przy okazji wypuszczając kilka pasemek po bokach. Wyglądałam okej. Trochę miałam twarz bez wyrazu więc stwierdziłam, że lekko podkreślę swoje rzęsy. Założyłam jeszcze moje cieplutkie kapcie i zeszłam na dół chowając mój telefon do przedniej kieszeni moich ogrodniczek.
- Kochany wujaszku najpierw to ja bym zjadła śniadanie, a potem robiła babeczki. - usiadłam przy barku.
- W takim razie zrobimy jajecznicę. - zaśmiał się i stanął przy "garach". Kilka minut później jedzenie wylądowało na talerzach i zjedliśmy ze smakiem. - To ulubiona bluza Alexisa. Często ją nosi. - oznajmił mi.
- Ta jasne. On ma pełno tych ciuchów. - zaśmiałam się myjąc naczynia. - Robimy te babeczki. - powiedziałam stanowczo. Lukas wyciągnął wszystkie potrzebne składniki i zrobiliśmy ciasto. Nalaliśmy je do foremek i wstawiliśmy do piekarnika. Kiedy babeczki się piekły wspaniałomyślny Lukas wymyślił, żebym zrobiła pierniczki. Obiecał, że mi pomoże i w dodatku kupi ogromną czekoladę. Nie robiłam pierniczków już dłuższy czas. Trochę zapomniałam jak się robi, ale jak już przyszło co do czego to udało mi się wyrobić masę. Rozwałkowałam Lukasowi ciasto i wycinał pierniczki. Natomiast ja wyciągnęłam babeczki i położyłam je na blacie do wystygnięcia.
- Ejejej Łukasz nie przesadziłeś trochę? - odwróciłam się żeby zobaczyć czy niczego nie zepsuł.
- Niee, jeszcze mi rozwałkuj tego ciasta, bo szkoda żeby się zmarnowało. - odpowiedział mi podekscytowany. Skleiłam ze sobą resztki ciasta z tym jeszcze nierozwałkowanym i szybko rozwałkowałam, a Poldi sobie wycinał różne kształty. Miał jakieś foremki z literkami, cyferkami, kwiatuszki, serduszka, choinki, ludziki.. Po co mu to było jak nawet nie umiał zrobić ciasta. Powykładał pierwszą turę na blasze i włożyłam ją do piekarnika.
- Wujek co jemy dziś na obiad? - zaśmiałam się.
- Twoje ulubione danie. - lekko się uśmiechnął.
- Pizzę? - spytałam z nadzieją.
- Paelle. - odparł. - Od pizzy przytyjesz jeszcze bardziej. - wybuchł śmiechem.
- Oho, widzę, że tutaj przygotowania do świąt idą pełną parą. - weszła do kuchni mama.
- Zobacz mamo.. On na wycinał tych pierniczków jak głupi. - wskazałam na Niego.
- Dacie troche Alexisowi, Santiemu i reszcie. - uśmiechnęła się.
- Cześć córciu. - wszedł do kuchni tata, a ja właśnie wkładałam drugą blasze pierników. - Dzieciaki ze mną ubiorą choinkę - oznajmił. - Ty kochanie będziesz gotowała, a Klaudii i Lukasowi chyba damy już spokój na dzisiaj. - zaśmiał się.
- Ja będę zaraz je ozdabiał! - krzyknął Poldi i zabrał pierniki, które były już ostudzone na stół i zaczął ozdabiać lukrem. Wyciągnęłam tą drugą blasze i położyłam ją na blacie kuchennym. Umyłam ręce i przysiadłam się do Lukasa. Praktycznie na każdym serduszku napisał "ALEXIS". Znając życie stwierdzi, że ja to ozdabiałam. Nagle zadzwonił dzwonek do drzwi. Wstałam od stołu i poszłam otworzyć. W drzwiach stał Alexis z psami i torbą.
- Hej, przyniosłem Ci rzeczy. - powiedział i dał mi torebkę.
- Dziękuje. - odłożyłam ją.
- A i jeszcze jedno. Poszłabyś ze mną na spacer? - zapytał nieśmiało.
- Czekaj. - powiedziałam i poszłam do kuchni. - Mamo mogę iść na spacer z Alexisem? - zapytałam i wyszła do przedpokoju.
- Jasne, ale pod warunkiem, że wpadnie na obiad. - powiedziała z uśmiechem. Założyłam płaszczyk i wyszłam. Oczywiście ja wzięłam Atoma na smycz. Chyba nie byłabym sobą jakbym tego nie zrobiła.
- Co ona jakaś taka miła dla mnie? U was jakiś dzień żartów czy jak? - zapytał kiedy kierowaliśmy się do parku.
- Właśnie też się nad tym zastanawiam. Ale dobrze, że ma w miarę okej humor. Może się do Ciebie przekona i nie będzie mnie już chciała zabrać. - zaśmiałam się.
- No w sumie to tak. - uśmiechnął się. Usiedliśmy na ławce i pieski usiadły koło nas.
- Ej no zobacz jak on ślicznie wygląda. - wskazałam na Atoma. - Aż mu zrobie zdjęcie. - dodałam i zrobiłam. Uwielbiałam tego psa.
- Ale Ty go lubisz. - stwierdził Alexis z uśmiechem.
- Bardzo. Jest świetny. - odparłam i zaczął dzwonić mój telefon. Na dzwonku miałam piosenkę Enrique Iglesias i Nick Jam - El perdon. Spojrzałam na wyświetlacz. Oczywiście kto zadzwonił? Darek. Od razu odrzuciłam połączenie.
- Kto to? Nie odbierzesz? - zapytał.
- Nikt ważny. - blado się uśmiechnęłam. - Nie warto nawet odbierać. - dodałam.
- Hmm, no okej. Fajny masz dzwonek. - zmienił temat.
- To moja ulubiona piosenka. - uśmiechnęłam się.
- Moja też. - zaśmiał się i mnie przytulił.
- Nie przytulaj mnie tutaj. Nie chcę być jakąś nową panią Sanchez. - powiedziałam bardzo poważnie.
- Klaudia Sanchez fajnie to brzmi. - stwierdził.
- Ta. Kumpela mnie tak kiedyś nazywała. W ogóle koledzy ciągle wołali Alexis. Pani się pytała kogo nie ma, a oni Alexisa. Pani nie wiedziała nigdy o kogo chodzi. - szeroko się uśmiechnęłam na to wspomnienie.
- No to widzę, że sławny byłem. - zaśmiał się.
- Oj ciągle gadałam tylko Alexis to, Alexis tamto. Alexis ma kontuzje, Alexis nie zagra, Alexis strzelił gola. Moja mama miała mnie już dosyć. - opowiedziałam.
- Właśnie widać. - wybuchł śmiechem.
- Cicho. - zaśmiałam się. - A najlepsze było to, że jak zawsze strzeliłeś bramkę, to zawsze mówiłam, że każda jest dla mnie. I jak oglądałam mecze, to jak strzeliłeś gola zawsze pisałam mojej przyjaciółce, a ona zawsze na to "to pewnie dla Ciebie". - zaśmiałam się, a On mi się przyglądał. Najwyraźniej Go to bawiło. - W ogóle po co ja Ci to mówię? Pewnie masz mnie za jakąś nienormalną. Albo sądzisz, że jestem jakaś dziwna i psychiczna. - dodałam spoglądając na Niego.
- Ech. - westchnął. - Tu Cię rozczaruję, bo nie strzelałem ich dla Ciebie, ale mogę zacząć. - szeroko się uśmiechnął.
- Serio? - zapytałam.
- Serio, serio. Obiecuję Ci, że wszystkie gole jakie strzele, to będą dla Ciebie. - odparł.
- Okej. - przybiliśmy piątkę. - Zimno się robi. Wracajmy już. - wstałam z ławki i ruszyłam z Atomem w stronę domu. Alexis wstał za mną i po jakiś 15 minutach doszliśmy do mojego domu.
- Jesteśmy! - wrzasnęłam zamykając drzwi.
- Chodźcie do kuchni. - zawołała nas. Rozpięłam bluzę i weszliśmy do kuchni.
- To ulubiona bluza Alexisa. - powiedział Santi, kiedy mnie zobaczył.
- O Jezu.. kolejny. - westchnęłam. - Serio to Twoja ulubiona bluza? Jak tak to Ci ją oddam. - zwróciłam się do Chilijczyka.
- Coś Ty mam kilka takich bluz. Zostaw ją sobie. - uśmiechnął się do mnie i usiedliśmy przy stole.
- Oj Sanchez. - poklepał go po ramieniu Cazorla.
- O paella. Uwielbiam ją. - powiedział Sanchez kiedy mama podała jedzenie.
- Wiem, Klaudia mi truła zawsze głowę jak mieszkała jeszcze w Polsce, żebym jej to gotowała. - odpowiedziała mu.
- To akurat już wiem. - zaśmiał się. - Podobno miała Pani już jej dosyć. - dodał.
- A żebyś wiedział. - usiadła koło nas. A ja mało co nie udławiłam się słuchając tego.
- I było ciągle Alexis to, Alexis tamto. - spoglądał na mnie z uśmiechem.
- Skąd wiesz? - zaśmiała się moja mama.
- Słyszałem co nieco. - objął mnie ramieniem. - No nie przyszła Pani Sanchez? - zwrócił się do mnie. Santi spojrzał na nas wzrokiem pełnym zdziwienia. Nie wiedział co On odstawia.
- Oczywiście. - wybuchłam śmiechem.
- A pamiętam zawsze było tak "o patrz mamo mój mąż, no zobacz" albo latała po domu i pokazywała wszystkim Twoje zdjęcia. - Alexisa to najwyraźniej bawiło, ale mnie już nie bardzo.
- Mamo proszę, nie kompromituj mnie jeszcze bardziej.. - poprosiłam ją.
- Cicho żonko. Ja tam chcę się dowiedzieć więcej. - dał mi buziaka w policzek. Mina Cazorli była po prostu bezcenna.
- Nie, no już lepiej nic nie będę mówić. - zaśmiała się. - Ale powiem Ci, że na zdjęciach wyglądałeś na takiego malutkiego, a w rzeczywistości jesteś taki jak Klaudia. - stwierdziła mama i wyszła.
- Przepraszam Was za Nią. - powiedziałam szczerze.
- Spoko żonko. - przytulił mnie Chilijczyk.
- Nie dasz mi teraz spokoju, tak? - westchnęłam. - Nie nabijaj się już ze mnie. To było rok temu. - poprosiłam go.
- No dobraa.. Alexis. - uśmiechnął się szeroko i na śmianiu się i wspominaniu spędziliśmy cały wieczór..