środa, 24 lutego 2016

Rozdział 14 - "Niezłego masz cela."

Trzy dni później.. 
Sylwester spędziłam z Aaronem, bo Lukas zrobił sobie popijawę z chłopakami. Zdenerwował mnie niemiłosiernie. Do Alexisa się nie odezwałam, tak jak sobie życzył. Jack był wczoraj i błagał o wybaczenie. Musiałam mu wybaczyć, bo nie dałby spokoju. Brakowało mi ich trochę. Jakoś to przeżyję bez Alexisa. Dałam radę tyle lat to i teraz dam. Dzisiaj pierwszy trening w nowym roku. Wstałam z łóżka, ogarnęłam się. Wykonałam poranne czynności i ubrałam się z czarne leginsy niebieską bluzę oraz włożyłam czarne botki. Zabrałam telefon i zeszłam na dół do kuchni. Siedział już w niej Łukasz. Nie chciało mi się z Nim gadać..
- Weź sobie kanapkę. - nakazał mi.
- Nie jestem głodna. - burknęłam.
- Przepraszam za moje głupie zachowanie. Możesz się na mnie wściekać, nie odzywać, ale zjeść musisz. - odparł.
- A mogę z Wami zagrać dzisiaj? - zapytałam. Zapewne się tego nie spodziewał.
- Przekonam trenera. - szeroko się uśmiechnął. Zjadłam dwie kanapki, po czym poszłam po adidasy i koszulkę, które spakowałam do torby. - Chodź, bo jadę już! - zawołał Poldi. Nałożyłam na siebie kurtkę i zarzuciłam na ramię torbę. Wyszliśmy z domu i  zajęłam miejsce pasażera. Wujaszek w bardzo szybkim tempie dojechał do ośrodka. Zajęło mu to raptem 15 minut. Jak nigdy po prostu. Na parkingu stali już sobie Olivier, Aaron, Alex, Alexis, Jack i Danny.
- Hejka wszystkim. - pomachałam im.
- Cześć Klaudi. - przytulił mnie Jack.
- Aż tak się stęskniłeś? - zaśmiałam się.
- Za Tobą zawsze. - westchnął.
- Oj Jackuś. - poczochrałam Go po Jego blond czuprynie.
- Idziemy już? - zapytał Aaron.
- Okej. - odparł Alexis i ruszyliśmy w stronę wejścia. Nagle doznałam szoku.
- Ja pierdole. - burknęłam. Moim oczom ukazał się Darek.
- Klaudia! - krzyknął i podbiegł do mnie. Chłopcy nie wiedzieli kto to. Spojrzeli na Niego, potem na mnie i widzieli moją reakcję kiedy Go zobaczyłam. - Ja Cię przepraszam.. Nie chciałem Ci tego zrobić. Wróciłem i zrozumiałem jak ja za Tobą tęsknie. Nie mogłem normalnie funkcjonować. Zawsze byłaś na meczach, dawałaś mi motywacje. Proszę Cię wróć do mnie.. - wygłosił swoje przemówienie przytulając mnie. Mimowolnie odwzajemniłam ten uścisk. Brakowało mi tego. Ale po chwili otrzeźwiałam.
- Puść mnie, to po pierwsze. - mówiłam ze spokojem, ten mnie posłuchał. - Po drugie, ja już o Tobie zapomniałam i mam kogo innego na oku. Po trzecie, daj mi spokój. Mówiłam Ci to już dużo razy. I po czwarte nie kocham Cię i nigdy do Ciebie nie wrócę! - to ostatnie wykrzyczałam mu prosto w twarz.
- No prosze Cię daj mi szansę.. - błagał mnie wręcz.
- Nie. Z nami już dawno koniec. - fuknęłam i weszłam do środka budynku pozostawiając Go samego. Poszłam do łazienki i przebrałam się w koszulkę i założyłam adidasy. Wyszłam z łazienki i bez zastanowienia weszłam do szatni. A u Nich w szatni panował chaos i bałagan. Wszystko porozrzucane na podłodze. Leciała muzyka, normalnie jak na imprezie. Natomiast oni chodzili sobie w samych bokserkach. Kiedy ich tak zobaczyłam od razu zakryłam dłońmi oczy.
- Aż tak z nami źle? - wybuchł śmiechem Olivier.
- Jest okej. - pokazałam kciuk w górę. Usiadłam sobie obok Aarona.
- Co On chciał? - od razu zapytał obejmując mnie ramieniem.
- A co On mógłby chcieć? To samo co zwykle. Błagał o wybaczenie. - fuknęłam patrząc się w jeden punkt.
- I co? Wybaczyłaś mu? Bo widziałam, że go przytuliłaś.
- Nigdy. Powiedziałam mu, żeby dał mi spokój i że mam kogo innego na oku. - odpowiedziałam.
- Serio? A kogo? - szeroko się uśmiechnął i chłopcy na mnie spojrzeli.
- Andresa Iniestę. - westchnęłam. Spojrzeli na mnie ze zdziwieniem, a Lukas zaczął się śmiać. Wiedział jak bardzo Go lubię. - A tak serio do nikt. Chcę mieć od wszystkiego spokój.
- Hmm.. niech Ci będzie. - i tak mi pewnie nie uwierzył. - A co tam u tego Twojego Janka? - zapytał nagle. Pewnie Poldi mu powiedział.
- Skąd wiesz o Janku? - zdziwiłam się.
- Lukas mi kiedyś wspominał co nieco. - zaśmiał się. Jack spojrzał na mnie z wyrzutem.
- Chodźcie, bo się będzie pruł. - burknął Anglik. Wstaliśmy i wyszliśmy z szatni.
- Co Ty, w tej koszuleczce będziesz grać? - zdziwił się Olivier.
- A czy to jakiś problem? - zapytałam.
- Tak. Przeziębisz się. - westchnął. Puścił mnie pierwszą i weszłam na murawę. Poczułam jak cieplutka bluza otula moje plecy. - Załóż ją sobie. - dodał.
- Dzięki, kochany jesteś. - przytuliłam Go.
- Na początek rozgrzeweczka! - zarządził Arsene. Pobiegłam sobie sama na końcu tuż za Alexisem. Chyba tylko nam dzisiaj humor nie dopisywał. Tak bardzo chciałam z Nim porozmawiać.. Wyżalić się, a On by mnie przytulił i pocieszył. Niechętnie przebiegłam te trzy kółka, które kazał trener. Zdecydowanie to było za mało. Oni w ogóle nie mieli jakiegokolwiek rozbiegania. No ale co ja mogę wiedzieć. Rozgrzaliśmy się i pograliśmy chwilę w dziada.
- A może zagralibyśmy krótki meczyk? - zaproponowałam.
- Okej. Lukas i Alexis wybierają. - zgodził się.
- Klaudia. - od razu wybrał mnie mój kochany wujaszek.
- Olivier. - odparł Alexis i po kolei wybierali. Z tego powodu iż w naszej drużynie byłam ja, to zaczynaliśmy. Wraz z Dannym rozpoczęliśmy od środka i podając piłkę do wszystkich pędziłam w stronę bramki. Chciałam ich trochę rozruszać, bo w końcu za kilka dni mecz z Barceloną, a to nie jest łatwy rywal. Tym bardziej teraz po zdobyciu trypletu. No ale mniejsza z tym. Podałam piłkę do Jacka, a ten wywalił ją specjalnie za boisko.
- Dlaczego Ty to zrobiłeś? - wkurzyłam się trochę, bo cała moja akcja poszła na marne. - Zrobiłeś to specjalnie. - dodałam. Ten się nie odezwał. - Może byś teraz poszedł po tą piłkę, co? - warknęłam.
- Tak to Ty się odzywaj do swojego Janka. - burknął.
- Weź nie zachowuj się jak dzieciak. Mogę się zadawać z kim chcę i gówno Ci do tego. - chłopcy przyglądali się całej sytuacji. - A nawet jeśli coś nas łączy, to tylko i wyłącznie moja sprawa.
- Ja się zachowuje jak dzieciak? Hah, to Ty nie odzywasz się do Sancheza jakby nie wiadomo co zrobił. I jeszcze mnie pouczasz.. - jak zwykle zaczął się Jego temat.
- Przepraszam Cię bardzo, ale ja mam 16 lat. Mogę się zachowywać jak dziecko, bo nim jestem. A po drugie to sam sobie tego życzył, więc to spełniam! - wrzasnęłam na Niego, po czym ściągnęłam bluzę i oddałam ją Olivierowi. - A sami sobie do cholery grajcie. Z nim i Jego charakterkiem na pewno nie wygracie tego meczu z Barcą. - machnęłam ręką i zeszłam z boiska. Wenger nie mógł uwierzyć w to, że potrafię się tak zachować i zostawiłam ich wszystkich w mega osłupieniu. Weszłam do szatni i zabierając ubranie i żel pod prysznic mojego braciszka udałam się do łazienki. Szybko się umyłam i przebrałam w stare ciuchy. Spakowałam sobie rzeczy do torby i założyłam na siebie kurtkę po czym ponownie weszłam na boisko. Ktoś podał do mnie piłkę, a ja momentalnie bez zastanowienia w moich nowych botkach kopnęłam ją z całej siły i z dość dalekiej odległości trafiłam do bramki.
- Niezłego masz cela. - przysiadł się do mnie trener.
- Ta, dzięki. - burknęłam szukając w torbie telefonu.
- Usiadłabyś ze mną we wtorek na ławce rezerwowych? Wypowiedziałabyś swoje 'ale' i to by mi trochę pomogło. - zaproponował.
- A to tak można? - spojrzałam na Niego jak na wariata.
- Można. Weźmiemy Cię jako jedną ze sztabu szkoleniowego. - wyjaśnił.
- Niech będzie.. Przynajmniej będzie mi się dobrze oglądało Andresa Inieste. - uśmiechnęłam się.
- Jego fanka? - zaśmiał się.
- Od dziecka. - westchnęłam.
- Koniec treningu! - wstał nagle Wenger i chłopcy powoli wychodzili do szatni. Alexis chciał coś powiedzieć, ale kompletnie to zlałam.
- Przepraszam poniosło mnie.. - stanął przede mną Jack.
- A spierdalaj. - fuknęłam i wyminęłam Go wychodząc z Ośrodka. Usiadłam na schodkach i czekałam na wujka. Po około dziesięciu minutach wyszedł z Alexisem rozmawiając o jakiejś sprawie, którą musi dzisiaj załatwić. Nic mi nie wspominał, że musi gdzieś dziś jechać. Alexis wsiadł do samochodu, a ja z Lukasem wsiedliśmy do naszego.
- Jack już dzisiaj przesadził. Dobrze mu powiedziałaś. - pochwalił mnie.
- Chciałam was jakoś rozruszać przed Barceloną, bo brakuje wam na prawdę rozbiegania. - westchnęłam. - A co do Alexisa, to nie chcę o tym rozmawiać. Niech robi co chce. - fuknęłam.
- Dobra już nic nie będę na Jego temat wspominać. - obiecał mi i odjechaliśmy do domu. Droga zajęła nam mało czasu. Lukas stwierdził żebym włączyła sobie jakiś film, a On pojedzie coś załatwić. Poszłam na górę i przebrałam się w jakieś wygodniejsze ciuchy. Wróciłam na dół i z kuchni zabrałam picie i trzy tabliczki mojej ulubionej czekolady. Usiadłam na kanapie i przykryłam kocem, który dał mi Alexis. Włączyłam sobie "Titanica" i tak oglądałam. Od samego początku. Zjadłam wszystkie słodycze jakie miałam pod ręką. Siedziałam i ryczałam bezradna. Po części przez Darka, Alexisa i Jacka na którym się potwornie zawiodłam. Nie chciało mi się siedzieć samej. Wyłączyłam telewizor i i poszłam do przedpokoju. Napisałam liścik Poldiemu o treści :

Idę, wrócę później.. 
           Klaudyna. 
Przywiesiłam to na lodówkę i poszłam do przedpokoju. Założyłam botki i kurtkę, do której schowałam telefon. Zamknęłam drzwi na klucz i nogi same poniosły mnie do Alexisa. Weszłam przez bramkę i zadzwoniłam dzwonkiem do drzwi. Poczekałam chwilę i wyszedł Sanchez.  
- Klaudia co się stało? - widać, że był zaniepokojony moim stanem.
- Wszystko, każdy mnie zawodzi. - odpowiedziałam wchodząc i ściągając kurtkę oraz buty. Usiadłam na kanapie w salonie, a On tuż obok mnie. Spojrzałam na Niego i ponownie się rozpłakałam.
- Ej chodź tutaj. - przyciągnął mnie do siebie tak, że tak samo jak wtedy siedziałam mu na kolanach. Przytulił mnie mocno, a ja dalej płakałam. Zamoczyłam mu cały rękaw Jego koszulki. - Nie płacz.. Wszystko będzie dobrze.. - pocieszał mnie. - Nie chciałem się tak zachować. Po prostu jak nie wiedziałem już o co w tym wszystkim chodzi. Oni mówili co innego, Ty co innego. Zgłupiałem już. Ja chcę żebyś ze mną rozmawiała. - wyznał.
- Dziwne uczucie się tak do Ciebie nie odzywać. - westchnęłam. - Nie potrafię tak.
- Ja też nie potrafię. - przytulił się do mnie. - Na prawdę mi się podobasz. - odparł, a mnie zamurowało.
- Kilka miesięcy temu mogłam sobie tylko o tym pomarzyć. - tylko to udało mi się wydukać. - Ale ja mam dopiero 16 lat, a Ty 27.. Coś trochę nie tak. - dodałam.
- Wiek to tylko liczba. - uśmiechnął się.
- Tyle, że jestem dzieckiem. - fuknęłam. - Jak może podobać Ci się małolata?
- Nie jesteś. - pogłaskał opuszkami palców mój policzek. Spojrzałam mu głęboko w oczy i po prostu odpłynęłam. Przybliżył się do mnie i zaczął całować.
- Ekhem.. - usłyszałam jak ktoś kaszle. Momentalnie otrzeźwiałam i zdałam sobie sprawę z tego co teraz robię. - Nie to, że chcemy wam w czymś przeszkodzić, ale przylecieliśmy właśnie. - oznajmił Mauro. Zrobiłam się czerwona i nie wiedziałam co powiedzieć. Momentalnie się podniosłam i stanęłam na przeciwko niego i jakiejś dziewczyny.
- Mauro już znasz, a to jest Javiera. Córka mojego brata. - wskazał na dziewczynę.
- Jestem Klaudia. - podałam jej dłoń i posłałam szeroki uśmiech.
- A ja Javiera. - uścisnęła moją dłoń.
- Miło poznać. - zaśmiałam się. - Alexis, ja się będę zbierać. Pewnie Lukas się martwi. - oznajmiłam.
- Odprowadzę Cię. - powiedział stanowczo.
- To pa.. - pomachałam im i udaliśmy do przedpokoju. Ubrałam się i On również po czym wyszliśmy z domu. Po kilku minutach byliśmy już u mnie. - Jeju jak mi się zrobiło głupio.. - stwierdziłam zawstydzona.
- Jesteś śliczna jak się czerwienisz. - skomplementował mnie.
- Weź, nie lubię tego. - zaśmiałam się, chwytając Jego dłoń i weszliśmy do kuchni, w której siedzieli Santi, Danny, Hector, Aaron i Jack. Wszyscy spojrzeli na nas z niedowierzaniem.
- To Ty zjadłaś trzy tabliczki czekolady i wszystkie inne słodycze? - zapytał Lukas.
- Oj no bo oglądałam film i w ogóle.. - zaczęłam się tłumaczyć.
- A gdzie Ty byłaś? - zapytał mój brat.
- Czy muszę Ci się ze wszystkiego spowiadać? - oburzyłam się.
- No nie.. - westchnął. - Zrobisz mi naleśniki? Bo Colleen wyjechała, a Lukas nic nie potrafi.
- Zrobie Skarbie, zrobie. - dałam mu buziaka w policzek.
- Kochana siostrzyczka. - pochwalił mnie, a ja poszłam do kuchni i wyciągnęłam składniki na ciasto. Po piętnastu minutach naleśniki były już gotowe. Zaniosłam je Aaronowi wraz z kremem czekoladowym i wróciłam po jogurt. Zabrałam go wraz z łyżeczką i usiadłam obok Chilijczyka i Aarona, który zdążył zjeść w minutę trzy naleśniki. Otworzyłam jogurt i zaczęłam powoli jeść.
- Ymm.. Klaudia, czy to nie jest przypadkiem jogurt truskawkowy? - zapytał mnie Lukas.
- Oh, shit.. - spojrzałam na opakowanie.
- Jak Ty mogłaś tego nie zauważyć? - wybuchł śmiechem mój brat, który kończył jedzenie.
- Zamyśliłam się. - burknęłam. - A zresztą brałam pierwszy lepszy. Nigdy nie kupujesz jogurtu truskawkowego. - zwróciłam się do Poldiego.
- Wybacz widocznie musiałem się pomylić. - westchnął. - Teraz módl się żebyś jutro jak salamandra plamista nie wyglądała. - dodał, a chłopcy zaczęli się śmiać.
- Jak jutro obudzę się z krostkami wszędzie to nie żyjesz. - fuknęłam krzyżując ręce na piersi.
- Przejdzie Ci najwyżej. - poklepał mnie po ramieniu Sanchez.
- Ale pocieszenie. - wybuchłam śmiechem.
- Mam dla Ciebie newsa. - stwierdził mój wujaszek.
- No dawaj. - powiedziałam odblokowując telefon.
- Twoja mamusia jutro przylatuje. - oznajmił.
- Żartujesz sobie ze mnie, prawda? - nie dowierzałam.
- Mówię całkiem poważnie. - westchnął.
- Boże... - wstałam z krzesła i zaczęłam chodzi w koło stołu. - Przecież tutaj jest jeden wielki burdel..
- Nie przesadzaj.. - zaśmiał się Olivier.
- Przecież ona stwierdzi, że sobie ze mną nie radzisz i zabierze mnie ze sobą. - odparłam przerażona.
- Nie panikuj tak.. Nie puszczę Cie nigdzie. - odparł Lukas.
- Ja za chwilę dostanę jakiegoś ataku serca.. - usiadłam ponownie na krześle.
- Siostra weź się uspokój, przecież tutaj jest czyściutko. - przytulił mnie Aaron.
- Na ile przylatuje?
- Dostała pięć dni urlopu więc na cztery. - powiadomił mnie. Nagle zaczął dzwonić Alexisowi telefon. Od razu odebrał.
- Tak?... U Lukasa.. Sama jesteś?... Hmm, no dobra.. Chcesz ją poznać?.. To może lepiej jutro?.. Wydaje mi się, że nie będzie mieć nic przeciwko.. To ja zaraz będę. - ciekawiło mnie z kim gadał.
- Kto to? - wypaliłam bez zastanowienia bawiąc się guzikiem od bluzy.
- Javiera. - odpowiedział mi. - Chce Cię poznać. Mówi, że wydajesz się być miła. - dodał.
- Okej, to wpadnę jutro tak o dziewiątej. - powiadomiłam Go. - A ile Ona ma lat?
- Jest w Twoim wieku. - odpowiedział.
- Wow, wygląda na starszą. - zaśmiałam się. - Ale mi teraz głupio. - zrobiłam się czerwona.
- A to dlaczego? - zapytał Santi.
- Nie ważne.. - pokręciłam głową.
- To jej nie ważne oznacza tylko jedno. Coś nawywijała. - odparł Olivier.
- Ja się już zbieram. - wstał od stołu Alexis.
- My też. - również wstali. Lukas odprowadził ich do drzwi, a ja poszłam na górę. Wykąpałam się i poszłam spać.