środa, 24 lutego 2016

Rozdział 14 - "Niezłego masz cela."

Trzy dni później.. 
Sylwester spędziłam z Aaronem, bo Lukas zrobił sobie popijawę z chłopakami. Zdenerwował mnie niemiłosiernie. Do Alexisa się nie odezwałam, tak jak sobie życzył. Jack był wczoraj i błagał o wybaczenie. Musiałam mu wybaczyć, bo nie dałby spokoju. Brakowało mi ich trochę. Jakoś to przeżyję bez Alexisa. Dałam radę tyle lat to i teraz dam. Dzisiaj pierwszy trening w nowym roku. Wstałam z łóżka, ogarnęłam się. Wykonałam poranne czynności i ubrałam się z czarne leginsy niebieską bluzę oraz włożyłam czarne botki. Zabrałam telefon i zeszłam na dół do kuchni. Siedział już w niej Łukasz. Nie chciało mi się z Nim gadać..
- Weź sobie kanapkę. - nakazał mi.
- Nie jestem głodna. - burknęłam.
- Przepraszam za moje głupie zachowanie. Możesz się na mnie wściekać, nie odzywać, ale zjeść musisz. - odparł.
- A mogę z Wami zagrać dzisiaj? - zapytałam. Zapewne się tego nie spodziewał.
- Przekonam trenera. - szeroko się uśmiechnął. Zjadłam dwie kanapki, po czym poszłam po adidasy i koszulkę, które spakowałam do torby. - Chodź, bo jadę już! - zawołał Poldi. Nałożyłam na siebie kurtkę i zarzuciłam na ramię torbę. Wyszliśmy z domu i  zajęłam miejsce pasażera. Wujaszek w bardzo szybkim tempie dojechał do ośrodka. Zajęło mu to raptem 15 minut. Jak nigdy po prostu. Na parkingu stali już sobie Olivier, Aaron, Alex, Alexis, Jack i Danny.
- Hejka wszystkim. - pomachałam im.
- Cześć Klaudi. - przytulił mnie Jack.
- Aż tak się stęskniłeś? - zaśmiałam się.
- Za Tobą zawsze. - westchnął.
- Oj Jackuś. - poczochrałam Go po Jego blond czuprynie.
- Idziemy już? - zapytał Aaron.
- Okej. - odparł Alexis i ruszyliśmy w stronę wejścia. Nagle doznałam szoku.
- Ja pierdole. - burknęłam. Moim oczom ukazał się Darek.
- Klaudia! - krzyknął i podbiegł do mnie. Chłopcy nie wiedzieli kto to. Spojrzeli na Niego, potem na mnie i widzieli moją reakcję kiedy Go zobaczyłam. - Ja Cię przepraszam.. Nie chciałem Ci tego zrobić. Wróciłem i zrozumiałem jak ja za Tobą tęsknie. Nie mogłem normalnie funkcjonować. Zawsze byłaś na meczach, dawałaś mi motywacje. Proszę Cię wróć do mnie.. - wygłosił swoje przemówienie przytulając mnie. Mimowolnie odwzajemniłam ten uścisk. Brakowało mi tego. Ale po chwili otrzeźwiałam.
- Puść mnie, to po pierwsze. - mówiłam ze spokojem, ten mnie posłuchał. - Po drugie, ja już o Tobie zapomniałam i mam kogo innego na oku. Po trzecie, daj mi spokój. Mówiłam Ci to już dużo razy. I po czwarte nie kocham Cię i nigdy do Ciebie nie wrócę! - to ostatnie wykrzyczałam mu prosto w twarz.
- No prosze Cię daj mi szansę.. - błagał mnie wręcz.
- Nie. Z nami już dawno koniec. - fuknęłam i weszłam do środka budynku pozostawiając Go samego. Poszłam do łazienki i przebrałam się w koszulkę i założyłam adidasy. Wyszłam z łazienki i bez zastanowienia weszłam do szatni. A u Nich w szatni panował chaos i bałagan. Wszystko porozrzucane na podłodze. Leciała muzyka, normalnie jak na imprezie. Natomiast oni chodzili sobie w samych bokserkach. Kiedy ich tak zobaczyłam od razu zakryłam dłońmi oczy.
- Aż tak z nami źle? - wybuchł śmiechem Olivier.
- Jest okej. - pokazałam kciuk w górę. Usiadłam sobie obok Aarona.
- Co On chciał? - od razu zapytał obejmując mnie ramieniem.
- A co On mógłby chcieć? To samo co zwykle. Błagał o wybaczenie. - fuknęłam patrząc się w jeden punkt.
- I co? Wybaczyłaś mu? Bo widziałam, że go przytuliłaś.
- Nigdy. Powiedziałam mu, żeby dał mi spokój i że mam kogo innego na oku. - odpowiedziałam.
- Serio? A kogo? - szeroko się uśmiechnął i chłopcy na mnie spojrzeli.
- Andresa Iniestę. - westchnęłam. Spojrzeli na mnie ze zdziwieniem, a Lukas zaczął się śmiać. Wiedział jak bardzo Go lubię. - A tak serio do nikt. Chcę mieć od wszystkiego spokój.
- Hmm.. niech Ci będzie. - i tak mi pewnie nie uwierzył. - A co tam u tego Twojego Janka? - zapytał nagle. Pewnie Poldi mu powiedział.
- Skąd wiesz o Janku? - zdziwiłam się.
- Lukas mi kiedyś wspominał co nieco. - zaśmiał się. Jack spojrzał na mnie z wyrzutem.
- Chodźcie, bo się będzie pruł. - burknął Anglik. Wstaliśmy i wyszliśmy z szatni.
- Co Ty, w tej koszuleczce będziesz grać? - zdziwił się Olivier.
- A czy to jakiś problem? - zapytałam.
- Tak. Przeziębisz się. - westchnął. Puścił mnie pierwszą i weszłam na murawę. Poczułam jak cieplutka bluza otula moje plecy. - Załóż ją sobie. - dodał.
- Dzięki, kochany jesteś. - przytuliłam Go.
- Na początek rozgrzeweczka! - zarządził Arsene. Pobiegłam sobie sama na końcu tuż za Alexisem. Chyba tylko nam dzisiaj humor nie dopisywał. Tak bardzo chciałam z Nim porozmawiać.. Wyżalić się, a On by mnie przytulił i pocieszył. Niechętnie przebiegłam te trzy kółka, które kazał trener. Zdecydowanie to było za mało. Oni w ogóle nie mieli jakiegokolwiek rozbiegania. No ale co ja mogę wiedzieć. Rozgrzaliśmy się i pograliśmy chwilę w dziada.
- A może zagralibyśmy krótki meczyk? - zaproponowałam.
- Okej. Lukas i Alexis wybierają. - zgodził się.
- Klaudia. - od razu wybrał mnie mój kochany wujaszek.
- Olivier. - odparł Alexis i po kolei wybierali. Z tego powodu iż w naszej drużynie byłam ja, to zaczynaliśmy. Wraz z Dannym rozpoczęliśmy od środka i podając piłkę do wszystkich pędziłam w stronę bramki. Chciałam ich trochę rozruszać, bo w końcu za kilka dni mecz z Barceloną, a to nie jest łatwy rywal. Tym bardziej teraz po zdobyciu trypletu. No ale mniejsza z tym. Podałam piłkę do Jacka, a ten wywalił ją specjalnie za boisko.
- Dlaczego Ty to zrobiłeś? - wkurzyłam się trochę, bo cała moja akcja poszła na marne. - Zrobiłeś to specjalnie. - dodałam. Ten się nie odezwał. - Może byś teraz poszedł po tą piłkę, co? - warknęłam.
- Tak to Ty się odzywaj do swojego Janka. - burknął.
- Weź nie zachowuj się jak dzieciak. Mogę się zadawać z kim chcę i gówno Ci do tego. - chłopcy przyglądali się całej sytuacji. - A nawet jeśli coś nas łączy, to tylko i wyłącznie moja sprawa.
- Ja się zachowuje jak dzieciak? Hah, to Ty nie odzywasz się do Sancheza jakby nie wiadomo co zrobił. I jeszcze mnie pouczasz.. - jak zwykle zaczął się Jego temat.
- Przepraszam Cię bardzo, ale ja mam 16 lat. Mogę się zachowywać jak dziecko, bo nim jestem. A po drugie to sam sobie tego życzył, więc to spełniam! - wrzasnęłam na Niego, po czym ściągnęłam bluzę i oddałam ją Olivierowi. - A sami sobie do cholery grajcie. Z nim i Jego charakterkiem na pewno nie wygracie tego meczu z Barcą. - machnęłam ręką i zeszłam z boiska. Wenger nie mógł uwierzyć w to, że potrafię się tak zachować i zostawiłam ich wszystkich w mega osłupieniu. Weszłam do szatni i zabierając ubranie i żel pod prysznic mojego braciszka udałam się do łazienki. Szybko się umyłam i przebrałam w stare ciuchy. Spakowałam sobie rzeczy do torby i założyłam na siebie kurtkę po czym ponownie weszłam na boisko. Ktoś podał do mnie piłkę, a ja momentalnie bez zastanowienia w moich nowych botkach kopnęłam ją z całej siły i z dość dalekiej odległości trafiłam do bramki.
- Niezłego masz cela. - przysiadł się do mnie trener.
- Ta, dzięki. - burknęłam szukając w torbie telefonu.
- Usiadłabyś ze mną we wtorek na ławce rezerwowych? Wypowiedziałabyś swoje 'ale' i to by mi trochę pomogło. - zaproponował.
- A to tak można? - spojrzałam na Niego jak na wariata.
- Można. Weźmiemy Cię jako jedną ze sztabu szkoleniowego. - wyjaśnił.
- Niech będzie.. Przynajmniej będzie mi się dobrze oglądało Andresa Inieste. - uśmiechnęłam się.
- Jego fanka? - zaśmiał się.
- Od dziecka. - westchnęłam.
- Koniec treningu! - wstał nagle Wenger i chłopcy powoli wychodzili do szatni. Alexis chciał coś powiedzieć, ale kompletnie to zlałam.
- Przepraszam poniosło mnie.. - stanął przede mną Jack.
- A spierdalaj. - fuknęłam i wyminęłam Go wychodząc z Ośrodka. Usiadłam na schodkach i czekałam na wujka. Po około dziesięciu minutach wyszedł z Alexisem rozmawiając o jakiejś sprawie, którą musi dzisiaj załatwić. Nic mi nie wspominał, że musi gdzieś dziś jechać. Alexis wsiadł do samochodu, a ja z Lukasem wsiedliśmy do naszego.
- Jack już dzisiaj przesadził. Dobrze mu powiedziałaś. - pochwalił mnie.
- Chciałam was jakoś rozruszać przed Barceloną, bo brakuje wam na prawdę rozbiegania. - westchnęłam. - A co do Alexisa, to nie chcę o tym rozmawiać. Niech robi co chce. - fuknęłam.
- Dobra już nic nie będę na Jego temat wspominać. - obiecał mi i odjechaliśmy do domu. Droga zajęła nam mało czasu. Lukas stwierdził żebym włączyła sobie jakiś film, a On pojedzie coś załatwić. Poszłam na górę i przebrałam się w jakieś wygodniejsze ciuchy. Wróciłam na dół i z kuchni zabrałam picie i trzy tabliczki mojej ulubionej czekolady. Usiadłam na kanapie i przykryłam kocem, który dał mi Alexis. Włączyłam sobie "Titanica" i tak oglądałam. Od samego początku. Zjadłam wszystkie słodycze jakie miałam pod ręką. Siedziałam i ryczałam bezradna. Po części przez Darka, Alexisa i Jacka na którym się potwornie zawiodłam. Nie chciało mi się siedzieć samej. Wyłączyłam telewizor i i poszłam do przedpokoju. Napisałam liścik Poldiemu o treści :

Idę, wrócę później.. 
           Klaudyna. 
Przywiesiłam to na lodówkę i poszłam do przedpokoju. Założyłam botki i kurtkę, do której schowałam telefon. Zamknęłam drzwi na klucz i nogi same poniosły mnie do Alexisa. Weszłam przez bramkę i zadzwoniłam dzwonkiem do drzwi. Poczekałam chwilę i wyszedł Sanchez.  
- Klaudia co się stało? - widać, że był zaniepokojony moim stanem.
- Wszystko, każdy mnie zawodzi. - odpowiedziałam wchodząc i ściągając kurtkę oraz buty. Usiadłam na kanapie w salonie, a On tuż obok mnie. Spojrzałam na Niego i ponownie się rozpłakałam.
- Ej chodź tutaj. - przyciągnął mnie do siebie tak, że tak samo jak wtedy siedziałam mu na kolanach. Przytulił mnie mocno, a ja dalej płakałam. Zamoczyłam mu cały rękaw Jego koszulki. - Nie płacz.. Wszystko będzie dobrze.. - pocieszał mnie. - Nie chciałem się tak zachować. Po prostu jak nie wiedziałem już o co w tym wszystkim chodzi. Oni mówili co innego, Ty co innego. Zgłupiałem już. Ja chcę żebyś ze mną rozmawiała. - wyznał.
- Dziwne uczucie się tak do Ciebie nie odzywać. - westchnęłam. - Nie potrafię tak.
- Ja też nie potrafię. - przytulił się do mnie. - Na prawdę mi się podobasz. - odparł, a mnie zamurowało.
- Kilka miesięcy temu mogłam sobie tylko o tym pomarzyć. - tylko to udało mi się wydukać. - Ale ja mam dopiero 16 lat, a Ty 27.. Coś trochę nie tak. - dodałam.
- Wiek to tylko liczba. - uśmiechnął się.
- Tyle, że jestem dzieckiem. - fuknęłam. - Jak może podobać Ci się małolata?
- Nie jesteś. - pogłaskał opuszkami palców mój policzek. Spojrzałam mu głęboko w oczy i po prostu odpłynęłam. Przybliżył się do mnie i zaczął całować.
- Ekhem.. - usłyszałam jak ktoś kaszle. Momentalnie otrzeźwiałam i zdałam sobie sprawę z tego co teraz robię. - Nie to, że chcemy wam w czymś przeszkodzić, ale przylecieliśmy właśnie. - oznajmił Mauro. Zrobiłam się czerwona i nie wiedziałam co powiedzieć. Momentalnie się podniosłam i stanęłam na przeciwko niego i jakiejś dziewczyny.
- Mauro już znasz, a to jest Javiera. Córka mojego brata. - wskazał na dziewczynę.
- Jestem Klaudia. - podałam jej dłoń i posłałam szeroki uśmiech.
- A ja Javiera. - uścisnęła moją dłoń.
- Miło poznać. - zaśmiałam się. - Alexis, ja się będę zbierać. Pewnie Lukas się martwi. - oznajmiłam.
- Odprowadzę Cię. - powiedział stanowczo.
- To pa.. - pomachałam im i udaliśmy do przedpokoju. Ubrałam się i On również po czym wyszliśmy z domu. Po kilku minutach byliśmy już u mnie. - Jeju jak mi się zrobiło głupio.. - stwierdziłam zawstydzona.
- Jesteś śliczna jak się czerwienisz. - skomplementował mnie.
- Weź, nie lubię tego. - zaśmiałam się, chwytając Jego dłoń i weszliśmy do kuchni, w której siedzieli Santi, Danny, Hector, Aaron i Jack. Wszyscy spojrzeli na nas z niedowierzaniem.
- To Ty zjadłaś trzy tabliczki czekolady i wszystkie inne słodycze? - zapytał Lukas.
- Oj no bo oglądałam film i w ogóle.. - zaczęłam się tłumaczyć.
- A gdzie Ty byłaś? - zapytał mój brat.
- Czy muszę Ci się ze wszystkiego spowiadać? - oburzyłam się.
- No nie.. - westchnął. - Zrobisz mi naleśniki? Bo Colleen wyjechała, a Lukas nic nie potrafi.
- Zrobie Skarbie, zrobie. - dałam mu buziaka w policzek.
- Kochana siostrzyczka. - pochwalił mnie, a ja poszłam do kuchni i wyciągnęłam składniki na ciasto. Po piętnastu minutach naleśniki były już gotowe. Zaniosłam je Aaronowi wraz z kremem czekoladowym i wróciłam po jogurt. Zabrałam go wraz z łyżeczką i usiadłam obok Chilijczyka i Aarona, który zdążył zjeść w minutę trzy naleśniki. Otworzyłam jogurt i zaczęłam powoli jeść.
- Ymm.. Klaudia, czy to nie jest przypadkiem jogurt truskawkowy? - zapytał mnie Lukas.
- Oh, shit.. - spojrzałam na opakowanie.
- Jak Ty mogłaś tego nie zauważyć? - wybuchł śmiechem mój brat, który kończył jedzenie.
- Zamyśliłam się. - burknęłam. - A zresztą brałam pierwszy lepszy. Nigdy nie kupujesz jogurtu truskawkowego. - zwróciłam się do Poldiego.
- Wybacz widocznie musiałem się pomylić. - westchnął. - Teraz módl się żebyś jutro jak salamandra plamista nie wyglądała. - dodał, a chłopcy zaczęli się śmiać.
- Jak jutro obudzę się z krostkami wszędzie to nie żyjesz. - fuknęłam krzyżując ręce na piersi.
- Przejdzie Ci najwyżej. - poklepał mnie po ramieniu Sanchez.
- Ale pocieszenie. - wybuchłam śmiechem.
- Mam dla Ciebie newsa. - stwierdził mój wujaszek.
- No dawaj. - powiedziałam odblokowując telefon.
- Twoja mamusia jutro przylatuje. - oznajmił.
- Żartujesz sobie ze mnie, prawda? - nie dowierzałam.
- Mówię całkiem poważnie. - westchnął.
- Boże... - wstałam z krzesła i zaczęłam chodzi w koło stołu. - Przecież tutaj jest jeden wielki burdel..
- Nie przesadzaj.. - zaśmiał się Olivier.
- Przecież ona stwierdzi, że sobie ze mną nie radzisz i zabierze mnie ze sobą. - odparłam przerażona.
- Nie panikuj tak.. Nie puszczę Cie nigdzie. - odparł Lukas.
- Ja za chwilę dostanę jakiegoś ataku serca.. - usiadłam ponownie na krześle.
- Siostra weź się uspokój, przecież tutaj jest czyściutko. - przytulił mnie Aaron.
- Na ile przylatuje?
- Dostała pięć dni urlopu więc na cztery. - powiadomił mnie. Nagle zaczął dzwonić Alexisowi telefon. Od razu odebrał.
- Tak?... U Lukasa.. Sama jesteś?... Hmm, no dobra.. Chcesz ją poznać?.. To może lepiej jutro?.. Wydaje mi się, że nie będzie mieć nic przeciwko.. To ja zaraz będę. - ciekawiło mnie z kim gadał.
- Kto to? - wypaliłam bez zastanowienia bawiąc się guzikiem od bluzy.
- Javiera. - odpowiedział mi. - Chce Cię poznać. Mówi, że wydajesz się być miła. - dodał.
- Okej, to wpadnę jutro tak o dziewiątej. - powiadomiłam Go. - A ile Ona ma lat?
- Jest w Twoim wieku. - odpowiedział.
- Wow, wygląda na starszą. - zaśmiałam się. - Ale mi teraz głupio. - zrobiłam się czerwona.
- A to dlaczego? - zapytał Santi.
- Nie ważne.. - pokręciłam głową.
- To jej nie ważne oznacza tylko jedno. Coś nawywijała. - odparł Olivier.
- Ja się już zbieram. - wstał od stołu Alexis.
- My też. - również wstali. Lukas odprowadził ich do drzwi, a ja poszłam na górę. Wykąpałam się i poszłam spać.

piątek, 1 stycznia 2016

Rozdział 13 - "Najlepiej żebyś w ogóle się do mnie nie odzywała."

KILKA DNI PÓŹNIEJ..
Święta minęły w dość miłej atmosferze. Mama trochę przekonała się do Alexisa i zgodziła się żeby została u Łukasza. Rodzice wraz z dzieciakami wyjechali od razu po świętach. Jutro sylwester. W sumie to z moim wujaszkiem nie mamy żadnych planów. Znając życie zamówimy dwie pizze i on się napije, ja mu potowarzyszę i będziemy słuchać jakiś piosenek. O północy wyjdziemy na dwór, bo podobno w naszej dzielnicy wiele ludzi strzela. Mi to tam odpowiada. Nie śpię już od godziny piątej, bo musiałam obrobić zdjęcia, o które mój przełożony mnie prosił. Zajęło mi to sporo czasu. Kiedy skończyłam wysłałam mu te zdjęcia mejlem. Wyłączyłam komputer, który na święta sprezentował mi Lukas. To miłe z Jego strony, ale niezręcznie mi przyjmować takie prezenty. Odłożyłam laptop na stolik stojący w rogu pokoju i stanęłam przed szafą. Jak na zimę w Londynie to było dość ciepło. Włożyłam na siebie jasne ogrodniczki i czerwoną koszule w kratę. Większość spodni jakie miałam to były właśnie ogrodniczki. Rozczesałam moje włosy i pomalowałam oczy. Na wszelki wypadek schowałam kosmetyki i pędzle do torby. Zawsze tak robiłam. Wrzuciłam tam jeszcze przy okazji szczotkę i słuchawki. Zeszłam na dół i byłam już gotowa na trening. Lukas zrobił mi kanapkę i zjadłam ją wchodząc do samochodu. Po jakiś dwudziestu minutach dotarliśmy do ośrodka. Przywitałam się z chłopakami i szliśmy ucieszeni do budynku. Nagle pod drzwiami zauważyłam jakąś dziewczynę. Długie włosy, brunetka. Jeszcze wyższa ode mnie. Nagle się odwróciła i podeszła do Alexisa.
- Michelle? - zapytał kiedy ją zobaczył.
- Alexis. - powiedziała szczęśliwym głosem i mocno go przytuliła. Spojrzałam na nich ze łzami w oczach, poczułam jakieś ukłucie w sercu.. Nie wiedziałam już co o tym myśleć. Czyli On chyba ma dziewczynę.. Bezmyślny cham i kłamca.. Szybko weszłam do budynku. Pobiegłam wręcz do łazienki i zamknęłam się w niej. Osunęłam się na ziemię i po prostu rozpłakałam. Tak bardzo mnie to zabolało.. Ja chyba Go kocham. Po prostu narobiłam sobie nadziei niepotrzebnie.. Jak zwykle głupia i naiwna Klaudia.. Siedziałam tak chyba z dziesięć minut. Spojrzałam na zegarek w moim telefonie. Trening już się zaczął. Podniosłam się i przejrzałam w lustrze. Wyglądałam jak zmora. Pośpiesznie się zmyłam i wyciągnęłam z torebki kosmetyki. Nałożyłam korektor pod oczy i na wszystkie niedoskonałości, następnie podkład żeby nie było widać moich dwóch krostek na lewym policzku, które zawsze mi wyskakują kiedy płaczę i zmatowiłam wszystko pudrem. Wykonturowałam twarz i pomalowałam oczy cieniami. Wytuszowałam mocno rzęsy i zrobiłam brwi. Schowałam ponownie wszystko do torby i wyszłam z tej łazienki. Weszłam na boisko i oczy wszystkich były zwrócone na mnie.
- Dzień dobry Klaudio. - szeroko uśmiechnął się do mnie trener.
- Dzień dobry. - mimo złego humoru, też się uśmiechnęłam. Akurat nakazał chłopakom wykonywać jakieś ćwiczenia. Usiadłam sobie na ławce i przyglądałam się im. Przyszedł do mnie Jack.
- Hej Miśka. - przywitał się ze mną.
- Cześć. - odparłam trochę zmartwionym głosem. - A Ty co się obijasz? - udawałam, że nie jest mi smutno.
- Nie chce mi się. - napił się napoju. - Płakałaś? - spojrzał na mnie.
- Wydaje Ci się. - okłamałam go.
- Przecież widzę, że Ci smutno. Masz takie nieobecne oczka.. - odparł siadając koło mnie.
- Potem Ci o tym opowiem. - powiedziałam mojemu przyjacielowi.
- Hmm.. to może kawka po treningu? Znam bardzo fajną cukiernie. - zaproponował.
- Okej. - uśmiechnęłam się szeroko. Zaczął mi dzwonić telefon, ale za nic nie wiedziałam gdzie on może być. Po kolei wyciągałam pędzle podając je Jackowi, żeby potrzymał i podałam mu jeszcze szczotkę. Powyciągałam kosmetyki na ławkę i wyrzuciłam wszystkie pierdoły z torebki. Wyleciał też mój telefon.
- Co Ty całą drogerię kosmetyczną tutaj nosisz? - zaśmiał się głaskając się pędzlem po twarzy. - Ale fajny.. - zaśmiał się i pobiegł do chłopaków. Okazało się, że to Darek dzwoni i odrzuciłam od razu połączenie. Miałam dość. Nie rozumie słów "Daj mi spokój." Nierozumny po prostu.. Wstałam z ławki i pobiegłam do Niego, żeby oddał mi rzeczy. Kiedy już się tam znalazłam ten czesał po kolei chłopaków, a potem jeszcze głaskał pędzlami.
- Skąd Ty tyle tego masz? - zapytał Alexis, kiedy do Niego podszedł.
- To wszystko Klaudii. - znowu głaskał się tym pędzlem.
- Oddasz mi to z łaski swojej? - zapytałam stojąc przed Nim.
- No zaraz bo to takie fajne jest.. - spojrzał na mnie błagalnym wzrokiem.
- Ja Ci serio mówię. Mam tylko jeden taki pędzel. - powiedziałam prawdę. - Aaron powiedz mu coś. - poskarżyłam się bratu.
- Ych. - westchnął i podszedł do Niego zabierając mu moje rzeczy. - Ej bez kitu fajne. - zaczął macać jeden z pędzli. - Moja Colleen nie pozwala mi dotykać jej rzeczy. - powiedział ze smutkiem.
- A teraz sobie po dotykałeś moje i oddawaj. - wystawiłam rękę. - Dziękuje. - powiedziałam kiedy mi je oddał. Jack pobiegł po moje kosmetyki, które wrzucił do torby i wrócił wieszając ją sobie na ramie jak jakaś dziewczynka.
- Obczajcie ona ma tutaj cały Rossmann. - pokazał im. - Co to? - wyciągnął jeden z kosmetyków.
- Eyeliner. - odpowiedziałam mu. Otworzył go i narysował sobie na ręce serduszko. - Wodoodporny. - dodałam ostrzegając go.
- Trudno. - machnął ręką i wrzucił go do torebki. - A to? - ponownie zapytał.
- Kredka do brwi. - wyjaśniłam.
- Uuuu.. Jak to moja siostra często mówi. Podkreślę sobie brwi. - zacytował swoją siostrę i sobie narysował brwi. Wyglądało to śmiesznie. Był blondynem i narysował sobie brązowe. Mi to pasowało, bo miałam ombre. - Jak wyglądam? - zaśmiał się.
- Świetnie. - wybuchłam śmiechem.
- W końcu to ja. - odparł z dumą. - Ej, a do czego to służy? - wskazał na bronzer.
- Do podkreślenia kości jarzmowych. - odpowiedziałam mu. Najwyraźniej nie wiedzieli o co chodzi. Spojrzeli na mnie jak na wariata. - O tutaj. - wskazałam na miejsce gdzie miałam nałożony bronzer.
- UHUHU.. - zaśmiał się podekscytowany i pędzelkiem nałożył sobie bronzer. Jeju jak on wyglądał. Masakra. - Ej masz ciemniejszą szminkę? - zapytał wyciągając konturówkę.
- Nie, bo ciemne mi nie pasują. - odpowiedziałam mu.
- Ja to bym Ci kupił ognistą czerwień. - zaśmiał się i pomalował sobie usta jasnoróżową konturówką. - Uuu cienie. - odparł z taką ekscytacją i wziął na każdy palec cień, po czym rozprowadzając je wszystkie na powiece. - Ale jestem teraz piękny. - odparł.
- Możesz tak wyjść na imprezę. - dusiłam śmiech. Myślałam, że chłopcy tam zaraz padną.
- Ej a to co to? Wygląda jak szminka. - oglądał to dokładnie. - Tylko czemu to takie jasne? - zapytał.
- Bo to korektor. - wybuchłam śmiechem.
- Ja chcę to nałożyć. - powiedział.
- Za późno. To się nakłada przed bronzerem. Wydaje mi się, że chyba Ci już wystarczy. - odparłam zabierając mu torebkę. Przyszedł Arsene i jak Go zobaczył to wybuchł śmiechem.
- Wilshere wydaje mi się, że coś Ci się pomyliło. - odparł.
- Pięknie wyglądam, prawda trenerze? - zaśmiał się.
- Oczywiście. - dusił się prawie ze śmiechu.
- Ej muszę to zmyć. - oznajmił. - Masz jakieś coś? O to jest pewnie do tego. - wyciągnął podpaskę.
- Jackuś to jest podpaska. - wyjaśniłam mu. - Tego tym raczej nie zmyjesz. - powiadomiłam go, a chłopaki wręcz wybuchli śmiechem. - Czekaj mam tu gdzieś takie magiczne chusteczki. - szukałam ich w torbie. - Są. - wyciągnęłam je.
- W takim razie pomóż mu się zmyć, a wy poćwiczycie rzuty karne. - zeszliśmy na ławkę i wyciągnęłam jedną chusteczkę. Powoli i delikatnie zmywałam mu ten Jego cudowny makijaż, a ten cieszył się jak głupi.
- Co Ty się tak cieszysz? - zapytałam tak jakby z wyrzutem. - Nie mam humoru na żarty. - dodałam.
- Ale tym makijażem poprawiłem Ci humor, prawda? - zapytał.
- No poprawiłeś. - lekko się uśmiechnęłam.
- Bardzo się cieszę. To przez Alexisa? - odparł kiedy skończyłam Go zmywać.
- Ogólnie.. Po prostu naiwna jestem. - wzruszyłam rękoma.
- Pogadam z Nim. - odparł.
- Nie! - wrzasnęłam i wszyscy się odwrócili. - Nie będziesz z nikim o tym rozmawiał. - to już wyszeptałam. Znowu zaczął dzwonić mój telefon. Spojrzałam na wyświetlacz. On. Zaraz wyprowadzi mnie z równowagi. Trener zarządził koniec treningu. Wychodząc z boiska odebrałam.
- Czego Ty chcesz? - warknęłam do telefonu.
- Proszę Cię wysłuchaj mnie.. Ja Cię kocham.. - powiedział.
- Człowieku odczep się. Czego Ty nie rozumiesz w słowach daj mi wreszcie spokój? - krzyknęłam do telefonu.
- Klaudia proszę.. - mówił..
- Nie chcę Cie słuchać. Daj sobie spokój. - odparłam i się rozłączyłam.
- Stało się coś? - zapytał Alexis.
- Daj mi spokój. - burknęłam i wyszłam na zewnątrz. Nie chciałam go tak potraktować, ale się zdenerwowałam i nie miałam humoru głównie przez Niego. Usiadłam na schodkach i zapaliłam sobie papierosa.
- Zgaś to, bo jak Alexis zobaczy, to będzie wściekły. - nakazał mi Jack.
- Daruj sobie. - syknęłam. Wsiedliśmy do Jego samochodu i odjechaliśmy do galerii.
***
- No więc o co chodzi? - zapytał, kiedy siedzieliśmy już w kawiarni.
- Chodzi o mojego byłego, który jest debilem i mi się narzuca.. Dzwoni już od miesiąca dzień w dzień. Mam go dość. - wygadałam się.
- Wiem, że to tylko jeszcze bardziej Cię zdenerwowało. Słyszałem Twoją reakcję na pytanie Alexisa. Na pewno Twoja złość i to, ze płakałaś w pełni dotyczy Jego. - trafił w mój czuły punkt.
- Ta dziewczyna.. - zaczęłam. - Ona jest z Nim chyba.. - dodałam.
- Postaram się to wybadać i sprawdzić. - obiecał mi. - Ale On jest po uszy w Tobie zakochany, więc nie możliwe żeby miał jakąś na boku. - dodał.
- Nie. - zaprotestowałam.
- Po prostu nie chcesz w to uwierzyć. - odparł.
- Po prostu znam prawdę. - poprawiłam Go.
- Ja i reszta i tak wiemy swoje. - wytknął mi język.
- Jak reszta? - zapytałam ze zdziwieniem.
- Lukas, Santi, Theo, Danny, Mesut, Nacho, Alex i zapewne Aaron. - wymienił mi.
- Wy macie jakąś chorą paranoję. - zaśmiałam się głupio, kiedy już wychodziliśmy do samochodu.
- To Ty nie chcesz w to uwierzyć. - odparł.
- Nie chce mi się z Tobą dyskutować. - machnęłam ręką i całą drogę nie odezwałam się ani słowem.
- Pamiętaj, że to co Ci mówiłem to prawda. - odparł ze spokojem, kiedy weszliśmy do domu.
- Nie! To nie jest prawda. Boshh... - powiedziałam ze znudzeniem.
- Prawda. Wiele osób tak sądzi i nie oszukuj samej siebie, bo wiem, że Ty też coś do Niego czujesz. - uświadomił mi to.
- Nie, daj już spokój. Nikogo nie oszukuję, a tym bardziej samej siebie. - jęknęłam wchodząc do kuchni, w której siedział Alexis i Łukasz. Trochę lipa, bo słyszeli to co mówił Jack w przedpokoju.
- Lukas też tak sądzi, a Alexis tym bardziej. - odparł siadając koło nich.
- Czy Ty nie rozumiesz słowa 'nie'? - zapytałam z sarkazmem.
- My i tak wiemy swoje. - odgryzł mi się.
- Nic nie wiesz. Czy do Ciebie to nie dociera? - powiedziałam już trochę podenerwowana.
- O co wam chodzi? - zapytał Poldi.
- Domyśl się. - odpowiedział mu mój przyjaciel.
- Nie domyślaj się. I zresztą to nie ważne. - powiedziałam. - A Ty tylko coś powiesz, to Cię chyba ubiję. Rozumiesz? - zagroziłam mu i wyszłam. Znaczy udawałam, że wyszłam. Tak na prawdę stanęłam za ścianą i podsłuchiwałam o czym będą rozmawiać.
- Ej stary co to za lasia była dzisiaj przed ośrodkiem? - wypalił Jack.
- Michelle. - odpowiedział mu.
- A kim ona jest dla Ciebie? - zaczął przesłuchanie.
- Teraz to już nikim ważnym. To moja była. Nie wiem co ona chciała tym osiągnąć, że przyjdzie pod ośrodek. - wyżalił mu się.
- Co jej powiedziałeś kiedy was zostawiliśmy? - tym razem spytał Lukas.
- Żeby dała mi spokój. Mam jej dość. Laia się odczepiła, to teraz ona wkroczyła. Mam już bez kitu tego wszystkiego dość.. - dalej się żalił.
- Czyli nic Cię z nią nie łączy tak? - chciał się upewnić Jack.
- Nic, a nic. - odpowiedział mu. - Dobrze wiesz kto mi się podoba. - dodał.
- To dobrze, że nic Cię z nią nie łączy. - szeroko się uśmiechnął.
- Co Ty Jack orientacje zmieniasz, że się tak wypytujesz i cieszysz, że nic go z tą dziewczyną nie łączy? - zaśmiał się. - W dodatku ten makijaż dzisiaj. - dodał śmiejąc się jak głupi.
- Chciałem poprawić humor.. - nie dokończył, bo weszłam do kuchni.
- No dokończ. - uśmiechnęłam się chamsko i zabrałam picie z lodówki.
- A żebyś wiedziała, że dokończę. - odparł. - Chciałem jej poprawić humor, który jej zniszczyłeś przez tą laskę. - wygadał się zwracając do Chilijczyka.
- To prawda? - spojrzał na mnie Alexis.
- Nie. - popatrzyłam na Niego. Okłamałam go.
- Hah, a rób sobie co chcesz. Nie obchodzi mnie to. - syknął.
- No i dobrze. Nikt Ci nie kazał się mną przejmować. - odburknęłam.
- Ażebyś wiedziała, że nie będę. Najlepiej żebyś w ogóle się do mnie nie odzywała. - warknął.
- Jak sobie życzysz. - powiedziałam ze złością i wyszłam sobie z kuchni. Chyba już wszyscy dzisiaj wyprowadzili mnie z równowagi. Położyłam się na kanapie przykrywając kocem od Niego i włączyłam jakiś denny film. Było mi smutno i się po prostu rozpłakałam. Miałam już ich dość.
[Alexis]
Nie rozumiałem zachowania Klaudii. Tutaj Jack mówił to, a Ona zaprzeczała. Dziwne to wszystko. W dodatku była taka oschła dla mnie.. To trochę przykre, bo mi na Niej zależy.
- To prawda, tak? - zapytałem Jacka, kiedy Ona wyszła.
- Tak. nawet płakała. To dlatego się spóźniła na trening. Była w łazience i znowu się malowała. W dodatku ten cały chłopak do Niej dzwoni i nie chce dać jej spokoju. Dziewczyna już nie wytrzymuje. - wygadał mi się.
- No to lipa.. - nie wiedziałem co powiedzieć.
- Jak Ty teraz się na Nią zaczniesz obrażać za to, że Cię tak traktuje, to po prostu będziecie jak dzieciaki. To jest głupie. - pouczył mnie.
- Hah.. - głupio się zaśmiałem. To było trochę nie na miejscu.
- Tu nie ma z czego się śmiać. Ciągle Jej gadam, że Ty coś do Niej, a ta dalej nie chce w to uwierzyć. - dodał jeszcze.
- To akurat prawda. - potwierdził Poldi.
- Widać ewidentnie, że Ona też coś do Ciebie czuje, ale ciągle zaprzecza. Oszukuje samą siebie. - odparł.
- Najwyraźniej nic do mnie nie czuje. - powiedziałem z obojętnością. - Lukas daj mi piwo, bo już mnie to wszystko wkurza. - Poldi jednak postawił na stole wódkę.
- Co nam szkodzi, najebiemy się w trzy dupy i kij z tym. - zaśmiał się Lukas. No i zaczęliśmy pić. Wódka wchodziła mi jak woda. Jeszcze chyba nigdy tak dobrze mi się nie piło. Minęły może ze dwie godziny i schlaliśmy się jak świnie.
- Co jutro robimy chłopcy? - wybełkotałem.
- Zapraszam do mnie. - odparł Lukas.
- Ja z chęcią. - wybuchł śmiechem Jack.
- Dobra, ja już chyba idę. Mam dosyć na dzisiaj. - ledwo co wstałem od stołu.
- Ja też. - wstał za mną jeszcze bardziej pijany Jack.
- Jutro schlam się jeszcze bardziej. - powiedziałem wychodząc z kuchni.
[Klaudia]
Coś chłopaki nie wychodzili z tej kuchni. Dziwne trochę, ale w sumie co mnie to interesuje. Nagle usłyszałam jak chłopaki coś bełkoczą.
- Ale Ty o tym wiesz. - usłyszałam głos Alexisa.
- No wiem. - odparł Poldi.
- Ja ją chyba kocham, ale jak Ona nic do mnie nie czuję to ja się odczepię od Niej. Ja nie jestem taki, żeby na siłę. - bełkotał jakieś głupoty. - Ale zależy mi na Niej.. - dodał i usłyszałam zamykające sie drzwi. Do salonu wszedł Lukas.
- Serio? Dzień przed sylwestrem mógłbyś już odpuścić. - powiedziałam trochę znudzonym głosem.
- A Ty jeszcze nie śpisz? Raz dwa do łóżka. Za młoda jesteś, żeby tak siedzieć po nocach. - ja nie wiem czy On w ogóle wiedział z kim rozmawia.
- Chodź zaprowadzę Cię do sypialni chociaż. - podniosłam go i próbowałam zaciągnąć na górę.
- Powiedz Klaudynie, że to Alexis się przez Nią schlał. - odparł do mnie i rzucił się na łóżko.
- Łukasz Ty głąbie to ja. Obiecuje Ci, że jak jutro się tak schlasz to powiem wszystko Wengerowi. A teraz dobranoc. - w sumie to nie wiem dlaczego się tak produkuję, bo On już sobie zasnął. Wyszłam z Jego pokoju i poszłam do łazienki. Wzięłam długą i gorącą kąpiel. Wyszłam z łazienki i po prostu padłam na łóżko zasypiając..

Rozdział 12 - "No nie przyszła Pani Sanchez?"

Przebudziłam się gdzieś koło godziny 6;00. Alexis spał przytulony do mnie. Głowę miał na moim brzuchu. Trzeba było budzić Poldiego i wracać do domu póki rodzice śpią. Powoli i delikatnie zeszłam z łóżka aby Go nie obudzić. Zimno mi było, więc poszłam do garderoby. Założyłam sobie jakieś czarne dresy i na to czarną bluzę z kapturem. Wyszłam sobie z garderoby i Alexis już nie spał. Właśnie przeciągał się na łóżku.
- Jednak mi się nie przyśniłaś. - powiedział z uśmiechem. - Ej czy to moje ciuchy? - wybuchł śmiechem kiedy mnie zobaczył.
- Teraz już moje. - odpowiedziałam. - Idę obudzić Poldiego i spadamy. - oznajmiłam mu. Wyszłam z sypialni i udałam się do pokoju, w którym smacznie spał mój wujek. - Ej wstawaj idziemy do domu, bo rodzice pewnie jeszcze śpią. - szturchnęłam go.
- Jeszcze chwilę. - bełkotał.
- Za chwilę to moja matka Cię dorwie. - odparłam.
- Dobra już. - podniósł się. - O matko jak Ty wyglądasz. - wybuchł śmiechem.
- Spadaj. Będziesz mnie musiał nieść, bo nie mam w czym pójść. - oznajmiłam mu.
- Ooo obudziłaś go. - wszedł ubrany do pokoju Alexis.
- Taa. - zaśmiałam się. - Przyniesiesz mi później moje rzeczy? - zapytałam.
- Jasne Słońce. - powiedział z uśmiechem odprowadzając nas pod drzwi.
- Dobra wskakuj. - powiedział Poldi. I tak też zrobiłam wskoczyłam mu na plecy i wyszliśmy. - Alexis się w Tobie bujnął. - zaczął się śmiać.
- Daruj sobie, to nie prawda. - nie chciałam mu wierzyć. Ten tylko uśmiechnął się i postawił pod drzwiami naszego domu.
- Idziemy się przebrać i pieczemy babeczki. - powiedział z entuzjazmem.
- Okej. - zaśmiałam się i pobiegłam do siebie do pokoju. Ściągnęłam bluzę Alexisa, bo w Jego ogromnej koszulce chodzić nie będę. Założyłam na siebie biały sweter i jeszcze zmieniłam dresy Alexisa na ciemno jeansowe ogrodniczki. Było mi zimno więc stwierdziłam, że ponownie założę bluzę Alexisa. Złożyłam ładnie Jego dresy, a koszulkę sobie zatrzymałam. Bluzy też mu nie oddam. Może to trochę dziwne, w końcu mam wujka piłkarza światowej klasy, a tak na prawdę jaram się Alexisem jak nigdy, a na swojej drodze spotykałam wielu piłkarzy. Ale w Nim jest coś takiego dzięki czemu czuję się tak trochę nieśmiało. Rozczesałam włosy i związałam je w wysokiego kucyka przy okazji wypuszczając kilka pasemek po bokach. Wyglądałam okej. Trochę miałam twarz bez wyrazu więc stwierdziłam, że lekko podkreślę swoje rzęsy. Założyłam jeszcze moje cieplutkie kapcie i zeszłam na dół chowając mój telefon do przedniej kieszeni moich ogrodniczek.
- Kochany wujaszku najpierw to ja bym zjadła śniadanie, a potem robiła babeczki. - usiadłam przy barku.
- W takim razie zrobimy jajecznicę. - zaśmiał się i stanął przy "garach". Kilka minut później jedzenie wylądowało na talerzach i zjedliśmy ze smakiem. - To ulubiona bluza Alexisa. Często ją nosi. - oznajmił mi.
- Ta jasne. On ma pełno tych ciuchów. - zaśmiałam się myjąc naczynia. - Robimy te babeczki. - powiedziałam stanowczo. Lukas wyciągnął wszystkie potrzebne składniki i zrobiliśmy ciasto. Nalaliśmy je do foremek i wstawiliśmy do piekarnika. Kiedy babeczki się piekły wspaniałomyślny Lukas wymyślił, żebym zrobiła pierniczki. Obiecał, że mi pomoże i w dodatku kupi ogromną czekoladę. Nie robiłam pierniczków już dłuższy czas. Trochę zapomniałam jak się robi, ale jak już przyszło co do czego to udało mi się wyrobić masę. Rozwałkowałam Lukasowi ciasto i wycinał pierniczki. Natomiast ja wyciągnęłam babeczki i położyłam je na blacie do wystygnięcia.
- Ejejej Łukasz nie przesadziłeś trochę? - odwróciłam się żeby zobaczyć czy niczego nie zepsuł.
- Niee, jeszcze mi rozwałkuj tego ciasta, bo szkoda żeby się zmarnowało. - odpowiedział mi podekscytowany. Skleiłam ze sobą resztki ciasta z tym jeszcze nierozwałkowanym i szybko rozwałkowałam, a Poldi sobie wycinał różne kształty. Miał jakieś foremki z literkami, cyferkami, kwiatuszki, serduszka, choinki, ludziki.. Po co mu to było jak nawet nie umiał zrobić ciasta. Powykładał pierwszą turę na blasze i włożyłam ją do piekarnika.
- Wujek co jemy dziś na obiad? - zaśmiałam się.
- Twoje ulubione danie. - lekko się uśmiechnął.
- Pizzę? - spytałam z nadzieją.
- Paelle. - odparł. - Od pizzy przytyjesz jeszcze bardziej. - wybuchł śmiechem.
- Oho, widzę, że tutaj przygotowania do świąt idą pełną parą. - weszła do kuchni mama.
- Zobacz mamo.. On na wycinał tych pierniczków jak głupi. - wskazałam na Niego.
- Dacie troche Alexisowi, Santiemu i reszcie. - uśmiechnęła się.
- Cześć córciu. - wszedł do kuchni tata, a ja właśnie wkładałam drugą blasze pierników. - Dzieciaki ze mną ubiorą choinkę - oznajmił. - Ty kochanie będziesz gotowała, a Klaudii i Lukasowi chyba damy już spokój na dzisiaj. - zaśmiał się.
- Ja będę zaraz je ozdabiał! - krzyknął Poldi i zabrał pierniki, które były już ostudzone na stół i zaczął ozdabiać lukrem. Wyciągnęłam tą drugą blasze i położyłam ją na blacie kuchennym. Umyłam ręce i przysiadłam się do Lukasa. Praktycznie na każdym serduszku napisał "ALEXIS". Znając życie stwierdzi, że ja to ozdabiałam. Nagle zadzwonił dzwonek do drzwi. Wstałam od stołu i poszłam otworzyć. W drzwiach stał Alexis z psami i torbą.
- Hej, przyniosłem Ci rzeczy. - powiedział i dał mi torebkę.
- Dziękuje. - odłożyłam ją.
- A i jeszcze jedno. Poszłabyś ze mną na spacer? - zapytał nieśmiało.
- Czekaj. - powiedziałam i poszłam do kuchni. - Mamo mogę iść na spacer z Alexisem? - zapytałam i wyszła do przedpokoju.
- Jasne, ale pod warunkiem, że wpadnie na obiad. - powiedziała z uśmiechem. Założyłam płaszczyk i wyszłam. Oczywiście ja wzięłam Atoma na smycz. Chyba nie byłabym sobą jakbym tego nie zrobiła.
- Co ona jakaś taka miła dla mnie? U was jakiś dzień żartów czy jak? - zapytał kiedy kierowaliśmy się do parku.
- Właśnie też się nad tym zastanawiam. Ale dobrze, że ma w miarę okej humor. Może się do Ciebie przekona i nie będzie mnie już chciała zabrać. - zaśmiałam się.
- No w sumie to tak. - uśmiechnął się. Usiedliśmy na ławce i pieski usiadły koło nas.
- Ej no zobacz jak on ślicznie wygląda. - wskazałam na Atoma. - Aż mu zrobie zdjęcie. - dodałam i zrobiłam. Uwielbiałam tego psa.
- Ale Ty go lubisz. - stwierdził Alexis z uśmiechem.
- Bardzo. Jest świetny. - odparłam i zaczął dzwonić mój telefon. Na dzwonku miałam piosenkę Enrique Iglesias i Nick Jam - El perdon. Spojrzałam na wyświetlacz. Oczywiście kto zadzwonił? Darek. Od razu odrzuciłam połączenie.
- Kto to? Nie odbierzesz? - zapytał.
- Nikt ważny. - blado się uśmiechnęłam. - Nie warto nawet odbierać. - dodałam.
- Hmm, no okej. Fajny masz dzwonek. - zmienił temat.
- To moja ulubiona piosenka. - uśmiechnęłam się.
- Moja też. - zaśmiał się i mnie przytulił.
- Nie przytulaj mnie tutaj. Nie chcę być jakąś nową panią Sanchez. - powiedziałam bardzo poważnie.
- Klaudia Sanchez fajnie to brzmi. - stwierdził.
- Ta. Kumpela mnie tak kiedyś nazywała. W ogóle koledzy ciągle wołali Alexis. Pani się pytała kogo nie ma, a oni Alexisa. Pani nie wiedziała nigdy o kogo chodzi. - szeroko się uśmiechnęłam na to wspomnienie.
- No to widzę, że sławny byłem. - zaśmiał się.
- Oj ciągle gadałam tylko Alexis to, Alexis tamto. Alexis ma kontuzje, Alexis nie zagra, Alexis strzelił gola. Moja mama miała mnie już dosyć. - opowiedziałam.
- Właśnie widać. - wybuchł śmiechem.
- Cicho. - zaśmiałam się. - A najlepsze było to, że jak zawsze strzeliłeś bramkę, to zawsze mówiłam, że każda jest dla mnie. I jak oglądałam mecze, to jak strzeliłeś gola zawsze pisałam mojej przyjaciółce, a ona zawsze na to "to pewnie dla Ciebie". - zaśmiałam się, a On mi się przyglądał. Najwyraźniej Go to bawiło. - W ogóle po co ja Ci to mówię? Pewnie masz mnie za jakąś nienormalną. Albo sądzisz, że jestem jakaś dziwna i psychiczna. - dodałam spoglądając na Niego.
- Ech. - westchnął. - Tu Cię rozczaruję, bo nie strzelałem ich dla Ciebie, ale mogę zacząć. - szeroko się uśmiechnął.
- Serio? - zapytałam.
- Serio, serio. Obiecuję Ci, że wszystkie gole jakie strzele, to będą dla Ciebie. - odparł.
- Okej. - przybiliśmy piątkę. - Zimno się robi. Wracajmy już. - wstałam z ławki i ruszyłam z Atomem w stronę domu. Alexis wstał za mną i po jakiś 15 minutach doszliśmy do mojego domu.
- Jesteśmy! - wrzasnęłam zamykając drzwi.
- Chodźcie do kuchni. - zawołała nas. Rozpięłam bluzę i weszliśmy do kuchni.
- To ulubiona bluza Alexisa. - powiedział Santi, kiedy mnie zobaczył.
- O Jezu.. kolejny. - westchnęłam. - Serio to Twoja ulubiona bluza? Jak tak to Ci ją oddam. - zwróciłam się do Chilijczyka.
- Coś Ty mam kilka takich bluz. Zostaw ją sobie. - uśmiechnął się do mnie i usiedliśmy przy stole.
- Oj Sanchez. - poklepał go po ramieniu Cazorla.
- O paella. Uwielbiam ją. - powiedział Sanchez kiedy mama podała jedzenie.
- Wiem, Klaudia mi truła zawsze głowę jak mieszkała jeszcze w Polsce, żebym jej to gotowała. - odpowiedziała mu.
- To akurat już wiem. - zaśmiał się. - Podobno miała Pani już jej dosyć. - dodał.
- A żebyś wiedział. - usiadła koło nas. A ja mało co nie udławiłam się słuchając tego.
- I było ciągle Alexis to, Alexis tamto. - spoglądał na mnie z uśmiechem.
- Skąd wiesz? - zaśmiała się moja mama.
- Słyszałem co nieco. - objął mnie ramieniem. - No nie przyszła Pani Sanchez? - zwrócił się do mnie. Santi spojrzał na nas wzrokiem pełnym zdziwienia. Nie wiedział co On odstawia.
- Oczywiście. - wybuchłam śmiechem.
- A pamiętam zawsze było tak "o patrz mamo mój mąż, no zobacz" albo latała po domu i pokazywała wszystkim Twoje zdjęcia. - Alexisa to najwyraźniej bawiło, ale mnie już nie bardzo.
- Mamo proszę, nie kompromituj mnie jeszcze bardziej.. - poprosiłam ją.
- Cicho żonko. Ja tam chcę się dowiedzieć więcej. - dał mi buziaka w policzek. Mina Cazorli była po prostu bezcenna.
- Nie, no już lepiej nic nie będę mówić. - zaśmiała się. - Ale powiem Ci, że na zdjęciach wyglądałeś na takiego malutkiego, a w rzeczywistości jesteś taki jak Klaudia. - stwierdziła mama i wyszła.
- Przepraszam Was za Nią. - powiedziałam szczerze.
- Spoko żonko. - przytulił mnie Chilijczyk.
- Nie dasz mi teraz spokoju, tak? - westchnęłam. - Nie nabijaj się już ze mnie. To było rok temu. - poprosiłam go.
- No dobraa.. Alexis. - uśmiechnął się szeroko i na śmianiu się i wspominaniu spędziliśmy cały wieczór..

czwartek, 24 grudnia 2015

Rozdział 11 - "Śpij słodko Słońce."

DWA DNI PÓŹNIEJ..
Jeszcze dwa dni i święta. Dzisiaj wieczorem idę z Alexisem na to przyjęcie. Nie mam na to ochoty, ale obiecałam. Jest godzina 11;20. Sanchez ma być po mnie o 18;00 także mam jeszcze czas. Poldi oczywiście się z Nami zabierze. Nie chce mi się jeszcze wstawać. Wzięłam do ręki mój telefon i zaczęłam przeglądać inastagram, twittera i snapa. Nudno mi było trochę. Podniosłam się niechętnie z łóżka i zeszłam sobie na dół. Rodzice na zakupach, a Lukas lata po domu jak opętany i szuka nie wiadomo czego.
- Ty jeszcze się nie szykujesz? - zapytał zdziwiony, bo zeszłam sobie w piżamie.
- Po co tak wcześnie? Nawet jeszcze 12;00 nie ma. A Alexis ma być o 18;00. - zaczęłam się śmiać.
- W sumie po co ja się pytam. Ty się nigdy nie śpieszysz. - machnął ręką i dalej czegoś szukał.
- Chłopie czego Ty szukasz? - stanęłam przed Nim.
- Krawata. - odparł drapiąc się po głowie.
- A może jest w szafie? Nie pomyślałeś nad tym? - zapytałam sarkastycznie.
- Ty bez kitu. I co ja bym bez Ciebie zrobił? - przytulił mnie, po czym pobiegł do garderoby.
- Myślał. - powiedziałam i poszłam zrobić sobie śniadanie. Nie było nic innego poza płatkami. Szybko je zjadłam i poszłam sobie do salonu. Włączyłam sobie serial "Hotel Babylon" i oglądałam. Uwielbiałam go. I tak spędziłam chyba ze trzy godziny. Kiedy trzy odcinki się skończyły przełączyłam na jakiś głupi program i zaczął dzwonić mój telefon.
- Słucham? - odebrałam.
- O 18;00 mamy tam być. Alexis po Ciebie wpadnie o 17;00. - oznajmił Aaron.
- Okej. - odpowiedziałam i się rozłączyłam. Poszłam na górę do łazienki. Wzięłam prysznic, który zajął mi chyba z godzinę. Włożyłam na siebie czarną bieliznę i na to jakąś wielką koszulkę. Wysuszyłam moje włosy i trochę ułożyłam. Spojrzałam na zegarek. O kurde już po 16;30. Mam pół godziny. Szybko opuściłam łazienkę i poszłam do swojego pokoju. Usiadłam przed toaletką i nałożyłam na swoją twarz krem BB. Zmatowiłam to pudrem, po czym lekko wykonturowałam twarz. Podkreśliłam oczy cieniami i narysowałam kreski elinerem. Wytuszowałam rzęsy i pomalowałam usta jasnoróżową pomadką. Zostało mi 5 minut do przyjazdu Alexisa. Szybko podkreśliłam swoje brwi. Jeszcze zrobiłam małe poprawki w makijażu i był już gotowy.
- Klaudia! Zaraz jedziemy. - krzyknął Poldi.
- Ej muszę się ubrać! - odkrzyknęłam. Zabrałam wiszącą na wieszaku czarną sukienkę z rozkloszowanym dołem i plecami w koronkę. Na to założyłam jeszcze czarny żakiet. Na szyję założyłam łańcuszek z literką "A", który dostałam kiedyś od mamy. Natomiast na rękę srebrną bransoletkę z serduszkiem i zegarek ze srebrną tarczą oraz czarnym paskiem. Na nogi włożyłam szpilki, ale niezbyt wysokie. Wzięłam jeszcze czarną torebeczkę, do której schowałam mój telefon. Przejrzałam się jeszcze w lustrze i stwierdziłam, że wyglądam okej. Zeszłam na dół, a w salonie siedzieli już sobie Lukas i Alexis, którzy byli ubrani w garniaki i białe koszule.
- Czekamy już tutaj 10 minut. - oznajmił Poldi.
- Jak ślicznie, aż się napatrzeć nie mogę. - przyglądał mi się Alexis od góry do dołu.
- Dzięki. - uśmiechnęłam się. - Jedziemy? - zapytałam i Alexis się ogarnął.
- Tak, jasne. - zapatrzył się na mnie. Chłopaki wstali i poszliśmy do przedpokoju. Założyłam czarny płaszczyk i wyszliśmy do samochodu.
- Weź stary się tak nie przyglądaj na Nią, bo się jeszcze zakochasz. - zaczął śmiać się do Niego Lukas.
- Trudno. Warto będzie. - uśmiechnął się Sanchez.
- Uuuuu.. - zaczął Poldi.
- Oj zamknij się. - skarciłam go od razu i zaczęli się śmiać. Całą drogę przegadali o zbliżającym się meczu. Nie zbyt mnie to obchodziło. Z 10 minut przed 18;00 dojechaliśmy na miejsce. Alexis Zaparkował auto i wysiedliśmy z Niego.
- Gotowa? - spytał podając mi rękę.
- Gotowa. - uśmiechnęłam się i zacisnęłam Jego dłoń. Przed wejściem stała oczywiście grupka naszych znajomych. Szliśmy do nich za rękę, a Poldi koło nas.
- Czyżby nowa para? - zapytał Jack.
- Nie. - zaśmiał się Alexis. Już bałam się, że powie "tak" .
- Szkoda. - odparł Santi. - Kurde wyglądasz jak milion dolców. - skomplementował mnie.
- Moje milion dolców. - zaśmiał się Sanchez obejmując mnie od tyłu.
- Oj Alexis, Alexis. - machnęłam ręką.
- No a nie? - udawał smutnego.
- Porozmawiamy na ten temat później, a teraz chodźmy. - powiedziałam i ruszyłam za Aaronem na ogromną salę. Były tam stoliki, parkiet, grała muzyka. Nawet fortepian był.
- O patrz Alexis. Fortepian. - wskazał palcem Theo. - Zagrasz nam coś. - dodał śmiejąc się.
- Zastanowię się. - lekko się uśmiechnął i zajęliśmy miejsce przy ogromnym stole. Chilijczyk usiadł między mną, a Santim, a tuż koło mnie Poldi. Aaron natomiast usiadł wraz z Colleen na przeciwko nas. Na salę wręcz przybiegł Jack. Przywitał się ze mną całusem w policzek i zajął miejsce tuż koło Santiego. Gdzie go wcześniej wcięło? Przecież rozmawialiśmy z nim przed wejściem. Ale nie ważne. Jak przyszedł to od razu zaczął nalewać nam wina. Wypiłam kilka kieliszków i się trochę rozkręciłam. Chłopaki opowiadali różne żarty i śmiałam się jak głupia.
- Klaudyna, nie wracamy dziś do domu. Twoja matka nas rozpierdoli. - zaczął Poldi.
- To zapraszam do mnie. - zaśmiał się Alexis.
- A masz jakiś pokój na zbyciu? - od razu zareagował Lukas.
- Mam. - zaczął się śmiać. Tak w ogóle to On nie był pijany.
- Dobra Sanchez chodź nam coś zagrać. - wstał od stołu Danny.
- Okej. - odparł i poszedł w stronę stojącego fortepianu. Zabrałam Poldiego i poszliśmy do nich. Aaron i Colleen chyba już pojechali, bo się źle poczuła. Alexis usiadł przy nim i zaczął grać piosenkę Richarda Marxa "Right here waiting. " Lukas oczywiście nagrał go i wstawił nagranie na instagram. On gra tak ślicznie. W ogóle jest taki idealny. Albo jestem bardziej pijana, albo się w nim zakochuje.
- Ojej ja ślicznie. - powiedziałam głośno i wszyscy na mnie spojrzeli. - Nie wiedziałam, że umiesz tak ślicznie grać.
- Taka niespodzianka. - uśmiechnął się. Wróciliśmy do stołu i trochę jeszcze pogadaliśmy.Wypiłam jeszcze dwie lampki wina i Sanchez stwierdził, że będzie lepiej jak już wrócimy. Objął mnie ramieniem i poszliśmy do samochodu, a za nami Lukas. Kiedy stanęliśmy już przy aucie w szpilkach straciłam równowagę i poleciałam centralnie na Alexisa.
- Czy ja Ci kiedyś mówiłam, że masz takie cudne oczka? - powiedziałam.
- Jesteś pijana. - skwitował.
- Ohoho już zaczyna. Klaudyna więcej nie pijesz. - skarcił mnie Lukas.
- Przecież nie jestem pijana. - oburzyłam się i wsiadłam do samochodu. Chłopcy zrobili to samo i odjechaliśmy. Całą drogę nikt się nie odzywał, w sumie to i dobrze, bo od razu by mnie zdenerwowali. Droga minęła bardzo szybko. Weszłam do domu jako pierwsza. Rzuciłam torebkę w przedpokoju i ściągnęłam szpilki i płaszczyk.
- Nie wiem jak wy, ale ja idę spać. - stwierdził Poldi.
- Pierwsze drzwi na lewo. - powiedział Alexis, kiedy ten poszedł na górę.
- To ja idę się położyć na kanapę. - westchnęłam i poszłam w stronę salonu.
- Nie będziesz spała na kanapie. - odparł.
- To gdzie niby? - spytałam.
- Ze mną. - zaśmiał się.
- Hah, bardzo śmieszne. - prychnęłam.
- Nie udawaj takiej wkurzonej. Wiem, że i tak się na mnie nie gniewasz. - uśmiechnął się lekko.
- Ych. - poszłam na górę. - Idę się wykąpać. - oznajmiłam i weszłam do łazienki. Stanęłam przed lustrem i zmyłam mój makijaż. Bez niego poczułam się o wiele lepiej. Wybrałam sobie jeden z żeli pod prysznic, który stał na ogromnej półce. To był trudny wybór. Weszłam do kabiny i strumień ciepłej wody obmył moje ciało. Po jakiś piętnastu minutach wyszłam z niej i wytarłam ręcznikiem. Założyłam bieliznę i owinęłam włosy ręcznikiem w turban. Tuż koło grzejnika wisiał szlafrok. Nałożyłam Go na siebie i wyszłam z łazienki. Weszłam do Jego sypialni, ale Chilijczyka tam nie było. Pewnie poszedł do łazienki na dole. Stanęłam przed ogromnymi szklanymi drzwiami, które prowadzą na taras i przyglądałam się co jest za oknem. Zaczęłam sobie rozmyślać, nad moją znajomością z Sanchezem. Te Jego dzisiejsze słowa "Trudno, warto będzie." Może mu zależy?
- O już się wykąpałaś. - wszedł do sypialni Alexis. Miał potargane i mokre włosy oraz był w samych bokserkach.
- Tak. - uśmiechnęłam się. - Bo jest taka sprawa.. Mógłbyś mi dać jakąś koszulkę, bo nie będę spać w samej bieliźnie. - powiedziałam.
- Chwileczkę. - odparł i poszedł do garderoby. Po chwili wrócił z błękitną koszulką z nadrukiem nike.
- Dziękuje. - dałam mu buziaka w policzek i założyłam od razu tą koszulkę. - Jak ładnie pachnie. - zaśmiałam się.
- Dobra idziemy spać. - uśmiechnął się i położył na łóżku. - Kładziesz się koło mnie czy będziesz tak stać? - zapytał.
- No kładę się. - odpowiedziałam i położyłam się koło Niego odwracając plecami. Ten zgasił światło i próbowałam zasnąć. Leżałam chyba z piętnaście minut. Zamykałam i otwierałam oczy. Nie mogłam kompletnie zasnąć. - Aleexis.. - zaczęłam.
- Co?
- Śpisz? - zapytałam odwracając się w Jego stronę.
- Próbuję. A co? - odpowiedział mi.
- Jakoś nie mogę zasnąć. - powiedziałam patrząc w ciemności na Niego.
- Zaraz coś na to zaradzimy. - odparł przysuwając mnie do siebie. Przytuliłam się mocno do Niego. W dodatku złożył na moich ustach słodki pocałunek. - Śpij słodko Słońce. - powiedział i wtulił się we mnie. Od razu zasnęłam.

wtorek, 22 grudnia 2015

Rodział 10 - "I wiem, że ja też jestem ważny dla Ciebie."

Obudził mnie stojący nade mną Poldi.
- Co Ty chcesz człowieku? - przetarłam oczy.
- Klaudyna. - usiadł na łóżku. - Nie jedziemy dzisiaj na trening. Nie chce mi się. - rozwalił mi się na nim.
- W sumie mi też się nie chce. Tylko co powiesz Wengerowi? - zapytałam.
- Że źle się czułaś. Oj coś się wymyśli. - odpowiedział.
- Niech Ci będzie. - powiedziałam i poszłam dalej spać.
[Alexis]
Spóźniłem się na trening, bo zaspałem. Wbiegłem szybko na boisko, ale nie widziałem ani Klaudii, ani Lukasa. Co z nimi? Przywitałem się z chłopakami i jak to często bywa ćwiczyłem w parze z Jackiem.
- Ej stary gdzie jest Klaudia i Poldi? - zapytałem.
- Właśnie nie wiem. Ale Klaudia coś mi wczoraj wspominała o tym, że obawia się tego, że jej mamie nie spodoba się pomysł pozostania tutaj i wróci do Polski. - odpowiedział mi.
- Ty chyba sobie ze mnie żartujesz?! - uniosłem się.
- Nie żartuje. Ale mówiłem jej że jej nigdzie nie puszczę, a Ty w szczególności. - oznajmił mi.
- Wiesz jak Ona mi się podoba? - odparłem ze smutkiem. - Jest najlepsza na świecie. - dodałem.
- Widać to. Ty też dla Niej wiele znaczysz. - powiedział.
- Tak myślisz? - chciałem się upewnić.
- Przecież Ona od zawsze za Tobą. - zaśmiał się i trener zarządził żebyśmy zagrali mecz. Przez cały trening próbowałem nie myśleć o tym wszystkim. Ale niestety nic mi nie wychodziło. Tak bardzo nie chciałem tutaj być. Kiedy trening się skończył zszedłem pierwszy do szatni. Wziąłem prysznic i szybko wyszedłem z ośrodka. Wrzuciłem moją torbę treningową na tylne siedzenie i odjechałem do domu Podolskiego. Pędziłem jak nigdy dotąd. Bałem się, że rodzice zabiorą ją już przed świętami. Gdyby stała policja chyba już nie miałbym prawa jazdy. Najszybciej jak tylko mogłem zaparkowałem pod domem mojego najlepszego kumpla i udałem się do drzwi. Zadzwoniłem dzwonkiem i po chwili mi otworzył.
- Jest Klaudia? - spytałem od razu.
- Myślałem, że wpadłeś do mnie. - zaśmiał się.
- Mam jej coś ważnego do powiedzenia. - powiedziałem.
- Jest na górze u siebie. Chyba ogląda jakiś film. - powiedział i szybko tam poszedłem. Dobijałem się chyba do drzwi jej pokoju jak głupi.
[Klaudia]
Oglądałam sobie właśnie "Dlaczego ja?" na ipla. Usłyszałam jak ktoś dobija się do mojego pokoju. Kto to mógłby być. Przecież na pewno nie Lukas. On zawsze wchodzi bez pytania. Wstałam z łóżka i poszłam otworzyć.
- Kto.. - nie dokończyłam, ponieważ Alexis wbił się w moje wargi, zamykając od razu drzwi. Przyparł mnie do ściany i całował moje usta z namiętnością. Tym pocałunkiem chciał chyba coś wyrazić. Tylko, że ja nie wiem o co kompletnie chodzi. Kiedy oderwał się ode mnie spojrzał mi głęboko w oczy. Popatrzyłam na Niego zdezorientowana. Co on do cholery odwala?
- Nie wracaj do Polski. Proszę.. - powiedział bez tchu.
- Co? Nigdzie nie zamierzam wracać. - o co mu do cholery chodziło? - Dlaczego mnie pocałowałeś? - spytałam.
- Stwierdziłem, że jeśli wyjedziesz to muszę Cię pocałować. I zrobić to jak najszybciej. Chciałem Ci pokazać jak bardzo jesteś dla mnie ważna. - przytulił mnie. - I wiem, że ja też jestem ważny dla Ciebie. - dodał.
- Jesteś i to bardzo. Ale czegoś nie rozumiem. - powiedziałam siadając na łóżku. - Skąd Ty to wiesz, że ja w ogóle mam zamiar wracać do Polski? - spytałam kiedy usiadł koło mnie.
- Jack mi powiedział, że obawiasz się tego, że mama będzie Ci kazała wracać. - odpowiedział spuszczając głowę.
- Co za debil. - skwitowałam. - Ale całujesz całkiem nieźle. - zaśmiałam się przytulając go do siebie.
- Ty też jesteś niezła. - powiedział z cwaniackim uśmieszkiem. - Wiesz co, moja rodzina przyjeżdża tutaj na święta. - odparł.
- Ojej jak super! - uśmiechnęłam się.
- Chciałbym, abyś poznała moją mamę. - oznajmił.
- Okej, ja ją z chęcią poznam. - odparłam. - Coraz więcej niespodzianek. - zaśmiałam się.
- Pewnie. - uśmiechnął się lekko.
- Chodźmy na dół. - złapałam go za rękę i zeszliśmy na dół.
- Teraz możemy pogadać. - powiedział do mojego wujka.
- Mówił coś Wenger? - spytał od razu.
- Nie. - uśmiechnął się. - A czemu was nie było?
- Bo nam się nie chciało. - widziałam, że Poldi chciał już coś wymyślać. - Dobra ja idę dalej oglądać. Pewnie już nie zejdę. Pa. - pożegnałam się z Alexisem zabierając przy tym dwie paczki chipsów.
- Pa. - pożegnał się i wróciłam do swojego pokoju. Obejrzałam jeszcze kilka odcinków, zjadłam moją "kolację" i zasnęłam.

niedziela, 20 grudnia 2015

Rozdział 9 - " Dziękuje Ci bardzo. Jesteś taka kochana."

piik piik piik 
Obudził mnie dzwoniący mi nad głową budzik. Wstałam i zastanawiałam się w co się ubrać. Wybrałam czarne spodnie i szary sweterek. Zabrałam ciuchy i poszłam do łazienki. Wykonałam poranną toaletę i przebrałam się we wcześniej wybrane ciuchy. Wróciłam do pokoju i wykonałam mój codzienny makijaż. Założyłam jeszcze skarpetki, po czym zabierając telefon zeszłam na dół do kuchni. Tradycyjnie siedział sobie w niej Lukas i czekał na mnie.
- A rodzice jeszcze śpią? - zapytałam jedząc kanapkę zrobioną przez mojego wujaszka.
- Tak, napisałem im kartkę, że będziemy na treningu. - odpowiedział.
- Okej, w takim razie jedziemy. - wstałam od stołu i położyłam do zlewu nasze talerze. Poldi zabrał swoją torbę treningową i ubrał się. Weszłam za nim do przedpokoju i założyłam kurtkę oraz moje ulubione czarne maxy. - Wyglądamy tak świetnie, że pasowałoby zrobić fotkę. - zaśmiałam się.
- Okej. - Zrobił głupią minę i zrobiłam nam fotkę w lustrze, po czym wyszliśmy do samochodu i odjechaliśmy. Wstawiłam to zdjęcie na instagrama z dopiskiem "Tajni agenci normalnie! :D #family #bestuncle "
- Wiesz co, boję się, że mamie nie podoba się ten cały pomysł abym tutaj została.. W ogóle jest tak bardzo sceptycznie nastawiona do Alexisa, że nawet On sam to zauważył. Ja nie chcę wracać do Polski. - powiedziałam mu o swoich obawach.
- Młoda nie bój żaby. - pocieszył mnie, jak to zawsze On. - Nigdzie nie wyjedziesz. Nie puszczę Cię, a chłopaki i w szczególności Alexis tym bardziej. Fajnie mi się z Tobą mieszka. Przynajmniej mam co robić. - dodał.
- Jesteś kochanym wujaszkiem. - uśmiechnęłam się do Niego.
- No wiem. - zaśmiał się kiedy parkował pod ośrodkiem.
- A i po treningu jadę z Jackiem kupić prezent dla Alexisa. Tylko proszę Cię nie wygadaj mu się. Błagam. - zaczęłam go prosić.
- Dobra przyrzekam, że się nie wygadam. - odparł i udaliśmy się w stronę ośrodka. Oczywiście spóźnieni.
                   ***
Dwie godziny później trening się skończył i od razu z Jackiem szybko wyszliśmy z ośrodka, po czym odjechaliśmy do jednej z galerii handlowych.
- To gdzie najpierw idziemy? - zapytał. - Co w ogóle chcesz mu kupić?
- Do smyka. Chciałabym mu kupić Misia. Będzie miał po mnie miłą pamiątkę. - odpowiedziałam mu.
- Pamiątkę? - spojrzał na mnie dziwnie.
- Nie mów nikomu, ale boję się, że mojej mamie nie spodoba się ten mój pobyt w Londynie. Rozmawiałam z Poldim na ten temat i pocieszał mnie, że nigdzie mnie nie puści i tak dalej. - powiedziałam mu o tym.
- Nigdzie nie wyjedziesz. - powiedział stanowczo i udaliśmy się do Smyka. Wybrałam takiego ogromnego, brązowego misia i udaliśmy się do kasy. Zapłaciłam za Niego, po czym Jack odwiózł mnie do domu. Wzięłam tego misia i weszłam do domu.
- Klaudyna i co kupiłaś? - wyszedł do przedpokoju Poldi.
- Misia. - uśmiechnęłam się i zaniosłam go do pokoju, po czym wróciłam do kuchni.
- Kochanie musimy porozmawiać. - weszła do kuchni mama.
- O czym? - zapytałam od razu. Czyli moje obawy się potwierdziły.
- Chodzi o to, że chciałabym abyś po świętach wróciła z nami do Polski. - oznajmiła.
- Sorry siostra, ale Ona jest tutaj grzeczna. Super sobie radzi, świetnie mi się z Nią mieszka. Nie puszczę jej. A w chłopaki tym bardziej, szczególnie Alexis. - od razu się wtrącił. Ogólnie denerwuje mnie to jak ktoś się wtrąca, ale za to się wcale nie denerwuje.
- Właśnie, Alexis. - powiedziała ze zmartwieniem.
- Mamo przestań. Przyjaźnimy się po prostu. - odparłam ze łzami w oczach. - Proszę Cię mamo. Ja się tutaj czuję bardzo dobrze. Nie chce wracać do Polski. - zaczęłam ją prosić.
- Dobra, niech Ci będzie. Widzę, że nic tutaj nie zdołam. - stwierdziła.
- Dzień dobry! - wszedł uśmiechnięty Alexis.
- Witam. - powiedział ucieszony Santi. - Ja wraz z Lukasem zaplanowaliśmy dla was wszystkich darmowe oprowadzanie po okolicy. - oznajmił im.
- A Klaudia i Alexis? - spytała spoglądając na nas.
- My teraz idziemy załatwić ważną sprawę. - powiedziałam i wyszliśmy.
- Teraz to już bardziej mnie nie lubi. - zaczął się śmiać kiedy szliśmy do Aarona.
- Weź, bez przesady. - pocieszyłam go, a ten zapukał do drzwi.
- Alexis, Klaudia! Nie spodziewałem się was tutaj. Wchodźcie. - wpuścił nas. - To jest moja narzeczona Colleen. - przedstawił mi ją.
- Jestem Klaudia. Siostra Aarona. - uścisnęłam jej dłoń.
- Miło mi Cię poznać. Dużo o Tobie słyszałam. - uśmiechnęła się.
- My tutaj po was przyszliśmy i idziemy do Poldiego. - oznajmił im Alexis.
- No to my w sumie gotowi. Więc chodźmy. - zaśmiał się Aaron i wyszliśmy ponownie do nas.
- Siadajcie na kanapie. - zaprowadziłam ich do salonu. - Kawy, herbaty? - zapytałam z grzeczności.
- Soku. - odparła moja przyszła bratowa. Poszłam do kuchni i nalałam do szklanek soku, po czym wróciłam z nimi i podałam je Colleen, Aaronowi i Alexisowi. Usiadłam sobie na fotelu na przeciwko ich i się im przyglądałam. Chciałam im o tym powiedzieć, że rodzice już są, ale nie wiedziałam jak.
- Klaudia chyba chce wam coś powiedzieć. - powiedział Alexis, aby mnie zachęcić.
- Głównie Aaronowi, bo nie wiem czy Colleen o tym wie. - oznajmiłam. Narzeczona mojego brata spojrzała na Niego pytająco.
- Mów. - odparł stanowczo.
- Rodzice przyjechali. - szybko powiedziałam.
- Co? O nie.. Ja wracam do domu. - chciał wstać z kanapy.
- Obiecałeś mi coś. - spojrzałam na Niego ze łzami w oczach.
- Zostań tutaj. - powiedziała Colleen widząc, że jestem smutna.
- Niech wam będzie. Nie chcę, żebyś przeze mnie płakała. - zwrócił się do mnie. Po chwili rozległ się dźwięk otwierających się drzwi. Boję się trochę. Do pokoju wszedł Santi.
- To ja już będę szedł. Do jutra Młoda. Pa Colleen. - pożegnał się ze mną i dziewczyną brata. - Narazie stary. - podał rękę mojemu bratu i wraz z Santim wyszli.
- Ja chyba nie dam rady. - stwierdził Aaron.
- Dasz radę. To nie będzie takie trudne. - uśmiechnęłam się do Niego. Do salonu wszedł Poldi i usiadł na boku mojego fotela.
- Ej to była ta sprawa, co miałaś załatwić z Alexisem? - szepnął mi do ucha, a ja pokiwałam głową.
- Aaron! - krzyknęła wręcz mama, kiedy weszła do salonu.
- Cześć mamo. - wstał i ją przytulił.
- Czy Ty już całkiem zwariowałaś? Czego się tak drzesz? - wszedł tata. Kiedy Go zobaczył w ogóle nie zareagował. Zachował się tak, jakby był dla Niego jakimś nieznajomym.
- Wy sobie tutaj porozmawiajcie, a ja mam do załatwienia coś bardzo ważnego. - oznajmiłam i poszłam na górę. Zabrałam tego ogromnego misia i wyszłam z domu. Alexis mieszkał kilka domów dalej ode mnie więc przeszłam się kawałek. Ludzie patrzyli na mnie i zastanawiali się pewnie skąd go mam. Kiedy już stanęłam pod furtką otworzyłam ją i weszłam na podwórko. Zadzwoniłam dzwonkiem do drzwi i schowałam misia za siebie.
- Pogodzili się? - zapytał kiedy otworzył drzwi.
- Nie wiem. - odpowiedziałam i weszłam do środka.
- Okej. - powiedział i wszedł za mną do salonu.
- To dla Ciebie. Nie wiedziałam co Ci kupić, a tak będziesz miał miłą pamiątkę przynajmniej. - dałam mu tego misia. - Nigdy nie myślałam, że będę mogła złożyć Ci życzenia osobiście. Ale teraz będzie tak spontanicznie, więc z okazji urodziny życzę Ci zdrowia, szczęścia, wielu przyjaciół i fanów. Jesteś wyjątkowy. Pamiętaj o tym. Chcę Ci również życzyć wielu goli i asyst. Zawsze będziesz moim idolem niezależnie co się wydarzy. Wszystkiego najlepszego. Uwielbiam Cię. - złożyłam mu te życzenia.
- Dziękuje Ci bardzo. Jesteś taka kochana. - przytulił mnie mocno. - Nie musiałaś mi tego kupować. - uśmiechnął się lekko. - Chodź zrobię Ci herbaty. - zaprowadził mnie do kuchni.
- Wolę coś do jedzenia, bo od rana zjadłam tylko kanapkę. - powiedziałam siadając na krześle.
- Właśnie gotowałem spaghetti. Chcesz? - zapytał.
- Jasne. Zjem wszystko co mi dasz. - zaśmiałam się.
- Proszę. - podał mi talerz pełen spaghetti i usiadł ze swoim na przeciwko mnie.
- Siema stary! Wszystkiego najlepszego! - wszedł bez pukania jakiś chłopak. Wysoki, ciemny brunet. To pewnie jakiś Jego przyjaciel. - Ooo a Ciebie to nie znam. - zwrócił się do mnie.
- Klaudia jestem. - podałam mu dłoń.
- A ja Mauro. - uśmiechnął się. - Ej Ty jesteś ta Klaudia Ramsey. Alexis mi ciągle o Tobie gada. Już mam go dosyć. - wygadał się.
- Weź się zamknij. - syknął Alexis, a ja się zarumieniłam.
- No taka prawda. Ciągle Klaudia to, Klaudia tamto. - zaśmiał się.
- Ale ja Ci przyjebie. - stwierdził Alexis śmiejąc się. Nie wiedziałam czy się na Niego zdenerwował czy nie. Mój telefon zaczął wibrować. Przyszedł mi SMS. Od razu odblokowałam go. Dostałam SMS'a od Poldiego. "POGODZILI SIĘ! :)"
- Pogodzili się! - wrzasnęłam i przytuliłam się do Sancheza całując go w policzek.
- No to super. - mocno mnie przytulił. - Ciemno już za oknem w sumie. Odprowadzić Cię? - spytał.
- Jeśli to nie problem. - odparłam i wyszliśmy z Jego willi. Podprowadził mnie pod same drzwi. Pożegnał się i weszłam do domu. W przedpokoju stała mama.
- Gdzie byłaś? - spytała.
- Dać prezent Alexisowi. Ma dzisiaj urodziny. Nie bój się nie zrobiłam nic głupiego. Kupiłam mu misia. - odpowiedziałam śmiejąc się. Ta jej obawa mnie już po prostu śmieszyła.
- On może mieć praktycznie wszystko, a Ty mu kupiłaś misia? - spojrzała na mnie jak na głupią.
- Jemu się spodobało. - odparłam i poszłam na górę. Zmyłam makijaż oraz wzięłam szybki prysznic. Chciało mi się spać, więc się położyłam. Nagle przyszło mi coś na direct na instagramie. Od razu odczytałam. Alexis wysłał mi swoje zdjęcie z tym misiem. "Jest cudowny. Na prawdę Ci dziękuje. <3" dopisał do Niego. "Nie ma za co. Czego się nie robi dla najlepszego przyjaciela, a zarazem faceta pod słońcem.. :* " Sama nie wiem czemu mu tak odpisałam. Wyłączyłam internet i zasnęłam.

sobota, 19 grudnia 2015

Rozdział 8 - "Pa Maleńka."

TRZY TYGODNIE PÓŹNIEJ.. 
Dzisiaj przylatują rodzice! Odliczałam długo do tego dnia. Ogólnie przez te trzy tygodnie sporo się zmieniło. Dowiedziałam się o Alexisie wszystkiego, dosłownie wszystkiego. Ale nie widziałam się z nim od kilku dni. Miał jakieś swoje sprawy. Z Jackiem nawiązałam przyjaźń. Jakoś to znoszę, że On ciągle opowiada mi jakbym to świetnie wyglądała z Sanchezem. Nie śpię już chyba od 5;30. Co jest bardzo dziwne u mnie. Ogólnie to pracuje teraz jako jeden z fotografów w Arsenalu. Robię zdjęcia chłopakom na treningu, meczu, w szatni. W sumie dobre są z tego pieniądze. Zawsze widziałam się w roli modelki, a tutaj robię zdjęcia. Nie do pomyślenia normalnie. Siedziałam w mojej "piżamie" czyli w ogromnej koszulce, którą kiedyś dostałam od kumpla oraz pod kocem Alexisa i oglądałam telewizję. Poldi natomiast pichcił coś w kuchni. Zaczął dzwonić dzwonek do drzwi.
- Klaudynka! Otwórz, bo ja nie dam rady. - krzyknął Lukas.
- Dobrze. - odkrzyknęłam i wyszłam do przedpokoju. "Ciekawe kto to" pomyślałam sobie i otworzyłam. Przede mną stał uśmiechnięty Alexis.
- Cześć Młoda. - przywitał się.
- Hej. - odpowiedziałam. - Wchodź. - wpuściłam go do domu.
- Gdzie Poldi? - spytał.
- Gotuje coś w kuchni. - odparłam i weszłam z Nim do niej.
- Siema kucharzyku. - zaczął śmiać się Chilijczyk. - Co tam gotujesz? - zajrzał do garów.
- No elo, obiad dla moich gości. - odparł. - Ty zostajesz z Nią, a ja po nich jadę. A i zostaniesz na obiedzie, wpadnie jeszcze Santi, ale to później. - rozgadał się.
- Zostać z Klaudią, zostanę, ale czy na obiedzie.. Trochę się boję. Nie chcę się zatruć. - wytknął mu język.
- Zobaczysz, jak będzie Ci smakować. - zaczął się śmiać. - A Ty byś się ubrała. Gościa mamy jakbyś nie zauważyła. - zwrócił się do mnie.
- Po co ma się przebierać, jak niedługo znowu to ściągnie? - wybuchł śmiechem. - Prawda Młoda?
- Oczywiście. - zaśmiałam się. Poldi spojrzał się na nas jakby wziął to na serio.
- To jak przyjedzie jej matka to powodzenia Ci życzę. Będziesz uciekał w podskokach. - zaczął się śmiać. - Dobra, ja będę jechał. Wrócę za jakieś dwie godziny, jak nie będzie korków. - oznajmił myjąc ręce.
- Okej, to jedź i nie przeszkadzaj nam już. - zaśmiał się Sanchez obejmując mnie w pasie.
- Grabisz sobie, grabisz. - stwierdził rozbawiony i zabierając kluczyki wyszedł z domu.
- Weź po co tak przy nim gadasz? - zapytałam.
- Przecież on wie, że sobie żartuję. - uśmiechnął się lekko. - A teraz idź się jakoś ubierz, bo boję się twojej mamy. - nakazał mi.
- Okeej. - powiedziałam i pobiegłam na górę. Stanęłam przed szafą. Wybrałam leginsy i moją ulubioną bluzę z adidasa. Od razu się przebrałam i usiadłam przy toaletce. Pomalowałam i zaczęłam wypełniać sobie brwi i do pokoju wszedł Alexis i rozwalił się na łóżku.
- Nie maluj się. - zaczął narzekać.
- Przecież tylko robię brwi i maluję rzęsy. - wytknęłam mu język odwracając się do Niego. A On wybuchł śmiechem.
- Zostań tak. - mówił przez śmiech, bo miałam tylko jedną brew podkreśloną.
- Spierdalaj. - pokazałam mu środkowy palec i dokończyłam szybko mój makijaż.
- Co powiedziałaś? - wstał z łóżka i zaczął mnie łaskotać.
- A..aa..alexis przestań.. - nie mogłam nic z siebie wydusić.
- Nie. - dalej mnie łaskotał. Wyplątałam się z jego ramion i zaczęłam uciekać. Ganialiśmy się chyba po całym domu. Po kilku minutach zmęczyłam się i usiadłam na kanapie. - Już wymiękasz? - zaczął się śmiać.
- Kto wymiękł ten wymiękł. - wytknęłam mu język i praktycznie położyłam go na sofie łaskocząc.
- Przestań. - mówił przez śmiech.
- Nie. - odparłam.
- Proszę... Skarbie.. - zaczął mnie prosić.
- Niech Ci będzie. - przestałam, ale dalej na nim leżałam.
- Mam takie pytanie. - stwierdził.
- Pytaj o co chcesz. - uśmiechnęłam się.
- Bo dzień przed wigilią jest takie przyjęcie dla piłkarzy klubu i czy poszłabyś tam ze mną? - spojrzał na mnie z nadzieją w oczach.
- Z chęcią bym poszła. - odpowiedziałam, a ten przytulił mnie.
- To super. - lekko się uśmiechnął.
- Ale nie wiem czy ja tam pasuje.. Pewnie one wszystkie to takie szprychy, że dziwnie będę się czuła wśród nich.. - stwierdziłam.
- Nie będziesz tam sama. Colleen też będzie. - pocieszył mnie. - Jeśli jej nie poznałaś, to od razu Ci mówię, że jest okej. Da się z nią porozmawiać. Zresztą Aaron pewnie was ze sobą zapozna. - rozgadał się.
- Okej, okej. - odpowiedziałam i zaczęłam ziewać.
- Chyba chce Ci się spać. - stwierdził. - O której wstałaś?
- Gdzieś po piątej.. Nie mogłam spać. - odparłam, a On włączył telewizor.
- Kładź się. - nakazał, a ja przytuliłam się do Niego, po czym on przykrył mnie kocem i objął ramieniem. Było mi tak cieplutko, że od razu zasnęłam.
                                   ***
- Ej Młoda obudź się.. - szturchnął mnie lekko.
- Jeszcze pięć minut mamusiu.. - wymamrotałam.
- Przed mamusią to się będziesz zaraz tłumaczyć dlaczego na mnie leżysz. - zaśmiał się.
- Co?? - ocknęłam się od razu.
- Lukas do mnie napisał, że już wjeżdżają w naszą dzielnicę. - wytłumaczył.
- Boże przepraszam. - podniosłam się i poprawiłam fryzurę zabierając przy tym jemu telefon.
- Bogiem nie jestem. Wystarczy Skarbie. - zaczął się śmiać.
- Bardzo śmieszne. - wytknęłam mu język, - Jak wyglądam?
- Jak zawsze idealnie. - popatrzył na mnie z tym swoim błyskiem w oku.
- Jesteśmy! - krzyknął Poldi. - I co nie zmajstrowałeś Jej żadnego dzieciaka? - zaczął śmiać się do Alexisa.
- Nie słuchaj go mamo. On jakiś przyćpany od rana jest. - zaczęłam się śmiać. - Hej, miło Cię widzieć. - przytuliłam się do Niej.
- Tęskniłam. - odwzajemniła mój uścisk. Koło mnie stanął Alexis.
- Czekaj, czekaj. - wskazała na Niego palcem. - Ty jesteś tym, no.. Ty jesteś Alexis Sanchez. - zaczęła się śmiać.
- Miło mi panią poznać. - ucałował Jej dłoń.
- A kim Pan dla Niej jest? - zapytała.
- Przyjacielem. - objął mnie, a ja poczochrałam mu Jego grzywkę.
- Klaudia! - krzyknęli moja siostra i brat cioteczny.
- Aaalexis.. - wydukał Olivier stojąc przed Nim.
- To Twój chłopak? - zapytała Marie.
- Prawie. - odpowiedział jej Alexis.
- Ale Ty głupi jesteś. - zaczęłam się śmiać.
- Cześć córeczko! - krzyknął tata.
- Hej, hej. - przytuliłam go.
- Jestem Alexis Sanchez. - przedstawił się.
- Tata Klaudii. - podał mu dłoń.
- Witam wszystkich! - wszedł do domu Santi. Usiedliśmy do stołu. Oczywiście Alexis koło mnie, a moi rodzice na przeciwko nas. Poldi nałożył każdemu jedzenie.
- No to zobaczymy co Ty tutaj nagotowałeś. - zaśmiałam się.
- Ej dobre. Poldi sorry, że Cię zbyt pochopnie oceniłem. - powiedział z uśmiechem Alexis.
- Ile ma Pan lat? - spytał mój tata. Boshh.. On zawsze z czymś wypali.
- Już jutro dwadzieścia siedem. - odpowiedział mu.
- Yhym.. - odparł.
- Ej papuszki nierozłączki. Wymyśliliście już coś? - zapytał na cały dom Santi.
- Tak. - stwierdził Alexis.
- Nie. - powiedzieliśmy w tym samym czasie. - Pogadamy o tym później. - stwierdziłam spoglądając na Santiego.
- Papuszki nierozłączki? Dlaczego tak? - zapytała mama.
- Oj odkąd Klaudia tutaj jest to spędzają ze sobą czas. Ciągle razem. Zakupy, spacery, na treningu w piłkę grają.. Jakby mogli to zamieszkaliby razem. - wyjaśnił z uśmiechem.
- Bez przesady.. - skarcił go Sanchez, a ja spojrzałam na Cazorlę z tak jakbym go chciała zabić i już więcej się nie odezwał. Zjedliśmy do końca obiad i mama stwierdziła, że jest zmęczona i chce się położyć. Zaprowadziłam ją na górę do pokoju po czym wróciłam na dół.
- A Ty nie masz żadnej dziewczyny? - spytał mój tata. A ja schowałam się za ścianą aby mnie nie widzieli.
- Już nie mam. Od kilku miesięcy. - odpowiedział mu Sanchez.
- Okej. - już dalej nie pytał bo weszłam do salonu i połaskotałam Alexisa po "boczkach".
- O już wróciłaś. - odwrócił się do mnie.
- No wróciłam. - uśmiechnęłam się do Niego i podeszłam do Poldiego. - Chodź na moment. - odeszłam od nich.
- Co jest? - spytał.
- Po pierwsze weź coś powiedz ojcu, żeby nie wypytywał tak Alexisa, a po drugie mam do chłopaków sprawę w kwestii Aarona, więc zabierz Jego i dzieciaki na spacer czy coś. Proszee.. - wyjaśniłam.
- Okej. - uśmiechnął się i wróciliśmy do reszty. - Kevin idziemy na spacer? - zapytał mojego ojca.
- A goście? Kto z nimi zostanie? - wskazał na chłopaków.
- Klaudia się nimi zajmie. - stwierdził. - Olivier, Marie! Idziemy na spacer. - zawołał ich.
- A gdzie wujku? - zapytała moja młodsza siostra. - Pójdzie z nami Alexis?
- A do parku. I nie pójdzie, bo musi tutaj zostać. - odpowiedział jej. - Wrócimy niedługo. - dodał i wyszli.
- Chodźmy na górę do mnie. - zawołałam ich zabierając z salonu koc. Weszłam do pokoju oczywiście ostatnia, bo oni wepchali się przede mną. Alexis rozwalił się na moim łóżku, a Santi usiadł sobie kulturalnie na fotelu. Rzuciłam w Sancheza kocem, a ten go złapał i okrył się nim.
- Ale masz wygodne to łóżko. - stwierdził, kiedy usiadłam tuż obok Niego.
- Twoje jest o wiele wygodniejsze. - zaśmiałam się.
- Te sprawy zostawcie sobie na później. - zaczął. - Teraz co robimy jutro?
- No właśnie ja wpadłem na super pomysł. - powiedział z dumą Chilijczyk.
- Dawaj, mów.
- No więc tak.. Złożymy jutro Aaronowi niezapowiedzianą wizytę, no i zaprosimy tutaj. On chyba nie wie, że oni są tutaj, więc będzie okej. - opowiedział. - Tylko żebyś się mu nie wygadał. - zwrócił się do Cazorli.
- Dobra nie wygadam się. - powiedział. - Tylko jak oni zareagują jak zobaczą go wchodzącego do domu? - zadał bardzo dobre pytanie. Oboje spojrzeliśmy na Alexisa, a ten siedział przytulony do misia i spoglądał na nas. Wyglądał tak słodko. Wyciągnęłam telefon i zrobiłam mu zdjęcie. Jutro ma urodziny, więc już wiem co mu kupię.
- No więc ktoś będzie musiał ich wyciągnąć z domu i nie wiem pójdą na spacer czy coś. - zaczął coś wymyślać.
- A o której byś tak wpadł z Klaudią do Aarona? Bo oczywiście wiem, że ja ich będę musiał wyciągnąć. - spytał.
- Najlepiej po treningu. - spojrzał na mnie, a ja na Niego.
- Nie mogę po treningu. - oznajmiłam.
- Dlaczego? - zapytali w tym samym czasie.
- Bo muszę załatwić ważną sprawę. - wyjaśniłam.
- Okej, a ile Ci to zajmie?
- Gdzieś koło dwóch godzin.. - odpowiedziałam im.
- No to po 14;00 będę po Ciebie z Santim i pójdziemy po Niego. - uśmiechnął się do mnie Alexis.
- Okej. - zgodziłam się.
- Hej, już późno, Klaudia powinna już spać. Nie chce was wyganiać. - weszła do pokoju mama.
- No to my już idziemy. - stwierdził Santi. - Pa Klaudia. - pomachał mi i czekał aż Alexis zwlecze się z łóżka.
- Pa Maleńka. - powiedział dość głośno i dał mi buziaka w policzek, na co ja się zaczerwieniłam.
- Do jutra. - odpowiedziałam mu i wyszli. Mama spojrzała na mnie z jakimś wyrzutem..
- Czy Ciebie coś z Nim łączy? - zapytała. I po co jej to wiedzieć?
- Nie.. - powiedziałam spoglądając na pościel.
- Kłamiesz. - stwierdziła.
- Nie kłamię! - wrzasnęłam wręcz. - Przepraszam, nie chcę się z Tobą kłócić. - powiedziałam już stonowanym głosem.
- Dobra weź. - powiedziała i wyszła. Zabrałam piżamę i bieliznę z szafy i wyszłam się wykąpać. Zrobiłam to dość szybko i wróciłam do pokoju. Położyłam się na łóżku i wzięłam do ręki telefon. Chciałam sobie nastawić budzik, ale przyszły mi dwa SMS. Pierwszy od Jacka "Hej to jutro po treningu jedziemy do tej galerii? Już wiesz co mu kupisz?" Odpisałam mu tak : "Hejka, tak! Wiem, wiem. Wpadłam na super pomysł. Wydaje mi się, że mu się spodoba! :)" Natomiast ten drugi był od Alexisa. Byłam ciekawa co napisał. Szybko go odczytałam. "Twoja mama jest chyba do mnie sceptycznie nastawiona. :/ Mam nadzieję, że mnie polubi. Do zobaczenia jutro. Słodkich snów Ślicznotko! ;*" Jak przeczytałam zakończenie tego SMS'a to zrobiło mi się ciepło na sercu. Z uśmiechem zabrałam się za odpisywanie. "Po prostu Cię jeszcze dobrze nie poznała. Niedługo zmieni o Tobie zdanie. Kolorowych Przystojniaku. :* " Chwilę zastanawiałam się nad wysłaniem tego, ale co mi szkodzi. Nacisnęłam "Wyślij" i poszło. Nastawiłam sobie jeszcze budzik i odpłynęłam.