sobota, 19 grudnia 2015

Rozdział 8 - "Pa Maleńka."

TRZY TYGODNIE PÓŹNIEJ.. 
Dzisiaj przylatują rodzice! Odliczałam długo do tego dnia. Ogólnie przez te trzy tygodnie sporo się zmieniło. Dowiedziałam się o Alexisie wszystkiego, dosłownie wszystkiego. Ale nie widziałam się z nim od kilku dni. Miał jakieś swoje sprawy. Z Jackiem nawiązałam przyjaźń. Jakoś to znoszę, że On ciągle opowiada mi jakbym to świetnie wyglądała z Sanchezem. Nie śpię już chyba od 5;30. Co jest bardzo dziwne u mnie. Ogólnie to pracuje teraz jako jeden z fotografów w Arsenalu. Robię zdjęcia chłopakom na treningu, meczu, w szatni. W sumie dobre są z tego pieniądze. Zawsze widziałam się w roli modelki, a tutaj robię zdjęcia. Nie do pomyślenia normalnie. Siedziałam w mojej "piżamie" czyli w ogromnej koszulce, którą kiedyś dostałam od kumpla oraz pod kocem Alexisa i oglądałam telewizję. Poldi natomiast pichcił coś w kuchni. Zaczął dzwonić dzwonek do drzwi.
- Klaudynka! Otwórz, bo ja nie dam rady. - krzyknął Lukas.
- Dobrze. - odkrzyknęłam i wyszłam do przedpokoju. "Ciekawe kto to" pomyślałam sobie i otworzyłam. Przede mną stał uśmiechnięty Alexis.
- Cześć Młoda. - przywitał się.
- Hej. - odpowiedziałam. - Wchodź. - wpuściłam go do domu.
- Gdzie Poldi? - spytał.
- Gotuje coś w kuchni. - odparłam i weszłam z Nim do niej.
- Siema kucharzyku. - zaczął śmiać się Chilijczyk. - Co tam gotujesz? - zajrzał do garów.
- No elo, obiad dla moich gości. - odparł. - Ty zostajesz z Nią, a ja po nich jadę. A i zostaniesz na obiedzie, wpadnie jeszcze Santi, ale to później. - rozgadał się.
- Zostać z Klaudią, zostanę, ale czy na obiedzie.. Trochę się boję. Nie chcę się zatruć. - wytknął mu język.
- Zobaczysz, jak będzie Ci smakować. - zaczął się śmiać. - A Ty byś się ubrała. Gościa mamy jakbyś nie zauważyła. - zwrócił się do mnie.
- Po co ma się przebierać, jak niedługo znowu to ściągnie? - wybuchł śmiechem. - Prawda Młoda?
- Oczywiście. - zaśmiałam się. Poldi spojrzał się na nas jakby wziął to na serio.
- To jak przyjedzie jej matka to powodzenia Ci życzę. Będziesz uciekał w podskokach. - zaczął się śmiać. - Dobra, ja będę jechał. Wrócę za jakieś dwie godziny, jak nie będzie korków. - oznajmił myjąc ręce.
- Okej, to jedź i nie przeszkadzaj nam już. - zaśmiał się Sanchez obejmując mnie w pasie.
- Grabisz sobie, grabisz. - stwierdził rozbawiony i zabierając kluczyki wyszedł z domu.
- Weź po co tak przy nim gadasz? - zapytałam.
- Przecież on wie, że sobie żartuję. - uśmiechnął się lekko. - A teraz idź się jakoś ubierz, bo boję się twojej mamy. - nakazał mi.
- Okeej. - powiedziałam i pobiegłam na górę. Stanęłam przed szafą. Wybrałam leginsy i moją ulubioną bluzę z adidasa. Od razu się przebrałam i usiadłam przy toaletce. Pomalowałam i zaczęłam wypełniać sobie brwi i do pokoju wszedł Alexis i rozwalił się na łóżku.
- Nie maluj się. - zaczął narzekać.
- Przecież tylko robię brwi i maluję rzęsy. - wytknęłam mu język odwracając się do Niego. A On wybuchł śmiechem.
- Zostań tak. - mówił przez śmiech, bo miałam tylko jedną brew podkreśloną.
- Spierdalaj. - pokazałam mu środkowy palec i dokończyłam szybko mój makijaż.
- Co powiedziałaś? - wstał z łóżka i zaczął mnie łaskotać.
- A..aa..alexis przestań.. - nie mogłam nic z siebie wydusić.
- Nie. - dalej mnie łaskotał. Wyplątałam się z jego ramion i zaczęłam uciekać. Ganialiśmy się chyba po całym domu. Po kilku minutach zmęczyłam się i usiadłam na kanapie. - Już wymiękasz? - zaczął się śmiać.
- Kto wymiękł ten wymiękł. - wytknęłam mu język i praktycznie położyłam go na sofie łaskocząc.
- Przestań. - mówił przez śmiech.
- Nie. - odparłam.
- Proszę... Skarbie.. - zaczął mnie prosić.
- Niech Ci będzie. - przestałam, ale dalej na nim leżałam.
- Mam takie pytanie. - stwierdził.
- Pytaj o co chcesz. - uśmiechnęłam się.
- Bo dzień przed wigilią jest takie przyjęcie dla piłkarzy klubu i czy poszłabyś tam ze mną? - spojrzał na mnie z nadzieją w oczach.
- Z chęcią bym poszła. - odpowiedziałam, a ten przytulił mnie.
- To super. - lekko się uśmiechnął.
- Ale nie wiem czy ja tam pasuje.. Pewnie one wszystkie to takie szprychy, że dziwnie będę się czuła wśród nich.. - stwierdziłam.
- Nie będziesz tam sama. Colleen też będzie. - pocieszył mnie. - Jeśli jej nie poznałaś, to od razu Ci mówię, że jest okej. Da się z nią porozmawiać. Zresztą Aaron pewnie was ze sobą zapozna. - rozgadał się.
- Okej, okej. - odpowiedziałam i zaczęłam ziewać.
- Chyba chce Ci się spać. - stwierdził. - O której wstałaś?
- Gdzieś po piątej.. Nie mogłam spać. - odparłam, a On włączył telewizor.
- Kładź się. - nakazał, a ja przytuliłam się do Niego, po czym on przykrył mnie kocem i objął ramieniem. Było mi tak cieplutko, że od razu zasnęłam.
                                   ***
- Ej Młoda obudź się.. - szturchnął mnie lekko.
- Jeszcze pięć minut mamusiu.. - wymamrotałam.
- Przed mamusią to się będziesz zaraz tłumaczyć dlaczego na mnie leżysz. - zaśmiał się.
- Co?? - ocknęłam się od razu.
- Lukas do mnie napisał, że już wjeżdżają w naszą dzielnicę. - wytłumaczył.
- Boże przepraszam. - podniosłam się i poprawiłam fryzurę zabierając przy tym jemu telefon.
- Bogiem nie jestem. Wystarczy Skarbie. - zaczął się śmiać.
- Bardzo śmieszne. - wytknęłam mu język, - Jak wyglądam?
- Jak zawsze idealnie. - popatrzył na mnie z tym swoim błyskiem w oku.
- Jesteśmy! - krzyknął Poldi. - I co nie zmajstrowałeś Jej żadnego dzieciaka? - zaczął śmiać się do Alexisa.
- Nie słuchaj go mamo. On jakiś przyćpany od rana jest. - zaczęłam się śmiać. - Hej, miło Cię widzieć. - przytuliłam się do Niej.
- Tęskniłam. - odwzajemniła mój uścisk. Koło mnie stanął Alexis.
- Czekaj, czekaj. - wskazała na Niego palcem. - Ty jesteś tym, no.. Ty jesteś Alexis Sanchez. - zaczęła się śmiać.
- Miło mi panią poznać. - ucałował Jej dłoń.
- A kim Pan dla Niej jest? - zapytała.
- Przyjacielem. - objął mnie, a ja poczochrałam mu Jego grzywkę.
- Klaudia! - krzyknęli moja siostra i brat cioteczny.
- Aaalexis.. - wydukał Olivier stojąc przed Nim.
- To Twój chłopak? - zapytała Marie.
- Prawie. - odpowiedział jej Alexis.
- Ale Ty głupi jesteś. - zaczęłam się śmiać.
- Cześć córeczko! - krzyknął tata.
- Hej, hej. - przytuliłam go.
- Jestem Alexis Sanchez. - przedstawił się.
- Tata Klaudii. - podał mu dłoń.
- Witam wszystkich! - wszedł do domu Santi. Usiedliśmy do stołu. Oczywiście Alexis koło mnie, a moi rodzice na przeciwko nas. Poldi nałożył każdemu jedzenie.
- No to zobaczymy co Ty tutaj nagotowałeś. - zaśmiałam się.
- Ej dobre. Poldi sorry, że Cię zbyt pochopnie oceniłem. - powiedział z uśmiechem Alexis.
- Ile ma Pan lat? - spytał mój tata. Boshh.. On zawsze z czymś wypali.
- Już jutro dwadzieścia siedem. - odpowiedział mu.
- Yhym.. - odparł.
- Ej papuszki nierozłączki. Wymyśliliście już coś? - zapytał na cały dom Santi.
- Tak. - stwierdził Alexis.
- Nie. - powiedzieliśmy w tym samym czasie. - Pogadamy o tym później. - stwierdziłam spoglądając na Santiego.
- Papuszki nierozłączki? Dlaczego tak? - zapytała mama.
- Oj odkąd Klaudia tutaj jest to spędzają ze sobą czas. Ciągle razem. Zakupy, spacery, na treningu w piłkę grają.. Jakby mogli to zamieszkaliby razem. - wyjaśnił z uśmiechem.
- Bez przesady.. - skarcił go Sanchez, a ja spojrzałam na Cazorlę z tak jakbym go chciała zabić i już więcej się nie odezwał. Zjedliśmy do końca obiad i mama stwierdziła, że jest zmęczona i chce się położyć. Zaprowadziłam ją na górę do pokoju po czym wróciłam na dół.
- A Ty nie masz żadnej dziewczyny? - spytał mój tata. A ja schowałam się za ścianą aby mnie nie widzieli.
- Już nie mam. Od kilku miesięcy. - odpowiedział mu Sanchez.
- Okej. - już dalej nie pytał bo weszłam do salonu i połaskotałam Alexisa po "boczkach".
- O już wróciłaś. - odwrócił się do mnie.
- No wróciłam. - uśmiechnęłam się do Niego i podeszłam do Poldiego. - Chodź na moment. - odeszłam od nich.
- Co jest? - spytał.
- Po pierwsze weź coś powiedz ojcu, żeby nie wypytywał tak Alexisa, a po drugie mam do chłopaków sprawę w kwestii Aarona, więc zabierz Jego i dzieciaki na spacer czy coś. Proszee.. - wyjaśniłam.
- Okej. - uśmiechnął się i wróciliśmy do reszty. - Kevin idziemy na spacer? - zapytał mojego ojca.
- A goście? Kto z nimi zostanie? - wskazał na chłopaków.
- Klaudia się nimi zajmie. - stwierdził. - Olivier, Marie! Idziemy na spacer. - zawołał ich.
- A gdzie wujku? - zapytała moja młodsza siostra. - Pójdzie z nami Alexis?
- A do parku. I nie pójdzie, bo musi tutaj zostać. - odpowiedział jej. - Wrócimy niedługo. - dodał i wyszli.
- Chodźmy na górę do mnie. - zawołałam ich zabierając z salonu koc. Weszłam do pokoju oczywiście ostatnia, bo oni wepchali się przede mną. Alexis rozwalił się na moim łóżku, a Santi usiadł sobie kulturalnie na fotelu. Rzuciłam w Sancheza kocem, a ten go złapał i okrył się nim.
- Ale masz wygodne to łóżko. - stwierdził, kiedy usiadłam tuż obok Niego.
- Twoje jest o wiele wygodniejsze. - zaśmiałam się.
- Te sprawy zostawcie sobie na później. - zaczął. - Teraz co robimy jutro?
- No właśnie ja wpadłem na super pomysł. - powiedział z dumą Chilijczyk.
- Dawaj, mów.
- No więc tak.. Złożymy jutro Aaronowi niezapowiedzianą wizytę, no i zaprosimy tutaj. On chyba nie wie, że oni są tutaj, więc będzie okej. - opowiedział. - Tylko żebyś się mu nie wygadał. - zwrócił się do Cazorli.
- Dobra nie wygadam się. - powiedział. - Tylko jak oni zareagują jak zobaczą go wchodzącego do domu? - zadał bardzo dobre pytanie. Oboje spojrzeliśmy na Alexisa, a ten siedział przytulony do misia i spoglądał na nas. Wyglądał tak słodko. Wyciągnęłam telefon i zrobiłam mu zdjęcie. Jutro ma urodziny, więc już wiem co mu kupię.
- No więc ktoś będzie musiał ich wyciągnąć z domu i nie wiem pójdą na spacer czy coś. - zaczął coś wymyślać.
- A o której byś tak wpadł z Klaudią do Aarona? Bo oczywiście wiem, że ja ich będę musiał wyciągnąć. - spytał.
- Najlepiej po treningu. - spojrzał na mnie, a ja na Niego.
- Nie mogę po treningu. - oznajmiłam.
- Dlaczego? - zapytali w tym samym czasie.
- Bo muszę załatwić ważną sprawę. - wyjaśniłam.
- Okej, a ile Ci to zajmie?
- Gdzieś koło dwóch godzin.. - odpowiedziałam im.
- No to po 14;00 będę po Ciebie z Santim i pójdziemy po Niego. - uśmiechnął się do mnie Alexis.
- Okej. - zgodziłam się.
- Hej, już późno, Klaudia powinna już spać. Nie chce was wyganiać. - weszła do pokoju mama.
- No to my już idziemy. - stwierdził Santi. - Pa Klaudia. - pomachał mi i czekał aż Alexis zwlecze się z łóżka.
- Pa Maleńka. - powiedział dość głośno i dał mi buziaka w policzek, na co ja się zaczerwieniłam.
- Do jutra. - odpowiedziałam mu i wyszli. Mama spojrzała na mnie z jakimś wyrzutem..
- Czy Ciebie coś z Nim łączy? - zapytała. I po co jej to wiedzieć?
- Nie.. - powiedziałam spoglądając na pościel.
- Kłamiesz. - stwierdziła.
- Nie kłamię! - wrzasnęłam wręcz. - Przepraszam, nie chcę się z Tobą kłócić. - powiedziałam już stonowanym głosem.
- Dobra weź. - powiedziała i wyszła. Zabrałam piżamę i bieliznę z szafy i wyszłam się wykąpać. Zrobiłam to dość szybko i wróciłam do pokoju. Położyłam się na łóżku i wzięłam do ręki telefon. Chciałam sobie nastawić budzik, ale przyszły mi dwa SMS. Pierwszy od Jacka "Hej to jutro po treningu jedziemy do tej galerii? Już wiesz co mu kupisz?" Odpisałam mu tak : "Hejka, tak! Wiem, wiem. Wpadłam na super pomysł. Wydaje mi się, że mu się spodoba! :)" Natomiast ten drugi był od Alexisa. Byłam ciekawa co napisał. Szybko go odczytałam. "Twoja mama jest chyba do mnie sceptycznie nastawiona. :/ Mam nadzieję, że mnie polubi. Do zobaczenia jutro. Słodkich snów Ślicznotko! ;*" Jak przeczytałam zakończenie tego SMS'a to zrobiło mi się ciepło na sercu. Z uśmiechem zabrałam się za odpisywanie. "Po prostu Cię jeszcze dobrze nie poznała. Niedługo zmieni o Tobie zdanie. Kolorowych Przystojniaku. :* " Chwilę zastanawiałam się nad wysłaniem tego, ale co mi szkodzi. Nacisnęłam "Wyślij" i poszło. Nastawiłam sobie jeszcze budzik i odpłynęłam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz