piik piik piik
Obudził mnie dzwoniący mi nad głową budzik. Wstałam i zastanawiałam się w co się ubrać. Wybrałam czarne spodnie i szary sweterek. Zabrałam ciuchy i poszłam do łazienki. Wykonałam poranną toaletę i przebrałam się we wcześniej wybrane ciuchy. Wróciłam do pokoju i wykonałam mój codzienny makijaż. Założyłam jeszcze skarpetki, po czym zabierając telefon zeszłam na dół do kuchni. Tradycyjnie siedział sobie w niej Lukas i czekał na mnie.
- A rodzice jeszcze śpią? - zapytałam jedząc kanapkę zrobioną przez mojego wujaszka.
- Tak, napisałem im kartkę, że będziemy na treningu. - odpowiedział.
- Okej, w takim razie jedziemy. - wstałam od stołu i położyłam do zlewu nasze talerze. Poldi zabrał swoją torbę treningową i ubrał się. Weszłam za nim do przedpokoju i założyłam kurtkę oraz moje ulubione czarne maxy. - Wyglądamy tak świetnie, że pasowałoby zrobić fotkę. - zaśmiałam się.
- Okej. - Zrobił głupią minę i zrobiłam nam fotkę w lustrze, po czym wyszliśmy do samochodu i odjechaliśmy. Wstawiłam to zdjęcie na instagrama z dopiskiem "Tajni agenci normalnie! :D #family #bestuncle "
- Wiesz co, boję się, że mamie nie podoba się ten cały pomysł abym tutaj została.. W ogóle jest tak bardzo sceptycznie nastawiona do Alexisa, że nawet On sam to zauważył. Ja nie chcę wracać do Polski. - powiedziałam mu o swoich obawach.
- Młoda nie bój żaby. - pocieszył mnie, jak to zawsze On. - Nigdzie nie wyjedziesz. Nie puszczę Cię, a chłopaki i w szczególności Alexis tym bardziej. Fajnie mi się z Tobą mieszka. Przynajmniej mam co robić. - dodał.
- Jesteś kochanym wujaszkiem. - uśmiechnęłam się do Niego.
- No wiem. - zaśmiał się kiedy parkował pod ośrodkiem.
- A i po treningu jadę z Jackiem kupić prezent dla Alexisa. Tylko proszę Cię nie wygadaj mu się. Błagam. - zaczęłam go prosić.
- Dobra przyrzekam, że się nie wygadam. - odparł i udaliśmy się w stronę ośrodka. Oczywiście spóźnieni.
***
Dwie godziny później trening się skończył i od razu z Jackiem szybko wyszliśmy z ośrodka, po czym odjechaliśmy do jednej z galerii handlowych.
- To gdzie najpierw idziemy? - zapytał. - Co w ogóle chcesz mu kupić?
- Do smyka. Chciałabym mu kupić Misia. Będzie miał po mnie miłą pamiątkę. - odpowiedziałam mu.
- Pamiątkę? - spojrzał na mnie dziwnie.
- Nie mów nikomu, ale boję się, że mojej mamie nie spodoba się ten mój pobyt w Londynie. Rozmawiałam z Poldim na ten temat i pocieszał mnie, że nigdzie mnie nie puści i tak dalej. - powiedziałam mu o tym.
- Nigdzie nie wyjedziesz. - powiedział stanowczo i udaliśmy się do Smyka. Wybrałam takiego ogromnego, brązowego misia i udaliśmy się do kasy. Zapłaciłam za Niego, po czym Jack odwiózł mnie do domu. Wzięłam tego misia i weszłam do domu.
- Klaudyna i co kupiłaś? - wyszedł do przedpokoju Poldi.
- Misia. - uśmiechnęłam się i zaniosłam go do pokoju, po czym wróciłam do kuchni.
- Kochanie musimy porozmawiać. - weszła do kuchni mama.
- O czym? - zapytałam od razu. Czyli moje obawy się potwierdziły.
- Chodzi o to, że chciałabym abyś po świętach wróciła z nami do Polski. - oznajmiła.
- Sorry siostra, ale Ona jest tutaj grzeczna. Super sobie radzi, świetnie mi się z Nią mieszka. Nie puszczę jej. A w chłopaki tym bardziej, szczególnie Alexis. - od razu się wtrącił. Ogólnie denerwuje mnie to jak ktoś się wtrąca, ale za to się wcale nie denerwuje.
- Właśnie, Alexis. - powiedziała ze zmartwieniem.
- Mamo przestań. Przyjaźnimy się po prostu. - odparłam ze łzami w oczach. - Proszę Cię mamo. Ja się tutaj czuję bardzo dobrze. Nie chce wracać do Polski. - zaczęłam ją prosić.
- Dobra, niech Ci będzie. Widzę, że nic tutaj nie zdołam. - stwierdziła.
- Dzień dobry! - wszedł uśmiechnięty Alexis.
- Witam. - powiedział ucieszony Santi. - Ja wraz z Lukasem zaplanowaliśmy dla was wszystkich darmowe oprowadzanie po okolicy. - oznajmił im.
- A Klaudia i Alexis? - spytała spoglądając na nas.
- My teraz idziemy załatwić ważną sprawę. - powiedziałam i wyszliśmy.
- Teraz to już bardziej mnie nie lubi. - zaczął się śmiać kiedy szliśmy do Aarona.
- Weź, bez przesady. - pocieszyłam go, a ten zapukał do drzwi.
- Alexis, Klaudia! Nie spodziewałem się was tutaj. Wchodźcie. - wpuścił nas. - To jest moja narzeczona Colleen. - przedstawił mi ją.
- Jestem Klaudia. Siostra Aarona. - uścisnęłam jej dłoń.
- Miło mi Cię poznać. Dużo o Tobie słyszałam. - uśmiechnęła się.
- My tutaj po was przyszliśmy i idziemy do Poldiego. - oznajmił im Alexis.
- No to my w sumie gotowi. Więc chodźmy. - zaśmiał się Aaron i wyszliśmy ponownie do nas.
- Siadajcie na kanapie. - zaprowadziłam ich do salonu. - Kawy, herbaty? - zapytałam z grzeczności.
- Soku. - odparła moja przyszła bratowa. Poszłam do kuchni i nalałam do szklanek soku, po czym wróciłam z nimi i podałam je Colleen, Aaronowi i Alexisowi. Usiadłam sobie na fotelu na przeciwko ich i się im przyglądałam. Chciałam im o tym powiedzieć, że rodzice już są, ale nie wiedziałam jak.
- Klaudia chyba chce wam coś powiedzieć. - powiedział Alexis, aby mnie zachęcić.
- Głównie Aaronowi, bo nie wiem czy Colleen o tym wie. - oznajmiłam. Narzeczona mojego brata spojrzała na Niego pytająco.
- Mów. - odparł stanowczo.
- Rodzice przyjechali. - szybko powiedziałam.
- Co? O nie.. Ja wracam do domu. - chciał wstać z kanapy.
- Obiecałeś mi coś. - spojrzałam na Niego ze łzami w oczach.
- Zostań tutaj. - powiedziała Colleen widząc, że jestem smutna.
- Niech wam będzie. Nie chcę, żebyś przeze mnie płakała. - zwrócił się do mnie. Po chwili rozległ się dźwięk otwierających się drzwi. Boję się trochę. Do pokoju wszedł Santi.
- To ja już będę szedł. Do jutra Młoda. Pa Colleen. - pożegnał się ze mną i dziewczyną brata. - Narazie stary. - podał rękę mojemu bratu i wraz z Santim wyszli.
- Ja chyba nie dam rady. - stwierdził Aaron.
- Dasz radę. To nie będzie takie trudne. - uśmiechnęłam się do Niego. Do salonu wszedł Poldi i usiadł na boku mojego fotela.
- Ej to była ta sprawa, co miałaś załatwić z Alexisem? - szepnął mi do ucha, a ja pokiwałam głową.
- Aaron! - krzyknęła wręcz mama, kiedy weszła do salonu.
- Cześć mamo. - wstał i ją przytulił.
- Czy Ty już całkiem zwariowałaś? Czego się tak drzesz? - wszedł tata. Kiedy Go zobaczył w ogóle nie zareagował. Zachował się tak, jakby był dla Niego jakimś nieznajomym.
- Wy sobie tutaj porozmawiajcie, a ja mam do załatwienia coś bardzo ważnego. - oznajmiłam i poszłam na górę. Zabrałam tego ogromnego misia i wyszłam z domu. Alexis mieszkał kilka domów dalej ode mnie więc przeszłam się kawałek. Ludzie patrzyli na mnie i zastanawiali się pewnie skąd go mam. Kiedy już stanęłam pod furtką otworzyłam ją i weszłam na podwórko. Zadzwoniłam dzwonkiem do drzwi i schowałam misia za siebie.
- Pogodzili się? - zapytał kiedy otworzył drzwi.
- Nie wiem. - odpowiedziałam i weszłam do środka.
- Okej. - powiedział i wszedł za mną do salonu.
- To dla Ciebie. Nie wiedziałam co Ci kupić, a tak będziesz miał miłą pamiątkę przynajmniej. - dałam mu tego misia. - Nigdy nie myślałam, że będę mogła złożyć Ci życzenia osobiście. Ale teraz będzie tak spontanicznie, więc z okazji urodziny życzę Ci zdrowia, szczęścia, wielu przyjaciół i fanów. Jesteś wyjątkowy. Pamiętaj o tym. Chcę Ci również życzyć wielu goli i asyst. Zawsze będziesz moim idolem niezależnie co się wydarzy. Wszystkiego najlepszego. Uwielbiam Cię. - złożyłam mu te życzenia.
- Dziękuje Ci bardzo. Jesteś taka kochana. - przytulił mnie mocno. - Nie musiałaś mi tego kupować. - uśmiechnął się lekko. - Chodź zrobię Ci herbaty. - zaprowadził mnie do kuchni.
- Wolę coś do jedzenia, bo od rana zjadłam tylko kanapkę. - powiedziałam siadając na krześle.
- Właśnie gotowałem spaghetti. Chcesz? - zapytał.
- Jasne. Zjem wszystko co mi dasz. - zaśmiałam się.
- Proszę. - podał mi talerz pełen spaghetti i usiadł ze swoim na przeciwko mnie.
- Siema stary! Wszystkiego najlepszego! - wszedł bez pukania jakiś chłopak. Wysoki, ciemny brunet. To pewnie jakiś Jego przyjaciel. - Ooo a Ciebie to nie znam. - zwrócił się do mnie.
- Klaudia jestem. - podałam mu dłoń.
- A ja Mauro. - uśmiechnął się. - Ej Ty jesteś ta Klaudia Ramsey. Alexis mi ciągle o Tobie gada. Już mam go dosyć. - wygadał się.
- Weź się zamknij. - syknął Alexis, a ja się zarumieniłam.
- No taka prawda. Ciągle Klaudia to, Klaudia tamto. - zaśmiał się.
- Ale ja Ci przyjebie. - stwierdził Alexis śmiejąc się. Nie wiedziałam czy się na Niego zdenerwował czy nie. Mój telefon zaczął wibrować. Przyszedł mi SMS. Od razu odblokowałam go. Dostałam SMS'a od Poldiego. "POGODZILI SIĘ! :)"
- Pogodzili się! - wrzasnęłam i przytuliłam się do Sancheza całując go w policzek.
- No to super. - mocno mnie przytulił. - Ciemno już za oknem w sumie. Odprowadzić Cię? - spytał.
- Jeśli to nie problem. - odparłam i wyszliśmy z Jego willi. Podprowadził mnie pod same drzwi. Pożegnał się i weszłam do domu. W przedpokoju stała mama.
- Gdzie byłaś? - spytała.
- Dać prezent Alexisowi. Ma dzisiaj urodziny. Nie bój się nie zrobiłam nic głupiego. Kupiłam mu misia. - odpowiedziałam śmiejąc się. Ta jej obawa mnie już po prostu śmieszyła.
- On może mieć praktycznie wszystko, a Ty mu kupiłaś misia? - spojrzała na mnie jak na głupią.
- Jemu się spodobało. - odparłam i poszłam na górę. Zmyłam makijaż oraz wzięłam szybki prysznic. Chciało mi się spać, więc się położyłam. Nagle przyszło mi coś na direct na instagramie. Od razu odczytałam. Alexis wysłał mi swoje zdjęcie z tym misiem. "Jest cudowny. Na prawdę Ci dziękuje. <3" dopisał do Niego. "Nie ma za co. Czego się nie robi dla najlepszego przyjaciela, a zarazem faceta pod słońcem.. :* " Sama nie wiem czemu mu tak odpisałam. Wyłączyłam internet i zasnęłam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz