- A Ty skąd się tu wzięłaś? - zapytał jakby zobaczył ducha.
- Wyszłam o 5;30 z Atomem na spacer i postanowiłam go zaprowadzić, no i mi się przysnęło u Alexisa. - odpowiedziałam.
- Ostatni raz taki numer. - zagroził mi. - Mogłaś mi chociaż karteczkę napisać. Byłem pewny, że jeszcze śpisz u siebie i miałem Cię budzić. Przecież jakbym tam poszedł i Ciebie by nie było to dostałbym zawału, a potem jeszcze Twoja matka to by mnie chyba zatłukła. - powiedział zdenerwowany.
- Stary spokojnie, przecież Jej w żaden sposób nie skrzywdziłem. - zaśmiał się Alexis.
- Ale to nie chodzi o to, po prostu tutaj często chodzą podejrzane typki i mogą jej coś zrobić, a przed szóstą jest ciemno. - odparł.
- Dobra, okej... - powiedziałam. - Dopiero zauważyłam, że mam Twój koc. Proszę. - chciałam mu go oddać.
- Jest dla Ciebie. - zaśmiał się.
- Okej, dzięki. - odparłam i ucałowałam Jego policzek.
- Takiego podziękowania, bym się nie spodziewał. - powiedział z uśmiechem.
- Młoda jedziesz z nami na trening? - spytał Lukas.
- I tak nie mam nic do roboty to pojadę. - powiedziałam i poszłam na górę się przebrać. Położyłam koc na łóżku i stanęłam przed szafą. Wyciągnęłam z niej białą bluzkę z rękawem 3/4 i jeansowe ogrodniczki oczywiście długie. Jak na listopad było tutaj bardzo ciepło. Założyłam je szybko, po czym wypsikałam perfumami i usiadłam na krześle przed lusterkiem. Wzięłam szczotkę i zaczęłam rozczesywać włosy. Podpięłam sobie grzywkę i pomalowałam rzęsy, po czym podkreśliłam swoje brwi. Założyłam moje superstary, odpięłam telefon od ładowarki i wychodząc z pokoju zabrałam czarny sweterek.
- Jest świetnie. - stwierdził Alexis.
- No dzięki. - zaśmiałam się.
- Co Ty jej tak słodzisz? Zakochałeś się? - zapytał go Lukas kiedy wsiadaliśmy do samochodu.
- Łukasz, weź przestań. - skarciłam go.
- No pytam się po prostu. - odparł mój wujaszek. Myślałam, że go tam zabiję.
- Nie odpowiadaj mu. - nakazałam Alexisowi.
- Ech. - westchnął Chilijczyk uśmiechając się lekko.
- A Ty masz w łeb. Nie zrobie Ci kolacji. - zagroziłam Poldiemu.
- Zobaczymy. - zaczął się śmiać.
- śmiej się śmiej. - odgryzłam mu się i dojechaliśmy do ośrodka. Wysiadłam z samochodu i czekałam, aż chłopcy wyciągną swoje rzeczy. Alexis szedł przede mną i odruchowo złapałam go lekko za rękę. Zawsze tak sobie spacerowałam z koleżanką. Ten odwrócił się i do mnie uśmiechnął, po czym nie wiem nawet dlaczego, ale ścisnął ją mocniej. Mam nadzieję, że tego nikt nie widział, bo od razu poszłaby plotka.
- Hej wszystkim.. - pomachałam im.
- No witam piękna. - podszedł do mnie Jack.
- Hahahah good joke. - zaczęłam się śmiać.
- Mówię prawdę. - odparł uśmiechając się do mnie.
- Klaudia.. - zawołał mnie na stronę Aaron.
- Ramsey! Masz śliczną siostrę! - krzyknął Jack do Niego.
- Wiem, ma to po mnie! - odkrzyknął i zaciągnął mnie z dala od nich.
- Co się stało? - zapytałam z niepokojem, a ten spojrzał na mnie.
- No więc, nie wiem czy dam radę, ale spróbuje się z nimi pogodzić.. - oznajmił mi.
- Serio? - zapytałam.
- Tak, spróbuję chociaż.. - powiedział.
- Masz jeszcze ponad miesiąc, dasz radę. Pomogę Ci. - przytuliłam go.
- Dziękuje. - odwzajemnił mój uścisk.
- Dobra chodźmy, bo będziesz miał przypał u Wengera. - powiedziałam i ruszyliśmy w stronę szatni. Aaron poszedł się przebrać, a ja czekałam na Niego tuż koło drzwi. Po chwili z szatni wyszedł ucieszony Alexis.
- Co Cię tak śmieszy? Znowu mam coś na twarzy? Rozmazałam się? - zaczęłam wypytywać i przeglądać się w ekranie telefonu. - No przecież nic nie mam. To dlaczego się śmiejesz? - zapytałam z wyrzutem.
- Wyluzuj maleńka. Po prostu Poldi znowu mnie zapytał o to. - wytłumaczył dalej się śmiejąc. - Chcesz wiedzieć co mu powiedziałem? - zapytał z zalotnym uśmieszkiem.
- Nie chce wiedzieć. - powiedziałam. - Lalalalala. - zatkałam uszy i odwróciłam się, aż centralnie wpadłam na Wengera. Myślałam, że Alexis popuści tam ze śmiechu. Na co ja przełknęłam tylko ślinę i spojrzałam na Niego. - Przepraszam Panie trenerze. - powiedziałam ze strachem w oczach.
- Nie masz za co. Wiem, że to Jego wina. - wskazał na Chilijczyka i zaczął się śmiać.
- No co znowu ja? - powiedział i ruszył w stronę boiska, a ja poszłam za Nim.
- Pokopiemy? - spytałam biorąc do ręki piłkę.
- Z Tobą zawsze. - uśmiechnął się do mnie. Pewnie wyda się to dziwne, ale nie chcę wiedzieć co On odpowiedział Poldiemu. Podawaliśmy sobie piłkę i powoli widziałam, że schodzili się chłopcy. Postanowiłam, że spróbuję go ob kiwać. Wiedziałam, że to niemożliwe, ale co mi tam. Ruszyłam z piłką w Jego stronę i próbowałam Go jakoś wyminąć. Ale ten podstawił mi specjalnie nogę i poleciałam na murawę. O nie, nie, nie. Jak ja leżę to On też. Pociągnęłam Go za sobą i to nie był dobry pomysł, bo poleciał prosto na mnie.
- Ooo teraz ja leżę na Tobie. - zaczął się śmiać.- Weź. - prychnęłam. - Bo podstawiłeś mi nogę. - dodałam.
- A Ty pociągnęłaś mnie za sobą. - odgryzł się.
- Spadaj. - syknęłam.
- Jak mam wstać skoro mnie trzymasz? - zaczął się jeszcze bardziej śmiać. - Ja Ci już wcześniej mówiłem, że mógłbym z Tobą poleżeć, ale w łóżku. - szepnął mi do ucha i spojrzał mi głęboko w oczy.
- Heh. - odpowiedziałam tylko.
- To nie czas na zabawy. - stwierdził Wenger stojąc nas nami. Momentalnie się podnieśliśmy.
- Przepraszam, to moja wina. - zaczęłam się tłumaczyć.
- Widziałem, że perfidnie podstawił Ci nogę. To była bardzo dobra kiwka. - stwierdził. - A Ty Sanchez trzy kółka więcej za karę! - nakrzyczał na Niego.
- Dobrze trenerze. - potulnie wykonał Jego polecenie.
- No Sanchez Twojej dziewczynie się to nie spodoba. - powiedział głośno Wojtek, a we mnie coś pękło. Zrobiło mi się tak smutno, że odeszłam od nich i usiadłam sobie na murawie i obserwowałam z daleka. Chciało mi się płakać. Przecież mówił, że nie ma dziewczyny bo go zdradziła. Skoro ją ma to po co to wszystko było? Nie rozumiem tego wszystkiego. Chciałam, żeby ten trening się już skończył. Nawet, ani razu nie spojrzałam na chłopaków. Nagle zaczął dzwonić mój telefon. Spojrzałam na ekran mojego telefonu. Była to mama. Ale sobie moment wybrała.. Niechętnie odebrałam.
- Halo? - powiedziałam do telefonu.
- Cześć córeczko. Co słychać? - zapytała.
- Hej mamuś. Wszystko w porządku. - próbowałam udawać, że nie jestem smutna.
- W super. - odpowiedziała. - Jak pogoda? - spytała.
- Jak na razie jest ciepło. - odparłam. - A co tam u was? - zapytałam ją.
- U nas wszystko okej. Zimno już w sumie. Spotkałam wczoraj w sklepie Anie. Kazała Cię pozdrowić. - rozgadała się.
- Ooo jak ją znowu spotkasz to przekaż, że dziękuje i też pozdrawiam. - powiedziałam.
- A i dziadkowie też Cię pozdrawiają i czekają na święta, żeby Cię zobaczyć. - oznajmiła.
- Też ich pozdrów. To znaczy, że oni też przylecą tutaj? - zapytałam.
- Tak.
- Ojej jak super. To świetna wiadomość. - nagle na mojej twarzy pojawił się szeroki uśmiech. - A wiecie już kiedy dokładnie przylatujecie? - zapytałam.
- Prawdopodobnie tydzień przed świętami.
- Okej.
- W takim razie to tyle. Tęsknie, papa. - powiedziała.
- Też tęsknie. Pa. - rozłączyłam się i spojrzałam na chłopaków. Alexis spojrzał na mnie i lekko się uśmiechnął, na co ja odwróciłam wzrok od Niego. Wyciągnęłam z kieszeni słuchawki i podłączyłam je do telefonu i puściłam sobie album One Direction. Zawsze tak robiłam kiedy byłam smutna. Włączyłam piosenki na maxa i sobie słuchałam. Spojrzałam na zegarek. Godzina 12:00 za chwilę trening się skończy, więc postanowiłam, że sobie już pójdę i poczekam na nich przed wejściem. Usiadłam sobie na schodkach prowadzących do wejścia do ośrodka i czekałam sobie na nich. Wyciągnęłam słuchawki z uszu i usłyszałam śmiech Lukasa. Podniosłam się ze schodków i stanęłam na przeciw nich.
- Klaudyna, jedziemy teraz po kurtkę. - oznajmił mi.
- Musimy dzisiaj? - spytałam z nadzieją, że pojedziemy jutro.
- Musimy. Twoja mama do mnie dzwoniła. - stwierdził.
- Ych. - westchnęłam i szłam w stronę samochodu Alexisa. Ten spoglądał na mnie co chwilę. - Ale teraz, tak? - spytałam.
- Teraz. - odpowiedział. Spojrzałam na Niego z miną zbitego psa. - Co Ty taka jakaś dziwna? - powiedział.
- Nie mam po prostu ochoty na zakupy. - skwitowałam wsiadając do samochodu.
- Od kiedy? - zdziwił się. - Nie tak dawno jak byłem w Polsce i oznajmiłem, że jadę na zakupy to pierwsza w samochodzie siedziałaś, a dzisiaj? Coś musi być nie tak. - podrapał się po głowie. - Tylko co.. - zaczął się zastanawiać.
- Nie drąż tematu.. - powiedziałam ze znudzeniem. Ten nie odezwał się ani słowem i w ciszy dojechaliśmy na podziemny parking jednej z galerii w Londynie.
- Co Ci? - spytał Chilijczyk kiedy Poldi się oddalił.
- Nic. - syknęłam i ruszyliśmy w stronę mojego wujaszka.
- Do jakiego sklepu idziemy? - zapytał.
