- Klaudusiu masz gościa. - powiedział Lukas.
- Jak się zastanowisz i wszystko przemyślisz to się odezwij. - powiedziałam Aaronowi. - Ja idę, wrócę potem. - pożegnałam się z nimi i poszłam do przedpokoju.
- Hej. - uśmiechnął się do mnie Chilijczyk.
- Cześć. - odpowiedziałam mu zakładając buty. - Możemy iść. - uśmiechnęłam się i wyszliśmy. Sanchez ciągle mnie obserwował. Trochę mi było niezręcznie. Nie wiedziałam o co mu chodzi. Głupio się czułam. - Czy ja mam coś na twarzy? Bo się tak przyglądasz. - wypaliłam bez zastanowienia.
- Przejrzyj się w telefonie. - powiedział i tak zrobiłam. O matko zapomniałam, że się kompletnie rozmazałam.
- O ja pierdole. - powiedziałam przeglądając się.
- Nie przeklinaj. - skarcił mnie. - Możemy zajść do mnie i się poprawisz, albo zmyjesz. Chyba mydłem się da, prawda? - zaproponował.
- Da się, da. - zaśmiałam się.
- No to idziemy do mnie. - powiedział stanowczo.
- Ale tylko na chwilę. - przypomniałam mu.
- Dobra, wyluzuj, przecież Ci nic nie zrobię. - zaśmiał się. - Chyba, że chcesz. - dodał.
- Nie chce. - powiedziałam bez wyrazu.
- Wow, jesteś pierwszą dziewczyną, która nie pcha mi się sama do łóżka. - powiedział.
- To źle? - spojrzałam na Niego.
- Bardzo dobrze. Przynajmniej szanujesz siebie. - uśmiechnął się skręcając do ogromnej bramy. Otworzył ją i weszliśmy na podwórze. - Idź, idź. - powiedział i wskazał na drzwi.
- Okej. - otworzyłam drzwi i wyskoczyły z nich dwa psy. Wiedziałam, że ma psy, ale widziałam je na zdjęciach jak jeszcze były małe. - Aaa... - schowałam się za nim i objęłam go w pasie. Wyglądało to głupio, ale on trzymał swoje dłonie na moich.
- Ej Młoda nie bój się ich. - zaczął się śmiać. - Atom! Humber! - zawołał ich i przybiegły.
- No w sumie nie są takie straszne. - zaczęłam się robić czerwona.
- To jest Humber. - wskazał na jednego z nich był bialutki. - A to Atom. - ten z kolei był złotawy. Pogłaskałam oba i chyba mnie polubiły. Najbardziej podobał mi się Atom. Był taki słodki i kochany.
- Fajne są. - uśmiechnęłam się do Niego.
- Dobra chodźmy do środka, zmyjesz się i możemy je wziąć na spacer. - powiedział i weszliśmy do środka. Tam było tak ślicznie.. Wszystkie kolory komponowały ze sobą. Po prostu idealny dom. - Chcesz coś do picia? - spytał.
- Nie.. - odpowiedziałam i rozglądałam się po Jego wielkiej willi. Jeju jak mi się tu podoba. - Pokarzesz mi gdzie łazienka? - zapytałam.
- Jasne. - uśmiechnął się i zaprowadził mnie na piętro. Było tam sporo pokoi. - A teraz takie pytanie. - zaśmiał się.
- No dawaj. - powiedziałam.
- Do którego pokoju zajrzałabyś najpierw? - wskazał na korytarz pełen pokoi.
- Moment. - przeszłam się po korytarzu. - Do tego. - wskazałam na pokój na końcu korytarza.
-To moja sypialnia. - zaczął się śmiać.
- Hah, no gdzie ta łazienka? - spytałam.
- Tutaj. - wskazał na drzwi na przeciwko Jego sypialni.
- Dziękuje. - oznajmiłam i weszłam do niej zamykając za sobą drzwi. Dlaczego On w tym domu musi mieć wszystko takie idealne? Stanęłam naprzeciwko umywalki. Znajdowało się nad nią ogromne lustro. Przejrzałam się w nim. O matko jak ja wyglądam. Ale On musiał mieć ze mnie ubaw. Szybko zmyłam moje resztki makijażu i wytarłam twarz cieplutkim i mięciutkim ręcznikiem. Powiesiłam ten ręcznik tam gdzie był i wyszłam z Niej. Koło drzwi czekał na mnie Sanchez.
- Po co się malujesz? - zapytał.
- Bo jestem brzydka. - odpowiedziałam mu schodząc na dół.
- Żartujesz sobie. - skarcił mnie. - Jesteś na prawdę śliczna. - spojrzał mi w oczy.
- Pewnie nie chcesz robić mi przykrości. - uśmiechnęłam się.
- Jestem szczerym człowiekiem. - powiedział poważnie.
- Niech Ci będzie. - machnęłam ręką. - Idziemy na ten spacer? - zapytałam.
- Jasne. - odpowiedział. - Którego chcesz prowadzić? - podał mi smycz.
- Tego złotego. - wskazałam na Atoma.
- Okej. - przypięłam smycz do Jego obroży i wyszliśmy. Ja z Atomem, on z Humberem.
- Ale On jest słodki. Strasznie mi się podoba. - zaczęłam mówić kiedy zbliżaliśmy się do parku.
- Szkoda, że o mnie tak nie mówisz. - udawał smutnego.
- Ty też. - powiedziałam bez zastanowienia. Co ja w ogóle gadam.
- Jak miło. - zaśmiał się. - A tak w ogóle jeśli mogę spytać. - zaczął.
- Pytaj o co chcesz. - powiedziałam.
- No więc.. - podrapał się po głowie. Widać było, że jest mu niezręcznie o to pytać. - Kim tak właściwie jest dla Ciebie Lukas? - wreszcie zapytał. - Na pewno nie bratem, bo Aaron jest Twoim bratem. - dodał.
- Ech.. - westchnęłam. - Wujkiem. - odparłam. - A dokładniej bratem mojej mamy. - dodałam po chwili, żeby nie zadawał głupich pytań.
- Okej. To teraz już wszystko rozumiem. Prawie. - odpowiedział i się uśmiechnął.
- A jeśli mógłbym spytać.. Dlaczego nie wiedziałaś się tyle ze swoim bratem? - był trochę zakłopotany.
- Mogę Ci ufać? - chciałam się upewnić.
- W stu procentach. - przytulił mnie lekko i usiedliśmy na ławce, a Atom koło mnie.
- Ja sama się dzisiaj dowiedziałam.. - posmutniałam. - Więc, On kłócił się z rodzicami, ciągle był tym "najgorszym" jak to On twierdzi i miał tego dość. - wytłumaczyłam szybko.
- I tylko dlatego? Tak?
- No w sumie tylko dlatego. - odpowiedziałam.
- A nie chce się z nimi pogodzić czy coś?
- Wiesz co, dzisiaj mu to proponowałam, ale stwierdził, że nie wie czy jest gotowy. - zrobiłam się mega smutna.
- Nie smuć się. Aaron to dobry chłopak. Przemyśli wszystko i się pogodzą. - objął mnie ramieniem.
- Wiesz co lepiej mnie nie obejmuj w miejscu publicznym. Nie chce być "nową panią Sanchez". Twoja dziewczyna by mnie zabiła. - zaczęłam się śmiać.
- Nie mam dziewczyny. - powiedział oglądając swoje buty.
- A ta Laia? To przez Nią wtedy przestałam się tak Tobą interesować. - rozgadałam się. W ogóle nie rozumiem dlaczego ja mu to wszystko mówię. Pewnie sobie pomyśli "jakaś psychiczna"
- Ech. - westchnął.
- Mi możesz powiedzieć wszystko. - dodałam mu otuchy.
- Zdradziła mnie.. - zaczął. - A wiesz dlaczego? - schował twarz w dłoniach.
- Nie wiem. Aż się sama dziwię. - spojrzałam na Niego.
- Bo nie byłem dla Niej idealny w łóżku i za bardzo poświęcałem się piłce. - powiedział, a mnie zamurowało. Co za jakaś idiotka. - Od tamtej pory jej po prostu nienawidzę. - dodał.
- Na łóżku świat nie stoi. - lekko się uśmiechnęłam.
- Wiesz, każdy ma swoje priorytety. - odparł. - A jak już rozmawiamy o związkach.. To Ty pewnie masz chłopaka tam w Polsce. - albo mi się wydaje, albo posmutniał. Dziwne uczucie.
- Nie mam. - uśmiechnęłam się.
- Jak to? - zdziwił się.
- Żaden mnie do tej pory nie oczarował. - zaśmiałam się.
- Mhmm, no spoko. - odparł. - Opowiedz mi jeszcze coś o sobie. Chcę Cię lepiej poznać. - dodał.
- No to jak wiesz jestem Klaudia Ramsey. Jestem pół Polką, pól Walijką. Moja mama jest Polką. I bardziej w sercu mam Polskę, niż Walię. Mam 16 lat. - zaczęłam opowiadać.
- Wyglądasz na więcej. - uśmiechnął się.
- Heh, nie wiem co mam Ci jeszcze powiedzieć. - westchnęłam.
- Co lubisz robić? - zapytał.
- Chyba oglądać mecze i chodzić do kina. No i oczywiście na spacery. W Polsce zawsze spacerowałam sobie z kumpelą. - uśmiechnęłam się sama do siebie na to wspomnienie.
- A masz jeszcze jakieś rodzeństwo, zwierzątko? - chciał chyba wyciągnąć ze mnie jak najwięcej.
- Mam siostrę młodszą. A no i od dwunastu lat psa Reksia. - zaśmiałam się.
- Ooo. - uśmiechnął się.
- A zapytam Cię o ważną rzecz. To znaczy dla mnie ważną. Dla Ciebie pewnie nie. - oznajmił.
- Pytaj. - powiedziałam.
- Dlaczego przez Laię przestałaś się mną interesować? - zadał pytanie którego się obawiałam. W ogóle po co ja mu to powiedziałam? Co ze mnie za człowiek.
- Dobre pytanie. - pochwaliłam go. - W sumie to sama nie wiem. Wtedy straciłam wszelkie nadzieję, że kiedykolwiek Cię spotkam. - wypaliłam z dość zaskakującą odpowiedzią.
- Okej. Ale spotkałaś i właśnie jesteś ze mną na spacerze. - zaśmiał się.
- Tego chyba bym nigdy się nie spodziewała. - zaczęłam się śmiać.
- Późno się trochę robi. - wstał z ławki i zrobiłam to samo. - Zbieramy się? - spytał.
- Oki. - powiedziałam i ruszyliśmy w stronę mojego domu. - Zapraszam do mnie. - powiedziałam.
- Chyba nie skorzystam. - zaśmiał się.
- Chodź i mnie nie denerwuj. - nakazałam mu i mnie posłuchał.
- Uparta jesteś. To w sumie dobrze. - szepnął mi do ucha.
- Oooo wróciłaś. - przyszedł wstawiony Lukas.
- Piłeś. - stwierdziłam.
- Piję. - poprawił mnie. - Z moim towarzystwem. - wskazał na chłopaków. - Tylko brakowało mojego najlepszego kumpla, którego mi zabrałaś. - zaczął się śmiać.
- Bardzo śmieszne. - powiedziałam.
- Siema ludzie. - poszedł sobie do salonu Alexis, a ja zostałam w przedpokoju z Jego psami.
- Atomek, Humberek. - zawołałam ich i weszli za mną do salonu.
- Co wy już na randce byliście? - wypalił z takim pytaniem Santi.
- Nie? - spojrzałam na Niego jakbym chciała go zabić i usiadłam koło Alexisa. Na kanapę wskoczył Humber i położył się za mną i koło mnie było jeszcze miejsce, na które wskoczył Atom i położył się na moich kolanach.
- Ale Cię polubiły. - stwierdził Hector.
- Ja ich też. - powiedziałam. - Alexiss.. - zwróciłam się do Chilijczyka.
- No słucham. - spojrzał mi w oczy.
- Mógłby Atom u mnie dzisiaj zostać. Proszę. - poprosiłam ładnie.
- Okej. - od razu się zgodził.
- Dziękuje. - uśmiechnęłam się. - Jutro rano Ci go przyprowadzę. - obiecałam.
- Luzik. - zaśmiał się.
- Sanchez od kiedy Ty tak dajesz każdemu swojego psa? - zaczął Olivier.
- Nie każdemu. - spojrzał na Niego.
- A komu zostawiłeś do tej pory chociażby jednego? - zapytał Theo.
- Bratu, mamie i w ogóle rodzinie i teraz Klaudii. - uśmiechnął się.
- Czuj się wyjątkowa. - zaśmiał się Danny.
- Już się taka czuję. - odparłam i chłopaki zaczęli gadać o zbliżającym się meczu. Nie wiedziałam zbytnio co im chodzi, bo już trochę bełkotali.
- Ale Ty jesteś taka śliczna. - westchnął Jack.
- Daruj sobie takie podrywy. - powiedziałam to po polsku, bo zapomniałam jak to powiedzieć.
- Nie wiem jak wy, ale ja się zbieram. - oznajmił Alexis.
- Ja też! - wrzasnął Santi wraz z Theo.
- I ja chyba też. - stwierdził Hector.
- Odprowadzę was do drzwi. - powiedziałam i wraz z Atomem zaprowadziłam Jego właściciela i brata z ich towarzyszami do drzwi. Atom bez problemu ze mną został, nawet nie uciekał. Wróciłam z nim do salonu i usiadłam sobie na fotelu, na którym siedział wcześniej Santi.
- Podobasz się Sanchezowi. - stwierdził Jack.
- To prawda. - potwierdził Olivier.
- Weźcie. - ochrzaniłam ich.- Ale taka prawda. Onieśmielasz go, a On onieśmiela Ciebie. - powiedział blondyn.
- Pasowalibyście do siebie. - rozmarzył się młody Francuz.
- Ale by było fajniee.. - zaczął bełkotać Poldi.
- Ty Łukasz to się zamknij. - syknęłam.
- Nie denerwuj się tak. Chłopaki mają rację. - spojrzał na mnie mój wujek.
- To my już będziemy spadać, bo jutro trening. - powiedział Olivier.- Prawda Jack?
- Ja bym tutaj jeszcze został. - spojrzał na mnie dość przystojny młody Anglik.
- Chyba śnisz. - zaczął śmiać się Francuz. - My lecimy papa. - pożegnał się ze mną i wyszli. Lukas zasnął na fotelu, a ja poszłam na górę z Atomem. Zostawiłam go w pokoju i poszłam wziąć prysznic. Szybko się umyłam i wróciłam do pokoju. Położyłam się na moim łóżku a Atom na moich nogach. Zrobiłam mu zdjęcie na snapa i zapisałam. Stwierdziłam, że jest ono tak śliczne, że dodam je na instagram i tak też zrobiłam. Opublikowałam to zdjęcie z dopiskiem "Atom :) #snapsave #dog #happy". Odłożyłam mój telefon podłączając go przy tym do ładowarki i zgasiłam światło. Nie mogłam kompletnie usnąć. Chłopaki mi namieszali w głowie. Gdzież on chciałby w ogóle na mnie spojrzeć.. Nie możliwe, że mu się podobam. W sumie za młoda dla Niego pewnie jestem. Woli starsze. Byłam tak zmęczona dzisiejszym dniem. Jeszcze więcej wrażeń niż wczoraj, że zasnęłam...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz