DWA DNI PÓŹNIEJ..
Jeszcze dwa dni i święta. Dzisiaj wieczorem idę z Alexisem na to przyjęcie. Nie mam na to ochoty, ale obiecałam. Jest godzina 11;20. Sanchez ma być po mnie o 18;00 także mam jeszcze czas. Poldi oczywiście się z Nami zabierze. Nie chce mi się jeszcze wstawać. Wzięłam do ręki mój telefon i zaczęłam przeglądać inastagram, twittera i snapa. Nudno mi było trochę. Podniosłam się niechętnie z łóżka i zeszłam sobie na dół. Rodzice na zakupach, a Lukas lata po domu jak opętany i szuka nie wiadomo czego.
- Ty jeszcze się nie szykujesz? - zapytał zdziwiony, bo zeszłam sobie w piżamie.
- Po co tak wcześnie? Nawet jeszcze 12;00 nie ma. A Alexis ma być o 18;00. - zaczęłam się śmiać.
- W sumie po co ja się pytam. Ty się nigdy nie śpieszysz. - machnął ręką i dalej czegoś szukał.
- Chłopie czego Ty szukasz? - stanęłam przed Nim.
- Krawata. - odparł drapiąc się po głowie.
- A może jest w szafie? Nie pomyślałeś nad tym? - zapytałam sarkastycznie.
- Ty bez kitu. I co ja bym bez Ciebie zrobił? - przytulił mnie, po czym pobiegł do garderoby.
- Myślał. - powiedziałam i poszłam zrobić sobie śniadanie. Nie było nic innego poza płatkami. Szybko je zjadłam i poszłam sobie do salonu. Włączyłam sobie serial "Hotel Babylon" i oglądałam. Uwielbiałam go. I tak spędziłam chyba ze trzy godziny. Kiedy trzy odcinki się skończyły przełączyłam na jakiś głupi program i zaczął dzwonić mój telefon.
- Słucham? - odebrałam.
- O 18;00 mamy tam być. Alexis po Ciebie wpadnie o 17;00. - oznajmił Aaron.
- Okej. - odpowiedziałam i się rozłączyłam. Poszłam na górę do łazienki. Wzięłam prysznic, który zajął mi chyba z godzinę. Włożyłam na siebie czarną bieliznę i na to jakąś wielką koszulkę. Wysuszyłam moje włosy i trochę ułożyłam. Spojrzałam na zegarek. O kurde już po 16;30. Mam pół godziny. Szybko opuściłam łazienkę i poszłam do swojego pokoju. Usiadłam przed toaletką i nałożyłam na swoją twarz krem BB. Zmatowiłam to pudrem, po czym lekko wykonturowałam twarz. Podkreśliłam oczy cieniami i narysowałam kreski elinerem. Wytuszowałam rzęsy i pomalowałam usta jasnoróżową pomadką. Zostało mi 5 minut do przyjazdu Alexisa. Szybko podkreśliłam swoje brwi. Jeszcze zrobiłam małe poprawki w makijażu i był już gotowy.
- Klaudia! Zaraz jedziemy. - krzyknął Poldi.
- Ej muszę się ubrać! - odkrzyknęłam. Zabrałam wiszącą na wieszaku czarną sukienkę z rozkloszowanym dołem i plecami w koronkę. Na to założyłam jeszcze czarny żakiet. Na szyję założyłam łańcuszek z literką "A", który dostałam kiedyś od mamy. Natomiast na rękę srebrną bransoletkę z serduszkiem i zegarek ze srebrną tarczą oraz czarnym paskiem. Na nogi włożyłam szpilki, ale niezbyt wysokie. Wzięłam jeszcze czarną torebeczkę, do której schowałam mój telefon. Przejrzałam się jeszcze w lustrze i stwierdziłam, że wyglądam okej. Zeszłam na dół, a w salonie siedzieli już sobie Lukas i Alexis, którzy byli ubrani w garniaki i białe koszule.
- Czekamy już tutaj 10 minut. - oznajmił Poldi.
- Jak ślicznie, aż się napatrzeć nie mogę. - przyglądał mi się Alexis od góry do dołu.
- Dzięki. - uśmiechnęłam się. - Jedziemy? - zapytałam i Alexis się ogarnął.
- Tak, jasne. - zapatrzył się na mnie. Chłopaki wstali i poszliśmy do przedpokoju. Założyłam czarny płaszczyk i wyszliśmy do samochodu.
- Weź stary się tak nie przyglądaj na Nią, bo się jeszcze zakochasz. - zaczął śmiać się do Niego Lukas.
- Trudno. Warto będzie. - uśmiechnął się Sanchez.
- Uuuuu.. - zaczął Poldi.
- Oj zamknij się. - skarciłam go od razu i zaczęli się śmiać. Całą drogę przegadali o zbliżającym się meczu. Nie zbyt mnie to obchodziło. Z 10 minut przed 18;00 dojechaliśmy na miejsce. Alexis Zaparkował auto i wysiedliśmy z Niego.
- Gotowa? - spytał podając mi rękę.
- Gotowa. - uśmiechnęłam się i zacisnęłam Jego dłoń. Przed wejściem stała oczywiście grupka naszych znajomych. Szliśmy do nich za rękę, a Poldi koło nas.
- Czyżby nowa para? - zapytał Jack.
- Nie. - zaśmiał się Alexis. Już bałam się, że powie "tak" .
- Szkoda. - odparł Santi. - Kurde wyglądasz jak milion dolców. - skomplementował mnie.
- Moje milion dolców. - zaśmiał się Sanchez obejmując mnie od tyłu.
- Oj Alexis, Alexis. - machnęłam ręką.
- No a nie? - udawał smutnego.
- Porozmawiamy na ten temat później, a teraz chodźmy. - powiedziałam i ruszyłam za Aaronem na ogromną salę. Były tam stoliki, parkiet, grała muzyka. Nawet fortepian był.
- O patrz Alexis. Fortepian. - wskazał palcem Theo. - Zagrasz nam coś. - dodał śmiejąc się.
- Zastanowię się. - lekko się uśmiechnął i zajęliśmy miejsce przy ogromnym stole. Chilijczyk usiadł między mną, a Santim, a tuż koło mnie Poldi. Aaron natomiast usiadł wraz z Colleen na przeciwko nas. Na salę wręcz przybiegł Jack. Przywitał się ze mną całusem w policzek i zajął miejsce tuż koło Santiego. Gdzie go wcześniej wcięło? Przecież rozmawialiśmy z nim przed wejściem. Ale nie ważne. Jak przyszedł to od razu zaczął nalewać nam wina. Wypiłam kilka kieliszków i się trochę rozkręciłam. Chłopaki opowiadali różne żarty i śmiałam się jak głupia.
- Klaudyna, nie wracamy dziś do domu. Twoja matka nas rozpierdoli. - zaczął Poldi.
- To zapraszam do mnie. - zaśmiał się Alexis.
- A masz jakiś pokój na zbyciu? - od razu zareagował Lukas.
- Mam. - zaczął się śmiać. Tak w ogóle to On nie był pijany.
- Dobra Sanchez chodź nam coś zagrać. - wstał od stołu Danny.
- Okej. - odparł i poszedł w stronę stojącego fortepianu. Zabrałam Poldiego i poszliśmy do nich. Aaron i Colleen chyba już pojechali, bo się źle poczuła. Alexis usiadł przy nim i zaczął grać piosenkę Richarda Marxa "Right here waiting. " Lukas oczywiście nagrał go i wstawił nagranie na instagram. On gra tak ślicznie. W ogóle jest taki idealny. Albo jestem bardziej pijana, albo się w nim zakochuje.
- Ojej ja ślicznie. - powiedziałam głośno i wszyscy na mnie spojrzeli. - Nie wiedziałam, że umiesz tak ślicznie grać.
- Taka niespodzianka. - uśmiechnął się. Wróciliśmy do stołu i trochę jeszcze pogadaliśmy.Wypiłam jeszcze dwie lampki wina i Sanchez stwierdził, że będzie lepiej jak już wrócimy. Objął mnie ramieniem i poszliśmy do samochodu, a za nami Lukas. Kiedy stanęliśmy już przy aucie w szpilkach straciłam równowagę i poleciałam centralnie na Alexisa.
- Czy ja Ci kiedyś mówiłam, że masz takie cudne oczka? - powiedziałam.
- Jesteś pijana. - skwitował.
- Ohoho już zaczyna. Klaudyna więcej nie pijesz. - skarcił mnie Lukas.
- Przecież nie jestem pijana. - oburzyłam się i wsiadłam do samochodu. Chłopcy zrobili to samo i odjechaliśmy. Całą drogę nikt się nie odzywał, w sumie to i dobrze, bo od razu by mnie zdenerwowali. Droga minęła bardzo szybko. Weszłam do domu jako pierwsza. Rzuciłam torebkę w przedpokoju i ściągnęłam szpilki i płaszczyk.
- Nie wiem jak wy, ale ja idę spać. - stwierdził Poldi.
- Pierwsze drzwi na lewo. - powiedział Alexis, kiedy ten poszedł na górę.
- To ja idę się położyć na kanapę. - westchnęłam i poszłam w stronę salonu.
- Nie będziesz spała na kanapie. - odparł.
- To gdzie niby? - spytałam.
- Ze mną. - zaśmiał się.
- Hah, bardzo śmieszne. - prychnęłam.
- Nie udawaj takiej wkurzonej. Wiem, że i tak się na mnie nie gniewasz. - uśmiechnął się lekko.
- Ych. - poszłam na górę. - Idę się wykąpać. - oznajmiłam i weszłam do łazienki. Stanęłam przed lustrem i zmyłam mój makijaż. Bez niego poczułam się o wiele lepiej. Wybrałam sobie jeden z żeli pod prysznic, który stał na ogromnej półce. To był trudny wybór. Weszłam do kabiny i strumień ciepłej wody obmył moje ciało. Po jakiś piętnastu minutach wyszłam z niej i wytarłam ręcznikiem. Założyłam bieliznę i owinęłam włosy ręcznikiem w turban. Tuż koło grzejnika wisiał szlafrok. Nałożyłam Go na siebie i wyszłam z łazienki. Weszłam do Jego sypialni, ale Chilijczyka tam nie było. Pewnie poszedł do łazienki na dole. Stanęłam przed ogromnymi szklanymi drzwiami, które prowadzą na taras i przyglądałam się co jest za oknem. Zaczęłam sobie rozmyślać, nad moją znajomością z Sanchezem. Te Jego dzisiejsze słowa "Trudno, warto będzie." Może mu zależy?
- O już się wykąpałaś. - wszedł do sypialni Alexis. Miał potargane i mokre włosy oraz był w samych bokserkach.
- Tak. - uśmiechnęłam się. - Bo jest taka sprawa.. Mógłbyś mi dać jakąś koszulkę, bo nie będę spać w samej bieliźnie. - powiedziałam.
- Chwileczkę. - odparł i poszedł do garderoby. Po chwili wrócił z błękitną koszulką z nadrukiem nike.
- Dziękuje. - dałam mu buziaka w policzek i założyłam od razu tą koszulkę. - Jak ładnie pachnie. - zaśmiałam się.
- Dobra idziemy spać. - uśmiechnął się i położył na łóżku. - Kładziesz się koło mnie czy będziesz tak stać? - zapytał.
- No kładę się. - odpowiedziałam i położyłam się koło Niego odwracając plecami. Ten zgasił światło i próbowałam zasnąć. Leżałam chyba z piętnaście minut. Zamykałam i otwierałam oczy. Nie mogłam kompletnie zasnąć. - Aleexis.. - zaczęłam.
- Co?
- Śpisz? - zapytałam odwracając się w Jego stronę.
- Próbuję. A co? - odpowiedział mi.
- Jakoś nie mogę zasnąć. - powiedziałam patrząc w ciemności na Niego.
- Zaraz coś na to zaradzimy. - odparł przysuwając mnie do siebie. Przytuliłam się mocno do Niego. W dodatku złożył na moich ustach słodki pocałunek. - Śpij słodko Słońce. - powiedział i wtulił się we mnie. Od razu zasnęłam.
czwartek, 24 grudnia 2015
wtorek, 22 grudnia 2015
Rodział 10 - "I wiem, że ja też jestem ważny dla Ciebie."
Obudził mnie stojący nade mną Poldi.
- Co Ty chcesz człowieku? - przetarłam oczy.
- Klaudyna. - usiadł na łóżku. - Nie jedziemy dzisiaj na trening. Nie chce mi się. - rozwalił mi się na nim.
- W sumie mi też się nie chce. Tylko co powiesz Wengerowi? - zapytałam.
- Że źle się czułaś. Oj coś się wymyśli. - odpowiedział.
- Niech Ci będzie. - powiedziałam i poszłam dalej spać.
[Alexis]
Spóźniłem się na trening, bo zaspałem. Wbiegłem szybko na boisko, ale nie widziałem ani Klaudii, ani Lukasa. Co z nimi? Przywitałem się z chłopakami i jak to często bywa ćwiczyłem w parze z Jackiem.
- Ej stary gdzie jest Klaudia i Poldi? - zapytałem.
- Właśnie nie wiem. Ale Klaudia coś mi wczoraj wspominała o tym, że obawia się tego, że jej mamie nie spodoba się pomysł pozostania tutaj i wróci do Polski. - odpowiedział mi.
- Ty chyba sobie ze mnie żartujesz?! - uniosłem się.
- Nie żartuje. Ale mówiłem jej że jej nigdzie nie puszczę, a Ty w szczególności. - oznajmił mi.
- Wiesz jak Ona mi się podoba? - odparłem ze smutkiem. - Jest najlepsza na świecie. - dodałem.
- Widać to. Ty też dla Niej wiele znaczysz. - powiedział.
- Tak myślisz? - chciałem się upewnić.
- Przecież Ona od zawsze za Tobą. - zaśmiał się i trener zarządził żebyśmy zagrali mecz. Przez cały trening próbowałem nie myśleć o tym wszystkim. Ale niestety nic mi nie wychodziło. Tak bardzo nie chciałem tutaj być. Kiedy trening się skończył zszedłem pierwszy do szatni. Wziąłem prysznic i szybko wyszedłem z ośrodka. Wrzuciłem moją torbę treningową na tylne siedzenie i odjechałem do domu Podolskiego. Pędziłem jak nigdy dotąd. Bałem się, że rodzice zabiorą ją już przed świętami. Gdyby stała policja chyba już nie miałbym prawa jazdy. Najszybciej jak tylko mogłem zaparkowałem pod domem mojego najlepszego kumpla i udałem się do drzwi. Zadzwoniłem dzwonkiem i po chwili mi otworzył.
- Jest Klaudia? - spytałem od razu.
- Myślałem, że wpadłeś do mnie. - zaśmiał się.
- Mam jej coś ważnego do powiedzenia. - powiedziałem.
- Jest na górze u siebie. Chyba ogląda jakiś film. - powiedział i szybko tam poszedłem. Dobijałem się chyba do drzwi jej pokoju jak głupi.
[Klaudia]
Oglądałam sobie właśnie "Dlaczego ja?" na ipla. Usłyszałam jak ktoś dobija się do mojego pokoju. Kto to mógłby być. Przecież na pewno nie Lukas. On zawsze wchodzi bez pytania. Wstałam z łóżka i poszłam otworzyć.
- Kto.. - nie dokończyłam, ponieważ Alexis wbił się w moje wargi, zamykając od razu drzwi. Przyparł mnie do ściany i całował moje usta z namiętnością. Tym pocałunkiem chciał chyba coś wyrazić. Tylko, że ja nie wiem o co kompletnie chodzi. Kiedy oderwał się ode mnie spojrzał mi głęboko w oczy. Popatrzyłam na Niego zdezorientowana. Co on do cholery odwala?
- Nie wracaj do Polski. Proszę.. - powiedział bez tchu.
- Co? Nigdzie nie zamierzam wracać. - o co mu do cholery chodziło? - Dlaczego mnie pocałowałeś? - spytałam.
- Stwierdziłem, że jeśli wyjedziesz to muszę Cię pocałować. I zrobić to jak najszybciej. Chciałem Ci pokazać jak bardzo jesteś dla mnie ważna. - przytulił mnie. - I wiem, że ja też jestem ważny dla Ciebie. - dodał.
- Jesteś i to bardzo. Ale czegoś nie rozumiem. - powiedziałam siadając na łóżku. - Skąd Ty to wiesz, że ja w ogóle mam zamiar wracać do Polski? - spytałam kiedy usiadł koło mnie.
- Jack mi powiedział, że obawiasz się tego, że mama będzie Ci kazała wracać. - odpowiedział spuszczając głowę.
- Co za debil. - skwitowałam. - Ale całujesz całkiem nieźle. - zaśmiałam się przytulając go do siebie.
- Ty też jesteś niezła. - powiedział z cwaniackim uśmieszkiem. - Wiesz co, moja rodzina przyjeżdża tutaj na święta. - odparł.
- Ojej jak super! - uśmiechnęłam się.
- Chciałbym, abyś poznała moją mamę. - oznajmił.
- Okej, ja ją z chęcią poznam. - odparłam. - Coraz więcej niespodzianek. - zaśmiałam się.
- Pewnie. - uśmiechnął się lekko.
- Chodźmy na dół. - złapałam go za rękę i zeszliśmy na dół.
- Teraz możemy pogadać. - powiedział do mojego wujka.
- Mówił coś Wenger? - spytał od razu.
- Nie. - uśmiechnął się. - A czemu was nie było?
- Bo nam się nie chciało. - widziałam, że Poldi chciał już coś wymyślać. - Dobra ja idę dalej oglądać. Pewnie już nie zejdę. Pa. - pożegnałam się z Alexisem zabierając przy tym dwie paczki chipsów.
- Pa. - pożegnał się i wróciłam do swojego pokoju. Obejrzałam jeszcze kilka odcinków, zjadłam moją "kolację" i zasnęłam.
- Co Ty chcesz człowieku? - przetarłam oczy.
- Klaudyna. - usiadł na łóżku. - Nie jedziemy dzisiaj na trening. Nie chce mi się. - rozwalił mi się na nim.
- W sumie mi też się nie chce. Tylko co powiesz Wengerowi? - zapytałam.
- Że źle się czułaś. Oj coś się wymyśli. - odpowiedział.
- Niech Ci będzie. - powiedziałam i poszłam dalej spać.
[Alexis]
Spóźniłem się na trening, bo zaspałem. Wbiegłem szybko na boisko, ale nie widziałem ani Klaudii, ani Lukasa. Co z nimi? Przywitałem się z chłopakami i jak to często bywa ćwiczyłem w parze z Jackiem.
- Ej stary gdzie jest Klaudia i Poldi? - zapytałem.
- Właśnie nie wiem. Ale Klaudia coś mi wczoraj wspominała o tym, że obawia się tego, że jej mamie nie spodoba się pomysł pozostania tutaj i wróci do Polski. - odpowiedział mi.
- Ty chyba sobie ze mnie żartujesz?! - uniosłem się.
- Nie żartuje. Ale mówiłem jej że jej nigdzie nie puszczę, a Ty w szczególności. - oznajmił mi.
- Wiesz jak Ona mi się podoba? - odparłem ze smutkiem. - Jest najlepsza na świecie. - dodałem.
- Widać to. Ty też dla Niej wiele znaczysz. - powiedział.
- Tak myślisz? - chciałem się upewnić.
- Przecież Ona od zawsze za Tobą. - zaśmiał się i trener zarządził żebyśmy zagrali mecz. Przez cały trening próbowałem nie myśleć o tym wszystkim. Ale niestety nic mi nie wychodziło. Tak bardzo nie chciałem tutaj być. Kiedy trening się skończył zszedłem pierwszy do szatni. Wziąłem prysznic i szybko wyszedłem z ośrodka. Wrzuciłem moją torbę treningową na tylne siedzenie i odjechałem do domu Podolskiego. Pędziłem jak nigdy dotąd. Bałem się, że rodzice zabiorą ją już przed świętami. Gdyby stała policja chyba już nie miałbym prawa jazdy. Najszybciej jak tylko mogłem zaparkowałem pod domem mojego najlepszego kumpla i udałem się do drzwi. Zadzwoniłem dzwonkiem i po chwili mi otworzył.
- Jest Klaudia? - spytałem od razu.
- Myślałem, że wpadłeś do mnie. - zaśmiał się.
- Mam jej coś ważnego do powiedzenia. - powiedziałem.
- Jest na górze u siebie. Chyba ogląda jakiś film. - powiedział i szybko tam poszedłem. Dobijałem się chyba do drzwi jej pokoju jak głupi.
[Klaudia]
Oglądałam sobie właśnie "Dlaczego ja?" na ipla. Usłyszałam jak ktoś dobija się do mojego pokoju. Kto to mógłby być. Przecież na pewno nie Lukas. On zawsze wchodzi bez pytania. Wstałam z łóżka i poszłam otworzyć.
- Kto.. - nie dokończyłam, ponieważ Alexis wbił się w moje wargi, zamykając od razu drzwi. Przyparł mnie do ściany i całował moje usta z namiętnością. Tym pocałunkiem chciał chyba coś wyrazić. Tylko, że ja nie wiem o co kompletnie chodzi. Kiedy oderwał się ode mnie spojrzał mi głęboko w oczy. Popatrzyłam na Niego zdezorientowana. Co on do cholery odwala?
- Nie wracaj do Polski. Proszę.. - powiedział bez tchu.
- Co? Nigdzie nie zamierzam wracać. - o co mu do cholery chodziło? - Dlaczego mnie pocałowałeś? - spytałam.
- Stwierdziłem, że jeśli wyjedziesz to muszę Cię pocałować. I zrobić to jak najszybciej. Chciałem Ci pokazać jak bardzo jesteś dla mnie ważna. - przytulił mnie. - I wiem, że ja też jestem ważny dla Ciebie. - dodał.
- Jesteś i to bardzo. Ale czegoś nie rozumiem. - powiedziałam siadając na łóżku. - Skąd Ty to wiesz, że ja w ogóle mam zamiar wracać do Polski? - spytałam kiedy usiadł koło mnie.
- Jack mi powiedział, że obawiasz się tego, że mama będzie Ci kazała wracać. - odpowiedział spuszczając głowę.
- Co za debil. - skwitowałam. - Ale całujesz całkiem nieźle. - zaśmiałam się przytulając go do siebie.
- Ty też jesteś niezła. - powiedział z cwaniackim uśmieszkiem. - Wiesz co, moja rodzina przyjeżdża tutaj na święta. - odparł.
- Ojej jak super! - uśmiechnęłam się.
- Chciałbym, abyś poznała moją mamę. - oznajmił.
- Okej, ja ją z chęcią poznam. - odparłam. - Coraz więcej niespodzianek. - zaśmiałam się.
- Pewnie. - uśmiechnął się lekko.
- Chodźmy na dół. - złapałam go za rękę i zeszliśmy na dół.
- Teraz możemy pogadać. - powiedział do mojego wujka.
- Mówił coś Wenger? - spytał od razu.
- Nie. - uśmiechnął się. - A czemu was nie było?
- Bo nam się nie chciało. - widziałam, że Poldi chciał już coś wymyślać. - Dobra ja idę dalej oglądać. Pewnie już nie zejdę. Pa. - pożegnałam się z Alexisem zabierając przy tym dwie paczki chipsów.
- Pa. - pożegnał się i wróciłam do swojego pokoju. Obejrzałam jeszcze kilka odcinków, zjadłam moją "kolację" i zasnęłam.
niedziela, 20 grudnia 2015
Rozdział 9 - " Dziękuje Ci bardzo. Jesteś taka kochana."
piik piik piik
Obudził mnie dzwoniący mi nad głową budzik. Wstałam i zastanawiałam się w co się ubrać. Wybrałam czarne spodnie i szary sweterek. Zabrałam ciuchy i poszłam do łazienki. Wykonałam poranną toaletę i przebrałam się we wcześniej wybrane ciuchy. Wróciłam do pokoju i wykonałam mój codzienny makijaż. Założyłam jeszcze skarpetki, po czym zabierając telefon zeszłam na dół do kuchni. Tradycyjnie siedział sobie w niej Lukas i czekał na mnie.
- A rodzice jeszcze śpią? - zapytałam jedząc kanapkę zrobioną przez mojego wujaszka.
- Tak, napisałem im kartkę, że będziemy na treningu. - odpowiedział.
- Okej, w takim razie jedziemy. - wstałam od stołu i położyłam do zlewu nasze talerze. Poldi zabrał swoją torbę treningową i ubrał się. Weszłam za nim do przedpokoju i założyłam kurtkę oraz moje ulubione czarne maxy. - Wyglądamy tak świetnie, że pasowałoby zrobić fotkę. - zaśmiałam się.
- Okej. - Zrobił głupią minę i zrobiłam nam fotkę w lustrze, po czym wyszliśmy do samochodu i odjechaliśmy. Wstawiłam to zdjęcie na instagrama z dopiskiem "Tajni agenci normalnie! :D #family #bestuncle "
- Wiesz co, boję się, że mamie nie podoba się ten cały pomysł abym tutaj została.. W ogóle jest tak bardzo sceptycznie nastawiona do Alexisa, że nawet On sam to zauważył. Ja nie chcę wracać do Polski. - powiedziałam mu o swoich obawach.
- Młoda nie bój żaby. - pocieszył mnie, jak to zawsze On. - Nigdzie nie wyjedziesz. Nie puszczę Cię, a chłopaki i w szczególności Alexis tym bardziej. Fajnie mi się z Tobą mieszka. Przynajmniej mam co robić. - dodał.
- Jesteś kochanym wujaszkiem. - uśmiechnęłam się do Niego.
- No wiem. - zaśmiał się kiedy parkował pod ośrodkiem.
- A i po treningu jadę z Jackiem kupić prezent dla Alexisa. Tylko proszę Cię nie wygadaj mu się. Błagam. - zaczęłam go prosić.
- Dobra przyrzekam, że się nie wygadam. - odparł i udaliśmy się w stronę ośrodka. Oczywiście spóźnieni.
***
Dwie godziny później trening się skończył i od razu z Jackiem szybko wyszliśmy z ośrodka, po czym odjechaliśmy do jednej z galerii handlowych.
- To gdzie najpierw idziemy? - zapytał. - Co w ogóle chcesz mu kupić?
- Do smyka. Chciałabym mu kupić Misia. Będzie miał po mnie miłą pamiątkę. - odpowiedziałam mu.
- Pamiątkę? - spojrzał na mnie dziwnie.
- Nie mów nikomu, ale boję się, że mojej mamie nie spodoba się ten mój pobyt w Londynie. Rozmawiałam z Poldim na ten temat i pocieszał mnie, że nigdzie mnie nie puści i tak dalej. - powiedziałam mu o tym.
- Nigdzie nie wyjedziesz. - powiedział stanowczo i udaliśmy się do Smyka. Wybrałam takiego ogromnego, brązowego misia i udaliśmy się do kasy. Zapłaciłam za Niego, po czym Jack odwiózł mnie do domu. Wzięłam tego misia i weszłam do domu.
- Klaudyna i co kupiłaś? - wyszedł do przedpokoju Poldi.
- Misia. - uśmiechnęłam się i zaniosłam go do pokoju, po czym wróciłam do kuchni.
- Kochanie musimy porozmawiać. - weszła do kuchni mama.
- O czym? - zapytałam od razu. Czyli moje obawy się potwierdziły.
- Chodzi o to, że chciałabym abyś po świętach wróciła z nami do Polski. - oznajmiła.
- Sorry siostra, ale Ona jest tutaj grzeczna. Super sobie radzi, świetnie mi się z Nią mieszka. Nie puszczę jej. A w chłopaki tym bardziej, szczególnie Alexis. - od razu się wtrącił. Ogólnie denerwuje mnie to jak ktoś się wtrąca, ale za to się wcale nie denerwuje.
- Właśnie, Alexis. - powiedziała ze zmartwieniem.
- Mamo przestań. Przyjaźnimy się po prostu. - odparłam ze łzami w oczach. - Proszę Cię mamo. Ja się tutaj czuję bardzo dobrze. Nie chce wracać do Polski. - zaczęłam ją prosić.
- Dobra, niech Ci będzie. Widzę, że nic tutaj nie zdołam. - stwierdziła.
- Dzień dobry! - wszedł uśmiechnięty Alexis.
- Witam. - powiedział ucieszony Santi. - Ja wraz z Lukasem zaplanowaliśmy dla was wszystkich darmowe oprowadzanie po okolicy. - oznajmił im.
- A Klaudia i Alexis? - spytała spoglądając na nas.
- My teraz idziemy załatwić ważną sprawę. - powiedziałam i wyszliśmy.
- Teraz to już bardziej mnie nie lubi. - zaczął się śmiać kiedy szliśmy do Aarona.
- Weź, bez przesady. - pocieszyłam go, a ten zapukał do drzwi.
- Alexis, Klaudia! Nie spodziewałem się was tutaj. Wchodźcie. - wpuścił nas. - To jest moja narzeczona Colleen. - przedstawił mi ją.
- Jestem Klaudia. Siostra Aarona. - uścisnęłam jej dłoń.
- Miło mi Cię poznać. Dużo o Tobie słyszałam. - uśmiechnęła się.
- My tutaj po was przyszliśmy i idziemy do Poldiego. - oznajmił im Alexis.
- No to my w sumie gotowi. Więc chodźmy. - zaśmiał się Aaron i wyszliśmy ponownie do nas.
- Siadajcie na kanapie. - zaprowadziłam ich do salonu. - Kawy, herbaty? - zapytałam z grzeczności.
- Soku. - odparła moja przyszła bratowa. Poszłam do kuchni i nalałam do szklanek soku, po czym wróciłam z nimi i podałam je Colleen, Aaronowi i Alexisowi. Usiadłam sobie na fotelu na przeciwko ich i się im przyglądałam. Chciałam im o tym powiedzieć, że rodzice już są, ale nie wiedziałam jak.
- Klaudia chyba chce wam coś powiedzieć. - powiedział Alexis, aby mnie zachęcić.
- Głównie Aaronowi, bo nie wiem czy Colleen o tym wie. - oznajmiłam. Narzeczona mojego brata spojrzała na Niego pytająco.
- Mów. - odparł stanowczo.
- Rodzice przyjechali. - szybko powiedziałam.
- Co? O nie.. Ja wracam do domu. - chciał wstać z kanapy.
- Obiecałeś mi coś. - spojrzałam na Niego ze łzami w oczach.
- Zostań tutaj. - powiedziała Colleen widząc, że jestem smutna.
- Niech wam będzie. Nie chcę, żebyś przeze mnie płakała. - zwrócił się do mnie. Po chwili rozległ się dźwięk otwierających się drzwi. Boję się trochę. Do pokoju wszedł Santi.
- To ja już będę szedł. Do jutra Młoda. Pa Colleen. - pożegnał się ze mną i dziewczyną brata. - Narazie stary. - podał rękę mojemu bratu i wraz z Santim wyszli.
- Ja chyba nie dam rady. - stwierdził Aaron.
- Dasz radę. To nie będzie takie trudne. - uśmiechnęłam się do Niego. Do salonu wszedł Poldi i usiadł na boku mojego fotela.
- Ej to była ta sprawa, co miałaś załatwić z Alexisem? - szepnął mi do ucha, a ja pokiwałam głową.
- Aaron! - krzyknęła wręcz mama, kiedy weszła do salonu.
- Cześć mamo. - wstał i ją przytulił.
- Czy Ty już całkiem zwariowałaś? Czego się tak drzesz? - wszedł tata. Kiedy Go zobaczył w ogóle nie zareagował. Zachował się tak, jakby był dla Niego jakimś nieznajomym.
- Wy sobie tutaj porozmawiajcie, a ja mam do załatwienia coś bardzo ważnego. - oznajmiłam i poszłam na górę. Zabrałam tego ogromnego misia i wyszłam z domu. Alexis mieszkał kilka domów dalej ode mnie więc przeszłam się kawałek. Ludzie patrzyli na mnie i zastanawiali się pewnie skąd go mam. Kiedy już stanęłam pod furtką otworzyłam ją i weszłam na podwórko. Zadzwoniłam dzwonkiem do drzwi i schowałam misia za siebie.
- Pogodzili się? - zapytał kiedy otworzył drzwi.
- Nie wiem. - odpowiedziałam i weszłam do środka.
- Okej. - powiedział i wszedł za mną do salonu.
- To dla Ciebie. Nie wiedziałam co Ci kupić, a tak będziesz miał miłą pamiątkę przynajmniej. - dałam mu tego misia. - Nigdy nie myślałam, że będę mogła złożyć Ci życzenia osobiście. Ale teraz będzie tak spontanicznie, więc z okazji urodziny życzę Ci zdrowia, szczęścia, wielu przyjaciół i fanów. Jesteś wyjątkowy. Pamiętaj o tym. Chcę Ci również życzyć wielu goli i asyst. Zawsze będziesz moim idolem niezależnie co się wydarzy. Wszystkiego najlepszego. Uwielbiam Cię. - złożyłam mu te życzenia.
- Dziękuje Ci bardzo. Jesteś taka kochana. - przytulił mnie mocno. - Nie musiałaś mi tego kupować. - uśmiechnął się lekko. - Chodź zrobię Ci herbaty. - zaprowadził mnie do kuchni.
- Wolę coś do jedzenia, bo od rana zjadłam tylko kanapkę. - powiedziałam siadając na krześle.
- Właśnie gotowałem spaghetti. Chcesz? - zapytał.
- Jasne. Zjem wszystko co mi dasz. - zaśmiałam się.
- Proszę. - podał mi talerz pełen spaghetti i usiadł ze swoim na przeciwko mnie.
- Siema stary! Wszystkiego najlepszego! - wszedł bez pukania jakiś chłopak. Wysoki, ciemny brunet. To pewnie jakiś Jego przyjaciel. - Ooo a Ciebie to nie znam. - zwrócił się do mnie.
- Klaudia jestem. - podałam mu dłoń.
- A ja Mauro. - uśmiechnął się. - Ej Ty jesteś ta Klaudia Ramsey. Alexis mi ciągle o Tobie gada. Już mam go dosyć. - wygadał się.
- Weź się zamknij. - syknął Alexis, a ja się zarumieniłam.
- No taka prawda. Ciągle Klaudia to, Klaudia tamto. - zaśmiał się.
- Ale ja Ci przyjebie. - stwierdził Alexis śmiejąc się. Nie wiedziałam czy się na Niego zdenerwował czy nie. Mój telefon zaczął wibrować. Przyszedł mi SMS. Od razu odblokowałam go. Dostałam SMS'a od Poldiego. "POGODZILI SIĘ! :)"
- Pogodzili się! - wrzasnęłam i przytuliłam się do Sancheza całując go w policzek.
- No to super. - mocno mnie przytulił. - Ciemno już za oknem w sumie. Odprowadzić Cię? - spytał.
- Jeśli to nie problem. - odparłam i wyszliśmy z Jego willi. Podprowadził mnie pod same drzwi. Pożegnał się i weszłam do domu. W przedpokoju stała mama.
- Gdzie byłaś? - spytała.
- Dać prezent Alexisowi. Ma dzisiaj urodziny. Nie bój się nie zrobiłam nic głupiego. Kupiłam mu misia. - odpowiedziałam śmiejąc się. Ta jej obawa mnie już po prostu śmieszyła.
- On może mieć praktycznie wszystko, a Ty mu kupiłaś misia? - spojrzała na mnie jak na głupią.
- Jemu się spodobało. - odparłam i poszłam na górę. Zmyłam makijaż oraz wzięłam szybki prysznic. Chciało mi się spać, więc się położyłam. Nagle przyszło mi coś na direct na instagramie. Od razu odczytałam. Alexis wysłał mi swoje zdjęcie z tym misiem. "Jest cudowny. Na prawdę Ci dziękuje. <3" dopisał do Niego. "Nie ma za co. Czego się nie robi dla najlepszego przyjaciela, a zarazem faceta pod słońcem.. :* " Sama nie wiem czemu mu tak odpisałam. Wyłączyłam internet i zasnęłam.
Obudził mnie dzwoniący mi nad głową budzik. Wstałam i zastanawiałam się w co się ubrać. Wybrałam czarne spodnie i szary sweterek. Zabrałam ciuchy i poszłam do łazienki. Wykonałam poranną toaletę i przebrałam się we wcześniej wybrane ciuchy. Wróciłam do pokoju i wykonałam mój codzienny makijaż. Założyłam jeszcze skarpetki, po czym zabierając telefon zeszłam na dół do kuchni. Tradycyjnie siedział sobie w niej Lukas i czekał na mnie.
- A rodzice jeszcze śpią? - zapytałam jedząc kanapkę zrobioną przez mojego wujaszka.
- Tak, napisałem im kartkę, że będziemy na treningu. - odpowiedział.
- Okej, w takim razie jedziemy. - wstałam od stołu i położyłam do zlewu nasze talerze. Poldi zabrał swoją torbę treningową i ubrał się. Weszłam za nim do przedpokoju i założyłam kurtkę oraz moje ulubione czarne maxy. - Wyglądamy tak świetnie, że pasowałoby zrobić fotkę. - zaśmiałam się.
- Okej. - Zrobił głupią minę i zrobiłam nam fotkę w lustrze, po czym wyszliśmy do samochodu i odjechaliśmy. Wstawiłam to zdjęcie na instagrama z dopiskiem "Tajni agenci normalnie! :D #family #bestuncle "
- Wiesz co, boję się, że mamie nie podoba się ten cały pomysł abym tutaj została.. W ogóle jest tak bardzo sceptycznie nastawiona do Alexisa, że nawet On sam to zauważył. Ja nie chcę wracać do Polski. - powiedziałam mu o swoich obawach.
- Młoda nie bój żaby. - pocieszył mnie, jak to zawsze On. - Nigdzie nie wyjedziesz. Nie puszczę Cię, a chłopaki i w szczególności Alexis tym bardziej. Fajnie mi się z Tobą mieszka. Przynajmniej mam co robić. - dodał.
- Jesteś kochanym wujaszkiem. - uśmiechnęłam się do Niego.
- No wiem. - zaśmiał się kiedy parkował pod ośrodkiem.
- A i po treningu jadę z Jackiem kupić prezent dla Alexisa. Tylko proszę Cię nie wygadaj mu się. Błagam. - zaczęłam go prosić.
- Dobra przyrzekam, że się nie wygadam. - odparł i udaliśmy się w stronę ośrodka. Oczywiście spóźnieni.
***
Dwie godziny później trening się skończył i od razu z Jackiem szybko wyszliśmy z ośrodka, po czym odjechaliśmy do jednej z galerii handlowych.
- To gdzie najpierw idziemy? - zapytał. - Co w ogóle chcesz mu kupić?
- Do smyka. Chciałabym mu kupić Misia. Będzie miał po mnie miłą pamiątkę. - odpowiedziałam mu.
- Pamiątkę? - spojrzał na mnie dziwnie.
- Nie mów nikomu, ale boję się, że mojej mamie nie spodoba się ten mój pobyt w Londynie. Rozmawiałam z Poldim na ten temat i pocieszał mnie, że nigdzie mnie nie puści i tak dalej. - powiedziałam mu o tym.
- Nigdzie nie wyjedziesz. - powiedział stanowczo i udaliśmy się do Smyka. Wybrałam takiego ogromnego, brązowego misia i udaliśmy się do kasy. Zapłaciłam za Niego, po czym Jack odwiózł mnie do domu. Wzięłam tego misia i weszłam do domu.
- Klaudyna i co kupiłaś? - wyszedł do przedpokoju Poldi.
- Misia. - uśmiechnęłam się i zaniosłam go do pokoju, po czym wróciłam do kuchni.
- Kochanie musimy porozmawiać. - weszła do kuchni mama.
- O czym? - zapytałam od razu. Czyli moje obawy się potwierdziły.
- Chodzi o to, że chciałabym abyś po świętach wróciła z nami do Polski. - oznajmiła.
- Sorry siostra, ale Ona jest tutaj grzeczna. Super sobie radzi, świetnie mi się z Nią mieszka. Nie puszczę jej. A w chłopaki tym bardziej, szczególnie Alexis. - od razu się wtrącił. Ogólnie denerwuje mnie to jak ktoś się wtrąca, ale za to się wcale nie denerwuje.
- Właśnie, Alexis. - powiedziała ze zmartwieniem.
- Mamo przestań. Przyjaźnimy się po prostu. - odparłam ze łzami w oczach. - Proszę Cię mamo. Ja się tutaj czuję bardzo dobrze. Nie chce wracać do Polski. - zaczęłam ją prosić.
- Dobra, niech Ci będzie. Widzę, że nic tutaj nie zdołam. - stwierdziła.
- Dzień dobry! - wszedł uśmiechnięty Alexis.
- Witam. - powiedział ucieszony Santi. - Ja wraz z Lukasem zaplanowaliśmy dla was wszystkich darmowe oprowadzanie po okolicy. - oznajmił im.
- A Klaudia i Alexis? - spytała spoglądając na nas.
- My teraz idziemy załatwić ważną sprawę. - powiedziałam i wyszliśmy.
- Teraz to już bardziej mnie nie lubi. - zaczął się śmiać kiedy szliśmy do Aarona.
- Weź, bez przesady. - pocieszyłam go, a ten zapukał do drzwi.
- Alexis, Klaudia! Nie spodziewałem się was tutaj. Wchodźcie. - wpuścił nas. - To jest moja narzeczona Colleen. - przedstawił mi ją.
- Jestem Klaudia. Siostra Aarona. - uścisnęłam jej dłoń.
- Miło mi Cię poznać. Dużo o Tobie słyszałam. - uśmiechnęła się.
- My tutaj po was przyszliśmy i idziemy do Poldiego. - oznajmił im Alexis.
- No to my w sumie gotowi. Więc chodźmy. - zaśmiał się Aaron i wyszliśmy ponownie do nas.
- Siadajcie na kanapie. - zaprowadziłam ich do salonu. - Kawy, herbaty? - zapytałam z grzeczności.
- Soku. - odparła moja przyszła bratowa. Poszłam do kuchni i nalałam do szklanek soku, po czym wróciłam z nimi i podałam je Colleen, Aaronowi i Alexisowi. Usiadłam sobie na fotelu na przeciwko ich i się im przyglądałam. Chciałam im o tym powiedzieć, że rodzice już są, ale nie wiedziałam jak.
- Klaudia chyba chce wam coś powiedzieć. - powiedział Alexis, aby mnie zachęcić.
- Głównie Aaronowi, bo nie wiem czy Colleen o tym wie. - oznajmiłam. Narzeczona mojego brata spojrzała na Niego pytająco.
- Mów. - odparł stanowczo.
- Rodzice przyjechali. - szybko powiedziałam.
- Co? O nie.. Ja wracam do domu. - chciał wstać z kanapy.
- Obiecałeś mi coś. - spojrzałam na Niego ze łzami w oczach.
- Zostań tutaj. - powiedziała Colleen widząc, że jestem smutna.
- Niech wam będzie. Nie chcę, żebyś przeze mnie płakała. - zwrócił się do mnie. Po chwili rozległ się dźwięk otwierających się drzwi. Boję się trochę. Do pokoju wszedł Santi.
- To ja już będę szedł. Do jutra Młoda. Pa Colleen. - pożegnał się ze mną i dziewczyną brata. - Narazie stary. - podał rękę mojemu bratu i wraz z Santim wyszli.
- Ja chyba nie dam rady. - stwierdził Aaron.
- Dasz radę. To nie będzie takie trudne. - uśmiechnęłam się do Niego. Do salonu wszedł Poldi i usiadł na boku mojego fotela.
- Ej to była ta sprawa, co miałaś załatwić z Alexisem? - szepnął mi do ucha, a ja pokiwałam głową.
- Aaron! - krzyknęła wręcz mama, kiedy weszła do salonu.
- Cześć mamo. - wstał i ją przytulił.
- Czy Ty już całkiem zwariowałaś? Czego się tak drzesz? - wszedł tata. Kiedy Go zobaczył w ogóle nie zareagował. Zachował się tak, jakby był dla Niego jakimś nieznajomym.
- Wy sobie tutaj porozmawiajcie, a ja mam do załatwienia coś bardzo ważnego. - oznajmiłam i poszłam na górę. Zabrałam tego ogromnego misia i wyszłam z domu. Alexis mieszkał kilka domów dalej ode mnie więc przeszłam się kawałek. Ludzie patrzyli na mnie i zastanawiali się pewnie skąd go mam. Kiedy już stanęłam pod furtką otworzyłam ją i weszłam na podwórko. Zadzwoniłam dzwonkiem do drzwi i schowałam misia za siebie.
- Pogodzili się? - zapytał kiedy otworzył drzwi.
- Nie wiem. - odpowiedziałam i weszłam do środka.
- Okej. - powiedział i wszedł za mną do salonu.
- To dla Ciebie. Nie wiedziałam co Ci kupić, a tak będziesz miał miłą pamiątkę przynajmniej. - dałam mu tego misia. - Nigdy nie myślałam, że będę mogła złożyć Ci życzenia osobiście. Ale teraz będzie tak spontanicznie, więc z okazji urodziny życzę Ci zdrowia, szczęścia, wielu przyjaciół i fanów. Jesteś wyjątkowy. Pamiętaj o tym. Chcę Ci również życzyć wielu goli i asyst. Zawsze będziesz moim idolem niezależnie co się wydarzy. Wszystkiego najlepszego. Uwielbiam Cię. - złożyłam mu te życzenia.
- Dziękuje Ci bardzo. Jesteś taka kochana. - przytulił mnie mocno. - Nie musiałaś mi tego kupować. - uśmiechnął się lekko. - Chodź zrobię Ci herbaty. - zaprowadził mnie do kuchni.
- Wolę coś do jedzenia, bo od rana zjadłam tylko kanapkę. - powiedziałam siadając na krześle.
- Właśnie gotowałem spaghetti. Chcesz? - zapytał.
- Jasne. Zjem wszystko co mi dasz. - zaśmiałam się.
- Proszę. - podał mi talerz pełen spaghetti i usiadł ze swoim na przeciwko mnie.
- Siema stary! Wszystkiego najlepszego! - wszedł bez pukania jakiś chłopak. Wysoki, ciemny brunet. To pewnie jakiś Jego przyjaciel. - Ooo a Ciebie to nie znam. - zwrócił się do mnie.
- Klaudia jestem. - podałam mu dłoń.
- A ja Mauro. - uśmiechnął się. - Ej Ty jesteś ta Klaudia Ramsey. Alexis mi ciągle o Tobie gada. Już mam go dosyć. - wygadał się.
- Weź się zamknij. - syknął Alexis, a ja się zarumieniłam.
- No taka prawda. Ciągle Klaudia to, Klaudia tamto. - zaśmiał się.
- Ale ja Ci przyjebie. - stwierdził Alexis śmiejąc się. Nie wiedziałam czy się na Niego zdenerwował czy nie. Mój telefon zaczął wibrować. Przyszedł mi SMS. Od razu odblokowałam go. Dostałam SMS'a od Poldiego. "POGODZILI SIĘ! :)"
- Pogodzili się! - wrzasnęłam i przytuliłam się do Sancheza całując go w policzek.
- No to super. - mocno mnie przytulił. - Ciemno już za oknem w sumie. Odprowadzić Cię? - spytał.
- Jeśli to nie problem. - odparłam i wyszliśmy z Jego willi. Podprowadził mnie pod same drzwi. Pożegnał się i weszłam do domu. W przedpokoju stała mama.
- Gdzie byłaś? - spytała.
- Dać prezent Alexisowi. Ma dzisiaj urodziny. Nie bój się nie zrobiłam nic głupiego. Kupiłam mu misia. - odpowiedziałam śmiejąc się. Ta jej obawa mnie już po prostu śmieszyła.
- On może mieć praktycznie wszystko, a Ty mu kupiłaś misia? - spojrzała na mnie jak na głupią.
- Jemu się spodobało. - odparłam i poszłam na górę. Zmyłam makijaż oraz wzięłam szybki prysznic. Chciało mi się spać, więc się położyłam. Nagle przyszło mi coś na direct na instagramie. Od razu odczytałam. Alexis wysłał mi swoje zdjęcie z tym misiem. "Jest cudowny. Na prawdę Ci dziękuje. <3" dopisał do Niego. "Nie ma za co. Czego się nie robi dla najlepszego przyjaciela, a zarazem faceta pod słońcem.. :* " Sama nie wiem czemu mu tak odpisałam. Wyłączyłam internet i zasnęłam.
sobota, 19 grudnia 2015
Rozdział 8 - "Pa Maleńka."
TRZY TYGODNIE PÓŹNIEJ..
Dzisiaj przylatują rodzice! Odliczałam długo do tego dnia. Ogólnie przez te trzy tygodnie sporo się zmieniło. Dowiedziałam się o Alexisie wszystkiego, dosłownie wszystkiego. Ale nie widziałam się z nim od kilku dni. Miał jakieś swoje sprawy. Z Jackiem nawiązałam przyjaźń. Jakoś to znoszę, że On ciągle opowiada mi jakbym to świetnie wyglądała z Sanchezem. Nie śpię już chyba od 5;30. Co jest bardzo dziwne u mnie. Ogólnie to pracuje teraz jako jeden z fotografów w Arsenalu. Robię zdjęcia chłopakom na treningu, meczu, w szatni. W sumie dobre są z tego pieniądze. Zawsze widziałam się w roli modelki, a tutaj robię zdjęcia. Nie do pomyślenia normalnie. Siedziałam w mojej "piżamie" czyli w ogromnej koszulce, którą kiedyś dostałam od kumpla oraz pod kocem Alexisa i oglądałam telewizję. Poldi natomiast pichcił coś w kuchni. Zaczął dzwonić dzwonek do drzwi.
- Klaudynka! Otwórz, bo ja nie dam rady. - krzyknął Lukas.
- Dobrze. - odkrzyknęłam i wyszłam do przedpokoju. "Ciekawe kto to" pomyślałam sobie i otworzyłam. Przede mną stał uśmiechnięty Alexis.
- Cześć Młoda. - przywitał się.
- Hej. - odpowiedziałam. - Wchodź. - wpuściłam go do domu.
- Gdzie Poldi? - spytał.
- Gotuje coś w kuchni. - odparłam i weszłam z Nim do niej.
- Siema kucharzyku. - zaczął śmiać się Chilijczyk. - Co tam gotujesz? - zajrzał do garów.
- No elo, obiad dla moich gości. - odparł. - Ty zostajesz z Nią, a ja po nich jadę. A i zostaniesz na obiedzie, wpadnie jeszcze Santi, ale to później. - rozgadał się.
- Zostać z Klaudią, zostanę, ale czy na obiedzie.. Trochę się boję. Nie chcę się zatruć. - wytknął mu język.
- Zobaczysz, jak będzie Ci smakować. - zaczął się śmiać. - A Ty byś się ubrała. Gościa mamy jakbyś nie zauważyła. - zwrócił się do mnie.
- Po co ma się przebierać, jak niedługo znowu to ściągnie? - wybuchł śmiechem. - Prawda Młoda?
- Oczywiście. - zaśmiałam się. Poldi spojrzał się na nas jakby wziął to na serio.
- To jak przyjedzie jej matka to powodzenia Ci życzę. Będziesz uciekał w podskokach. - zaczął się śmiać. - Dobra, ja będę jechał. Wrócę za jakieś dwie godziny, jak nie będzie korków. - oznajmił myjąc ręce.
- Okej, to jedź i nie przeszkadzaj nam już. - zaśmiał się Sanchez obejmując mnie w pasie.
- Grabisz sobie, grabisz. - stwierdził rozbawiony i zabierając kluczyki wyszedł z domu.
- Weź po co tak przy nim gadasz? - zapytałam.
- Przecież on wie, że sobie żartuję. - uśmiechnął się lekko. - A teraz idź się jakoś ubierz, bo boję się twojej mamy. - nakazał mi.
- Okeej. - powiedziałam i pobiegłam na górę. Stanęłam przed szafą. Wybrałam leginsy i moją ulubioną bluzę z adidasa. Od razu się przebrałam i usiadłam przy toaletce. Pomalowałam i zaczęłam wypełniać sobie brwi i do pokoju wszedł Alexis i rozwalił się na łóżku.
- Nie maluj się. - zaczął narzekać.
- Przecież tylko robię brwi i maluję rzęsy. - wytknęłam mu język odwracając się do Niego. A On wybuchł śmiechem.
- Zostań tak. - mówił przez śmiech, bo miałam tylko jedną brew podkreśloną.
- Spierdalaj. - pokazałam mu środkowy palec i dokończyłam szybko mój makijaż.
- Co powiedziałaś? - wstał z łóżka i zaczął mnie łaskotać.
- A..aa..alexis przestań.. - nie mogłam nic z siebie wydusić.
- Nie. - dalej mnie łaskotał. Wyplątałam się z jego ramion i zaczęłam uciekać. Ganialiśmy się chyba po całym domu. Po kilku minutach zmęczyłam się i usiadłam na kanapie. - Już wymiękasz? - zaczął się śmiać.
- Kto wymiękł ten wymiękł. - wytknęłam mu język i praktycznie położyłam go na sofie łaskocząc.
- Przestań. - mówił przez śmiech.
- Nie. - odparłam.
- Proszę... Skarbie.. - zaczął mnie prosić.
- Niech Ci będzie. - przestałam, ale dalej na nim leżałam.
- Mam takie pytanie. - stwierdził.
- Pytaj o co chcesz. - uśmiechnęłam się.
- Bo dzień przed wigilią jest takie przyjęcie dla piłkarzy klubu i czy poszłabyś tam ze mną? - spojrzał na mnie z nadzieją w oczach.
- Z chęcią bym poszła. - odpowiedziałam, a ten przytulił mnie.
- To super. - lekko się uśmiechnął.
- Ale nie wiem czy ja tam pasuje.. Pewnie one wszystkie to takie szprychy, że dziwnie będę się czuła wśród nich.. - stwierdziłam.
- Nie będziesz tam sama. Colleen też będzie. - pocieszył mnie. - Jeśli jej nie poznałaś, to od razu Ci mówię, że jest okej. Da się z nią porozmawiać. Zresztą Aaron pewnie was ze sobą zapozna. - rozgadał się.
- Okej, okej. - odpowiedziałam i zaczęłam ziewać.
- Chyba chce Ci się spać. - stwierdził. - O której wstałaś?
- Gdzieś po piątej.. Nie mogłam spać. - odparłam, a On włączył telewizor.
- Kładź się. - nakazał, a ja przytuliłam się do Niego, po czym on przykrył mnie kocem i objął ramieniem. Było mi tak cieplutko, że od razu zasnęłam.
***
- Ej Młoda obudź się.. - szturchnął mnie lekko.
- Jeszcze pięć minut mamusiu.. - wymamrotałam.
- Przed mamusią to się będziesz zaraz tłumaczyć dlaczego na mnie leżysz. - zaśmiał się.
- Co?? - ocknęłam się od razu.
- Lukas do mnie napisał, że już wjeżdżają w naszą dzielnicę. - wytłumaczył.
- Boże przepraszam. - podniosłam się i poprawiłam fryzurę zabierając przy tym jemu telefon.
- Bogiem nie jestem. Wystarczy Skarbie. - zaczął się śmiać.
- Bardzo śmieszne. - wytknęłam mu język, - Jak wyglądam?
- Jak zawsze idealnie. - popatrzył na mnie z tym swoim błyskiem w oku.
- Jesteśmy! - krzyknął Poldi. - I co nie zmajstrowałeś Jej żadnego dzieciaka? - zaczął śmiać się do Alexisa.
- Nie słuchaj go mamo. On jakiś przyćpany od rana jest. - zaczęłam się śmiać. - Hej, miło Cię widzieć. - przytuliłam się do Niej.
- Tęskniłam. - odwzajemniła mój uścisk. Koło mnie stanął Alexis.
- Czekaj, czekaj. - wskazała na Niego palcem. - Ty jesteś tym, no.. Ty jesteś Alexis Sanchez. - zaczęła się śmiać.
- Miło mi panią poznać. - ucałował Jej dłoń.
- A kim Pan dla Niej jest? - zapytała.
- Przyjacielem. - objął mnie, a ja poczochrałam mu Jego grzywkę.
- Klaudia! - krzyknęli moja siostra i brat cioteczny.
- Aaalexis.. - wydukał Olivier stojąc przed Nim.
- To Twój chłopak? - zapytała Marie.
- Prawie. - odpowiedział jej Alexis.
- Ale Ty głupi jesteś. - zaczęłam się śmiać.
- Cześć córeczko! - krzyknął tata.
- Hej, hej. - przytuliłam go.
- Jestem Alexis Sanchez. - przedstawił się.
- Tata Klaudii. - podał mu dłoń.
- Witam wszystkich! - wszedł do domu Santi. Usiedliśmy do stołu. Oczywiście Alexis koło mnie, a moi rodzice na przeciwko nas. Poldi nałożył każdemu jedzenie.
- No to zobaczymy co Ty tutaj nagotowałeś. - zaśmiałam się.
- Ej dobre. Poldi sorry, że Cię zbyt pochopnie oceniłem. - powiedział z uśmiechem Alexis.
- Ile ma Pan lat? - spytał mój tata. Boshh.. On zawsze z czymś wypali.
- Już jutro dwadzieścia siedem. - odpowiedział mu.
- Yhym.. - odparł.
- Ej papuszki nierozłączki. Wymyśliliście już coś? - zapytał na cały dom Santi.
- Tak. - stwierdził Alexis.
- Nie. - powiedzieliśmy w tym samym czasie. - Pogadamy o tym później. - stwierdziłam spoglądając na Santiego.
- Papuszki nierozłączki? Dlaczego tak? - zapytała mama.
- Oj odkąd Klaudia tutaj jest to spędzają ze sobą czas. Ciągle razem. Zakupy, spacery, na treningu w piłkę grają.. Jakby mogli to zamieszkaliby razem. - wyjaśnił z uśmiechem.
- Bez przesady.. - skarcił go Sanchez, a ja spojrzałam na Cazorlę z tak jakbym go chciała zabić i już więcej się nie odezwał. Zjedliśmy do końca obiad i mama stwierdziła, że jest zmęczona i chce się położyć. Zaprowadziłam ją na górę do pokoju po czym wróciłam na dół.
- A Ty nie masz żadnej dziewczyny? - spytał mój tata. A ja schowałam się za ścianą aby mnie nie widzieli.
- Już nie mam. Od kilku miesięcy. - odpowiedział mu Sanchez.
- Okej. - już dalej nie pytał bo weszłam do salonu i połaskotałam Alexisa po "boczkach".
- O już wróciłaś. - odwrócił się do mnie.
- No wróciłam. - uśmiechnęłam się do Niego i podeszłam do Poldiego. - Chodź na moment. - odeszłam od nich.
- Co jest? - spytał.
- Po pierwsze weź coś powiedz ojcu, żeby nie wypytywał tak Alexisa, a po drugie mam do chłopaków sprawę w kwestii Aarona, więc zabierz Jego i dzieciaki na spacer czy coś. Proszee.. - wyjaśniłam.
- Okej. - uśmiechnął się i wróciliśmy do reszty. - Kevin idziemy na spacer? - zapytał mojego ojca.
- A goście? Kto z nimi zostanie? - wskazał na chłopaków.
- Klaudia się nimi zajmie. - stwierdził. - Olivier, Marie! Idziemy na spacer. - zawołał ich.
- A gdzie wujku? - zapytała moja młodsza siostra. - Pójdzie z nami Alexis?
- A do parku. I nie pójdzie, bo musi tutaj zostać. - odpowiedział jej. - Wrócimy niedługo. - dodał i wyszli.
- Chodźmy na górę do mnie. - zawołałam ich zabierając z salonu koc. Weszłam do pokoju oczywiście ostatnia, bo oni wepchali się przede mną. Alexis rozwalił się na moim łóżku, a Santi usiadł sobie kulturalnie na fotelu. Rzuciłam w Sancheza kocem, a ten go złapał i okrył się nim.
- Ale masz wygodne to łóżko. - stwierdził, kiedy usiadłam tuż obok Niego.
- Twoje jest o wiele wygodniejsze. - zaśmiałam się.
- Te sprawy zostawcie sobie na później. - zaczął. - Teraz co robimy jutro?
- No właśnie ja wpadłem na super pomysł. - powiedział z dumą Chilijczyk.
- Dawaj, mów.
- No więc tak.. Złożymy jutro Aaronowi niezapowiedzianą wizytę, no i zaprosimy tutaj. On chyba nie wie, że oni są tutaj, więc będzie okej. - opowiedział. - Tylko żebyś się mu nie wygadał. - zwrócił się do Cazorli.
- Dobra nie wygadam się. - powiedział. - Tylko jak oni zareagują jak zobaczą go wchodzącego do domu? - zadał bardzo dobre pytanie. Oboje spojrzeliśmy na Alexisa, a ten siedział przytulony do misia i spoglądał na nas. Wyglądał tak słodko. Wyciągnęłam telefon i zrobiłam mu zdjęcie. Jutro ma urodziny, więc już wiem co mu kupię.
- No więc ktoś będzie musiał ich wyciągnąć z domu i nie wiem pójdą na spacer czy coś. - zaczął coś wymyślać.
- A o której byś tak wpadł z Klaudią do Aarona? Bo oczywiście wiem, że ja ich będę musiał wyciągnąć. - spytał.
- Najlepiej po treningu. - spojrzał na mnie, a ja na Niego.
- Nie mogę po treningu. - oznajmiłam.
- Dlaczego? - zapytali w tym samym czasie.
- Bo muszę załatwić ważną sprawę. - wyjaśniłam.
- Okej, a ile Ci to zajmie?
- Gdzieś koło dwóch godzin.. - odpowiedziałam im.
- No to po 14;00 będę po Ciebie z Santim i pójdziemy po Niego. - uśmiechnął się do mnie Alexis.
- Okej. - zgodziłam się.
- Hej, już późno, Klaudia powinna już spać. Nie chce was wyganiać. - weszła do pokoju mama.
- No to my już idziemy. - stwierdził Santi. - Pa Klaudia. - pomachał mi i czekał aż Alexis zwlecze się z łóżka.
- Pa Maleńka. - powiedział dość głośno i dał mi buziaka w policzek, na co ja się zaczerwieniłam.
- Do jutra. - odpowiedziałam mu i wyszli. Mama spojrzała na mnie z jakimś wyrzutem..
- Czy Ciebie coś z Nim łączy? - zapytała. I po co jej to wiedzieć?
- Nie.. - powiedziałam spoglądając na pościel.
- Kłamiesz. - stwierdziła.
- Nie kłamię! - wrzasnęłam wręcz. - Przepraszam, nie chcę się z Tobą kłócić. - powiedziałam już stonowanym głosem.
- Dobra weź. - powiedziała i wyszła. Zabrałam piżamę i bieliznę z szafy i wyszłam się wykąpać. Zrobiłam to dość szybko i wróciłam do pokoju. Położyłam się na łóżku i wzięłam do ręki telefon. Chciałam sobie nastawić budzik, ale przyszły mi dwa SMS. Pierwszy od Jacka "Hej to jutro po treningu jedziemy do tej galerii? Już wiesz co mu kupisz?" Odpisałam mu tak : "Hejka, tak! Wiem, wiem. Wpadłam na super pomysł. Wydaje mi się, że mu się spodoba! :)" Natomiast ten drugi był od Alexisa. Byłam ciekawa co napisał. Szybko go odczytałam. "Twoja mama jest chyba do mnie sceptycznie nastawiona. :/ Mam nadzieję, że mnie polubi. Do zobaczenia jutro. Słodkich snów Ślicznotko! ;*" Jak przeczytałam zakończenie tego SMS'a to zrobiło mi się ciepło na sercu. Z uśmiechem zabrałam się za odpisywanie. "Po prostu Cię jeszcze dobrze nie poznała. Niedługo zmieni o Tobie zdanie. Kolorowych Przystojniaku. :* " Chwilę zastanawiałam się nad wysłaniem tego, ale co mi szkodzi. Nacisnęłam "Wyślij" i poszło. Nastawiłam sobie jeszcze budzik i odpłynęłam.
Dzisiaj przylatują rodzice! Odliczałam długo do tego dnia. Ogólnie przez te trzy tygodnie sporo się zmieniło. Dowiedziałam się o Alexisie wszystkiego, dosłownie wszystkiego. Ale nie widziałam się z nim od kilku dni. Miał jakieś swoje sprawy. Z Jackiem nawiązałam przyjaźń. Jakoś to znoszę, że On ciągle opowiada mi jakbym to świetnie wyglądała z Sanchezem. Nie śpię już chyba od 5;30. Co jest bardzo dziwne u mnie. Ogólnie to pracuje teraz jako jeden z fotografów w Arsenalu. Robię zdjęcia chłopakom na treningu, meczu, w szatni. W sumie dobre są z tego pieniądze. Zawsze widziałam się w roli modelki, a tutaj robię zdjęcia. Nie do pomyślenia normalnie. Siedziałam w mojej "piżamie" czyli w ogromnej koszulce, którą kiedyś dostałam od kumpla oraz pod kocem Alexisa i oglądałam telewizję. Poldi natomiast pichcił coś w kuchni. Zaczął dzwonić dzwonek do drzwi.
- Klaudynka! Otwórz, bo ja nie dam rady. - krzyknął Lukas.
- Dobrze. - odkrzyknęłam i wyszłam do przedpokoju. "Ciekawe kto to" pomyślałam sobie i otworzyłam. Przede mną stał uśmiechnięty Alexis.
- Cześć Młoda. - przywitał się.
- Hej. - odpowiedziałam. - Wchodź. - wpuściłam go do domu.
- Gdzie Poldi? - spytał.
- Gotuje coś w kuchni. - odparłam i weszłam z Nim do niej.
- Siema kucharzyku. - zaczął śmiać się Chilijczyk. - Co tam gotujesz? - zajrzał do garów.
- No elo, obiad dla moich gości. - odparł. - Ty zostajesz z Nią, a ja po nich jadę. A i zostaniesz na obiedzie, wpadnie jeszcze Santi, ale to później. - rozgadał się.
- Zostać z Klaudią, zostanę, ale czy na obiedzie.. Trochę się boję. Nie chcę się zatruć. - wytknął mu język.
- Zobaczysz, jak będzie Ci smakować. - zaczął się śmiać. - A Ty byś się ubrała. Gościa mamy jakbyś nie zauważyła. - zwrócił się do mnie.
- Po co ma się przebierać, jak niedługo znowu to ściągnie? - wybuchł śmiechem. - Prawda Młoda?
- Oczywiście. - zaśmiałam się. Poldi spojrzał się na nas jakby wziął to na serio.
- To jak przyjedzie jej matka to powodzenia Ci życzę. Będziesz uciekał w podskokach. - zaczął się śmiać. - Dobra, ja będę jechał. Wrócę za jakieś dwie godziny, jak nie będzie korków. - oznajmił myjąc ręce.
- Okej, to jedź i nie przeszkadzaj nam już. - zaśmiał się Sanchez obejmując mnie w pasie.
- Grabisz sobie, grabisz. - stwierdził rozbawiony i zabierając kluczyki wyszedł z domu.
- Weź po co tak przy nim gadasz? - zapytałam.
- Przecież on wie, że sobie żartuję. - uśmiechnął się lekko. - A teraz idź się jakoś ubierz, bo boję się twojej mamy. - nakazał mi.
- Okeej. - powiedziałam i pobiegłam na górę. Stanęłam przed szafą. Wybrałam leginsy i moją ulubioną bluzę z adidasa. Od razu się przebrałam i usiadłam przy toaletce. Pomalowałam i zaczęłam wypełniać sobie brwi i do pokoju wszedł Alexis i rozwalił się na łóżku.
- Nie maluj się. - zaczął narzekać.
- Przecież tylko robię brwi i maluję rzęsy. - wytknęłam mu język odwracając się do Niego. A On wybuchł śmiechem.
- Zostań tak. - mówił przez śmiech, bo miałam tylko jedną brew podkreśloną.
- Spierdalaj. - pokazałam mu środkowy palec i dokończyłam szybko mój makijaż.
- Co powiedziałaś? - wstał z łóżka i zaczął mnie łaskotać.
- A..aa..alexis przestań.. - nie mogłam nic z siebie wydusić.
- Nie. - dalej mnie łaskotał. Wyplątałam się z jego ramion i zaczęłam uciekać. Ganialiśmy się chyba po całym domu. Po kilku minutach zmęczyłam się i usiadłam na kanapie. - Już wymiękasz? - zaczął się śmiać.
- Kto wymiękł ten wymiękł. - wytknęłam mu język i praktycznie położyłam go na sofie łaskocząc.
- Przestań. - mówił przez śmiech.
- Nie. - odparłam.
- Proszę... Skarbie.. - zaczął mnie prosić.
- Niech Ci będzie. - przestałam, ale dalej na nim leżałam.
- Mam takie pytanie. - stwierdził.
- Pytaj o co chcesz. - uśmiechnęłam się.
- Bo dzień przed wigilią jest takie przyjęcie dla piłkarzy klubu i czy poszłabyś tam ze mną? - spojrzał na mnie z nadzieją w oczach.
- Z chęcią bym poszła. - odpowiedziałam, a ten przytulił mnie.
- To super. - lekko się uśmiechnął.
- Ale nie wiem czy ja tam pasuje.. Pewnie one wszystkie to takie szprychy, że dziwnie będę się czuła wśród nich.. - stwierdziłam.
- Nie będziesz tam sama. Colleen też będzie. - pocieszył mnie. - Jeśli jej nie poznałaś, to od razu Ci mówię, że jest okej. Da się z nią porozmawiać. Zresztą Aaron pewnie was ze sobą zapozna. - rozgadał się.
- Okej, okej. - odpowiedziałam i zaczęłam ziewać.
- Chyba chce Ci się spać. - stwierdził. - O której wstałaś?
- Gdzieś po piątej.. Nie mogłam spać. - odparłam, a On włączył telewizor.
- Kładź się. - nakazał, a ja przytuliłam się do Niego, po czym on przykrył mnie kocem i objął ramieniem. Było mi tak cieplutko, że od razu zasnęłam.
***
- Ej Młoda obudź się.. - szturchnął mnie lekko.
- Jeszcze pięć minut mamusiu.. - wymamrotałam.
- Przed mamusią to się będziesz zaraz tłumaczyć dlaczego na mnie leżysz. - zaśmiał się.
- Co?? - ocknęłam się od razu.
- Lukas do mnie napisał, że już wjeżdżają w naszą dzielnicę. - wytłumaczył.
- Boże przepraszam. - podniosłam się i poprawiłam fryzurę zabierając przy tym jemu telefon.
- Bogiem nie jestem. Wystarczy Skarbie. - zaczął się śmiać.
- Bardzo śmieszne. - wytknęłam mu język, - Jak wyglądam?
- Jak zawsze idealnie. - popatrzył na mnie z tym swoim błyskiem w oku.
- Jesteśmy! - krzyknął Poldi. - I co nie zmajstrowałeś Jej żadnego dzieciaka? - zaczął śmiać się do Alexisa.
- Nie słuchaj go mamo. On jakiś przyćpany od rana jest. - zaczęłam się śmiać. - Hej, miło Cię widzieć. - przytuliłam się do Niej.
- Tęskniłam. - odwzajemniła mój uścisk. Koło mnie stanął Alexis.
- Czekaj, czekaj. - wskazała na Niego palcem. - Ty jesteś tym, no.. Ty jesteś Alexis Sanchez. - zaczęła się śmiać.
- Miło mi panią poznać. - ucałował Jej dłoń.
- A kim Pan dla Niej jest? - zapytała.
- Przyjacielem. - objął mnie, a ja poczochrałam mu Jego grzywkę.
- Klaudia! - krzyknęli moja siostra i brat cioteczny.
- Aaalexis.. - wydukał Olivier stojąc przed Nim.
- To Twój chłopak? - zapytała Marie.
- Prawie. - odpowiedział jej Alexis.
- Ale Ty głupi jesteś. - zaczęłam się śmiać.
- Cześć córeczko! - krzyknął tata.
- Hej, hej. - przytuliłam go.
- Jestem Alexis Sanchez. - przedstawił się.
- Tata Klaudii. - podał mu dłoń.
- Witam wszystkich! - wszedł do domu Santi. Usiedliśmy do stołu. Oczywiście Alexis koło mnie, a moi rodzice na przeciwko nas. Poldi nałożył każdemu jedzenie.
- No to zobaczymy co Ty tutaj nagotowałeś. - zaśmiałam się.
- Ej dobre. Poldi sorry, że Cię zbyt pochopnie oceniłem. - powiedział z uśmiechem Alexis.
- Ile ma Pan lat? - spytał mój tata. Boshh.. On zawsze z czymś wypali.
- Już jutro dwadzieścia siedem. - odpowiedział mu.
- Yhym.. - odparł.
- Ej papuszki nierozłączki. Wymyśliliście już coś? - zapytał na cały dom Santi.
- Tak. - stwierdził Alexis.
- Nie. - powiedzieliśmy w tym samym czasie. - Pogadamy o tym później. - stwierdziłam spoglądając na Santiego.
- Papuszki nierozłączki? Dlaczego tak? - zapytała mama.
- Oj odkąd Klaudia tutaj jest to spędzają ze sobą czas. Ciągle razem. Zakupy, spacery, na treningu w piłkę grają.. Jakby mogli to zamieszkaliby razem. - wyjaśnił z uśmiechem.
- Bez przesady.. - skarcił go Sanchez, a ja spojrzałam na Cazorlę z tak jakbym go chciała zabić i już więcej się nie odezwał. Zjedliśmy do końca obiad i mama stwierdziła, że jest zmęczona i chce się położyć. Zaprowadziłam ją na górę do pokoju po czym wróciłam na dół.
- A Ty nie masz żadnej dziewczyny? - spytał mój tata. A ja schowałam się za ścianą aby mnie nie widzieli.
- Już nie mam. Od kilku miesięcy. - odpowiedział mu Sanchez.
- Okej. - już dalej nie pytał bo weszłam do salonu i połaskotałam Alexisa po "boczkach".
- O już wróciłaś. - odwrócił się do mnie.
- No wróciłam. - uśmiechnęłam się do Niego i podeszłam do Poldiego. - Chodź na moment. - odeszłam od nich.
- Co jest? - spytał.
- Po pierwsze weź coś powiedz ojcu, żeby nie wypytywał tak Alexisa, a po drugie mam do chłopaków sprawę w kwestii Aarona, więc zabierz Jego i dzieciaki na spacer czy coś. Proszee.. - wyjaśniłam.
- Okej. - uśmiechnął się i wróciliśmy do reszty. - Kevin idziemy na spacer? - zapytał mojego ojca.
- A goście? Kto z nimi zostanie? - wskazał na chłopaków.
- Klaudia się nimi zajmie. - stwierdził. - Olivier, Marie! Idziemy na spacer. - zawołał ich.
- A gdzie wujku? - zapytała moja młodsza siostra. - Pójdzie z nami Alexis?
- A do parku. I nie pójdzie, bo musi tutaj zostać. - odpowiedział jej. - Wrócimy niedługo. - dodał i wyszli.
- Chodźmy na górę do mnie. - zawołałam ich zabierając z salonu koc. Weszłam do pokoju oczywiście ostatnia, bo oni wepchali się przede mną. Alexis rozwalił się na moim łóżku, a Santi usiadł sobie kulturalnie na fotelu. Rzuciłam w Sancheza kocem, a ten go złapał i okrył się nim.
- Ale masz wygodne to łóżko. - stwierdził, kiedy usiadłam tuż obok Niego.
- Twoje jest o wiele wygodniejsze. - zaśmiałam się.
- Te sprawy zostawcie sobie na później. - zaczął. - Teraz co robimy jutro?
- No właśnie ja wpadłem na super pomysł. - powiedział z dumą Chilijczyk.
- Dawaj, mów.
- No więc tak.. Złożymy jutro Aaronowi niezapowiedzianą wizytę, no i zaprosimy tutaj. On chyba nie wie, że oni są tutaj, więc będzie okej. - opowiedział. - Tylko żebyś się mu nie wygadał. - zwrócił się do Cazorli.
- Dobra nie wygadam się. - powiedział. - Tylko jak oni zareagują jak zobaczą go wchodzącego do domu? - zadał bardzo dobre pytanie. Oboje spojrzeliśmy na Alexisa, a ten siedział przytulony do misia i spoglądał na nas. Wyglądał tak słodko. Wyciągnęłam telefon i zrobiłam mu zdjęcie. Jutro ma urodziny, więc już wiem co mu kupię.
- No więc ktoś będzie musiał ich wyciągnąć z domu i nie wiem pójdą na spacer czy coś. - zaczął coś wymyślać.
- A o której byś tak wpadł z Klaudią do Aarona? Bo oczywiście wiem, że ja ich będę musiał wyciągnąć. - spytał.
- Najlepiej po treningu. - spojrzał na mnie, a ja na Niego.
- Nie mogę po treningu. - oznajmiłam.
- Dlaczego? - zapytali w tym samym czasie.
- Bo muszę załatwić ważną sprawę. - wyjaśniłam.
- Okej, a ile Ci to zajmie?
- Gdzieś koło dwóch godzin.. - odpowiedziałam im.
- No to po 14;00 będę po Ciebie z Santim i pójdziemy po Niego. - uśmiechnął się do mnie Alexis.
- Okej. - zgodziłam się.
- Hej, już późno, Klaudia powinna już spać. Nie chce was wyganiać. - weszła do pokoju mama.
- No to my już idziemy. - stwierdził Santi. - Pa Klaudia. - pomachał mi i czekał aż Alexis zwlecze się z łóżka.
- Pa Maleńka. - powiedział dość głośno i dał mi buziaka w policzek, na co ja się zaczerwieniłam.
- Do jutra. - odpowiedziałam mu i wyszli. Mama spojrzała na mnie z jakimś wyrzutem..
- Czy Ciebie coś z Nim łączy? - zapytała. I po co jej to wiedzieć?
- Nie.. - powiedziałam spoglądając na pościel.
- Kłamiesz. - stwierdziła.
- Nie kłamię! - wrzasnęłam wręcz. - Przepraszam, nie chcę się z Tobą kłócić. - powiedziałam już stonowanym głosem.
- Dobra weź. - powiedziała i wyszła. Zabrałam piżamę i bieliznę z szafy i wyszłam się wykąpać. Zrobiłam to dość szybko i wróciłam do pokoju. Położyłam się na łóżku i wzięłam do ręki telefon. Chciałam sobie nastawić budzik, ale przyszły mi dwa SMS. Pierwszy od Jacka "Hej to jutro po treningu jedziemy do tej galerii? Już wiesz co mu kupisz?" Odpisałam mu tak : "Hejka, tak! Wiem, wiem. Wpadłam na super pomysł. Wydaje mi się, że mu się spodoba! :)" Natomiast ten drugi był od Alexisa. Byłam ciekawa co napisał. Szybko go odczytałam. "Twoja mama jest chyba do mnie sceptycznie nastawiona. :/ Mam nadzieję, że mnie polubi. Do zobaczenia jutro. Słodkich snów Ślicznotko! ;*" Jak przeczytałam zakończenie tego SMS'a to zrobiło mi się ciepło na sercu. Z uśmiechem zabrałam się za odpisywanie. "Po prostu Cię jeszcze dobrze nie poznała. Niedługo zmieni o Tobie zdanie. Kolorowych Przystojniaku. :* " Chwilę zastanawiałam się nad wysłaniem tego, ale co mi szkodzi. Nacisnęłam "Wyślij" i poszło. Nastawiłam sobie jeszcze budzik i odpłynęłam.
środa, 16 grudnia 2015
Rozdział 7 - "Wielu masz tych dobrych kolegów."
Obudziły mnie promienie słońca przedzierające się przez rolety. Podniosłam się i spojrzałam na telefon. Była godzina 11;00. O nie.. Obiecałam wczoraj Alexisowi, że pogadamy. Wstałam z łóżka i zabrałam swoje rzeczy do łazienki. Wzięłam prysznic, po czym wysuszyłam moje włosy oraz ubrałam się w leginsy i szarą bluzę z napisem "SIEMA". Będą się pewnie zastanawiali co to znaczy. Nie wyglądałam tak bardzo tragicznie, więc pomalowałam tylko rzęsy i podkreśliłam jak zwykle swoje brwi. Wróciłam do pokoju, pościeliłam łóżko i postanowiłam, że coś zjem, bo zaczęło mi burczeć w brzuchu. Zabrałam telefon i zeszłam na dół do kuchni. Stanęłam przed lodówką i zastanawiałam się przez dłuższą chwilę co by tutaj zjeść. Po chwili wpadłam na pomysł, aby zrobić naleśniki. W sumie za chwilę wróci Lukas, jeśli nie będzie korków i przynajmniej coś zje. Zaczął dzwonić mój telefon. Spojrzałam na wyświetlacz. Był to Lukas. Od razu odebrałam.
- Co chcesz? - zaśmiałam się.
- Za jakieś 10 minut będziemy u nas. Zrób coś do jedzenia. - powiedział.
- Właśnie jestem w trakcie robienia śniadania. - odparłam. - Nie zawracaj mi głowy. Narazie. - dodałam i się rozłączyłam. Wymieszałam ze sobą wszystkie składniki potrzebne do zrobienia naleśników i rozgrzałam patelnię, po czym zaczęłam je smażyć. Nie zajęło mi to dużo czasu, ale naleśników było sporo. Minęło już ponad 10 minut, a chłopaków dalej nie było. Naleśniki stygły, więc wstawiłam je na chwilę do mikrofalówki. Kiedy skończyły się podgrzewać, wyciągnęłam je i usłyszałam śmiechy kilku osób. Siedziałam sobie w jadalni przy stole i zjadałam swoją porcję naleśników z nutellą. Do kuchni wszedł najpierw Wojtek, potem Danny, następnie Santi, a na końcu Aaron, Alexis i Lukas.
- Ooo na coś mi się tutaj przydałaś. - zaśmiał się wujek.
- Daruj sobie. - krzywo się uśmiechnęłam.
- Cześć siostra. - podszedł do mnie i pocałował mnie w policzek mój brat.
- Cześć braciszku. - szeroko się uśmiechnęłam.
- Ej mama kiedyś takie robiła. - stwierdził, kiedy spróbował. - I babcia. - dodał po chwili.
- No przecież one mnie tego nauczyły, oj Aaron, Aaron. - zaśmiałam się.
- Ciii... - uśmiechnął się do mnie i dalej jadł. Alexis nawet nie powiedział mi cześć. Ciekawe co się stało. Pewnie się na mnie obraził, za to co wydarzyło się wczoraj. Ale jak pozbędę się reszty to się go o to zapytam.
- Klaudia.. - zaczął Wojtek.
- No słucham. - uśmiechnęłam się lekko.
- Mam takie pytanie, poszłabyś ze mną dzisiaj na spacer? Poszlibyśmy do kina, albo coś. No wiesz.. - zaproponował. A Sanchez spojrzał na mnie i czekał na moją reakcję. W ogóle odkąd tutaj przyszedł nawet się nie uśmiechnął. Wstałam od stołu i pozbierałam od wszystkich talerze.
- Nie zrozum mnie źle, ale nie mam ochoty na spacery, kina i tak dalej. Przepraszam. - odmówiłam najlepiej jak umiałam. Spojrzałam na Chilijczyka, a ten na mnie i lekko się uśmiechnął.
- No trudno. Najwyżej następnym razem. - odparł.
- No następnym razem. - przytaknęłam i poszłam pozmywać naczynia. Nalałam wody i płynu do naczyń do zlewu i zaczęłam zmywać naczynia. Szybko mi to poszło. Kiedy skończyłam do kuchni wszedł Alexis. Kiedy go zobaczyłam od razu się odwróciłam.
- Ja Cię na prawdę przepraszam za to, co stało się wczoraj. Przesadziłam z tym, że siedziałam Ci na kolanach. - zaczęłam się tłumaczyć.
- Nic się nie stało. - uśmiechnął się do mnie. - Nie mam nic przeciwko, jak tylko będziesz chciała się przytulić to mów. - dodał po chwili.
- Okej. - odparłam.
- Dlaczego odmówiłaś? - spytał.
- Nie wiem. - odpowiedziałam.
- A ze mną wybierzesz się na spacer? - lekko się uśmiechnął.
- O której?
- No tak za pół godziny, ale będziemy musieli tam pojechać. - wyjaśnił.
- Oki, to idę się przebrać. - oznajmiłam. - A Wojtek już poszedł?
- Poszedł. - powiedział.
- Dobra, to idę. Zaraz wracam. - poszłam na górę do swojego pokoju. Usiadłam na łóżku i zastanawiałam się w co się ubrać. Po dłuższych przemyśleniach postanowiłam, że założę czarne, długie ogrodniczki i do tego białą bluzkę w granatowe paski. A skoro było zimno, to założę jeszcze swoją grubą, czarną bluzę. Usłyszałam dzwonek mojego telefonu. Spojrzałam na wyświetlacz. Znowu numer, którego nie mam zapisanego w kontaktach. Oby to nie był Darek..
- Tak? - odebrałam.
- Cześć Klaudia! - przywitał mnie głos jakiegoś mężczyzny.
- Z kim mam przyjemność rozmawiać? - spytałam, bo nie wiedziałam kto to.
- To ja Silvio! Nie poznałaś po głosie? - zaśmiał się.
- Ooo hej, hej. Na prawdę nie poznałam. - odpowiedziałam mu.
- Co tam słychać? Dawno się nie widzieliśmy. Kiedy się spotkamy? - zaczął wypytywać.
- A wszystko w miarę okej. Nie jest źle. No nie widzieliśmy się dawno. Od tygodnia jestem w Londynie, także nie wiem kiedy wracam. - rozgadałam się.
- Ooo a u kogo? - zapytał.
- U Lukasa. Rodzice z siostrą przylecą na święta. - odpowiedziałam mu z uśmiechem.
- Okej. - odpowiedział. - Dobra, to nie zawracam Ci głowy. Pozdrów Lukasa. Pa. - pożegnał się.
- No dobra, pozdrowię, pa. - rozłączyłam się. Przebrałam się we wcześniej naszykowane rzeczy i założyłam jeszcze czarne roshe run. Rozczesałam włosy i byłam już gotowa. Zabrałam tradycyjnie telefon i zeszłam na dół.
- Co Ty taka wesoła? - zapytał Santi.
- A jakoś tak. - odpowiedziałam mu i usiadłam na fotelu.
- Ta.. Jakoś tak. - zaczął śmiać się Lukas.
- Silvio dzwonił. - oznajmiłam. - Pozdrawia Cię. - dodałam.
- Jak jeszcze raz zadzwoni to też go pozdrów. - uśmiechnął się.
- Okej. - powiedziałam. - Idziemy? - spytałam się Alexisa.
- Jasne. - wstaliśmy i ruszyliśmy do drzwi.
- A gdzie idziecie? - zapytał Danny.
- Na.. - nie dokończył Chilijczyk, ponieważ mu przerwałam.
- Do sklepu. - szybko powiedziałam.
- Tylko nie wróć późno. - stwierdził Poldi.
- Tak wiem, bo zadzwonisz do matki. - zaśmiałam się i wyszliśmy. Założyłam na siebie moją bluzę i rozglądałam się po tych wszystkich ogromnych willach. Alexis co chwilę spoglądał na mnie. - Ej znowu mam coś na twarzy? - zaczęłam się śmiać.
- Nie. - odpowiedział tak jakby był jakiś zdenerwowany.
- Mhm.. - zapanowała cisza. Weszliśmy na podwórko i skierowaliśmy do garażu. Stało w nim srebrne Audi R8. - To nie jedziemy tamtym? - zapytałam głupio i bezmyślnie.
- Nie, bo ten jest lepszy. Wsiadaj. - otworzył mi drzwi. Wsiadłam i On zajął miejsce kierowcy. Odjechaliśmy z posesji i wyjechaliśmy na autostradę. Panowała między nami cisza.. - Kim jest Silvio? - zapytał spoglądając na mnie.
- Patrz na drogę. - skarciłam go. - Jest moim dobrym kolegą. - odpowiedziałam mu.
- Wielu masz tych dobrych kolegów. - skwitował.
- Dziewczyna, która interesuje się piłką, ma nie mieć kolegów? Zresztą koleżanki też mam. - odparłam. - A zresztą.. zazdrosny jesteś o tych kolegów czy jak? - spojrzałam na Niego.
- Być może. - odpowiedział patrząc się na drogę.
- Yhmm.. - wymamrotałam i resztę drogi przesiedziałam cicho. Po około dwudziestu minutach dojechaliśmy na miejsce. Wysiadłam z samochodu i rozglądałam się. Nie wiedziałam nawet gdzie jestem. Alexis zamknął samochód i schował kluczyki do kieszeni, po czym chwycił mnie za rękę i zaprowadził na molo. - Ale tutaj ślicznie.. - patrzyłam na płynącą wodę. Przeszliśmy do końca mostu i usiadłam sobie patrząc się na krajobraz. Alexis spoglądał na mnie z góry. - Usiądź sobie koło mnie.
- Okej. - odparł. - Mówiłaś ostatnio na spacerze, że żaden chłopak Cię jeszcze nie oczarował. Dlaczego nie powiedziałaś mi o tamtym chłopaku. Skoro z nim byłaś, to musiałaś go kochać. Albo nadal kochasz, bo bez powodu byś nie płakała. - stwierdził patrząc się przed siebie.
- Wiesz co.. - zaczęłam. - Już dawno mi z nim przeszło, kompletnie nic do Niego nie czuję. I płakałam dlatego, ponieważ bardzo mnie zranił i jak sobie o tym przypominam to nie jest zbyt miło. Ogólnie, ja też mogę sobie pomyśleć, że Ty kochasz Laię, bo bez powodu nie chciałbyś, żeby była zazdrosna. Proste? Proste. - spojrzałam na Niego. - I teraz raczej czuję do Niego sentyment, a nie jakiekolwiek uczucie. - dodałam.
- Nie kocham już Laii.. - spojrzał mi w oczy.
- Okej, ale to Twoja prywatna sprawa. - odparłam. - A właśnie opowiesz mi wreszcie coś o sobie?
- A co byś chciała wiedzieć? - popatrzył. - W sumie nie ma o czym opowiadać.. - stwierdził.
- Najlepiej od początku. - uśmiechnęłam się.
- No więc, jestem z Chile z takiego miasteczka Tocopilla. Nie jest ono zbyt bogate. Wręcz powiedziałbym bardzo ubogie. Wszystko co osiągnąłem zawdzięczam mamie. Ona mnie najbardziej wspierała.. - chciał jeszcze coś powiedzieć, ale mu przerwałam.
- A co z tatą? - wypaliłam.
- Mój ojciec praktycznie nie miał dla mnie czasu. Wyjeżdżał zarabiać pieniądze, a ja zawsze zostawałem z mamą i ona mnie tak naprawdę wychowała. Zresztą ojca nie mam.. - wyjaśnił.
- Dlaczego?
- Nie żyje. Zmarł kilka lat temu. - odpowiedział ze smutkiem w oczach. Nawet się nie zastanawiałam i od razu przytuliłam go bardzo mocno, a on odwzajemnił mój uścisk.
- Przykro mi.. - spojrzałam na Niego.
- Trudno, żyje się dalej.. - stwierdził. - Mam jeszcze brata Humberto i dwie siostry, ale nie utrzymujemy dość zażyłych relacji. - powiedział.
- Hmm, okej. - odpowiedziałam i dalej byłam do Niego przytulona.
- Chcesz jeszcze coś wiedzieć? - zapytał.
- A chcesz mi jeszcze coś powiedzieć? - odpowiedziałam pytaniem na pytanie.
- W sumie to już nie ma co opowiadać. - spojrzał na mnie i chciał mnie pocałować, ja Jego w sumie też, ale to za wcześnie. Ogarnęłam się i na szczęście do nic, a nic nie było. Choć bardzo bym chciała..
- Co chcesz? - zaśmiałam się.
- Za jakieś 10 minut będziemy u nas. Zrób coś do jedzenia. - powiedział.
- Właśnie jestem w trakcie robienia śniadania. - odparłam. - Nie zawracaj mi głowy. Narazie. - dodałam i się rozłączyłam. Wymieszałam ze sobą wszystkie składniki potrzebne do zrobienia naleśników i rozgrzałam patelnię, po czym zaczęłam je smażyć. Nie zajęło mi to dużo czasu, ale naleśników było sporo. Minęło już ponad 10 minut, a chłopaków dalej nie było. Naleśniki stygły, więc wstawiłam je na chwilę do mikrofalówki. Kiedy skończyły się podgrzewać, wyciągnęłam je i usłyszałam śmiechy kilku osób. Siedziałam sobie w jadalni przy stole i zjadałam swoją porcję naleśników z nutellą. Do kuchni wszedł najpierw Wojtek, potem Danny, następnie Santi, a na końcu Aaron, Alexis i Lukas.
- Ooo na coś mi się tutaj przydałaś. - zaśmiał się wujek.
- Daruj sobie. - krzywo się uśmiechnęłam.
- Cześć siostra. - podszedł do mnie i pocałował mnie w policzek mój brat.
- Cześć braciszku. - szeroko się uśmiechnęłam.
- Ej mama kiedyś takie robiła. - stwierdził, kiedy spróbował. - I babcia. - dodał po chwili.
- No przecież one mnie tego nauczyły, oj Aaron, Aaron. - zaśmiałam się.
- Ciii... - uśmiechnął się do mnie i dalej jadł. Alexis nawet nie powiedział mi cześć. Ciekawe co się stało. Pewnie się na mnie obraził, za to co wydarzyło się wczoraj. Ale jak pozbędę się reszty to się go o to zapytam.
- Klaudia.. - zaczął Wojtek.
- No słucham. - uśmiechnęłam się lekko.
- Mam takie pytanie, poszłabyś ze mną dzisiaj na spacer? Poszlibyśmy do kina, albo coś. No wiesz.. - zaproponował. A Sanchez spojrzał na mnie i czekał na moją reakcję. W ogóle odkąd tutaj przyszedł nawet się nie uśmiechnął. Wstałam od stołu i pozbierałam od wszystkich talerze.
- Nie zrozum mnie źle, ale nie mam ochoty na spacery, kina i tak dalej. Przepraszam. - odmówiłam najlepiej jak umiałam. Spojrzałam na Chilijczyka, a ten na mnie i lekko się uśmiechnął.
- No trudno. Najwyżej następnym razem. - odparł.
- No następnym razem. - przytaknęłam i poszłam pozmywać naczynia. Nalałam wody i płynu do naczyń do zlewu i zaczęłam zmywać naczynia. Szybko mi to poszło. Kiedy skończyłam do kuchni wszedł Alexis. Kiedy go zobaczyłam od razu się odwróciłam.
- Ja Cię na prawdę przepraszam za to, co stało się wczoraj. Przesadziłam z tym, że siedziałam Ci na kolanach. - zaczęłam się tłumaczyć.
- Nic się nie stało. - uśmiechnął się do mnie. - Nie mam nic przeciwko, jak tylko będziesz chciała się przytulić to mów. - dodał po chwili.
- Okej. - odparłam.
- Dlaczego odmówiłaś? - spytał.
- Nie wiem. - odpowiedziałam.
- A ze mną wybierzesz się na spacer? - lekko się uśmiechnął.
- O której?
- No tak za pół godziny, ale będziemy musieli tam pojechać. - wyjaśnił.
- Oki, to idę się przebrać. - oznajmiłam. - A Wojtek już poszedł?
- Poszedł. - powiedział.
- Dobra, to idę. Zaraz wracam. - poszłam na górę do swojego pokoju. Usiadłam na łóżku i zastanawiałam się w co się ubrać. Po dłuższych przemyśleniach postanowiłam, że założę czarne, długie ogrodniczki i do tego białą bluzkę w granatowe paski. A skoro było zimno, to założę jeszcze swoją grubą, czarną bluzę. Usłyszałam dzwonek mojego telefonu. Spojrzałam na wyświetlacz. Znowu numer, którego nie mam zapisanego w kontaktach. Oby to nie był Darek..
- Tak? - odebrałam.
- Cześć Klaudia! - przywitał mnie głos jakiegoś mężczyzny.
- Z kim mam przyjemność rozmawiać? - spytałam, bo nie wiedziałam kto to.
- To ja Silvio! Nie poznałaś po głosie? - zaśmiał się.
- Ooo hej, hej. Na prawdę nie poznałam. - odpowiedziałam mu.
- Co tam słychać? Dawno się nie widzieliśmy. Kiedy się spotkamy? - zaczął wypytywać.
- A wszystko w miarę okej. Nie jest źle. No nie widzieliśmy się dawno. Od tygodnia jestem w Londynie, także nie wiem kiedy wracam. - rozgadałam się.
- Ooo a u kogo? - zapytał.
- U Lukasa. Rodzice z siostrą przylecą na święta. - odpowiedziałam mu z uśmiechem.
- Okej. - odpowiedział. - Dobra, to nie zawracam Ci głowy. Pozdrów Lukasa. Pa. - pożegnał się.
- No dobra, pozdrowię, pa. - rozłączyłam się. Przebrałam się we wcześniej naszykowane rzeczy i założyłam jeszcze czarne roshe run. Rozczesałam włosy i byłam już gotowa. Zabrałam tradycyjnie telefon i zeszłam na dół.
- Co Ty taka wesoła? - zapytał Santi.
- A jakoś tak. - odpowiedziałam mu i usiadłam na fotelu.
- Ta.. Jakoś tak. - zaczął śmiać się Lukas.
- Silvio dzwonił. - oznajmiłam. - Pozdrawia Cię. - dodałam.
- Jak jeszcze raz zadzwoni to też go pozdrów. - uśmiechnął się.
- Okej. - powiedziałam. - Idziemy? - spytałam się Alexisa.
- Jasne. - wstaliśmy i ruszyliśmy do drzwi.
- A gdzie idziecie? - zapytał Danny.
- Na.. - nie dokończył Chilijczyk, ponieważ mu przerwałam.
- Do sklepu. - szybko powiedziałam.
- Tylko nie wróć późno. - stwierdził Poldi.
- Tak wiem, bo zadzwonisz do matki. - zaśmiałam się i wyszliśmy. Założyłam na siebie moją bluzę i rozglądałam się po tych wszystkich ogromnych willach. Alexis co chwilę spoglądał na mnie. - Ej znowu mam coś na twarzy? - zaczęłam się śmiać.
- Nie. - odpowiedział tak jakby był jakiś zdenerwowany.
- Mhm.. - zapanowała cisza. Weszliśmy na podwórko i skierowaliśmy do garażu. Stało w nim srebrne Audi R8. - To nie jedziemy tamtym? - zapytałam głupio i bezmyślnie.
- Nie, bo ten jest lepszy. Wsiadaj. - otworzył mi drzwi. Wsiadłam i On zajął miejsce kierowcy. Odjechaliśmy z posesji i wyjechaliśmy na autostradę. Panowała między nami cisza.. - Kim jest Silvio? - zapytał spoglądając na mnie.
- Patrz na drogę. - skarciłam go. - Jest moim dobrym kolegą. - odpowiedziałam mu.
- Wielu masz tych dobrych kolegów. - skwitował.
- Dziewczyna, która interesuje się piłką, ma nie mieć kolegów? Zresztą koleżanki też mam. - odparłam. - A zresztą.. zazdrosny jesteś o tych kolegów czy jak? - spojrzałam na Niego.
- Być może. - odpowiedział patrząc się na drogę.
- Yhmm.. - wymamrotałam i resztę drogi przesiedziałam cicho. Po około dwudziestu minutach dojechaliśmy na miejsce. Wysiadłam z samochodu i rozglądałam się. Nie wiedziałam nawet gdzie jestem. Alexis zamknął samochód i schował kluczyki do kieszeni, po czym chwycił mnie za rękę i zaprowadził na molo. - Ale tutaj ślicznie.. - patrzyłam na płynącą wodę. Przeszliśmy do końca mostu i usiadłam sobie patrząc się na krajobraz. Alexis spoglądał na mnie z góry. - Usiądź sobie koło mnie.
- Okej. - odparł. - Mówiłaś ostatnio na spacerze, że żaden chłopak Cię jeszcze nie oczarował. Dlaczego nie powiedziałaś mi o tamtym chłopaku. Skoro z nim byłaś, to musiałaś go kochać. Albo nadal kochasz, bo bez powodu byś nie płakała. - stwierdził patrząc się przed siebie.
- Wiesz co.. - zaczęłam. - Już dawno mi z nim przeszło, kompletnie nic do Niego nie czuję. I płakałam dlatego, ponieważ bardzo mnie zranił i jak sobie o tym przypominam to nie jest zbyt miło. Ogólnie, ja też mogę sobie pomyśleć, że Ty kochasz Laię, bo bez powodu nie chciałbyś, żeby była zazdrosna. Proste? Proste. - spojrzałam na Niego. - I teraz raczej czuję do Niego sentyment, a nie jakiekolwiek uczucie. - dodałam.
- Nie kocham już Laii.. - spojrzał mi w oczy.
- Okej, ale to Twoja prywatna sprawa. - odparłam. - A właśnie opowiesz mi wreszcie coś o sobie?
- A co byś chciała wiedzieć? - popatrzył. - W sumie nie ma o czym opowiadać.. - stwierdził.
- Najlepiej od początku. - uśmiechnęłam się.
- No więc, jestem z Chile z takiego miasteczka Tocopilla. Nie jest ono zbyt bogate. Wręcz powiedziałbym bardzo ubogie. Wszystko co osiągnąłem zawdzięczam mamie. Ona mnie najbardziej wspierała.. - chciał jeszcze coś powiedzieć, ale mu przerwałam.
- A co z tatą? - wypaliłam.
- Mój ojciec praktycznie nie miał dla mnie czasu. Wyjeżdżał zarabiać pieniądze, a ja zawsze zostawałem z mamą i ona mnie tak naprawdę wychowała. Zresztą ojca nie mam.. - wyjaśnił.
- Dlaczego?
- Nie żyje. Zmarł kilka lat temu. - odpowiedział ze smutkiem w oczach. Nawet się nie zastanawiałam i od razu przytuliłam go bardzo mocno, a on odwzajemnił mój uścisk.
- Przykro mi.. - spojrzałam na Niego.
- Trudno, żyje się dalej.. - stwierdził. - Mam jeszcze brata Humberto i dwie siostry, ale nie utrzymujemy dość zażyłych relacji. - powiedział.
- Hmm, okej. - odpowiedziałam i dalej byłam do Niego przytulona.
- Chcesz jeszcze coś wiedzieć? - zapytał.
- A chcesz mi jeszcze coś powiedzieć? - odpowiedziałam pytaniem na pytanie.
- W sumie to już nie ma co opowiadać. - spojrzał na mnie i chciał mnie pocałować, ja Jego w sumie też, ale to za wcześnie. Ogarnęłam się i na szczęście do nic, a nic nie było. Choć bardzo bym chciała..
wtorek, 15 grudnia 2015
Rozdział 6 - "A już myślałem, że się do mnie poprzytulasz."
Przypomniały mi się słowa Wojtka na dzisiejszym treningu i łzy zaczęły spływać po moich policzkach... Leżałam tak sobie i leżałam. Nagle zaczął dzwonić dzwonek do drzwi.
- Lukas! Otwórz! - krzyknęłam.
- Okej. - powiedział i poszedł otworzyć. Moim oczom ukazał się Alexis z różą i dwiema ogromnymi czekoladami Milka Oreo. Lukas mu powiedział jaką czekoladę lubię. Od razu się podniosłam.
- To dla Ciebie piękna. - powiedział z uśmiechem.
- Dziękuje, ale te komplementy powinieneś prawić swojej nowej dziewczynie, a nie mi. - odpowiedziałam mu, a ten wraz z Lukasem spojrzeli na mnie z niedowierzaniem.
- Co? Jakiej dziewczynie? - zapytał Sanchez.
- Przecież wiem co słyszałam.. - powiedziałam smutnym głosem.
- Kiedy? - dalej nie wiedział o co chodzi. - Kto tak powiedział?
- A czy to ważne? - wstałam z kanapy i poszłam po picie do kuchni. Po chwili wróciłam i usiadłam przed telewizorem, otworzyłam czekoladę i zaczęłam sobie jeść.
- Ważne. - powiedział patrząc na mnie.
- Zaraz wracam. - powiedział Poldi i wyszedł.
- Wojtek do Ciebie na treningu. Myślisz, że tego nie słyszałam? - opowiedziałam mu.
- Aaa wtedy.. - przypomniał sobie. - Specjalnie tak powiedział, bo podobno mu się podobasz i zazdrości tego, że jesteśmy ze sobą blisko. - wytłumaczył.
- Yhym.. - prawie wyplułam czekoladę.
- Na prawdę nikogo nie mam. Przecież nie zachowywałbym się tak gdybym miał dziewczynę. - zaczął dalej tłumaczyć.
- No spoko. - powiedziałam cicho.
- Ooo widzę, że masz koszulkę Barcelony i to z 9. - uśmiechnął się szeroko. - To był mój numer. - dodał.
- Wujek mi kiedyś przywiózł. - zaczerwieniłam się.
- Pasuje Ci. - skomplementował mnie.
- Dzięki. - odpowiedziałam. - Ale mnie boli noga.. - zaczęłam narzekać.
- Pokaż, zobaczę czy nie jest spuchnięta.. - obejrzał ją dokładnie.
- I co? - spytałam.
- Nic Ci na szczęście nie jest. To tylko stłuczenie. - odetchnął z ulgą.
- Uff.. - lekko się uśmiechnęłam.
- To wszystko moja wina, przepraszam.. - zaczął się obwiniać i dał mi buziaka w policzek.
- Sama się do tego doprowadziłam. Chciałam się popisać to mam.. - przytuliłam Go do siebie.
- Tak w ogóle to świetnie dziś udawałaś. - zmienił temat.
- Dzięki, ale spojrzała na mnie takim wzrokiem, że zaczynam się bać. - zaśmiałam się.
- Nie masz czego. - położyłam głowę na Jego kolanach, a on położył swoją rękę na moim biodrze i przeszedł mnie wzdłuż kręgosłupa dość przyjemny dreszcz. Lekko się uśmiechnęłam i Alexis położył na stoliku swojego iPhona.
- Mogę? - spytałam.
- Jasne. - uśmiechnął się i wzięłam telefon do ręki. Tapetę miał taką systemową, myślałam, że co innego sobie ustawi. Odblokowałam go i weszłam w aparat. Przełączyłam na przednią kamerkę i zaczęłam robić sobie z nim zdjęcia. Podniosłam się i były jeszcze ładniejsze. - Dodałbym je na instagram. - powiedział.
- Nie dodawaj na razie. Nie chce nie mieć życia.. - powiedziałam.
- No dobra. - odparł.
- Masz jakiś edytor? - spytałam.
- Mam. - zabrał telefon i szukał tego edytora. - Proszę. - podał mi go.
- Dzięki. - uśmiechnęłam się i zaczęłam dodawać efekt do jednego ze zdjęć. - Jest świetne! - krzyknęłam.
- Noo.. - zaczął się śmiać.
- Wyśle je sobie. - oznajmiłam.
- Okej. - uśmiechnął się. Wzięłam swój telefon i ustawiłam sobie to zdjęcie na tapetę. - O nie. Zmieniłaś tapetę. - powiedział.
- Ale Ty i tak na Niej jesteś. - uśmiechnęłam się do Niego. - Teraz ja Tobie zmienię. - zaczęłam się śmiać.
- Niech Ci będzie. - uśmiechnął się. - Może coś obejrzymy? - zaproponował.
- Ja mogę oglądać wszystko, aby nie horrory. - podniosłam się i popatrzyłam na Niego.
- A już myślałem, że się do mnie poprzytulasz. - udawał, że jest smutny.
- Wystarczy, że powiesz "przytul mnie" to Cię przytulę. - zaśmiałam się. - Ja uwielbiam się przytulać. - dodałam.
- No to chodź tutaj. - wyciągnął do mnie ręce. Trochę za wcześnie na takie przytulanki, ale nie chcę mu robić przykrości. Przysunęłam się i wtuliłam się w Jego umięśniony tors.
- Ale mi teraz ciepło. - zaczęłam się śmiać. - A opowiedziałbyś mi coś o sobie? Bo ja już pozapominałam różnych szczegółów. - spytałam.
- Jutro, dobrze? - zapytał o zgodę.
- Niech Ci będzie. - powiedziałam. Był taki tajemniczy.. Nagle zaczął dzwonić mój telefon. Wyplątałam się z Jego uścisku i zabrałam telefon ze stolika. Nie miałam zapisanego tego numeru w kontaktach. Dziwne.
- Słucham. - odebrałam.
- Cześć, Klaudia. To ja Darek. Ja Cię przepraszam. Przemyślałem sobie to wszystko. Nie chciałem, żeby to się tak potoczyło. - zaczął, a mi łzy spływały po policzkach.
- Powiedziałam Ci już wcześniej coś na ten temat. Między nami wszystko skończone. Nie dociera to do Ciebie? - warknęłam wręcz do telefonu.
- Ja chcę Cię odzyskać. Daj mi jeszcze jedną szansę. - błagał mnie o wybaczenie.
- Nie i nie dzwoń do mnie więcej. Nara. - powiedziałam i się rozłączyłam. Rzuciłam telefon gdzieś na kanapę i wybuchłam płaczem.
- Klaudia, co się stało? - zapytał zdezorientowany Alexis.
- Nieważne, nie chcę o tym rozmawiać. - powiedziałam zachodząc się płaczem.
- Ej nie płacz. Wszystko będzie dobrze.. - zaczął mnie pocieszać i głaskać opuszkami palców po policzku.
- Z tego już nic nie będzie. - przytuliłam się do Niego i szlochałam.
- Powiesz mi co się stało? - zapytał z nadzieją, że mu opowiem.
- Nie dzisiaj. Przepraszam. - powiedziałam.
- Chodź bliżej. - przyciągnął mnie do siebie, tak, że siedziałam na Jego kolanach. - Ej Misia uśmiechnij się. - spojrzał na mnie i otarł mi łzy. - Chodzi o jakiegoś chłopaka, tak? - zapytał.
- Chodziło.. - wydukałam.
- Porozmawiamy o tym jutro. - stwierdził stanowczo.
- Ta.. - prychnęłam i położyłam głowę na Jego ramieniu.
- Nie było mnie chwilę, a tutaj się już takie rzeczy wyprawiają? - zaczął śmiać się Lukas.
- A jakie rzeczy? - wszedł za Nim Santi. - Woow Sanchez, jaki Alvaro. - zaczął się śmiać.
- I co powie Poldi, jesteś taka zapłakana.. - szepnął mi do ucha zmartwiony Chilijczyk.
- Nie przemyślałam tego.. - powiedziałam głośno. Podniosłam się i skierowałam do kuchni.
- Klaudyna! Pozwól tutaj na chwilę.. - powiedział Lukas. Chyba się skapnął, że coś jest nie tak.
- Za chwilę, pójdę po picie. - wytłumaczyłam.
- Picie zaczeka. Odwróć się w moją stronę. - odparł.
- O shit.. - szepnęłam sobie pod nosem i go zlekceważyłam.
- Nie wkurwiaj mnie i nie zachowuj się jak dziecko. - na prawdę się zdenerwował. - Chodź tutaj bo jak nie to zadzwonię do matki. Zobaczysz. - zagroził mi. Oparłam się o zlew i umyłam swoją twarz, żeby nie było widać tak bardzo, że płakałam. Wytarłam się ręcznikiem i wydaje mi się, że wyglądałam o wiele lepiej. Westchnęłam i wróciłam do salonu.
- Skoro Cię wkurwiam to odeślij mnie do Polski. - odgryzłam mu się.
- Robi się tutaj gorąco. Nie chcę w tym uczestniczyć. Lece. Do jutra, narazie. - stwierdził Santi i sobie poszedł.
- Ja chyba też sobie już pójdę. - wstał Alexis.
- Zostań, bo mam sprawę do Ciebie. - powiedział do Niego Poldi.
- To ja idę się pakować i szukać najtańszego biletu do Polski. - stwierdziłam i chciałam już iść na górę.
- Zaczekaj. Nie chcę, żebyś wyjeżdżała... Po prostu zdenerwowałem się, że mnie nie słuchasz.. - wytłumaczył się.
- Okej. - wróciłam do salonu i usiadłam na kanapie. Znowu dzwonił mój telefon. Spojrzałam na ekran. Znowu on. Odrzuciłam połączenie.
- Dlaczego nie odbierasz? - zapytał Lukas.
- Bo nie.. - odpowiedziałam.
- Klaudia.. - szepnął mi Alexis.
- Mam takie pytanie. - usiadł na fotelu na przeciwko nas mój wujaszek. - Dlaczego siedziałaś u Niego na kolanach? - zadał pytanie. Spuściłam głowę i nic nie odpowiadałam.
- Płakała, chciałem ją jakoś pocieszyć, przytulić. - powiedział po dłuższej chwili Chilijczyk.
- Dlaczego płakała? - spytał zdziwiony.
- Nie chciała mi powiedzieć. - stwierdził. Znowu zaczął dzwonić mój telefon. Ponownie odrzuciłam.
- Weź w końcu odbierz. - widać, że Lukasa to dekoncentrowało.
- Nie będę od Niego odbierać. - powiedziałam.
- Od Niego, czyli kogo? - zapytał.
- Boże.. - westchnęłam. - Po co Ci to wiedzieć? - nie chciałam mu zbytnio mówić, bo On go dobrze zna..
- Powiedz mi proszę, to Ci pomogę. - spojrzał na mnie.
- Jeny.. od Darka. - odpowiedziałam mu ze złością.
- Tego Darka? - chciał się upewnić.
- Tak, tego. - powiedziałam kładąc głowę na ramieniu Alexisa.
- Teraz sobie o Tobie przypomniał? On jest śmieszny. - wyśmiał go Lukas.
- A kto to? - zapytał Alexis obejmując mnie.
- Mój, jakby to powiedzieć.. Były chłopak. - odpowiedziałam mu.
- Okej. - odparł i spojrzał na Poldiego. - Może pójdziesz się położyć? Jesteś blada. Zaprowadzę Cię. - uśmiechnął się lekko do mnie. Wstałam i poszłam na górę, a On za mną. Weszłam do pokoju i położyłam się na łóżku. Alexis wziął koc i mnie nim okrył.
- Dobranoc Piękna. Śpij dobrze, do jutra. - ucałował mnie w czoło.
- Do jutra. - odpowiedziałam mu i wyszedł. To było bardzo miłe z Jego strony. Poleżałam tak dłuższą chwilę, zaczęłam robić się coraz bardziej senna i zasnęłam.
- Lukas! Otwórz! - krzyknęłam.
- Okej. - powiedział i poszedł otworzyć. Moim oczom ukazał się Alexis z różą i dwiema ogromnymi czekoladami Milka Oreo. Lukas mu powiedział jaką czekoladę lubię. Od razu się podniosłam.
- To dla Ciebie piękna. - powiedział z uśmiechem.
- Dziękuje, ale te komplementy powinieneś prawić swojej nowej dziewczynie, a nie mi. - odpowiedziałam mu, a ten wraz z Lukasem spojrzeli na mnie z niedowierzaniem.
- Co? Jakiej dziewczynie? - zapytał Sanchez.
- Przecież wiem co słyszałam.. - powiedziałam smutnym głosem.
- Kiedy? - dalej nie wiedział o co chodzi. - Kto tak powiedział?
- A czy to ważne? - wstałam z kanapy i poszłam po picie do kuchni. Po chwili wróciłam i usiadłam przed telewizorem, otworzyłam czekoladę i zaczęłam sobie jeść.
- Ważne. - powiedział patrząc na mnie.
- Zaraz wracam. - powiedział Poldi i wyszedł.
- Wojtek do Ciebie na treningu. Myślisz, że tego nie słyszałam? - opowiedziałam mu.
- Aaa wtedy.. - przypomniał sobie. - Specjalnie tak powiedział, bo podobno mu się podobasz i zazdrości tego, że jesteśmy ze sobą blisko. - wytłumaczył.
- Yhym.. - prawie wyplułam czekoladę.
- Na prawdę nikogo nie mam. Przecież nie zachowywałbym się tak gdybym miał dziewczynę. - zaczął dalej tłumaczyć.
- No spoko. - powiedziałam cicho.
- Ooo widzę, że masz koszulkę Barcelony i to z 9. - uśmiechnął się szeroko. - To był mój numer. - dodał.
- Wujek mi kiedyś przywiózł. - zaczerwieniłam się.
- Pasuje Ci. - skomplementował mnie.
- Dzięki. - odpowiedziałam. - Ale mnie boli noga.. - zaczęłam narzekać.
- Pokaż, zobaczę czy nie jest spuchnięta.. - obejrzał ją dokładnie.
- I co? - spytałam.
- Nic Ci na szczęście nie jest. To tylko stłuczenie. - odetchnął z ulgą.
- Uff.. - lekko się uśmiechnęłam.
- To wszystko moja wina, przepraszam.. - zaczął się obwiniać i dał mi buziaka w policzek.
- Sama się do tego doprowadziłam. Chciałam się popisać to mam.. - przytuliłam Go do siebie.
- Tak w ogóle to świetnie dziś udawałaś. - zmienił temat.
- Dzięki, ale spojrzała na mnie takim wzrokiem, że zaczynam się bać. - zaśmiałam się.
- Nie masz czego. - położyłam głowę na Jego kolanach, a on położył swoją rękę na moim biodrze i przeszedł mnie wzdłuż kręgosłupa dość przyjemny dreszcz. Lekko się uśmiechnęłam i Alexis położył na stoliku swojego iPhona.
- Mogę? - spytałam.
- Jasne. - uśmiechnął się i wzięłam telefon do ręki. Tapetę miał taką systemową, myślałam, że co innego sobie ustawi. Odblokowałam go i weszłam w aparat. Przełączyłam na przednią kamerkę i zaczęłam robić sobie z nim zdjęcia. Podniosłam się i były jeszcze ładniejsze. - Dodałbym je na instagram. - powiedział.
- Nie dodawaj na razie. Nie chce nie mieć życia.. - powiedziałam.
- No dobra. - odparł.
- Masz jakiś edytor? - spytałam.
- Mam. - zabrał telefon i szukał tego edytora. - Proszę. - podał mi go.
- Dzięki. - uśmiechnęłam się i zaczęłam dodawać efekt do jednego ze zdjęć. - Jest świetne! - krzyknęłam.
- Noo.. - zaczął się śmiać.
- Wyśle je sobie. - oznajmiłam.
- Okej. - uśmiechnął się. Wzięłam swój telefon i ustawiłam sobie to zdjęcie na tapetę. - O nie. Zmieniłaś tapetę. - powiedział.
- Ale Ty i tak na Niej jesteś. - uśmiechnęłam się do Niego. - Teraz ja Tobie zmienię. - zaczęłam się śmiać.
- Niech Ci będzie. - uśmiechnął się. - Może coś obejrzymy? - zaproponował.
- Ja mogę oglądać wszystko, aby nie horrory. - podniosłam się i popatrzyłam na Niego.
- A już myślałem, że się do mnie poprzytulasz. - udawał, że jest smutny.
- Wystarczy, że powiesz "przytul mnie" to Cię przytulę. - zaśmiałam się. - Ja uwielbiam się przytulać. - dodałam.
- No to chodź tutaj. - wyciągnął do mnie ręce. Trochę za wcześnie na takie przytulanki, ale nie chcę mu robić przykrości. Przysunęłam się i wtuliłam się w Jego umięśniony tors.
- Ale mi teraz ciepło. - zaczęłam się śmiać. - A opowiedziałbyś mi coś o sobie? Bo ja już pozapominałam różnych szczegółów. - spytałam.
- Jutro, dobrze? - zapytał o zgodę.
- Niech Ci będzie. - powiedziałam. Był taki tajemniczy.. Nagle zaczął dzwonić mój telefon. Wyplątałam się z Jego uścisku i zabrałam telefon ze stolika. Nie miałam zapisanego tego numeru w kontaktach. Dziwne.
- Słucham. - odebrałam.
- Cześć, Klaudia. To ja Darek. Ja Cię przepraszam. Przemyślałem sobie to wszystko. Nie chciałem, żeby to się tak potoczyło. - zaczął, a mi łzy spływały po policzkach.
- Powiedziałam Ci już wcześniej coś na ten temat. Między nami wszystko skończone. Nie dociera to do Ciebie? - warknęłam wręcz do telefonu.
- Ja chcę Cię odzyskać. Daj mi jeszcze jedną szansę. - błagał mnie o wybaczenie.
- Nie i nie dzwoń do mnie więcej. Nara. - powiedziałam i się rozłączyłam. Rzuciłam telefon gdzieś na kanapę i wybuchłam płaczem.
- Klaudia, co się stało? - zapytał zdezorientowany Alexis.
- Nieważne, nie chcę o tym rozmawiać. - powiedziałam zachodząc się płaczem.
- Ej nie płacz. Wszystko będzie dobrze.. - zaczął mnie pocieszać i głaskać opuszkami palców po policzku.
- Z tego już nic nie będzie. - przytuliłam się do Niego i szlochałam.
- Powiesz mi co się stało? - zapytał z nadzieją, że mu opowiem.
- Nie dzisiaj. Przepraszam. - powiedziałam.
- Chodź bliżej. - przyciągnął mnie do siebie, tak, że siedziałam na Jego kolanach. - Ej Misia uśmiechnij się. - spojrzał na mnie i otarł mi łzy. - Chodzi o jakiegoś chłopaka, tak? - zapytał.
- Chodziło.. - wydukałam.
- Porozmawiamy o tym jutro. - stwierdził stanowczo.
- Ta.. - prychnęłam i położyłam głowę na Jego ramieniu.
- Nie było mnie chwilę, a tutaj się już takie rzeczy wyprawiają? - zaczął śmiać się Lukas.
- A jakie rzeczy? - wszedł za Nim Santi. - Woow Sanchez, jaki Alvaro. - zaczął się śmiać.
- I co powie Poldi, jesteś taka zapłakana.. - szepnął mi do ucha zmartwiony Chilijczyk.
- Nie przemyślałam tego.. - powiedziałam głośno. Podniosłam się i skierowałam do kuchni.
- Klaudyna! Pozwól tutaj na chwilę.. - powiedział Lukas. Chyba się skapnął, że coś jest nie tak.
- Za chwilę, pójdę po picie. - wytłumaczyłam.
- Picie zaczeka. Odwróć się w moją stronę. - odparł.
- O shit.. - szepnęłam sobie pod nosem i go zlekceważyłam.
- Nie wkurwiaj mnie i nie zachowuj się jak dziecko. - na prawdę się zdenerwował. - Chodź tutaj bo jak nie to zadzwonię do matki. Zobaczysz. - zagroził mi. Oparłam się o zlew i umyłam swoją twarz, żeby nie było widać tak bardzo, że płakałam. Wytarłam się ręcznikiem i wydaje mi się, że wyglądałam o wiele lepiej. Westchnęłam i wróciłam do salonu.
- Skoro Cię wkurwiam to odeślij mnie do Polski. - odgryzłam mu się.
- Robi się tutaj gorąco. Nie chcę w tym uczestniczyć. Lece. Do jutra, narazie. - stwierdził Santi i sobie poszedł.
- Ja chyba też sobie już pójdę. - wstał Alexis.
- Zostań, bo mam sprawę do Ciebie. - powiedział do Niego Poldi.
- To ja idę się pakować i szukać najtańszego biletu do Polski. - stwierdziłam i chciałam już iść na górę.
- Zaczekaj. Nie chcę, żebyś wyjeżdżała... Po prostu zdenerwowałem się, że mnie nie słuchasz.. - wytłumaczył się.
- Okej. - wróciłam do salonu i usiadłam na kanapie. Znowu dzwonił mój telefon. Spojrzałam na ekran. Znowu on. Odrzuciłam połączenie.
- Dlaczego nie odbierasz? - zapytał Lukas.
- Bo nie.. - odpowiedziałam.
- Klaudia.. - szepnął mi Alexis.
- Mam takie pytanie. - usiadł na fotelu na przeciwko nas mój wujaszek. - Dlaczego siedziałaś u Niego na kolanach? - zadał pytanie. Spuściłam głowę i nic nie odpowiadałam.
- Płakała, chciałem ją jakoś pocieszyć, przytulić. - powiedział po dłuższej chwili Chilijczyk.
- Dlaczego płakała? - spytał zdziwiony.
- Nie chciała mi powiedzieć. - stwierdził. Znowu zaczął dzwonić mój telefon. Ponownie odrzuciłam.
- Weź w końcu odbierz. - widać, że Lukasa to dekoncentrowało.
- Nie będę od Niego odbierać. - powiedziałam.
- Od Niego, czyli kogo? - zapytał.
- Boże.. - westchnęłam. - Po co Ci to wiedzieć? - nie chciałam mu zbytnio mówić, bo On go dobrze zna..
- Powiedz mi proszę, to Ci pomogę. - spojrzał na mnie.
- Jeny.. od Darka. - odpowiedziałam mu ze złością.
- Tego Darka? - chciał się upewnić.
- Tak, tego. - powiedziałam kładąc głowę na ramieniu Alexisa.
- Teraz sobie o Tobie przypomniał? On jest śmieszny. - wyśmiał go Lukas.
- A kto to? - zapytał Alexis obejmując mnie.
- Mój, jakby to powiedzieć.. Były chłopak. - odpowiedziałam mu.
- Okej. - odparł i spojrzał na Poldiego. - Może pójdziesz się położyć? Jesteś blada. Zaprowadzę Cię. - uśmiechnął się lekko do mnie. Wstałam i poszłam na górę, a On za mną. Weszłam do pokoju i położyłam się na łóżku. Alexis wziął koc i mnie nim okrył.
- Dobranoc Piękna. Śpij dobrze, do jutra. - ucałował mnie w czoło.
- Do jutra. - odpowiedziałam mu i wyszedł. To było bardzo miłe z Jego strony. Poleżałam tak dłuższą chwilę, zaczęłam robić się coraz bardziej senna i zasnęłam.
sobota, 12 grudnia 2015
Rozdział 5 - "Musimy dzisiaj?"
Kilka chwil potem dojechaliśmy do mnie i weszliśmy do środka. W salonie siedział sobie Poldi w zadziwiająco dobrym nastroju.
- A Ty skąd się tu wzięłaś? - zapytał jakby zobaczył ducha.
- Wyszłam o 5;30 z Atomem na spacer i postanowiłam go zaprowadzić, no i mi się przysnęło u Alexisa. - odpowiedziałam.
- Ostatni raz taki numer. - zagroził mi. - Mogłaś mi chociaż karteczkę napisać. Byłem pewny, że jeszcze śpisz u siebie i miałem Cię budzić. Przecież jakbym tam poszedł i Ciebie by nie było to dostałbym zawału, a potem jeszcze Twoja matka to by mnie chyba zatłukła. - powiedział zdenerwowany.
- Stary spokojnie, przecież Jej w żaden sposób nie skrzywdziłem. - zaśmiał się Alexis.
- Ale to nie chodzi o to, po prostu tutaj często chodzą podejrzane typki i mogą jej coś zrobić, a przed szóstą jest ciemno. - odparł.
- Dobra, okej... - powiedziałam. - Dopiero zauważyłam, że mam Twój koc. Proszę. - chciałam mu go oddać.
- Jest dla Ciebie. - zaśmiał się.
- Okej, dzięki. - odparłam i ucałowałam Jego policzek.
- Takiego podziękowania, bym się nie spodziewał. - powiedział z uśmiechem.
- Młoda jedziesz z nami na trening? - spytał Lukas.
- I tak nie mam nic do roboty to pojadę. - powiedziałam i poszłam na górę się przebrać. Położyłam koc na łóżku i stanęłam przed szafą. Wyciągnęłam z niej białą bluzkę z rękawem 3/4 i jeansowe ogrodniczki oczywiście długie. Jak na listopad było tutaj bardzo ciepło. Założyłam je szybko, po czym wypsikałam perfumami i usiadłam na krześle przed lusterkiem. Wzięłam szczotkę i zaczęłam rozczesywać włosy. Podpięłam sobie grzywkę i pomalowałam rzęsy, po czym podkreśliłam swoje brwi. Założyłam moje superstary, odpięłam telefon od ładowarki i wychodząc z pokoju zabrałam czarny sweterek.
- Jest świetnie. - stwierdził Alexis.
- No dzięki. - zaśmiałam się.
- Co Ty jej tak słodzisz? Zakochałeś się? - zapytał go Lukas kiedy wsiadaliśmy do samochodu.
- Łukasz, weź przestań. - skarciłam go.
- No pytam się po prostu. - odparł mój wujaszek. Myślałam, że go tam zabiję.
- Nie odpowiadaj mu. - nakazałam Alexisowi.
- Ech. - westchnął Chilijczyk uśmiechając się lekko.
- A Ty masz w łeb. Nie zrobie Ci kolacji. - zagroziłam Poldiemu.
- Zobaczymy. - zaczął się śmiać.
- śmiej się śmiej. - odgryzłam mu się i dojechaliśmy do ośrodka. Wysiadłam z samochodu i czekałam, aż chłopcy wyciągną swoje rzeczy. Alexis szedł przede mną i odruchowo złapałam go lekko za rękę. Zawsze tak sobie spacerowałam z koleżanką. Ten odwrócił się i do mnie uśmiechnął, po czym nie wiem nawet dlaczego, ale ścisnął ją mocniej. Mam nadzieję, że tego nikt nie widział, bo od razu poszłaby plotka.
- Hej wszystkim.. - pomachałam im.
- No witam piękna. - podszedł do mnie Jack.
- Hahahah good joke. - zaczęłam się śmiać.
- Mówię prawdę. - odparł uśmiechając się do mnie.
- Klaudia.. - zawołał mnie na stronę Aaron.
- Ramsey! Masz śliczną siostrę! - krzyknął Jack do Niego.
- Wiem, ma to po mnie! - odkrzyknął i zaciągnął mnie z dala od nich.
- Co się stało? - zapytałam z niepokojem, a ten spojrzał na mnie.
- No więc, nie wiem czy dam radę, ale spróbuje się z nimi pogodzić.. - oznajmił mi.
- Serio? - zapytałam.
- Tak, spróbuję chociaż.. - powiedział.
- Masz jeszcze ponad miesiąc, dasz radę. Pomogę Ci. - przytuliłam go.
- Dziękuje. - odwzajemnił mój uścisk.
- Dobra chodźmy, bo będziesz miał przypał u Wengera. - powiedziałam i ruszyliśmy w stronę szatni. Aaron poszedł się przebrać, a ja czekałam na Niego tuż koło drzwi. Po chwili z szatni wyszedł ucieszony Alexis.
- Co Cię tak śmieszy? Znowu mam coś na twarzy? Rozmazałam się? - zaczęłam wypytywać i przeglądać się w ekranie telefonu. - No przecież nic nie mam. To dlaczego się śmiejesz? - zapytałam z wyrzutem.
- Wyluzuj maleńka. Po prostu Poldi znowu mnie zapytał o to. - wytłumaczył dalej się śmiejąc. - Chcesz wiedzieć co mu powiedziałem? - zapytał z zalotnym uśmieszkiem.
- Nie chce wiedzieć. - powiedziałam. - Lalalalala. - zatkałam uszy i odwróciłam się, aż centralnie wpadłam na Wengera. Myślałam, że Alexis popuści tam ze śmiechu. Na co ja przełknęłam tylko ślinę i spojrzałam na Niego. - Przepraszam Panie trenerze. - powiedziałam ze strachem w oczach.
- Nie masz za co. Wiem, że to Jego wina. - wskazał na Chilijczyka i zaczął się śmiać.
- No co znowu ja? - powiedział i ruszył w stronę boiska, a ja poszłam za Nim.
- Pokopiemy? - spytałam biorąc do ręki piłkę.
- Z Tobą zawsze. - uśmiechnął się do mnie. Pewnie wyda się to dziwne, ale nie chcę wiedzieć co On odpowiedział Poldiemu. Podawaliśmy sobie piłkę i powoli widziałam, że schodzili się chłopcy. Postanowiłam, że spróbuję go ob kiwać. Wiedziałam, że to niemożliwe, ale co mi tam. Ruszyłam z piłką w Jego stronę i próbowałam Go jakoś wyminąć. Ale ten podstawił mi specjalnie nogę i poleciałam na murawę. O nie, nie, nie. Jak ja leżę to On też. Pociągnęłam Go za sobą i to nie był dobry pomysł, bo poleciał prosto na mnie.
- Ooo teraz ja leżę na Tobie. - zaczął się śmiać.
- Weź. - prychnęłam. - Bo podstawiłeś mi nogę. - dodałam.
- A Ty pociągnęłaś mnie za sobą. - odgryzł się.
- Spadaj. - syknęłam.
- Jak mam wstać skoro mnie trzymasz? - zaczął się jeszcze bardziej śmiać. - Ja Ci już wcześniej mówiłem, że mógłbym z Tobą poleżeć, ale w łóżku. - szepnął mi do ucha i spojrzał mi głęboko w oczy.
- Heh. - odpowiedziałam tylko.
- To nie czas na zabawy. - stwierdził Wenger stojąc nas nami. Momentalnie się podnieśliśmy.
- Przepraszam, to moja wina. - zaczęłam się tłumaczyć.
- Widziałem, że perfidnie podstawił Ci nogę. To była bardzo dobra kiwka. - stwierdził. - A Ty Sanchez trzy kółka więcej za karę! - nakrzyczał na Niego.
- Dobrze trenerze. - potulnie wykonał Jego polecenie.
- No Sanchez Twojej dziewczynie się to nie spodoba. - powiedział głośno Wojtek, a we mnie coś pękło. Zrobiło mi się tak smutno, że odeszłam od nich i usiadłam sobie na murawie i obserwowałam z daleka. Chciało mi się płakać. Przecież mówił, że nie ma dziewczyny bo go zdradziła. Skoro ją ma to po co to wszystko było? Nie rozumiem tego wszystkiego. Chciałam, żeby ten trening się już skończył. Nawet, ani razu nie spojrzałam na chłopaków. Nagle zaczął dzwonić mój telefon. Spojrzałam na ekran mojego telefonu. Była to mama. Ale sobie moment wybrała.. Niechętnie odebrałam.
- Halo? - powiedziałam do telefonu.
- Cześć córeczko. Co słychać? - zapytała.
- Hej mamuś. Wszystko w porządku. - próbowałam udawać, że nie jestem smutna.
- W super. - odpowiedziała. - Jak pogoda? - spytała.
- Jak na razie jest ciepło. - odparłam. - A co tam u was? - zapytałam ją.
- U nas wszystko okej. Zimno już w sumie. Spotkałam wczoraj w sklepie Anie. Kazała Cię pozdrowić. - rozgadała się.
- Ooo jak ją znowu spotkasz to przekaż, że dziękuje i też pozdrawiam. - powiedziałam.
- A i dziadkowie też Cię pozdrawiają i czekają na święta, żeby Cię zobaczyć. - oznajmiła.
- Też ich pozdrów. To znaczy, że oni też przylecą tutaj? - zapytałam.
- Tak.
- Ojej jak super. To świetna wiadomość. - nagle na mojej twarzy pojawił się szeroki uśmiech. - A wiecie już kiedy dokładnie przylatujecie? - zapytałam.
- Prawdopodobnie tydzień przed świętami.
- Okej.
- W takim razie to tyle. Tęsknie, papa. - powiedziała.
- Też tęsknie. Pa. - rozłączyłam się i spojrzałam na chłopaków. Alexis spojrzał na mnie i lekko się uśmiechnął, na co ja odwróciłam wzrok od Niego. Wyciągnęłam z kieszeni słuchawki i podłączyłam je do telefonu i puściłam sobie album One Direction. Zawsze tak robiłam kiedy byłam smutna. Włączyłam piosenki na maxa i sobie słuchałam. Spojrzałam na zegarek. Godzina 12:00 za chwilę trening się skończy, więc postanowiłam, że sobie już pójdę i poczekam na nich przed wejściem. Usiadłam sobie na schodkach prowadzących do wejścia do ośrodka i czekałam sobie na nich. Wyciągnęłam słuchawki z uszu i usłyszałam śmiech Lukasa. Podniosłam się ze schodków i stanęłam na przeciw nich.
- Klaudyna, jedziemy teraz po kurtkę. - oznajmił mi.
- Musimy dzisiaj? - spytałam z nadzieją, że pojedziemy jutro.
- Musimy. Twoja mama do mnie dzwoniła. - stwierdził.
- Ych. - westchnęłam i szłam w stronę samochodu Alexisa. Ten spoglądał na mnie co chwilę. - Ale teraz, tak? - spytałam.
- Teraz. - odpowiedział. Spojrzałam na Niego z miną zbitego psa. - Co Ty taka jakaś dziwna? - powiedział.
- Nie mam po prostu ochoty na zakupy. - skwitowałam wsiadając do samochodu.
- Od kiedy? - zdziwił się. - Nie tak dawno jak byłem w Polsce i oznajmiłem, że jadę na zakupy to pierwsza w samochodzie siedziałaś, a dzisiaj? Coś musi być nie tak. - podrapał się po głowie. - Tylko co.. - zaczął się zastanawiać.
- Nie drąż tematu.. - powiedziałam ze znudzeniem. Ten nie odezwał się ani słowem i w ciszy dojechaliśmy na podziemny parking jednej z galerii w Londynie.
- Co Ci? - spytał Chilijczyk kiedy Poldi się oddalił.
- Nic. - syknęłam i ruszyliśmy w stronę mojego wujaszka.
- Do jakiego sklepu idziemy? - zapytał.
- Do Croopa. - oznajmiłam i wsiedliśmy do widy, która zawiozła nas na drugie piętro galerii. Weszliśmy do mojego ulubionego sklepu i zauważyłam kurtkę, która podobała mi się już od dawna. Podeszłam tam i za mną chłopcy. - Chcę tą. - powiedziałam zakładając ją na siebie.
- Ładna jest. - stwierdził Alexis przyglądając mi się. - Ale nie tak jak Ty. - dodał.
- Daruj sobie. - warknęłam i przeglądałam się w lustrze.
- Bierzemy ją? - zapytał Poldi.
- Tak. - powiedziałam stanowczo.
- A i jeszcze czapkę, szalik i rękawiczki. A no i buty. - dodał.
- Nic mi się stąd nie podoba. - stwierdziłam. - Zajdziemy jeszcze do Sinsay'a i Deichmanna. - dodałam.
- Okej. - powiedział Poldi płacąc kasjerce. Wyszliśmy ze sklepu i udaliśmy się najpierw do Deichmanna, bo był po drodze. Lukas z Alexisem gadali o czymś, co nawet mnie nie interesowało.
- O nie.. - powiedział Sanchez.
- Co jest stary? - zapytał go Lukas.
- Zobacz. - wskazał na blondynkę i jakiegoś mężczyznę. - Laia i ten jej Fernando czy jak on tam. - dodał.
- A no tak. - powiedział Poldi. Alexis spojrzał na mnie smutnym i błagalnym wzrokiem. Wiedziałam o co mu chodzi. Chciał, żebym poudawała, że nas coś łączy.
- O nie, nie, nie. - kręciłam głową.
- Kloti no dawaj, Ty jesteś w tym dobra. - powiedział Lukas i jeszcze bardziej mnie wkopał.
- Proszeee. - patrzył na mnie Alexis.
- Ych, niech starce. - powiedziałam i podałam mu swoją dłoń i szliśmy sobie za rękę. Kiedy przechodziliśmy koło nich puściłam Jego dłoń i przytuliłam się do Niego. Ta cała Laia zmierzyła mnie wzrokiem, ale nawet nie zwracałam na to uwagi. Kiedy go przytuliłam poczułam takie ciepło w środku. Weszliśmy do sklepu i puściłam Go. Ruszyłam w stronę botek. I tak wiedziałam, że poza Laią jest ktoś inny. Bez powodu chyba by Wojtek tak nie powiedział.
- Co za to chcesz? - spytał Alexis kiedy mierzyłam botki na płaskiej podeszwie.
- Dwie czekolady. Łukasz wie jakie. - odpowiedziałam. - Biorę te. - dodałam.
- Okej. - poszliśmy do kasy.
- Nie mam ochoty już iść po ten szalik. Mam chyba jakiś. - powiedziałam. - Kiedy indziej przyjedziemy. - dodałam.
- Niech Ci będzie. - powiedział Poldi i zjechaliśmy windą na parking. Wsiadłam do samochodu i odjechaliśmy do domu. Alexis podwiózł nas pod bramę i weszliśmy z Lukasem do domu.
- Ładnie razem wyglądacie. - stwierdził kładąc moje rzeczy w korytarzu.
- Super. - odpowiedziałam i poszłam do łazienki. Stanęłam przed lustrem i postanowiłam, że zmyje makijaż. I tak też zrobiłam, po czym weszłam do pokoju i przebrałam się w obcisłe dresy i koszulkę Barcy z numerem 9, którą kiedyś dostałam od wujka. Związałam włosy w kucyka, schowałam telefon do kieszeni zabrałam swojego misia i zeszłam na dół.
- Robię spaghetti. Chcesz? - zaproponował Lukas.
- Nie jestem głodna. - oznajmiłam i poszłam do salonu. Położyłam telefon i włączyłam telewizor. Nie było nic ciekawego, ale tak mi się nudziło, że musiałam coś obejrzeć. Podłożyłam sobie misia pod głowę i położyłam na kanapie. Przypomniały mi się słowa Wojtka na dzisiejszym treningu i łzy zaczęły spływać po moich policzkach...
- A Ty skąd się tu wzięłaś? - zapytał jakby zobaczył ducha.
- Wyszłam o 5;30 z Atomem na spacer i postanowiłam go zaprowadzić, no i mi się przysnęło u Alexisa. - odpowiedziałam.
- Ostatni raz taki numer. - zagroził mi. - Mogłaś mi chociaż karteczkę napisać. Byłem pewny, że jeszcze śpisz u siebie i miałem Cię budzić. Przecież jakbym tam poszedł i Ciebie by nie było to dostałbym zawału, a potem jeszcze Twoja matka to by mnie chyba zatłukła. - powiedział zdenerwowany.
- Stary spokojnie, przecież Jej w żaden sposób nie skrzywdziłem. - zaśmiał się Alexis.
- Ale to nie chodzi o to, po prostu tutaj często chodzą podejrzane typki i mogą jej coś zrobić, a przed szóstą jest ciemno. - odparł.
- Dobra, okej... - powiedziałam. - Dopiero zauważyłam, że mam Twój koc. Proszę. - chciałam mu go oddać.
- Jest dla Ciebie. - zaśmiał się.
- Okej, dzięki. - odparłam i ucałowałam Jego policzek.
- Takiego podziękowania, bym się nie spodziewał. - powiedział z uśmiechem.
- Młoda jedziesz z nami na trening? - spytał Lukas.
- I tak nie mam nic do roboty to pojadę. - powiedziałam i poszłam na górę się przebrać. Położyłam koc na łóżku i stanęłam przed szafą. Wyciągnęłam z niej białą bluzkę z rękawem 3/4 i jeansowe ogrodniczki oczywiście długie. Jak na listopad było tutaj bardzo ciepło. Założyłam je szybko, po czym wypsikałam perfumami i usiadłam na krześle przed lusterkiem. Wzięłam szczotkę i zaczęłam rozczesywać włosy. Podpięłam sobie grzywkę i pomalowałam rzęsy, po czym podkreśliłam swoje brwi. Założyłam moje superstary, odpięłam telefon od ładowarki i wychodząc z pokoju zabrałam czarny sweterek.
- Jest świetnie. - stwierdził Alexis.
- No dzięki. - zaśmiałam się.
- Co Ty jej tak słodzisz? Zakochałeś się? - zapytał go Lukas kiedy wsiadaliśmy do samochodu.
- Łukasz, weź przestań. - skarciłam go.
- No pytam się po prostu. - odparł mój wujaszek. Myślałam, że go tam zabiję.
- Nie odpowiadaj mu. - nakazałam Alexisowi.
- Ech. - westchnął Chilijczyk uśmiechając się lekko.
- A Ty masz w łeb. Nie zrobie Ci kolacji. - zagroziłam Poldiemu.
- Zobaczymy. - zaczął się śmiać.
- śmiej się śmiej. - odgryzłam mu się i dojechaliśmy do ośrodka. Wysiadłam z samochodu i czekałam, aż chłopcy wyciągną swoje rzeczy. Alexis szedł przede mną i odruchowo złapałam go lekko za rękę. Zawsze tak sobie spacerowałam z koleżanką. Ten odwrócił się i do mnie uśmiechnął, po czym nie wiem nawet dlaczego, ale ścisnął ją mocniej. Mam nadzieję, że tego nikt nie widział, bo od razu poszłaby plotka.
- Hej wszystkim.. - pomachałam im.
- No witam piękna. - podszedł do mnie Jack.
- Hahahah good joke. - zaczęłam się śmiać.
- Mówię prawdę. - odparł uśmiechając się do mnie.
- Klaudia.. - zawołał mnie na stronę Aaron.
- Ramsey! Masz śliczną siostrę! - krzyknął Jack do Niego.
- Wiem, ma to po mnie! - odkrzyknął i zaciągnął mnie z dala od nich.
- Co się stało? - zapytałam z niepokojem, a ten spojrzał na mnie.
- No więc, nie wiem czy dam radę, ale spróbuje się z nimi pogodzić.. - oznajmił mi.
- Serio? - zapytałam.
- Tak, spróbuję chociaż.. - powiedział.
- Masz jeszcze ponad miesiąc, dasz radę. Pomogę Ci. - przytuliłam go.
- Dziękuje. - odwzajemnił mój uścisk.
- Dobra chodźmy, bo będziesz miał przypał u Wengera. - powiedziałam i ruszyliśmy w stronę szatni. Aaron poszedł się przebrać, a ja czekałam na Niego tuż koło drzwi. Po chwili z szatni wyszedł ucieszony Alexis.
- Co Cię tak śmieszy? Znowu mam coś na twarzy? Rozmazałam się? - zaczęłam wypytywać i przeglądać się w ekranie telefonu. - No przecież nic nie mam. To dlaczego się śmiejesz? - zapytałam z wyrzutem.
- Wyluzuj maleńka. Po prostu Poldi znowu mnie zapytał o to. - wytłumaczył dalej się śmiejąc. - Chcesz wiedzieć co mu powiedziałem? - zapytał z zalotnym uśmieszkiem.
- Nie chce wiedzieć. - powiedziałam. - Lalalalala. - zatkałam uszy i odwróciłam się, aż centralnie wpadłam na Wengera. Myślałam, że Alexis popuści tam ze śmiechu. Na co ja przełknęłam tylko ślinę i spojrzałam na Niego. - Przepraszam Panie trenerze. - powiedziałam ze strachem w oczach.
- Nie masz za co. Wiem, że to Jego wina. - wskazał na Chilijczyka i zaczął się śmiać.
- No co znowu ja? - powiedział i ruszył w stronę boiska, a ja poszłam za Nim.
- Pokopiemy? - spytałam biorąc do ręki piłkę.
- Z Tobą zawsze. - uśmiechnął się do mnie. Pewnie wyda się to dziwne, ale nie chcę wiedzieć co On odpowiedział Poldiemu. Podawaliśmy sobie piłkę i powoli widziałam, że schodzili się chłopcy. Postanowiłam, że spróbuję go ob kiwać. Wiedziałam, że to niemożliwe, ale co mi tam. Ruszyłam z piłką w Jego stronę i próbowałam Go jakoś wyminąć. Ale ten podstawił mi specjalnie nogę i poleciałam na murawę. O nie, nie, nie. Jak ja leżę to On też. Pociągnęłam Go za sobą i to nie był dobry pomysł, bo poleciał prosto na mnie.
- Ooo teraz ja leżę na Tobie. - zaczął się śmiać.- Weź. - prychnęłam. - Bo podstawiłeś mi nogę. - dodałam.
- A Ty pociągnęłaś mnie za sobą. - odgryzł się.
- Spadaj. - syknęłam.
- Jak mam wstać skoro mnie trzymasz? - zaczął się jeszcze bardziej śmiać. - Ja Ci już wcześniej mówiłem, że mógłbym z Tobą poleżeć, ale w łóżku. - szepnął mi do ucha i spojrzał mi głęboko w oczy.
- Heh. - odpowiedziałam tylko.
- To nie czas na zabawy. - stwierdził Wenger stojąc nas nami. Momentalnie się podnieśliśmy.
- Przepraszam, to moja wina. - zaczęłam się tłumaczyć.
- Widziałem, że perfidnie podstawił Ci nogę. To była bardzo dobra kiwka. - stwierdził. - A Ty Sanchez trzy kółka więcej za karę! - nakrzyczał na Niego.
- Dobrze trenerze. - potulnie wykonał Jego polecenie.
- No Sanchez Twojej dziewczynie się to nie spodoba. - powiedział głośno Wojtek, a we mnie coś pękło. Zrobiło mi się tak smutno, że odeszłam od nich i usiadłam sobie na murawie i obserwowałam z daleka. Chciało mi się płakać. Przecież mówił, że nie ma dziewczyny bo go zdradziła. Skoro ją ma to po co to wszystko było? Nie rozumiem tego wszystkiego. Chciałam, żeby ten trening się już skończył. Nawet, ani razu nie spojrzałam na chłopaków. Nagle zaczął dzwonić mój telefon. Spojrzałam na ekran mojego telefonu. Była to mama. Ale sobie moment wybrała.. Niechętnie odebrałam.
- Halo? - powiedziałam do telefonu.
- Cześć córeczko. Co słychać? - zapytała.
- Hej mamuś. Wszystko w porządku. - próbowałam udawać, że nie jestem smutna.
- W super. - odpowiedziała. - Jak pogoda? - spytała.
- Jak na razie jest ciepło. - odparłam. - A co tam u was? - zapytałam ją.
- U nas wszystko okej. Zimno już w sumie. Spotkałam wczoraj w sklepie Anie. Kazała Cię pozdrowić. - rozgadała się.
- Ooo jak ją znowu spotkasz to przekaż, że dziękuje i też pozdrawiam. - powiedziałam.
- A i dziadkowie też Cię pozdrawiają i czekają na święta, żeby Cię zobaczyć. - oznajmiła.
- Też ich pozdrów. To znaczy, że oni też przylecą tutaj? - zapytałam.
- Tak.
- Ojej jak super. To świetna wiadomość. - nagle na mojej twarzy pojawił się szeroki uśmiech. - A wiecie już kiedy dokładnie przylatujecie? - zapytałam.
- Prawdopodobnie tydzień przed świętami.
- Okej.
- W takim razie to tyle. Tęsknie, papa. - powiedziała.
- Też tęsknie. Pa. - rozłączyłam się i spojrzałam na chłopaków. Alexis spojrzał na mnie i lekko się uśmiechnął, na co ja odwróciłam wzrok od Niego. Wyciągnęłam z kieszeni słuchawki i podłączyłam je do telefonu i puściłam sobie album One Direction. Zawsze tak robiłam kiedy byłam smutna. Włączyłam piosenki na maxa i sobie słuchałam. Spojrzałam na zegarek. Godzina 12:00 za chwilę trening się skończy, więc postanowiłam, że sobie już pójdę i poczekam na nich przed wejściem. Usiadłam sobie na schodkach prowadzących do wejścia do ośrodka i czekałam sobie na nich. Wyciągnęłam słuchawki z uszu i usłyszałam śmiech Lukasa. Podniosłam się ze schodków i stanęłam na przeciw nich.
- Klaudyna, jedziemy teraz po kurtkę. - oznajmił mi.
- Musimy dzisiaj? - spytałam z nadzieją, że pojedziemy jutro.
- Musimy. Twoja mama do mnie dzwoniła. - stwierdził.
- Ych. - westchnęłam i szłam w stronę samochodu Alexisa. Ten spoglądał na mnie co chwilę. - Ale teraz, tak? - spytałam.
- Teraz. - odpowiedział. Spojrzałam na Niego z miną zbitego psa. - Co Ty taka jakaś dziwna? - powiedział.
- Nie mam po prostu ochoty na zakupy. - skwitowałam wsiadając do samochodu.
- Od kiedy? - zdziwił się. - Nie tak dawno jak byłem w Polsce i oznajmiłem, że jadę na zakupy to pierwsza w samochodzie siedziałaś, a dzisiaj? Coś musi być nie tak. - podrapał się po głowie. - Tylko co.. - zaczął się zastanawiać.
- Nie drąż tematu.. - powiedziałam ze znudzeniem. Ten nie odezwał się ani słowem i w ciszy dojechaliśmy na podziemny parking jednej z galerii w Londynie.
- Co Ci? - spytał Chilijczyk kiedy Poldi się oddalił.
- Nic. - syknęłam i ruszyliśmy w stronę mojego wujaszka.
- Do jakiego sklepu idziemy? - zapytał.
- Do Croopa. - oznajmiłam i wsiedliśmy do widy, która zawiozła nas na drugie piętro galerii. Weszliśmy do mojego ulubionego sklepu i zauważyłam kurtkę, która podobała mi się już od dawna. Podeszłam tam i za mną chłopcy. - Chcę tą. - powiedziałam zakładając ją na siebie.
- Ładna jest. - stwierdził Alexis przyglądając mi się. - Ale nie tak jak Ty. - dodał.
- Daruj sobie. - warknęłam i przeglądałam się w lustrze.
- Bierzemy ją? - zapytał Poldi.
- Tak. - powiedziałam stanowczo.
- A i jeszcze czapkę, szalik i rękawiczki. A no i buty. - dodał.
- Nic mi się stąd nie podoba. - stwierdziłam. - Zajdziemy jeszcze do Sinsay'a i Deichmanna. - dodałam.
- Okej. - powiedział Poldi płacąc kasjerce. Wyszliśmy ze sklepu i udaliśmy się najpierw do Deichmanna, bo był po drodze. Lukas z Alexisem gadali o czymś, co nawet mnie nie interesowało.
- O nie.. - powiedział Sanchez.
- Co jest stary? - zapytał go Lukas.
- Zobacz. - wskazał na blondynkę i jakiegoś mężczyznę. - Laia i ten jej Fernando czy jak on tam. - dodał.
- A no tak. - powiedział Poldi. Alexis spojrzał na mnie smutnym i błagalnym wzrokiem. Wiedziałam o co mu chodzi. Chciał, żebym poudawała, że nas coś łączy.
- O nie, nie, nie. - kręciłam głową.
- Kloti no dawaj, Ty jesteś w tym dobra. - powiedział Lukas i jeszcze bardziej mnie wkopał.
- Proszeee. - patrzył na mnie Alexis.
- Ych, niech starce. - powiedziałam i podałam mu swoją dłoń i szliśmy sobie za rękę. Kiedy przechodziliśmy koło nich puściłam Jego dłoń i przytuliłam się do Niego. Ta cała Laia zmierzyła mnie wzrokiem, ale nawet nie zwracałam na to uwagi. Kiedy go przytuliłam poczułam takie ciepło w środku. Weszliśmy do sklepu i puściłam Go. Ruszyłam w stronę botek. I tak wiedziałam, że poza Laią jest ktoś inny. Bez powodu chyba by Wojtek tak nie powiedział.
- Co za to chcesz? - spytał Alexis kiedy mierzyłam botki na płaskiej podeszwie.
- Dwie czekolady. Łukasz wie jakie. - odpowiedziałam. - Biorę te. - dodałam.
- Okej. - poszliśmy do kasy.
- Nie mam ochoty już iść po ten szalik. Mam chyba jakiś. - powiedziałam. - Kiedy indziej przyjedziemy. - dodałam.
- Niech Ci będzie. - powiedział Poldi i zjechaliśmy windą na parking. Wsiadłam do samochodu i odjechaliśmy do domu. Alexis podwiózł nas pod bramę i weszliśmy z Lukasem do domu.
- Ładnie razem wyglądacie. - stwierdził kładąc moje rzeczy w korytarzu.
- Super. - odpowiedziałam i poszłam do łazienki. Stanęłam przed lustrem i postanowiłam, że zmyje makijaż. I tak też zrobiłam, po czym weszłam do pokoju i przebrałam się w obcisłe dresy i koszulkę Barcy z numerem 9, którą kiedyś dostałam od wujka. Związałam włosy w kucyka, schowałam telefon do kieszeni zabrałam swojego misia i zeszłam na dół.
- Robię spaghetti. Chcesz? - zaproponował Lukas.
- Nie jestem głodna. - oznajmiłam i poszłam do salonu. Położyłam telefon i włączyłam telewizor. Nie było nic ciekawego, ale tak mi się nudziło, że musiałam coś obejrzeć. Podłożyłam sobie misia pod głowę i położyłam na kanapie. Przypomniały mi się słowa Wojtka na dzisiejszym treningu i łzy zaczęły spływać po moich policzkach...
środa, 9 grudnia 2015
Rozdział 4 - "Przepraszam, że Cię obudziłem."
Poczułam, że coś liże mnie po twarzy. Strasznie się przestraszyłam. Otworzyłam oczy, a przy łóżku siedział sobie ucieszony Atom. Udało mu się mnie obudzić. Spojrzałam na zegarek. Była 5;30.
- Atom, serio? - zaczęłam do Niego gadać. Ten spojrzał na mnie błagalnym wzrokiem. - Siedź tu. - nakazałam i wyszłam do łazienki. Ja już całkiem zgłupiałam. Gadam sobie do psa. Po kilku minutach wróciłam do pokoju założyłam kapcie i zeszłam z Atomem na dół. Jest 5;30 więc nikt nie będzie zwracał na mnie uwagi. Przypięłam smycz do Jego obroży i wyszłam w piżamie się przejść. Chodziłam sobie po mojej dzielnicy i nagle natknęło mnie, żeby przy okazji jak będę wracać do domu zaprowadzić Atoma do Jego właściciela. Ciekawe czy śpi. Może Humber go obudził. Przeszłam się do końca uliczki i zajęło mi to bardzo mało czasu. " A złożę mu niezapowiedzianą wizytę. Co mi tam. " pomyślałam sobie i ruszyłam ze słodkim golden retriverem w stronę willi Alexisa. Otworzyłam bramkę i weszłam na podwórko. Zadzwoniłam jeden raz, potem drugi.. Nikt nie wychodził. Dotknęłam klamki i z przyzwyczajenia pociągnęłam ją w dół i drzwi się otworzyły. Co za głupek nie zamknął drzwi. Weszłam wraz z Atomem po cichutku na górę i zapamiętałam gdzie znajduje się Jego sypialnia. Stanęłam pod drzwiami i zastanawiałam się czy wejść do niej czy nie. Stałam tak chyba dłuższą chwilę, ale Atom zaczął drapać w drzwi. Otworzyłam drzwi po cichutku i wow. Ta sypialnia była śliczna. Ogromne łóżko, tuż koło drzwi komoda i wejście do jakiegoś pomieszczenia, a na przeciwko łóżka ogromny telewizor. Na ścianach widniała czarno biała tapeta. W dodatku w sypialni były bardzo ogromne, szklane drzwi prowadzące na ogromny balkon.
- Ooo kogo ja tutaj widzę. - usłyszałam głos Alexisa. - Chyba dalej śnię. - dodał. Odwróciłam się do Niego, a ten podniósł się z łóżka. Był tylko w bokserkach. Miał takie potargane włosy. Słodko w nich wyglądał.
- Przy... przyprowadziłam Atoma. - wydukałam.
- To ja idę wyprowadzić Humbera w takim razie. - oznajmił. - tylko pójdę się ubrać. Usiądź sobie, albo się połóż jak wolisz. - wskazał na łóżko.
- Okej. - powiedziałam i usiadłam. Jej, było takie wygodne, że aż musiałam skorzystać z tej okazji i się położyć. Pościel tak ślicznie pachniała, że zrobiłam się senna.. Zamknęłam oczy i odpłynęłam..
[Alexis]
- Okej. - powiedziała i usiadła sobie, a ja wszedłem go garderoby. Zastanawiałem się w co się ubrać, bo w sumie i tak będę jechać na trening to przy okazji odwiozę Klaudię do domu i Poldi po wczorajszym będzie chciał ze mną jechać. Założyłem czarne spodnie i granatowy sweter. Włożyłem jeszcze skarpety i buty. Nie było mnie dłuższą chwilę. Wróciłem do sypialni, a Klaudia zasnęła na moim łóżku. Przykryłem ją kocykiem i wraz z psami wyszedłem na dwór. W sumie nie chciało mi się wychodzić z nimi na spacer więc wypuściłem je do ogrodu. Nie miałem ochoty na jedzenie.. Nasypałem karmy moim pieskom i poszedłem sprzątać dom. Położyłbym się jeszcze spać, ale nie chce żeby sobie coś o mnie pomyślała.. Posprzątałem szybko dom, ale i tak zajęło mi to ponad dwie godziny. Za półtorej godziny trening, trzeba się spakować. Wziąłem moją torbę treningową i udałem się do sypialni. Wczoraj w komodzie schowałem dresy i bluzę. Wszedłem do sypialni, a Klaudia dalej spała. Była taka słodka. Ukucnąłem przy szafce i wyciągnąłem mój strój, ale wraz ze strojem wypadła butelka wina. Musiałem zostawić ją, jak się ostatnio schlałem. Rozległ się huk w końcu to szklana butelka. Na szczęście się nie zbiła. Klaudia już nie spała, tylko przyglądała się co robię.
- Przepraszam, że Cię obudziłem. - usiadłem na łóżku.
[Klaudia]
Nagle rozległ się huk. Przebudziłam się i zorientowałam, że śpię w łóżku Alexisa. Rozejrzałam się po pokoju i tuż koło komody zauważyłam Alexisa, który klął coś pod nosem. Spojrzał na mnie i usiadł na łóżku.
- Przepraszam, że Cię obudziłem. - powiedział patrząc na mnie.
- Nic nie szkodzi. - odparłam. - To ja przepraszam, że zasnęłam. - dodałam.
- Spoko, spoko. - zaśmiał się. - Ale śliczna jesteś jak śpisz. - skomplementował mnie.
- Dzięki. - zaczerwieniłam się.
- Oj nie czerwień się tak. - zaczął się śmiać. - Chodź zjesz śniadanie i pojedziemy do Ciebie, bo pewnie Lukas.. - nie dokończył, bo zadzwonił Jego telefon. - Siema stary... Luz, nie ma sprawy.. To do zobaczenia za 20 minut. - rozłączył się.
- Kto to? - wypaliłam bez zastanowienia.
- Lukas. Chciał, żebym zabrał go na trening. - odpowiedział mi.
- Nie pytał nic o mnie? - spytałam.
- Nie. - odpowiedział.
- Uff.. nie będę mieć przypału. - westchnęłam z ulgą.
- Dobra, chodź na śniadanie i jedziemy. - oznajmił i wstałam z łóżka zarzucając na siebie koc. Zeszłam do kuchni i usiadłam na krześle przy ogromnym stole. - Co byś chciała zjeść? - zapytał.
- Tosta. - opowiedziałam.
- Już się robi. - zaśmiał się i podał mi dwa tosty.
- Dzięki. - zjadłam ze smakiem. Alexis poszedł po torbę, wyszliśmy do samochodu i odjechaliśmy do mnie.
- Atom, serio? - zaczęłam do Niego gadać. Ten spojrzał na mnie błagalnym wzrokiem. - Siedź tu. - nakazałam i wyszłam do łazienki. Ja już całkiem zgłupiałam. Gadam sobie do psa. Po kilku minutach wróciłam do pokoju założyłam kapcie i zeszłam z Atomem na dół. Jest 5;30 więc nikt nie będzie zwracał na mnie uwagi. Przypięłam smycz do Jego obroży i wyszłam w piżamie się przejść. Chodziłam sobie po mojej dzielnicy i nagle natknęło mnie, żeby przy okazji jak będę wracać do domu zaprowadzić Atoma do Jego właściciela. Ciekawe czy śpi. Może Humber go obudził. Przeszłam się do końca uliczki i zajęło mi to bardzo mało czasu. " A złożę mu niezapowiedzianą wizytę. Co mi tam. " pomyślałam sobie i ruszyłam ze słodkim golden retriverem w stronę willi Alexisa. Otworzyłam bramkę i weszłam na podwórko. Zadzwoniłam jeden raz, potem drugi.. Nikt nie wychodził. Dotknęłam klamki i z przyzwyczajenia pociągnęłam ją w dół i drzwi się otworzyły. Co za głupek nie zamknął drzwi. Weszłam wraz z Atomem po cichutku na górę i zapamiętałam gdzie znajduje się Jego sypialnia. Stanęłam pod drzwiami i zastanawiałam się czy wejść do niej czy nie. Stałam tak chyba dłuższą chwilę, ale Atom zaczął drapać w drzwi. Otworzyłam drzwi po cichutku i wow. Ta sypialnia była śliczna. Ogromne łóżko, tuż koło drzwi komoda i wejście do jakiegoś pomieszczenia, a na przeciwko łóżka ogromny telewizor. Na ścianach widniała czarno biała tapeta. W dodatku w sypialni były bardzo ogromne, szklane drzwi prowadzące na ogromny balkon.
- Ooo kogo ja tutaj widzę. - usłyszałam głos Alexisa. - Chyba dalej śnię. - dodał. Odwróciłam się do Niego, a ten podniósł się z łóżka. Był tylko w bokserkach. Miał takie potargane włosy. Słodko w nich wyglądał.
- Przy... przyprowadziłam Atoma. - wydukałam.
- To ja idę wyprowadzić Humbera w takim razie. - oznajmił. - tylko pójdę się ubrać. Usiądź sobie, albo się połóż jak wolisz. - wskazał na łóżko.
- Okej. - powiedziałam i usiadłam. Jej, było takie wygodne, że aż musiałam skorzystać z tej okazji i się położyć. Pościel tak ślicznie pachniała, że zrobiłam się senna.. Zamknęłam oczy i odpłynęłam..
[Alexis]
- Okej. - powiedziała i usiadła sobie, a ja wszedłem go garderoby. Zastanawiałem się w co się ubrać, bo w sumie i tak będę jechać na trening to przy okazji odwiozę Klaudię do domu i Poldi po wczorajszym będzie chciał ze mną jechać. Założyłem czarne spodnie i granatowy sweter. Włożyłem jeszcze skarpety i buty. Nie było mnie dłuższą chwilę. Wróciłem do sypialni, a Klaudia zasnęła na moim łóżku. Przykryłem ją kocykiem i wraz z psami wyszedłem na dwór. W sumie nie chciało mi się wychodzić z nimi na spacer więc wypuściłem je do ogrodu. Nie miałem ochoty na jedzenie.. Nasypałem karmy moim pieskom i poszedłem sprzątać dom. Położyłbym się jeszcze spać, ale nie chce żeby sobie coś o mnie pomyślała.. Posprzątałem szybko dom, ale i tak zajęło mi to ponad dwie godziny. Za półtorej godziny trening, trzeba się spakować. Wziąłem moją torbę treningową i udałem się do sypialni. Wczoraj w komodzie schowałem dresy i bluzę. Wszedłem do sypialni, a Klaudia dalej spała. Była taka słodka. Ukucnąłem przy szafce i wyciągnąłem mój strój, ale wraz ze strojem wypadła butelka wina. Musiałem zostawić ją, jak się ostatnio schlałem. Rozległ się huk w końcu to szklana butelka. Na szczęście się nie zbiła. Klaudia już nie spała, tylko przyglądała się co robię.
- Przepraszam, że Cię obudziłem. - usiadłem na łóżku.
[Klaudia]
Nagle rozległ się huk. Przebudziłam się i zorientowałam, że śpię w łóżku Alexisa. Rozejrzałam się po pokoju i tuż koło komody zauważyłam Alexisa, który klął coś pod nosem. Spojrzał na mnie i usiadł na łóżku.
- Przepraszam, że Cię obudziłem. - powiedział patrząc na mnie.
- Nic nie szkodzi. - odparłam. - To ja przepraszam, że zasnęłam. - dodałam.
- Spoko, spoko. - zaśmiał się. - Ale śliczna jesteś jak śpisz. - skomplementował mnie.
- Dzięki. - zaczerwieniłam się.
- Oj nie czerwień się tak. - zaczął się śmiać. - Chodź zjesz śniadanie i pojedziemy do Ciebie, bo pewnie Lukas.. - nie dokończył, bo zadzwonił Jego telefon. - Siema stary... Luz, nie ma sprawy.. To do zobaczenia za 20 minut. - rozłączył się.
- Kto to? - wypaliłam bez zastanowienia.
- Lukas. Chciał, żebym zabrał go na trening. - odpowiedział mi.
- Nie pytał nic o mnie? - spytałam.
- Nie. - odpowiedział.
- Uff.. nie będę mieć przypału. - westchnęłam z ulgą.
- Dobra, chodź na śniadanie i jedziemy. - oznajmił i wstałam z łóżka zarzucając na siebie koc. Zeszłam do kuchni i usiadłam na krześle przy ogromnym stole. - Co byś chciała zjeść? - zapytał.
- Tosta. - opowiedziałam.
- Już się robi. - zaśmiał się i podał mi dwa tosty.
- Dzięki. - zjadłam ze smakiem. Alexis poszedł po torbę, wyszliśmy do samochodu i odjechaliśmy do mnie.
sobota, 5 grudnia 2015
Rozdział 3 - "Nie przeklinaj."
- Nie wiem czy potrafię.. - powiedział smutnym głosem.
- Klaudusiu masz gościa. - powiedział Lukas.
- Jak się zastanowisz i wszystko przemyślisz to się odezwij. - powiedziałam Aaronowi. - Ja idę, wrócę potem. - pożegnałam się z nimi i poszłam do przedpokoju.
- Hej. - uśmiechnął się do mnie Chilijczyk.
- Cześć. - odpowiedziałam mu zakładając buty. - Możemy iść. - uśmiechnęłam się i wyszliśmy. Sanchez ciągle mnie obserwował. Trochę mi było niezręcznie. Nie wiedziałam o co mu chodzi. Głupio się czułam. - Czy ja mam coś na twarzy? Bo się tak przyglądasz. - wypaliłam bez zastanowienia.
- Przejrzyj się w telefonie. - powiedział i tak zrobiłam. O matko zapomniałam, że się kompletnie rozmazałam.
- O ja pierdole. - powiedziałam przeglądając się.
- Nie przeklinaj. - skarcił mnie. - Możemy zajść do mnie i się poprawisz, albo zmyjesz. Chyba mydłem się da, prawda? - zaproponował.
- Da się, da. - zaśmiałam się.
- No to idziemy do mnie. - powiedział stanowczo.
- Ale tylko na chwilę. - przypomniałam mu.
- Dobra, wyluzuj, przecież Ci nic nie zrobię. - zaśmiał się. - Chyba, że chcesz. - dodał.
- Nie chce. - powiedziałam bez wyrazu.
- Wow, jesteś pierwszą dziewczyną, która nie pcha mi się sama do łóżka. - powiedział.
- To źle? - spojrzałam na Niego.
- Bardzo dobrze. Przynajmniej szanujesz siebie. - uśmiechnął się skręcając do ogromnej bramy. Otworzył ją i weszliśmy na podwórze. - Idź, idź. - powiedział i wskazał na drzwi.
- Okej. - otworzyłam drzwi i wyskoczyły z nich dwa psy. Wiedziałam, że ma psy, ale widziałam je na zdjęciach jak jeszcze były małe. - Aaa... - schowałam się za nim i objęłam go w pasie. Wyglądało to głupio, ale on trzymał swoje dłonie na moich.
- Ej Młoda nie bój się ich. - zaczął się śmiać. - Atom! Humber! - zawołał ich i przybiegły.
- No w sumie nie są takie straszne. - zaczęłam się robić czerwona.
- To jest Humber. - wskazał na jednego z nich był bialutki. - A to Atom. - ten z kolei był złotawy. Pogłaskałam oba i chyba mnie polubiły. Najbardziej podobał mi się Atom. Był taki słodki i kochany.
- Fajne są. - uśmiechnęłam się do Niego.
- Dobra chodźmy do środka, zmyjesz się i możemy je wziąć na spacer. - powiedział i weszliśmy do środka. Tam było tak ślicznie.. Wszystkie kolory komponowały ze sobą. Po prostu idealny dom. - Chcesz coś do picia? - spytał.
- Nie.. - odpowiedziałam i rozglądałam się po Jego wielkiej willi. Jeju jak mi się tu podoba. - Pokarzesz mi gdzie łazienka? - zapytałam.
- Jasne. - uśmiechnął się i zaprowadził mnie na piętro. Było tam sporo pokoi. - A teraz takie pytanie. - zaśmiał się.
- No dawaj. - powiedziałam.
- Do którego pokoju zajrzałabyś najpierw? - wskazał na korytarz pełen pokoi.
- Moment. - przeszłam się po korytarzu. - Do tego. - wskazałam na pokój na końcu korytarza.
-To moja sypialnia. - zaczął się śmiać.
- Hah, no gdzie ta łazienka? - spytałam.
- Tutaj. - wskazał na drzwi na przeciwko Jego sypialni.
- Dziękuje. - oznajmiłam i weszłam do niej zamykając za sobą drzwi. Dlaczego On w tym domu musi mieć wszystko takie idealne? Stanęłam naprzeciwko umywalki. Znajdowało się nad nią ogromne lustro. Przejrzałam się w nim. O matko jak ja wyglądam. Ale On musiał mieć ze mnie ubaw. Szybko zmyłam moje resztki makijażu i wytarłam twarz cieplutkim i mięciutkim ręcznikiem. Powiesiłam ten ręcznik tam gdzie był i wyszłam z Niej. Koło drzwi czekał na mnie Sanchez.
- Po co się malujesz? - zapytał.
- Bo jestem brzydka. - odpowiedziałam mu schodząc na dół.
- Żartujesz sobie. - skarcił mnie. - Jesteś na prawdę śliczna. - spojrzał mi w oczy.
- Pewnie nie chcesz robić mi przykrości. - uśmiechnęłam się.
- Jestem szczerym człowiekiem. - powiedział poważnie.
- Niech Ci będzie. - machnęłam ręką. - Idziemy na ten spacer? - zapytałam.
- Jasne. - odpowiedział. - Którego chcesz prowadzić? - podał mi smycz.
- Tego złotego. - wskazałam na Atoma.
- Okej. - przypięłam smycz do Jego obroży i wyszliśmy. Ja z Atomem, on z Humberem.
- Ale On jest słodki. Strasznie mi się podoba. - zaczęłam mówić kiedy zbliżaliśmy się do parku.
- Szkoda, że o mnie tak nie mówisz. - udawał smutnego.
- Ty też. - powiedziałam bez zastanowienia. Co ja w ogóle gadam.
- Jak miło. - zaśmiał się. - A tak w ogóle jeśli mogę spytać. - zaczął.
- Pytaj o co chcesz. - powiedziałam.
- No więc.. - podrapał się po głowie. Widać było, że jest mu niezręcznie o to pytać. - Kim tak właściwie jest dla Ciebie Lukas? - wreszcie zapytał. - Na pewno nie bratem, bo Aaron jest Twoim bratem. - dodał.
- Ech.. - westchnęłam. - Wujkiem. - odparłam. - A dokładniej bratem mojej mamy. - dodałam po chwili, żeby nie zadawał głupich pytań.
- Okej. To teraz już wszystko rozumiem. Prawie. - odpowiedział i się uśmiechnął.
- A jeśli mógłbym spytać.. Dlaczego nie wiedziałaś się tyle ze swoim bratem? - był trochę zakłopotany.
- Mogę Ci ufać? - chciałam się upewnić.
- W stu procentach. - przytulił mnie lekko i usiedliśmy na ławce, a Atom koło mnie.
- Ja sama się dzisiaj dowiedziałam.. - posmutniałam. - Więc, On kłócił się z rodzicami, ciągle był tym "najgorszym" jak to On twierdzi i miał tego dość. - wytłumaczyłam szybko.
- I tylko dlatego? Tak?
- No w sumie tylko dlatego. - odpowiedziałam.
- A nie chce się z nimi pogodzić czy coś?
- Wiesz co, dzisiaj mu to proponowałam, ale stwierdził, że nie wie czy jest gotowy. - zrobiłam się mega smutna.
- Nie smuć się. Aaron to dobry chłopak. Przemyśli wszystko i się pogodzą. - objął mnie ramieniem.
- Wiesz co lepiej mnie nie obejmuj w miejscu publicznym. Nie chce być "nową panią Sanchez". Twoja dziewczyna by mnie zabiła. - zaczęłam się śmiać.
- Nie mam dziewczyny. - powiedział oglądając swoje buty.
- A ta Laia? To przez Nią wtedy przestałam się tak Tobą interesować. - rozgadałam się. W ogóle nie rozumiem dlaczego ja mu to wszystko mówię. Pewnie sobie pomyśli "jakaś psychiczna"
- Ech. - westchnął.
- Mi możesz powiedzieć wszystko. - dodałam mu otuchy.
- Zdradziła mnie.. - zaczął. - A wiesz dlaczego? - schował twarz w dłoniach.
- Nie wiem. Aż się sama dziwię. - spojrzałam na Niego.
- Bo nie byłem dla Niej idealny w łóżku i za bardzo poświęcałem się piłce. - powiedział, a mnie zamurowało. Co za jakaś idiotka. - Od tamtej pory jej po prostu nienawidzę. - dodał.
- Na łóżku świat nie stoi. - lekko się uśmiechnęłam.
- Wiesz, każdy ma swoje priorytety. - odparł. - A jak już rozmawiamy o związkach.. To Ty pewnie masz chłopaka tam w Polsce. - albo mi się wydaje, albo posmutniał. Dziwne uczucie.
- Nie mam. - uśmiechnęłam się.
- Jak to? - zdziwił się.
- Żaden mnie do tej pory nie oczarował. - zaśmiałam się.
- Mhmm, no spoko. - odparł. - Opowiedz mi jeszcze coś o sobie. Chcę Cię lepiej poznać. - dodał.
- No to jak wiesz jestem Klaudia Ramsey. Jestem pół Polką, pól Walijką. Moja mama jest Polką. I bardziej w sercu mam Polskę, niż Walię. Mam 16 lat. - zaczęłam opowiadać.
- Wyglądasz na więcej. - uśmiechnął się.
- Heh, nie wiem co mam Ci jeszcze powiedzieć. - westchnęłam.
- Co lubisz robić? - zapytał.
- Chyba oglądać mecze i chodzić do kina. No i oczywiście na spacery. W Polsce zawsze spacerowałam sobie z kumpelą. - uśmiechnęłam się sama do siebie na to wspomnienie.
- A masz jeszcze jakieś rodzeństwo, zwierzątko? - chciał chyba wyciągnąć ze mnie jak najwięcej.
- Mam siostrę młodszą. A no i od dwunastu lat psa Reksia. - zaśmiałam się.
- Ooo. - uśmiechnął się.
- A zapytam Cię o ważną rzecz. To znaczy dla mnie ważną. Dla Ciebie pewnie nie. - oznajmił.
- Pytaj. - powiedziałam.
- Dlaczego przez Laię przestałaś się mną interesować? - zadał pytanie którego się obawiałam. W ogóle po co ja mu to powiedziałam? Co ze mnie za człowiek.
- Dobre pytanie. - pochwaliłam go. - W sumie to sama nie wiem. Wtedy straciłam wszelkie nadzieję, że kiedykolwiek Cię spotkam. - wypaliłam z dość zaskakującą odpowiedzią.
- Okej. Ale spotkałaś i właśnie jesteś ze mną na spacerze. - zaśmiał się.
- Tego chyba bym nigdy się nie spodziewała. - zaczęłam się śmiać.
- Późno się trochę robi. - wstał z ławki i zrobiłam to samo. - Zbieramy się? - spytał.
- Oki. - powiedziałam i ruszyliśmy w stronę mojego domu. - Zapraszam do mnie. - powiedziałam.
- Chyba nie skorzystam. - zaśmiał się.
- Chodź i mnie nie denerwuj. - nakazałam mu i mnie posłuchał.
- Uparta jesteś. To w sumie dobrze. - szepnął mi do ucha.
- Oooo wróciłaś. - przyszedł wstawiony Lukas.
- Piłeś. - stwierdziłam.
- Piję. - poprawił mnie. - Z moim towarzystwem. - wskazał na chłopaków. - Tylko brakowało mojego najlepszego kumpla, którego mi zabrałaś. - zaczął się śmiać.
- Bardzo śmieszne. - powiedziałam.
- Siema ludzie. - poszedł sobie do salonu Alexis, a ja zostałam w przedpokoju z Jego psami.
- Atomek, Humberek. - zawołałam ich i weszli za mną do salonu.
- Co wy już na randce byliście? - wypalił z takim pytaniem Santi.
- Nie? - spojrzałam na Niego jakbym chciała go zabić i usiadłam koło Alexisa. Na kanapę wskoczył Humber i położył się za mną i koło mnie było jeszcze miejsce, na które wskoczył Atom i położył się na moich kolanach.
- Ale Cię polubiły. - stwierdził Hector.
- Ja ich też. - powiedziałam. - Alexiss.. - zwróciłam się do Chilijczyka.
- No słucham. - spojrzał mi w oczy.
- Mógłby Atom u mnie dzisiaj zostać. Proszę. - poprosiłam ładnie.
- Okej. - od razu się zgodził.
- Dziękuje. - uśmiechnęłam się. - Jutro rano Ci go przyprowadzę. - obiecałam.
- Luzik. - zaśmiał się.
- Sanchez od kiedy Ty tak dajesz każdemu swojego psa? - zaczął Olivier.
- Nie każdemu. - spojrzał na Niego.
- A komu zostawiłeś do tej pory chociażby jednego? - zapytał Theo.
- Bratu, mamie i w ogóle rodzinie i teraz Klaudii. - uśmiechnął się.
- Czuj się wyjątkowa. - zaśmiał się Danny.
- Już się taka czuję. - odparłam i chłopaki zaczęli gadać o zbliżającym się meczu. Nie wiedziałam zbytnio co im chodzi, bo już trochę bełkotali.
- Ale Ty jesteś taka śliczna. - westchnął Jack.
- Daruj sobie takie podrywy. - powiedziałam to po polsku, bo zapomniałam jak to powiedzieć.
- Nie wiem jak wy, ale ja się zbieram. - oznajmił Alexis.
- Ja też! - wrzasnął Santi wraz z Theo.
- I ja chyba też. - stwierdził Hector.
- Odprowadzę was do drzwi. - powiedziałam i wraz z Atomem zaprowadziłam Jego właściciela i brata z ich towarzyszami do drzwi. Atom bez problemu ze mną został, nawet nie uciekał. Wróciłam z nim do salonu i usiadłam sobie na fotelu, na którym siedział wcześniej Santi.
- Podobasz się Sanchezowi. - stwierdził Jack.
- To prawda. - potwierdził Olivier.
- Weźcie. - ochrzaniłam ich.
- Ale taka prawda. Onieśmielasz go, a On onieśmiela Ciebie. - powiedział blondyn.
- Pasowalibyście do siebie. - rozmarzył się młody Francuz.
- Ale by było fajniee.. - zaczął bełkotać Poldi.
- Ty Łukasz to się zamknij. - syknęłam.
- Nie denerwuj się tak. Chłopaki mają rację. - spojrzał na mnie mój wujek.
- To my już będziemy spadać, bo jutro trening. - powiedział Olivier.- Prawda Jack?
- Ja bym tutaj jeszcze został. - spojrzał na mnie dość przystojny młody Anglik.
- Chyba śnisz. - zaczął śmiać się Francuz. - My lecimy papa. - pożegnał się ze mną i wyszli. Lukas zasnął na fotelu, a ja poszłam na górę z Atomem. Zostawiłam go w pokoju i poszłam wziąć prysznic. Szybko się umyłam i wróciłam do pokoju. Położyłam się na moim łóżku a Atom na moich nogach. Zrobiłam mu zdjęcie na snapa i zapisałam. Stwierdziłam, że jest ono tak śliczne, że dodam je na instagram i tak też zrobiłam. Opublikowałam to zdjęcie z dopiskiem "Atom :) #snapsave #dog #happy". Odłożyłam mój telefon podłączając go przy tym do ładowarki i zgasiłam światło. Nie mogłam kompletnie usnąć. Chłopaki mi namieszali w głowie. Gdzież on chciałby w ogóle na mnie spojrzeć.. Nie możliwe, że mu się podobam. W sumie za młoda dla Niego pewnie jestem. Woli starsze. Byłam tak zmęczona dzisiejszym dniem. Jeszcze więcej wrażeń niż wczoraj, że zasnęłam...
- Klaudusiu masz gościa. - powiedział Lukas.
- Jak się zastanowisz i wszystko przemyślisz to się odezwij. - powiedziałam Aaronowi. - Ja idę, wrócę potem. - pożegnałam się z nimi i poszłam do przedpokoju.
- Hej. - uśmiechnął się do mnie Chilijczyk.
- Cześć. - odpowiedziałam mu zakładając buty. - Możemy iść. - uśmiechnęłam się i wyszliśmy. Sanchez ciągle mnie obserwował. Trochę mi było niezręcznie. Nie wiedziałam o co mu chodzi. Głupio się czułam. - Czy ja mam coś na twarzy? Bo się tak przyglądasz. - wypaliłam bez zastanowienia.
- Przejrzyj się w telefonie. - powiedział i tak zrobiłam. O matko zapomniałam, że się kompletnie rozmazałam.
- O ja pierdole. - powiedziałam przeglądając się.
- Nie przeklinaj. - skarcił mnie. - Możemy zajść do mnie i się poprawisz, albo zmyjesz. Chyba mydłem się da, prawda? - zaproponował.
- Da się, da. - zaśmiałam się.
- No to idziemy do mnie. - powiedział stanowczo.
- Ale tylko na chwilę. - przypomniałam mu.
- Dobra, wyluzuj, przecież Ci nic nie zrobię. - zaśmiał się. - Chyba, że chcesz. - dodał.
- Nie chce. - powiedziałam bez wyrazu.
- Wow, jesteś pierwszą dziewczyną, która nie pcha mi się sama do łóżka. - powiedział.
- To źle? - spojrzałam na Niego.
- Bardzo dobrze. Przynajmniej szanujesz siebie. - uśmiechnął się skręcając do ogromnej bramy. Otworzył ją i weszliśmy na podwórze. - Idź, idź. - powiedział i wskazał na drzwi.
- Okej. - otworzyłam drzwi i wyskoczyły z nich dwa psy. Wiedziałam, że ma psy, ale widziałam je na zdjęciach jak jeszcze były małe. - Aaa... - schowałam się za nim i objęłam go w pasie. Wyglądało to głupio, ale on trzymał swoje dłonie na moich.
- Ej Młoda nie bój się ich. - zaczął się śmiać. - Atom! Humber! - zawołał ich i przybiegły.
- No w sumie nie są takie straszne. - zaczęłam się robić czerwona.
- To jest Humber. - wskazał na jednego z nich był bialutki. - A to Atom. - ten z kolei był złotawy. Pogłaskałam oba i chyba mnie polubiły. Najbardziej podobał mi się Atom. Był taki słodki i kochany.
- Fajne są. - uśmiechnęłam się do Niego.
- Dobra chodźmy do środka, zmyjesz się i możemy je wziąć na spacer. - powiedział i weszliśmy do środka. Tam było tak ślicznie.. Wszystkie kolory komponowały ze sobą. Po prostu idealny dom. - Chcesz coś do picia? - spytał.
- Nie.. - odpowiedziałam i rozglądałam się po Jego wielkiej willi. Jeju jak mi się tu podoba. - Pokarzesz mi gdzie łazienka? - zapytałam.
- Jasne. - uśmiechnął się i zaprowadził mnie na piętro. Było tam sporo pokoi. - A teraz takie pytanie. - zaśmiał się.
- No dawaj. - powiedziałam.
- Do którego pokoju zajrzałabyś najpierw? - wskazał na korytarz pełen pokoi.
- Moment. - przeszłam się po korytarzu. - Do tego. - wskazałam na pokój na końcu korytarza.
-To moja sypialnia. - zaczął się śmiać.
- Hah, no gdzie ta łazienka? - spytałam.
- Tutaj. - wskazał na drzwi na przeciwko Jego sypialni.
- Dziękuje. - oznajmiłam i weszłam do niej zamykając za sobą drzwi. Dlaczego On w tym domu musi mieć wszystko takie idealne? Stanęłam naprzeciwko umywalki. Znajdowało się nad nią ogromne lustro. Przejrzałam się w nim. O matko jak ja wyglądam. Ale On musiał mieć ze mnie ubaw. Szybko zmyłam moje resztki makijażu i wytarłam twarz cieplutkim i mięciutkim ręcznikiem. Powiesiłam ten ręcznik tam gdzie był i wyszłam z Niej. Koło drzwi czekał na mnie Sanchez.
- Po co się malujesz? - zapytał.
- Bo jestem brzydka. - odpowiedziałam mu schodząc na dół.
- Żartujesz sobie. - skarcił mnie. - Jesteś na prawdę śliczna. - spojrzał mi w oczy.
- Pewnie nie chcesz robić mi przykrości. - uśmiechnęłam się.
- Jestem szczerym człowiekiem. - powiedział poważnie.
- Niech Ci będzie. - machnęłam ręką. - Idziemy na ten spacer? - zapytałam.
- Jasne. - odpowiedział. - Którego chcesz prowadzić? - podał mi smycz.
- Tego złotego. - wskazałam na Atoma.
- Okej. - przypięłam smycz do Jego obroży i wyszliśmy. Ja z Atomem, on z Humberem.
- Ale On jest słodki. Strasznie mi się podoba. - zaczęłam mówić kiedy zbliżaliśmy się do parku.
- Szkoda, że o mnie tak nie mówisz. - udawał smutnego.
- Ty też. - powiedziałam bez zastanowienia. Co ja w ogóle gadam.
- Jak miło. - zaśmiał się. - A tak w ogóle jeśli mogę spytać. - zaczął.
- Pytaj o co chcesz. - powiedziałam.
- No więc.. - podrapał się po głowie. Widać było, że jest mu niezręcznie o to pytać. - Kim tak właściwie jest dla Ciebie Lukas? - wreszcie zapytał. - Na pewno nie bratem, bo Aaron jest Twoim bratem. - dodał.
- Ech.. - westchnęłam. - Wujkiem. - odparłam. - A dokładniej bratem mojej mamy. - dodałam po chwili, żeby nie zadawał głupich pytań.
- Okej. To teraz już wszystko rozumiem. Prawie. - odpowiedział i się uśmiechnął.
- A jeśli mógłbym spytać.. Dlaczego nie wiedziałaś się tyle ze swoim bratem? - był trochę zakłopotany.
- Mogę Ci ufać? - chciałam się upewnić.
- W stu procentach. - przytulił mnie lekko i usiedliśmy na ławce, a Atom koło mnie.
- Ja sama się dzisiaj dowiedziałam.. - posmutniałam. - Więc, On kłócił się z rodzicami, ciągle był tym "najgorszym" jak to On twierdzi i miał tego dość. - wytłumaczyłam szybko.
- I tylko dlatego? Tak?
- No w sumie tylko dlatego. - odpowiedziałam.
- A nie chce się z nimi pogodzić czy coś?
- Wiesz co, dzisiaj mu to proponowałam, ale stwierdził, że nie wie czy jest gotowy. - zrobiłam się mega smutna.
- Nie smuć się. Aaron to dobry chłopak. Przemyśli wszystko i się pogodzą. - objął mnie ramieniem.
- Wiesz co lepiej mnie nie obejmuj w miejscu publicznym. Nie chce być "nową panią Sanchez". Twoja dziewczyna by mnie zabiła. - zaczęłam się śmiać.
- Nie mam dziewczyny. - powiedział oglądając swoje buty.
- A ta Laia? To przez Nią wtedy przestałam się tak Tobą interesować. - rozgadałam się. W ogóle nie rozumiem dlaczego ja mu to wszystko mówię. Pewnie sobie pomyśli "jakaś psychiczna"
- Ech. - westchnął.
- Mi możesz powiedzieć wszystko. - dodałam mu otuchy.
- Zdradziła mnie.. - zaczął. - A wiesz dlaczego? - schował twarz w dłoniach.
- Nie wiem. Aż się sama dziwię. - spojrzałam na Niego.
- Bo nie byłem dla Niej idealny w łóżku i za bardzo poświęcałem się piłce. - powiedział, a mnie zamurowało. Co za jakaś idiotka. - Od tamtej pory jej po prostu nienawidzę. - dodał.
- Na łóżku świat nie stoi. - lekko się uśmiechnęłam.
- Wiesz, każdy ma swoje priorytety. - odparł. - A jak już rozmawiamy o związkach.. To Ty pewnie masz chłopaka tam w Polsce. - albo mi się wydaje, albo posmutniał. Dziwne uczucie.
- Nie mam. - uśmiechnęłam się.
- Jak to? - zdziwił się.
- Żaden mnie do tej pory nie oczarował. - zaśmiałam się.
- Mhmm, no spoko. - odparł. - Opowiedz mi jeszcze coś o sobie. Chcę Cię lepiej poznać. - dodał.
- No to jak wiesz jestem Klaudia Ramsey. Jestem pół Polką, pól Walijką. Moja mama jest Polką. I bardziej w sercu mam Polskę, niż Walię. Mam 16 lat. - zaczęłam opowiadać.
- Wyglądasz na więcej. - uśmiechnął się.
- Heh, nie wiem co mam Ci jeszcze powiedzieć. - westchnęłam.
- Co lubisz robić? - zapytał.
- Chyba oglądać mecze i chodzić do kina. No i oczywiście na spacery. W Polsce zawsze spacerowałam sobie z kumpelą. - uśmiechnęłam się sama do siebie na to wspomnienie.
- A masz jeszcze jakieś rodzeństwo, zwierzątko? - chciał chyba wyciągnąć ze mnie jak najwięcej.
- Mam siostrę młodszą. A no i od dwunastu lat psa Reksia. - zaśmiałam się.
- Ooo. - uśmiechnął się.
- A zapytam Cię o ważną rzecz. To znaczy dla mnie ważną. Dla Ciebie pewnie nie. - oznajmił.
- Pytaj. - powiedziałam.
- Dlaczego przez Laię przestałaś się mną interesować? - zadał pytanie którego się obawiałam. W ogóle po co ja mu to powiedziałam? Co ze mnie za człowiek.
- Dobre pytanie. - pochwaliłam go. - W sumie to sama nie wiem. Wtedy straciłam wszelkie nadzieję, że kiedykolwiek Cię spotkam. - wypaliłam z dość zaskakującą odpowiedzią.
- Okej. Ale spotkałaś i właśnie jesteś ze mną na spacerze. - zaśmiał się.
- Tego chyba bym nigdy się nie spodziewała. - zaczęłam się śmiać.
- Późno się trochę robi. - wstał z ławki i zrobiłam to samo. - Zbieramy się? - spytał.
- Oki. - powiedziałam i ruszyliśmy w stronę mojego domu. - Zapraszam do mnie. - powiedziałam.
- Chyba nie skorzystam. - zaśmiał się.
- Chodź i mnie nie denerwuj. - nakazałam mu i mnie posłuchał.
- Uparta jesteś. To w sumie dobrze. - szepnął mi do ucha.
- Oooo wróciłaś. - przyszedł wstawiony Lukas.
- Piłeś. - stwierdziłam.
- Piję. - poprawił mnie. - Z moim towarzystwem. - wskazał na chłopaków. - Tylko brakowało mojego najlepszego kumpla, którego mi zabrałaś. - zaczął się śmiać.
- Bardzo śmieszne. - powiedziałam.
- Siema ludzie. - poszedł sobie do salonu Alexis, a ja zostałam w przedpokoju z Jego psami.
- Atomek, Humberek. - zawołałam ich i weszli za mną do salonu.
- Co wy już na randce byliście? - wypalił z takim pytaniem Santi.
- Nie? - spojrzałam na Niego jakbym chciała go zabić i usiadłam koło Alexisa. Na kanapę wskoczył Humber i położył się za mną i koło mnie było jeszcze miejsce, na które wskoczył Atom i położył się na moich kolanach.
- Ale Cię polubiły. - stwierdził Hector.
- Ja ich też. - powiedziałam. - Alexiss.. - zwróciłam się do Chilijczyka.
- No słucham. - spojrzał mi w oczy.
- Mógłby Atom u mnie dzisiaj zostać. Proszę. - poprosiłam ładnie.
- Okej. - od razu się zgodził.
- Dziękuje. - uśmiechnęłam się. - Jutro rano Ci go przyprowadzę. - obiecałam.
- Luzik. - zaśmiał się.
- Sanchez od kiedy Ty tak dajesz każdemu swojego psa? - zaczął Olivier.
- Nie każdemu. - spojrzał na Niego.
- A komu zostawiłeś do tej pory chociażby jednego? - zapytał Theo.
- Bratu, mamie i w ogóle rodzinie i teraz Klaudii. - uśmiechnął się.
- Czuj się wyjątkowa. - zaśmiał się Danny.
- Już się taka czuję. - odparłam i chłopaki zaczęli gadać o zbliżającym się meczu. Nie wiedziałam zbytnio co im chodzi, bo już trochę bełkotali.
- Ale Ty jesteś taka śliczna. - westchnął Jack.
- Daruj sobie takie podrywy. - powiedziałam to po polsku, bo zapomniałam jak to powiedzieć.
- Nie wiem jak wy, ale ja się zbieram. - oznajmił Alexis.
- Ja też! - wrzasnął Santi wraz z Theo.
- I ja chyba też. - stwierdził Hector.
- Odprowadzę was do drzwi. - powiedziałam i wraz z Atomem zaprowadziłam Jego właściciela i brata z ich towarzyszami do drzwi. Atom bez problemu ze mną został, nawet nie uciekał. Wróciłam z nim do salonu i usiadłam sobie na fotelu, na którym siedział wcześniej Santi.
- Podobasz się Sanchezowi. - stwierdził Jack.
- To prawda. - potwierdził Olivier.
- Weźcie. - ochrzaniłam ich.- Ale taka prawda. Onieśmielasz go, a On onieśmiela Ciebie. - powiedział blondyn.
- Pasowalibyście do siebie. - rozmarzył się młody Francuz.
- Ale by było fajniee.. - zaczął bełkotać Poldi.
- Ty Łukasz to się zamknij. - syknęłam.
- Nie denerwuj się tak. Chłopaki mają rację. - spojrzał na mnie mój wujek.
- To my już będziemy spadać, bo jutro trening. - powiedział Olivier.- Prawda Jack?
- Ja bym tutaj jeszcze został. - spojrzał na mnie dość przystojny młody Anglik.
- Chyba śnisz. - zaczął śmiać się Francuz. - My lecimy papa. - pożegnał się ze mną i wyszli. Lukas zasnął na fotelu, a ja poszłam na górę z Atomem. Zostawiłam go w pokoju i poszłam wziąć prysznic. Szybko się umyłam i wróciłam do pokoju. Położyłam się na moim łóżku a Atom na moich nogach. Zrobiłam mu zdjęcie na snapa i zapisałam. Stwierdziłam, że jest ono tak śliczne, że dodam je na instagram i tak też zrobiłam. Opublikowałam to zdjęcie z dopiskiem "Atom :) #snapsave #dog #happy". Odłożyłam mój telefon podłączając go przy tym do ładowarki i zgasiłam światło. Nie mogłam kompletnie usnąć. Chłopaki mi namieszali w głowie. Gdzież on chciałby w ogóle na mnie spojrzeć.. Nie możliwe, że mu się podobam. W sumie za młoda dla Niego pewnie jestem. Woli starsze. Byłam tak zmęczona dzisiejszym dniem. Jeszcze więcej wrażeń niż wczoraj, że zasnęłam...
💖Rozdział 2 - "Przecież On wie." 💖
Obudził mnie oczywiście tak jak obiecał wczoraj Lukas. Niechętnie wstałam z łóżka i poszłam do łazienki wykonać poranną toaletę. Wróciłam do pokoju i usiadłam przed lusterkiem. Nałożyłam na twarz krem bb następnie zmatowiłam to pudrem, lekko wykonturowałam twarz i podkreśliłam swoje oczy a na koniec wy tuszowałam rzęsy. Rozczesałam swoje dość krótkie włosy i postanowiłam się przebrać. Stanęłam przed szafą i wybrałam czarne rurki i do tego koronkową bokserkę i jeansową koszulę. Do tego założyłam moje czarne roshe runy i zabierając ze sobą telefon zeszłam do kuchni. Siedział w Niej już sobie Lukas. Wyciągnęłam miskę z szafki, wsypałam do niej płatki i nalałam mleko. Zabrałam ją i usiadłam koło Poldiego.
- Gotowa? - spytał przyglądając mi się.
- Zawsze i wszędzie. - zaśmiałam się i kończyłam swoje śniadanie. Wzięłam moją miskę wraz z łyżeczką i umyłam ją. - Jedziemy? - zapytałam.
- Pewnie. - odpowiedział i wyszliśmy z domu. Lukas spakował swoją torbę treningową i odjechaliśmy do ośrodka treningowego Arsenalu.
Po jakiś dwudziestu minutach, ponieważ nie było korków dojechaliśmy na miejsce. Na parkingu była dość duża grupka ludzi. Lukas zaparkował samochód i poszliśmy tam do nich.
- Czeeść. - powiedział słodko Alexis.
- Hej. - przybiłam mu piątkę, tak samo jak Santiemu.
- To jest Klaudia. - przedstawił mnie im.
- Jaka ładna. - powiedział chyba Hector.
- Ty masz dziewczynę więc cicho. - zaśmiał się jeden z nich. - Hej. Jack jestem. - podał mi dłoń dość przystojny blondyn.
- Klaudia. - uścisnęłam Jego dłoń. Wydawał się bardzo miły.
- Siema! Siema! - usłyszałam czyjeś krzyki. Odwróciłam się i nie mogłam w to uwierzyć. To był Aaron. Mój Aaron.
- Łukasz czy to Aaron? - zapytałam z podłamanym głosem i wszyscy na mnie spojrzeli.
- Tak. - odpowiedział i lekko się uśmiechnął. - Idź do Niego.. Tęsknił za Tobą. - szepnął mi, żeby nikt nie słyszał. I tak też zrobiłam, tylko że zamiast iść pobiegłam w Jego stronę. Wszyscy patrzyli się pewnie na mnie i zastanawiali o co chodzi. Aaron od razu mnie poznał, bo zrobił oczy pełne niedowierzania.
- Klaudia! - krzyknął, a ja obwiesiłam się na Nim. Okręcił mnie wokół własnej osi.
- Tak bardzo za Tobą tęskniłam. - przytuliłam się mocno do Niego.
- Ja za Tobą też. - jeszcze mocniej mnie przytulił.
- Dlaczego w ogóle do mnie nie dzwoniłeś? Wiesz jak cierpiałam? - łzy spłynęły mi po policzkach.
- Opowiem Ci wszystko po treningu. A teraz nie płacz. - otarł moje łzy i ucałował w czoło.
- Nareszcie jesteśmy razem. - przytuliłam Go jeszcze raz i obejmując mnie ramieniem poszliśmy do reszty.
- Poznaliście już moją siostrzyczkę? - zapytał przytulając mnie.
- Czegoś tutaj nie rozumiem. - oznajmił Alexis. "to nie nowość" pomyślałam sobie. - Jak Ty masz w ogóle na nazwisko? - spytał mnie.
- No Ramsey. - odpowiedziałam mu zgodnie z prawdą.
- Dalej czegoś nie rozumiem. Ale okej. - odparł.
- Na prawdę tęskniłem. - przytulił mnie mocno.
- Ja też.. - odwzajemniłam Jego uścisk.
- Ej bez kitu oni są podobni. - stwierdził Olivier.
- Klaudia ładniejsza. - powiedział Alexis idąc koło nas.
- Nie podlizuj się Sanchez. - odgryzł się mu mój braciszek.
- Ależ ja się nie podlizuję. To chyba nie jest moja wina, że masz taką śliczną siostrę. - spojrzał na mnie, a ja się zaczerwieniłam. Chłopcy poszli do szatni, ale Alexis poczekał, aż wszyscy wejdą.
- Śliczna jesteś, jak się tak czerwienisz. - szepnął mi do ucha, na co ja przegryzłam dolną wargę.
- Dzięki. - powiedziałam i spojrzał mi głęboko w oczy.
- Słuchaj poszłabyś ze mną dzisiaj na spacer tak koło 16;00? - zapytał od razu. - Nie chcę słyszeć sprzeciwu. - dodał po chwili.
- Skoro nie chcesz słyszeć sprzeciwu to pójdę. - zgodziłam się i po co? Ale ja głupia.. On poszedł do szatni, a ja stałam jak wryta i opierałam się o ścianę.
- Klaudia! - ktoś wrzasnął mi do ucha.
- Co? - warknęłam.
- Czy Ty jesteś jakaś głucha? Stoję tutaj nad Tobą od pięciu minut. - zaczął mój brat.
- Przepraszam zamyśliłam się. - wytłumaczyłam mu.
- Zamyśliłaś, czy zakochałaś? - zaczął się śmiać na cały korytarz, że aż chłopcy którzy wyszli i czekali na trenera od razu się odwrócili. Był tam między innymi Alexis.
- Głupi jesteś. Spadaj. - udawałam obrażoną.
- Dobra nie złość się tak. Żartuje sobie siostra. - wytłumaczył się.
- Okej.. - powiedziałam i zaprowadził mnie na boisko. Stanęłam sobie w polu karnym i przyglądałam chłopakom. Nagle zauważyłam piłkę lecącą w moją stronę. Stwierdziłam, że nie zmarnuję takiej okazji i wykonałam przewrotkę od razu trafiając do bramki. Chłopcy patrzyli na mnie z niedowierzaniem. Chyba nie mogli uwierzyć w to co widzą.
- Świetnie! - zaczął klaskać mi bardzo wysoki chłopak. Nawet nie wiem dlaczego, ale powiedział to po polsku.
- Dziękuje. - odpowiedziałam mu również w moim ojczystym języku.
- Nigdy bym tego nie obronił. Strzelasz lepiej niż Ronaldo, w dodatku taka śliczna. - zaczął mnie komplementować. Nikt nie wiedział co mówi z wyjątkiem Lukasa i Aarona.
- Dziękuje. - zaczerwieniłam się.
- Jestem Wojtek. - podał mi dłoń w geście przestawienia się.
- A ja Klaudia. - uścisnęłam Jego dłoń.
- Bardzo ładne imię. - zaśmiał się. - Ale nie tak piękne jak Jego właścicielka. - dodał.
- Bez przesady. - odparłam. Alexis najpierw spoglądał na mnie, potem na Wojtka i dalej nie wiedział o co chodzi. - Może już rozmawiajmy po angielsku, bo oni nic nie rozumieją. - wskazałam na nich.
- Okej ślicznotko. - to już powiedział po angielsku, na co ja zaczęłam się śmiać. Sanchez zmroził mnie wzrokiem jakbym mu coś zrobiła i przyszedł trener.
- Kogo my tutaj mamy? - zapytał Wenger patrząc na mnie. Ja byłam wysoka, ale on jeszcze wyższy.
- To moja siostra. - pochwalił się Aaron.
- Okej. - uśmiechnął się.
- Jestem Klaudia. Miło mi pana poznać. - podałam mu dłoń i lekko się uśmiechnęłam.
- A ja Arsene Wenger. - uścisnął moją dłoń. - Chłopcy na początek 10 okrążeń! Raz dwa! - zaczął się na nich drzeć. Chłopcy nie sprzeciwiali się i od razu zaczęli wykonywać nakazane im zadanie.
***
Dwie godziny później trening się skończył. Pod szatnią czekałam na Lukasa, ale się nie zjawiał. Wyciągnęłam z kieszeni mój telefon i zadzwoniłam do Niego. Nie odbierał. Skoro miałam Jego kluczyki od samochodu, to postanowiłam, że sobie wyjdę. Udałam się na parking i znalazłam samochód Lukasa. Otworzyłam drzwi i zobaczyłam, że gdzieś pod siedzeniem leżą papierosy. Wyciągnęłam jednego z paczki wraz z zapalniczką i go odpaliłam, po czym zamknęłam samochód i ukucnęłam, żeby nikt mnie nie widział.
- Ty palisz? - zapytał znajomy głos z nad samochodu. Momentalnie się podniosłam. Oczywiście był to Alexis.
- Jak mnie ktoś wkurzy. - odpowiedziałam i zgasiłam papierosa.
- Nie będziesz paliła zobaczysz Młoda. - powiedział poważnym głosem stojąc na przeciw mnie.
- Taa.. Ciekawe co takiego zrobisz. - prychnęłam.
- Zadbam o Ciebie Maleńka. - popatrzył na mnie.
- Pierdolisz. - zaczęłam się śmiać.
- Ciebie zawsze i wszędzie. - uśmiechnął się. Nie wiedziałam co mam powiedzieć. On to mówił poważnie, czy sobie żartował. Zrobiłam się czerwona i patrzyłam na asfalt. - Pokarz tapetę. - dodał po chwili. Wyciągnęłam telefon i pokazałam mu ją. - Masz szczęście, że nie zmieniłaś. - zaczął się śmiać.
- Spadaj. - wytknęłam mu język. Nagle wyłonił się Lukas i Aaron.
- Już jestem. - podszedł do mnie Podolski.
- Klaudyna! Wpadnę do was zaraz. - oznajmił mój braciszek i wsiadł do samochodu.
- Łukasz, bo ja idę dzisiaj po 16;00 na spacer dobrze? - zapytałam o zgodę.
- Z kim? - przecież nie powiem mu że z tym głupkiem.
- Sama. - uśmiechnęłam się.
- Przecież On wie. - zaczął śmiać się Chilijczyk.
- A Ty się tak głąbie nie śmiej, bo zaraz tapetę zmienię. - odgryzłam mu się.
- I tak wiem, że nie zmienisz. - śmiał się dalej.
- Dobra potem się będziecie kłócić, a teraz raz dwa do samochodu, bo mi Aaron całą lodówkę wyżre. - powiedział Lukas.
- Do zobaczenia. - powiedział z cwaniackim uśmieszkiem. Nie odpowiedziałam mu nic, tylko wsiadłam do samochodu. Wyjechaliśmy z ośrodka i jechaliśmy autostradą.
- Ych jak on mnie denerwuje. - oznajmiłam.
- Kto się czubi ten się lubi. - zaśmiał się.
- To jest wyjątek. - powiedziałam patrząc się przed siebie. Lukas na mnie spojrzał z dziwnym wyrazem twarzy. - Patrz na drogę. - skarciłam go.
- Nie denerwuj się tak.. - powiedział i już więcej się nie odezwał. Szybko dojechaliśmy do domu i weszłam do środka. W kuchni zastałam Aarona zjadającego moją czekoladę.
- Smacznego braciszku. Dobra czekolada? - zaczęłam się śmiać.
- Pyszna. - uśmiechnął się.
- Aaron dlaczego wyjechałeś? - zapytałam siadając na krześle.
- Po prostu już nie mogłem znieść tego, że ciągle byłem najgorszy.. Dobrze wiesz o kogo mi chodzi.. - zaczął.
- i tylko dlatego? - spojrzałam na Niego..
- Nie.. Jak wiesz ja trenowałem w Polsce piłkę i nie byłem wcale taki zły.. Arsenal mnie chciał, ale ojciec się na to nie zgadzał twierdząc, że nie dam sobie rady. Widzisz jednak dałem.. Mama niby mnie wspierała, ale jak przychodziło co do czego to wiadomo jak było. Miałem już tego dość.. Czekałem, aż zdam maturę i bez słowa wyjechałem. I wiesz co mnie boli? Ani razu do mnie nie zadzwonili. - wyjaśnił. - Nawet nie wiem, nie zapytali się Łukasza co u mnie słychać.. - dodał i spuścił głowę.
- Ja dzwoniłam wielokrotnie, nie odbierałeś.. - łzy spływały po moich policzkach.
- Przepraszam, ale uwierz jak mi było ciężko.. - przytulił mnie. - Często pytałem Łukasza co u Ciebie, jak nauka. Zawsze byłem na bieżąco. - pocieszył mnie.
- Nie chciałbyś się z nimi pogodzić? Tak żeby było jak dawniej? - zapytałam z odrobiną nadziei.
- Nie wiem czy potrafię.. - powiedział smutnym głosem.
- Klaudusiu masz gościa. - powiedział Lukas.
- Jak się zastanowisz i wszystko przemyślisz to się odezwij. - powiedziałam Aaronowi. - Ja idę, wrócę potem. - pożegnałam się z nimi i poszłam do przedpokoju.
- Gotowa? - spytał przyglądając mi się.
- Zawsze i wszędzie. - zaśmiałam się i kończyłam swoje śniadanie. Wzięłam moją miskę wraz z łyżeczką i umyłam ją. - Jedziemy? - zapytałam.
- Pewnie. - odpowiedział i wyszliśmy z domu. Lukas spakował swoją torbę treningową i odjechaliśmy do ośrodka treningowego Arsenalu.
Po jakiś dwudziestu minutach, ponieważ nie było korków dojechaliśmy na miejsce. Na parkingu była dość duża grupka ludzi. Lukas zaparkował samochód i poszliśmy tam do nich.
- Czeeść. - powiedział słodko Alexis.
- Hej. - przybiłam mu piątkę, tak samo jak Santiemu.
- To jest Klaudia. - przedstawił mnie im.
- Jaka ładna. - powiedział chyba Hector.
- Ty masz dziewczynę więc cicho. - zaśmiał się jeden z nich. - Hej. Jack jestem. - podał mi dłoń dość przystojny blondyn.
- Klaudia. - uścisnęłam Jego dłoń. Wydawał się bardzo miły.
- Siema! Siema! - usłyszałam czyjeś krzyki. Odwróciłam się i nie mogłam w to uwierzyć. To był Aaron. Mój Aaron.
- Łukasz czy to Aaron? - zapytałam z podłamanym głosem i wszyscy na mnie spojrzeli.
- Tak. - odpowiedział i lekko się uśmiechnął. - Idź do Niego.. Tęsknił za Tobą. - szepnął mi, żeby nikt nie słyszał. I tak też zrobiłam, tylko że zamiast iść pobiegłam w Jego stronę. Wszyscy patrzyli się pewnie na mnie i zastanawiali o co chodzi. Aaron od razu mnie poznał, bo zrobił oczy pełne niedowierzania.
- Klaudia! - krzyknął, a ja obwiesiłam się na Nim. Okręcił mnie wokół własnej osi.
- Tak bardzo za Tobą tęskniłam. - przytuliłam się mocno do Niego.
- Ja za Tobą też. - jeszcze mocniej mnie przytulił.
- Dlaczego w ogóle do mnie nie dzwoniłeś? Wiesz jak cierpiałam? - łzy spłynęły mi po policzkach.
- Opowiem Ci wszystko po treningu. A teraz nie płacz. - otarł moje łzy i ucałował w czoło.
- Nareszcie jesteśmy razem. - przytuliłam Go jeszcze raz i obejmując mnie ramieniem poszliśmy do reszty.
- Poznaliście już moją siostrzyczkę? - zapytał przytulając mnie.
- Czegoś tutaj nie rozumiem. - oznajmił Alexis. "to nie nowość" pomyślałam sobie. - Jak Ty masz w ogóle na nazwisko? - spytał mnie.
- No Ramsey. - odpowiedziałam mu zgodnie z prawdą.
- Dalej czegoś nie rozumiem. Ale okej. - odparł.
- Na prawdę tęskniłem. - przytulił mnie mocno.
- Ja też.. - odwzajemniłam Jego uścisk.
- Ej bez kitu oni są podobni. - stwierdził Olivier.
- Klaudia ładniejsza. - powiedział Alexis idąc koło nas.
- Nie podlizuj się Sanchez. - odgryzł się mu mój braciszek.
- Ależ ja się nie podlizuję. To chyba nie jest moja wina, że masz taką śliczną siostrę. - spojrzał na mnie, a ja się zaczerwieniłam. Chłopcy poszli do szatni, ale Alexis poczekał, aż wszyscy wejdą.
- Śliczna jesteś, jak się tak czerwienisz. - szepnął mi do ucha, na co ja przegryzłam dolną wargę.
- Dzięki. - powiedziałam i spojrzał mi głęboko w oczy.
- Słuchaj poszłabyś ze mną dzisiaj na spacer tak koło 16;00? - zapytał od razu. - Nie chcę słyszeć sprzeciwu. - dodał po chwili.
- Skoro nie chcesz słyszeć sprzeciwu to pójdę. - zgodziłam się i po co? Ale ja głupia.. On poszedł do szatni, a ja stałam jak wryta i opierałam się o ścianę.
- Klaudia! - ktoś wrzasnął mi do ucha.
- Co? - warknęłam.
- Czy Ty jesteś jakaś głucha? Stoję tutaj nad Tobą od pięciu minut. - zaczął mój brat.
- Przepraszam zamyśliłam się. - wytłumaczyłam mu.
- Zamyśliłaś, czy zakochałaś? - zaczął się śmiać na cały korytarz, że aż chłopcy którzy wyszli i czekali na trenera od razu się odwrócili. Był tam między innymi Alexis.
- Głupi jesteś. Spadaj. - udawałam obrażoną.
- Dobra nie złość się tak. Żartuje sobie siostra. - wytłumaczył się.
- Okej.. - powiedziałam i zaprowadził mnie na boisko. Stanęłam sobie w polu karnym i przyglądałam chłopakom. Nagle zauważyłam piłkę lecącą w moją stronę. Stwierdziłam, że nie zmarnuję takiej okazji i wykonałam przewrotkę od razu trafiając do bramki. Chłopcy patrzyli na mnie z niedowierzaniem. Chyba nie mogli uwierzyć w to co widzą.
- Świetnie! - zaczął klaskać mi bardzo wysoki chłopak. Nawet nie wiem dlaczego, ale powiedział to po polsku.
- Dziękuje. - odpowiedziałam mu również w moim ojczystym języku.
- Nigdy bym tego nie obronił. Strzelasz lepiej niż Ronaldo, w dodatku taka śliczna. - zaczął mnie komplementować. Nikt nie wiedział co mówi z wyjątkiem Lukasa i Aarona.
- Dziękuje. - zaczerwieniłam się.
- Jestem Wojtek. - podał mi dłoń w geście przestawienia się.
- A ja Klaudia. - uścisnęłam Jego dłoń.
- Bardzo ładne imię. - zaśmiał się. - Ale nie tak piękne jak Jego właścicielka. - dodał.
- Bez przesady. - odparłam. Alexis najpierw spoglądał na mnie, potem na Wojtka i dalej nie wiedział o co chodzi. - Może już rozmawiajmy po angielsku, bo oni nic nie rozumieją. - wskazałam na nich.
- Okej ślicznotko. - to już powiedział po angielsku, na co ja zaczęłam się śmiać. Sanchez zmroził mnie wzrokiem jakbym mu coś zrobiła i przyszedł trener.
- Kogo my tutaj mamy? - zapytał Wenger patrząc na mnie. Ja byłam wysoka, ale on jeszcze wyższy.
- To moja siostra. - pochwalił się Aaron.
- Okej. - uśmiechnął się.
- Jestem Klaudia. Miło mi pana poznać. - podałam mu dłoń i lekko się uśmiechnęłam.
- A ja Arsene Wenger. - uścisnął moją dłoń. - Chłopcy na początek 10 okrążeń! Raz dwa! - zaczął się na nich drzeć. Chłopcy nie sprzeciwiali się i od razu zaczęli wykonywać nakazane im zadanie.
***
Dwie godziny później trening się skończył. Pod szatnią czekałam na Lukasa, ale się nie zjawiał. Wyciągnęłam z kieszeni mój telefon i zadzwoniłam do Niego. Nie odbierał. Skoro miałam Jego kluczyki od samochodu, to postanowiłam, że sobie wyjdę. Udałam się na parking i znalazłam samochód Lukasa. Otworzyłam drzwi i zobaczyłam, że gdzieś pod siedzeniem leżą papierosy. Wyciągnęłam jednego z paczki wraz z zapalniczką i go odpaliłam, po czym zamknęłam samochód i ukucnęłam, żeby nikt mnie nie widział.
- Ty palisz? - zapytał znajomy głos z nad samochodu. Momentalnie się podniosłam. Oczywiście był to Alexis.
- Jak mnie ktoś wkurzy. - odpowiedziałam i zgasiłam papierosa.
- Nie będziesz paliła zobaczysz Młoda. - powiedział poważnym głosem stojąc na przeciw mnie.
- Taa.. Ciekawe co takiego zrobisz. - prychnęłam.
- Zadbam o Ciebie Maleńka. - popatrzył na mnie.
- Pierdolisz. - zaczęłam się śmiać.
- Ciebie zawsze i wszędzie. - uśmiechnął się. Nie wiedziałam co mam powiedzieć. On to mówił poważnie, czy sobie żartował. Zrobiłam się czerwona i patrzyłam na asfalt. - Pokarz tapetę. - dodał po chwili. Wyciągnęłam telefon i pokazałam mu ją. - Masz szczęście, że nie zmieniłaś. - zaczął się śmiać.
- Spadaj. - wytknęłam mu język. Nagle wyłonił się Lukas i Aaron.
- Już jestem. - podszedł do mnie Podolski.
- Klaudyna! Wpadnę do was zaraz. - oznajmił mój braciszek i wsiadł do samochodu.
- Łukasz, bo ja idę dzisiaj po 16;00 na spacer dobrze? - zapytałam o zgodę.
- Z kim? - przecież nie powiem mu że z tym głupkiem.
- Sama. - uśmiechnęłam się.
- Przecież On wie. - zaczął śmiać się Chilijczyk.
- A Ty się tak głąbie nie śmiej, bo zaraz tapetę zmienię. - odgryzłam mu się.
- I tak wiem, że nie zmienisz. - śmiał się dalej.
- Dobra potem się będziecie kłócić, a teraz raz dwa do samochodu, bo mi Aaron całą lodówkę wyżre. - powiedział Lukas.
- Do zobaczenia. - powiedział z cwaniackim uśmieszkiem. Nie odpowiedziałam mu nic, tylko wsiadłam do samochodu. Wyjechaliśmy z ośrodka i jechaliśmy autostradą.
- Ych jak on mnie denerwuje. - oznajmiłam.
- Kto się czubi ten się lubi. - zaśmiał się.
- To jest wyjątek. - powiedziałam patrząc się przed siebie. Lukas na mnie spojrzał z dziwnym wyrazem twarzy. - Patrz na drogę. - skarciłam go.
- Nie denerwuj się tak.. - powiedział i już więcej się nie odezwał. Szybko dojechaliśmy do domu i weszłam do środka. W kuchni zastałam Aarona zjadającego moją czekoladę.
- Smacznego braciszku. Dobra czekolada? - zaczęłam się śmiać.
- Pyszna. - uśmiechnął się.
- Aaron dlaczego wyjechałeś? - zapytałam siadając na krześle.
- Po prostu już nie mogłem znieść tego, że ciągle byłem najgorszy.. Dobrze wiesz o kogo mi chodzi.. - zaczął.
- i tylko dlatego? - spojrzałam na Niego..
- Nie.. Jak wiesz ja trenowałem w Polsce piłkę i nie byłem wcale taki zły.. Arsenal mnie chciał, ale ojciec się na to nie zgadzał twierdząc, że nie dam sobie rady. Widzisz jednak dałem.. Mama niby mnie wspierała, ale jak przychodziło co do czego to wiadomo jak było. Miałem już tego dość.. Czekałem, aż zdam maturę i bez słowa wyjechałem. I wiesz co mnie boli? Ani razu do mnie nie zadzwonili. - wyjaśnił. - Nawet nie wiem, nie zapytali się Łukasza co u mnie słychać.. - dodał i spuścił głowę.
- Ja dzwoniłam wielokrotnie, nie odbierałeś.. - łzy spływały po moich policzkach.
- Przepraszam, ale uwierz jak mi było ciężko.. - przytulił mnie. - Często pytałem Łukasza co u Ciebie, jak nauka. Zawsze byłem na bieżąco. - pocieszył mnie.
- Nie chciałbyś się z nimi pogodzić? Tak żeby było jak dawniej? - zapytałam z odrobiną nadziei.
- Nie wiem czy potrafię.. - powiedział smutnym głosem.
- Klaudusiu masz gościa. - powiedział Lukas.
- Jak się zastanowisz i wszystko przemyślisz to się odezwij. - powiedziałam Aaronowi. - Ja idę, wrócę potem. - pożegnałam się z nimi i poszłam do przedpokoju.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