- Do Croopa. - oznajmiłam i wsiedliśmy do widy, która zawiozła nas na drugie piętro galerii. Weszliśmy do mojego ulubionego sklepu i zauważyłam kurtkę, która podobała mi się już od dawna. Podeszłam tam i za mną chłopcy. - Chcę tą. - powiedziałam zakładając ją na siebie.
- Ładna jest. - stwierdził Alexis przyglądając mi się. - Ale nie tak jak Ty. - dodał.
- Daruj sobie. - warknęłam i przeglądałam się w lustrze.
- Bierzemy ją? - zapytał Poldi.
- Tak. - powiedziałam stanowczo.
- A i jeszcze czapkę, szalik i rękawiczki. A no i buty. - dodał.
- Nic mi się stąd nie podoba. - stwierdziłam. - Zajdziemy jeszcze do Sinsay'a i Deichmanna. - dodałam.
- Okej. - powiedział Poldi płacąc kasjerce. Wyszliśmy ze sklepu i udaliśmy się najpierw do Deichmanna, bo był po drodze. Lukas z Alexisem gadali o czymś, co nawet mnie nie interesowało.
- O nie.. - powiedział Sanchez.
- Co jest stary? - zapytał go Lukas.
- Zobacz. - wskazał na blondynkę i jakiegoś mężczyznę. - Laia i ten jej Fernando czy jak on tam. - dodał.
- A no tak. - powiedział Poldi. Alexis spojrzał na mnie smutnym i błagalnym wzrokiem. Wiedziałam o co mu chodzi. Chciał, żebym poudawała, że nas coś łączy.
- O nie, nie, nie. - kręciłam głową.
- Kloti no dawaj, Ty jesteś w tym dobra. - powiedział Lukas i jeszcze bardziej mnie wkopał.
- Proszeee. - patrzył na mnie Alexis.
- Ych, niech starce. - powiedziałam i podałam mu swoją dłoń i szliśmy sobie za rękę. Kiedy przechodziliśmy koło nich puściłam Jego dłoń i przytuliłam się do Niego. Ta cała Laia zmierzyła mnie wzrokiem, ale nawet nie zwracałam na to uwagi. Kiedy go przytuliłam poczułam takie ciepło w środku. Weszliśmy do sklepu i puściłam Go. Ruszyłam w stronę botek. I tak wiedziałam, że poza Laią jest ktoś inny. Bez powodu chyba by Wojtek tak nie powiedział.
- Co za to chcesz? - spytał Alexis kiedy mierzyłam botki na płaskiej podeszwie.
- Dwie czekolady. Łukasz wie jakie. - odpowiedziałam. - Biorę te. - dodałam.
- Okej. - poszliśmy do kasy.
- Nie mam ochoty już iść po ten szalik. Mam chyba jakiś. - powiedziałam. - Kiedy indziej przyjedziemy. - dodałam.
- Niech Ci będzie. - powiedział Poldi i zjechaliśmy windą na parking. Wsiadłam do samochodu i odjechaliśmy do domu. Alexis podwiózł nas pod bramę i weszliśmy z Lukasem do domu.
- Ładnie razem wyglądacie. - stwierdził kładąc moje rzeczy w korytarzu.
- Super. - odpowiedziałam i poszłam do łazienki. Stanęłam przed lustrem i postanowiłam, że zmyje makijaż. I tak też zrobiłam, po czym weszłam do pokoju i przebrałam się w obcisłe dresy i koszulkę Barcy z numerem 9, którą kiedyś dostałam od wujka. Związałam włosy w kucyka, schowałam telefon do kieszeni zabrałam swojego misia i zeszłam na dół.
- Robię spaghetti. Chcesz? - zaproponował Lukas.
- Nie jestem głodna. - oznajmiłam i poszłam do salonu. Położyłam telefon i włączyłam telewizor. Nie było nic ciekawego, ale tak mi się nudziło, że musiałam coś obejrzeć. Podłożyłam sobie misia pod głowę i położyłam na kanapie. Przypomniały mi się słowa Wojtka na dzisiejszym treningu i łzy zaczęły spływać po moich policzkach...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz