Obudziły mnie promienie słońca przedzierające się przez rolety. Podniosłam się i spojrzałam na telefon. Była godzina 11;00. O nie.. Obiecałam wczoraj Alexisowi, że pogadamy. Wstałam z łóżka i zabrałam swoje rzeczy do łazienki. Wzięłam prysznic, po czym wysuszyłam moje włosy oraz ubrałam się w leginsy i szarą bluzę z napisem "SIEMA". Będą się pewnie zastanawiali co to znaczy. Nie wyglądałam tak bardzo tragicznie, więc pomalowałam tylko rzęsy i podkreśliłam jak zwykle swoje brwi. Wróciłam do pokoju, pościeliłam łóżko i postanowiłam, że coś zjem, bo zaczęło mi burczeć w brzuchu. Zabrałam telefon i zeszłam na dół do kuchni. Stanęłam przed lodówką i zastanawiałam się przez dłuższą chwilę co by tutaj zjeść. Po chwili wpadłam na pomysł, aby zrobić naleśniki. W sumie za chwilę wróci Lukas, jeśli nie będzie korków i przynajmniej coś zje. Zaczął dzwonić mój telefon. Spojrzałam na wyświetlacz. Był to Lukas. Od razu odebrałam.
- Co chcesz? - zaśmiałam się.
- Za jakieś 10 minut będziemy u nas. Zrób coś do jedzenia. - powiedział.
- Właśnie jestem w trakcie robienia śniadania. - odparłam. - Nie zawracaj mi głowy. Narazie. - dodałam i się rozłączyłam. Wymieszałam ze sobą wszystkie składniki potrzebne do zrobienia naleśników i rozgrzałam patelnię, po czym zaczęłam je smażyć. Nie zajęło mi to dużo czasu, ale naleśników było sporo. Minęło już ponad 10 minut, a chłopaków dalej nie było. Naleśniki stygły, więc wstawiłam je na chwilę do mikrofalówki. Kiedy skończyły się podgrzewać, wyciągnęłam je i usłyszałam śmiechy kilku osób. Siedziałam sobie w jadalni przy stole i zjadałam swoją porcję naleśników z nutellą. Do kuchni wszedł najpierw Wojtek, potem Danny, następnie Santi, a na końcu Aaron, Alexis i Lukas.
- Ooo na coś mi się tutaj przydałaś. - zaśmiał się wujek.
- Daruj sobie. - krzywo się uśmiechnęłam.
- Cześć siostra. - podszedł do mnie i pocałował mnie w policzek mój brat.
- Cześć braciszku. - szeroko się uśmiechnęłam.
- Ej mama kiedyś takie robiła. - stwierdził, kiedy spróbował. - I babcia. - dodał po chwili.
- No przecież one mnie tego nauczyły, oj Aaron, Aaron. - zaśmiałam się.
- Ciii... - uśmiechnął się do mnie i dalej jadł. Alexis nawet nie powiedział mi cześć. Ciekawe co się stało. Pewnie się na mnie obraził, za to co wydarzyło się wczoraj. Ale jak pozbędę się reszty to się go o to zapytam.
- Klaudia.. - zaczął Wojtek.
- No słucham. - uśmiechnęłam się lekko.
- Mam takie pytanie, poszłabyś ze mną dzisiaj na spacer? Poszlibyśmy do kina, albo coś. No wiesz.. - zaproponował. A Sanchez spojrzał na mnie i czekał na moją reakcję. W ogóle odkąd tutaj przyszedł nawet się nie uśmiechnął. Wstałam od stołu i pozbierałam od wszystkich talerze.
- Nie zrozum mnie źle, ale nie mam ochoty na spacery, kina i tak dalej. Przepraszam. - odmówiłam najlepiej jak umiałam. Spojrzałam na Chilijczyka, a ten na mnie i lekko się uśmiechnął.
- No trudno. Najwyżej następnym razem. - odparł.
- No następnym razem. - przytaknęłam i poszłam pozmywać naczynia. Nalałam wody i płynu do naczyń do zlewu i zaczęłam zmywać naczynia. Szybko mi to poszło. Kiedy skończyłam do kuchni wszedł Alexis. Kiedy go zobaczyłam od razu się odwróciłam.
- Ja Cię na prawdę przepraszam za to, co stało się wczoraj. Przesadziłam z tym, że siedziałam Ci na kolanach. - zaczęłam się tłumaczyć.
- Nic się nie stało. - uśmiechnął się do mnie. - Nie mam nic przeciwko, jak tylko będziesz chciała się przytulić to mów. - dodał po chwili.
- Okej. - odparłam.
- Dlaczego odmówiłaś? - spytał.
- Nie wiem. - odpowiedziałam.
- A ze mną wybierzesz się na spacer? - lekko się uśmiechnął.
- O której?
- No tak za pół godziny, ale będziemy musieli tam pojechać. - wyjaśnił.
- Oki, to idę się przebrać. - oznajmiłam. - A Wojtek już poszedł?
- Poszedł. - powiedział.
- Dobra, to idę. Zaraz wracam. - poszłam na górę do swojego pokoju. Usiadłam na łóżku i zastanawiałam się w co się ubrać. Po dłuższych przemyśleniach postanowiłam, że założę czarne, długie ogrodniczki i do tego białą bluzkę w granatowe paski. A skoro było zimno, to założę jeszcze swoją grubą, czarną bluzę. Usłyszałam dzwonek mojego telefonu. Spojrzałam na wyświetlacz. Znowu numer, którego nie mam zapisanego w kontaktach. Oby to nie był Darek..
- Tak? - odebrałam.
- Cześć Klaudia! - przywitał mnie głos jakiegoś mężczyzny.
- Z kim mam przyjemność rozmawiać? - spytałam, bo nie wiedziałam kto to.
- To ja Silvio! Nie poznałaś po głosie? - zaśmiał się.
- Ooo hej, hej. Na prawdę nie poznałam. - odpowiedziałam mu.
- Co tam słychać? Dawno się nie widzieliśmy. Kiedy się spotkamy? - zaczął wypytywać.
- A wszystko w miarę okej. Nie jest źle. No nie widzieliśmy się dawno. Od tygodnia jestem w Londynie, także nie wiem kiedy wracam. - rozgadałam się.
- Ooo a u kogo? - zapytał.
- U Lukasa. Rodzice z siostrą przylecą na święta. - odpowiedziałam mu z uśmiechem.
- Okej. - odpowiedział. - Dobra, to nie zawracam Ci głowy. Pozdrów Lukasa. Pa. - pożegnał się.
- No dobra, pozdrowię, pa. - rozłączyłam się. Przebrałam się we wcześniej naszykowane rzeczy i założyłam jeszcze czarne roshe run. Rozczesałam włosy i byłam już gotowa. Zabrałam tradycyjnie telefon i zeszłam na dół.
- Co Ty taka wesoła? - zapytał Santi.
- A jakoś tak. - odpowiedziałam mu i usiadłam na fotelu.
- Ta.. Jakoś tak. - zaczął śmiać się Lukas.
- Silvio dzwonił. - oznajmiłam. - Pozdrawia Cię. - dodałam.
- Jak jeszcze raz zadzwoni to też go pozdrów. - uśmiechnął się.
- Okej. - powiedziałam. - Idziemy? - spytałam się Alexisa.
- Jasne. - wstaliśmy i ruszyliśmy do drzwi.
- A gdzie idziecie? - zapytał Danny.
- Na.. - nie dokończył Chilijczyk, ponieważ mu przerwałam.
- Do sklepu. - szybko powiedziałam.
- Tylko nie wróć późno. - stwierdził Poldi.
- Tak wiem, bo zadzwonisz do matki. - zaśmiałam się i wyszliśmy. Założyłam na siebie moją bluzę i rozglądałam się po tych wszystkich ogromnych willach. Alexis co chwilę spoglądał na mnie. - Ej znowu mam coś na twarzy? - zaczęłam się śmiać.
- Nie. - odpowiedział tak jakby był jakiś zdenerwowany.
- Mhm.. - zapanowała cisza. Weszliśmy na podwórko i skierowaliśmy do garażu. Stało w nim srebrne Audi R8. - To nie jedziemy tamtym? - zapytałam głupio i bezmyślnie.
- Nie, bo ten jest lepszy. Wsiadaj. - otworzył mi drzwi. Wsiadłam i On zajął miejsce kierowcy. Odjechaliśmy z posesji i wyjechaliśmy na autostradę. Panowała między nami cisza.. - Kim jest Silvio? - zapytał spoglądając na mnie.
- Patrz na drogę. - skarciłam go. - Jest moim dobrym kolegą. - odpowiedziałam mu.
- Wielu masz tych dobrych kolegów. - skwitował.
- Dziewczyna, która interesuje się piłką, ma nie mieć kolegów? Zresztą koleżanki też mam. - odparłam. - A zresztą.. zazdrosny jesteś o tych kolegów czy jak? - spojrzałam na Niego.
- Być może. - odpowiedział patrząc się na drogę.
- Yhmm.. - wymamrotałam i resztę drogi przesiedziałam cicho. Po około dwudziestu minutach dojechaliśmy na miejsce. Wysiadłam z samochodu i rozglądałam się. Nie wiedziałam nawet gdzie jestem. Alexis zamknął samochód i schował kluczyki do kieszeni, po czym chwycił mnie za rękę i zaprowadził na molo. - Ale tutaj ślicznie.. - patrzyłam na płynącą wodę. Przeszliśmy do końca mostu i usiadłam sobie patrząc się na krajobraz. Alexis spoglądał na mnie z góry. - Usiądź sobie koło mnie.
- Okej. - odparł. - Mówiłaś ostatnio na spacerze, że żaden chłopak Cię jeszcze nie oczarował. Dlaczego nie powiedziałaś mi o tamtym chłopaku. Skoro z nim byłaś, to musiałaś go kochać. Albo nadal kochasz, bo bez powodu byś nie płakała. - stwierdził patrząc się przed siebie.
- Wiesz co.. - zaczęłam. - Już dawno mi z nim przeszło, kompletnie nic do Niego nie czuję. I płakałam dlatego, ponieważ bardzo mnie zranił i jak sobie o tym przypominam to nie jest zbyt miło. Ogólnie, ja też mogę sobie pomyśleć, że Ty kochasz Laię, bo bez powodu nie chciałbyś, żeby była zazdrosna. Proste? Proste. - spojrzałam na Niego. - I teraz raczej czuję do Niego sentyment, a nie jakiekolwiek uczucie. - dodałam.
- Nie kocham już Laii.. - spojrzał mi w oczy.
- Okej, ale to Twoja prywatna sprawa. - odparłam. - A właśnie opowiesz mi wreszcie coś o sobie?
- A co byś chciała wiedzieć? - popatrzył. - W sumie nie ma o czym opowiadać.. - stwierdził.
- Najlepiej od początku. - uśmiechnęłam się.
- No więc, jestem z Chile z takiego miasteczka Tocopilla. Nie jest ono zbyt bogate. Wręcz powiedziałbym bardzo ubogie. Wszystko co osiągnąłem zawdzięczam mamie. Ona mnie najbardziej wspierała.. - chciał jeszcze coś powiedzieć, ale mu przerwałam.
- A co z tatą? - wypaliłam.
- Mój ojciec praktycznie nie miał dla mnie czasu. Wyjeżdżał zarabiać pieniądze, a ja zawsze zostawałem z mamą i ona mnie tak naprawdę wychowała. Zresztą ojca nie mam.. - wyjaśnił.
- Dlaczego?
- Nie żyje. Zmarł kilka lat temu. - odpowiedział ze smutkiem w oczach. Nawet się nie zastanawiałam i od razu przytuliłam go bardzo mocno, a on odwzajemnił mój uścisk.
- Przykro mi.. - spojrzałam na Niego.
- Trudno, żyje się dalej.. - stwierdził. - Mam jeszcze brata Humberto i dwie siostry, ale nie utrzymujemy dość zażyłych relacji. - powiedział.
- Hmm, okej. - odpowiedziałam i dalej byłam do Niego przytulona.
- Chcesz jeszcze coś wiedzieć? - zapytał.
- A chcesz mi jeszcze coś powiedzieć? - odpowiedziałam pytaniem na pytanie.
- W sumie to już nie ma co opowiadać. - spojrzał na mnie i chciał mnie pocałować, ja Jego w sumie też, ale to za wcześnie. Ogarnęłam się i na szczęście do nic, a nic nie było. Choć bardzo bym chciała..
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz