piątek, 1 stycznia 2016

Rozdział 13 - "Najlepiej żebyś w ogóle się do mnie nie odzywała."

KILKA DNI PÓŹNIEJ..
Święta minęły w dość miłej atmosferze. Mama trochę przekonała się do Alexisa i zgodziła się żeby została u Łukasza. Rodzice wraz z dzieciakami wyjechali od razu po świętach. Jutro sylwester. W sumie to z moim wujaszkiem nie mamy żadnych planów. Znając życie zamówimy dwie pizze i on się napije, ja mu potowarzyszę i będziemy słuchać jakiś piosenek. O północy wyjdziemy na dwór, bo podobno w naszej dzielnicy wiele ludzi strzela. Mi to tam odpowiada. Nie śpię już od godziny piątej, bo musiałam obrobić zdjęcia, o które mój przełożony mnie prosił. Zajęło mi to sporo czasu. Kiedy skończyłam wysłałam mu te zdjęcia mejlem. Wyłączyłam komputer, który na święta sprezentował mi Lukas. To miłe z Jego strony, ale niezręcznie mi przyjmować takie prezenty. Odłożyłam laptop na stolik stojący w rogu pokoju i stanęłam przed szafą. Jak na zimę w Londynie to było dość ciepło. Włożyłam na siebie jasne ogrodniczki i czerwoną koszule w kratę. Większość spodni jakie miałam to były właśnie ogrodniczki. Rozczesałam moje włosy i pomalowałam oczy. Na wszelki wypadek schowałam kosmetyki i pędzle do torby. Zawsze tak robiłam. Wrzuciłam tam jeszcze przy okazji szczotkę i słuchawki. Zeszłam na dół i byłam już gotowa na trening. Lukas zrobił mi kanapkę i zjadłam ją wchodząc do samochodu. Po jakiś dwudziestu minutach dotarliśmy do ośrodka. Przywitałam się z chłopakami i szliśmy ucieszeni do budynku. Nagle pod drzwiami zauważyłam jakąś dziewczynę. Długie włosy, brunetka. Jeszcze wyższa ode mnie. Nagle się odwróciła i podeszła do Alexisa.
- Michelle? - zapytał kiedy ją zobaczył.
- Alexis. - powiedziała szczęśliwym głosem i mocno go przytuliła. Spojrzałam na nich ze łzami w oczach, poczułam jakieś ukłucie w sercu.. Nie wiedziałam już co o tym myśleć. Czyli On chyba ma dziewczynę.. Bezmyślny cham i kłamca.. Szybko weszłam do budynku. Pobiegłam wręcz do łazienki i zamknęłam się w niej. Osunęłam się na ziemię i po prostu rozpłakałam. Tak bardzo mnie to zabolało.. Ja chyba Go kocham. Po prostu narobiłam sobie nadziei niepotrzebnie.. Jak zwykle głupia i naiwna Klaudia.. Siedziałam tak chyba z dziesięć minut. Spojrzałam na zegarek w moim telefonie. Trening już się zaczął. Podniosłam się i przejrzałam w lustrze. Wyglądałam jak zmora. Pośpiesznie się zmyłam i wyciągnęłam z torebki kosmetyki. Nałożyłam korektor pod oczy i na wszystkie niedoskonałości, następnie podkład żeby nie było widać moich dwóch krostek na lewym policzku, które zawsze mi wyskakują kiedy płaczę i zmatowiłam wszystko pudrem. Wykonturowałam twarz i pomalowałam oczy cieniami. Wytuszowałam mocno rzęsy i zrobiłam brwi. Schowałam ponownie wszystko do torby i wyszłam z tej łazienki. Weszłam na boisko i oczy wszystkich były zwrócone na mnie.
- Dzień dobry Klaudio. - szeroko uśmiechnął się do mnie trener.
- Dzień dobry. - mimo złego humoru, też się uśmiechnęłam. Akurat nakazał chłopakom wykonywać jakieś ćwiczenia. Usiadłam sobie na ławce i przyglądałam się im. Przyszedł do mnie Jack.
- Hej Miśka. - przywitał się ze mną.
- Cześć. - odparłam trochę zmartwionym głosem. - A Ty co się obijasz? - udawałam, że nie jest mi smutno.
- Nie chce mi się. - napił się napoju. - Płakałaś? - spojrzał na mnie.
- Wydaje Ci się. - okłamałam go.
- Przecież widzę, że Ci smutno. Masz takie nieobecne oczka.. - odparł siadając koło mnie.
- Potem Ci o tym opowiem. - powiedziałam mojemu przyjacielowi.
- Hmm.. to może kawka po treningu? Znam bardzo fajną cukiernie. - zaproponował.
- Okej. - uśmiechnęłam się szeroko. Zaczął mi dzwonić telefon, ale za nic nie wiedziałam gdzie on może być. Po kolei wyciągałam pędzle podając je Jackowi, żeby potrzymał i podałam mu jeszcze szczotkę. Powyciągałam kosmetyki na ławkę i wyrzuciłam wszystkie pierdoły z torebki. Wyleciał też mój telefon.
- Co Ty całą drogerię kosmetyczną tutaj nosisz? - zaśmiał się głaskając się pędzlem po twarzy. - Ale fajny.. - zaśmiał się i pobiegł do chłopaków. Okazało się, że to Darek dzwoni i odrzuciłam od razu połączenie. Miałam dość. Nie rozumie słów "Daj mi spokój." Nierozumny po prostu.. Wstałam z ławki i pobiegłam do Niego, żeby oddał mi rzeczy. Kiedy już się tam znalazłam ten czesał po kolei chłopaków, a potem jeszcze głaskał pędzlami.
- Skąd Ty tyle tego masz? - zapytał Alexis, kiedy do Niego podszedł.
- To wszystko Klaudii. - znowu głaskał się tym pędzlem.
- Oddasz mi to z łaski swojej? - zapytałam stojąc przed Nim.
- No zaraz bo to takie fajne jest.. - spojrzał na mnie błagalnym wzrokiem.
- Ja Ci serio mówię. Mam tylko jeden taki pędzel. - powiedziałam prawdę. - Aaron powiedz mu coś. - poskarżyłam się bratu.
- Ych. - westchnął i podszedł do Niego zabierając mu moje rzeczy. - Ej bez kitu fajne. - zaczął macać jeden z pędzli. - Moja Colleen nie pozwala mi dotykać jej rzeczy. - powiedział ze smutkiem.
- A teraz sobie po dotykałeś moje i oddawaj. - wystawiłam rękę. - Dziękuje. - powiedziałam kiedy mi je oddał. Jack pobiegł po moje kosmetyki, które wrzucił do torby i wrócił wieszając ją sobie na ramie jak jakaś dziewczynka.
- Obczajcie ona ma tutaj cały Rossmann. - pokazał im. - Co to? - wyciągnął jeden z kosmetyków.
- Eyeliner. - odpowiedziałam mu. Otworzył go i narysował sobie na ręce serduszko. - Wodoodporny. - dodałam ostrzegając go.
- Trudno. - machnął ręką i wrzucił go do torebki. - A to? - ponownie zapytał.
- Kredka do brwi. - wyjaśniłam.
- Uuuu.. Jak to moja siostra często mówi. Podkreślę sobie brwi. - zacytował swoją siostrę i sobie narysował brwi. Wyglądało to śmiesznie. Był blondynem i narysował sobie brązowe. Mi to pasowało, bo miałam ombre. - Jak wyglądam? - zaśmiał się.
- Świetnie. - wybuchłam śmiechem.
- W końcu to ja. - odparł z dumą. - Ej, a do czego to służy? - wskazał na bronzer.
- Do podkreślenia kości jarzmowych. - odpowiedziałam mu. Najwyraźniej nie wiedzieli o co chodzi. Spojrzeli na mnie jak na wariata. - O tutaj. - wskazałam na miejsce gdzie miałam nałożony bronzer.
- UHUHU.. - zaśmiał się podekscytowany i pędzelkiem nałożył sobie bronzer. Jeju jak on wyglądał. Masakra. - Ej masz ciemniejszą szminkę? - zapytał wyciągając konturówkę.
- Nie, bo ciemne mi nie pasują. - odpowiedziałam mu.
- Ja to bym Ci kupił ognistą czerwień. - zaśmiał się i pomalował sobie usta jasnoróżową konturówką. - Uuu cienie. - odparł z taką ekscytacją i wziął na każdy palec cień, po czym rozprowadzając je wszystkie na powiece. - Ale jestem teraz piękny. - odparł.
- Możesz tak wyjść na imprezę. - dusiłam śmiech. Myślałam, że chłopcy tam zaraz padną.
- Ej a to co to? Wygląda jak szminka. - oglądał to dokładnie. - Tylko czemu to takie jasne? - zapytał.
- Bo to korektor. - wybuchłam śmiechem.
- Ja chcę to nałożyć. - powiedział.
- Za późno. To się nakłada przed bronzerem. Wydaje mi się, że chyba Ci już wystarczy. - odparłam zabierając mu torebkę. Przyszedł Arsene i jak Go zobaczył to wybuchł śmiechem.
- Wilshere wydaje mi się, że coś Ci się pomyliło. - odparł.
- Pięknie wyglądam, prawda trenerze? - zaśmiał się.
- Oczywiście. - dusił się prawie ze śmiechu.
- Ej muszę to zmyć. - oznajmił. - Masz jakieś coś? O to jest pewnie do tego. - wyciągnął podpaskę.
- Jackuś to jest podpaska. - wyjaśniłam mu. - Tego tym raczej nie zmyjesz. - powiadomiłam go, a chłopaki wręcz wybuchli śmiechem. - Czekaj mam tu gdzieś takie magiczne chusteczki. - szukałam ich w torbie. - Są. - wyciągnęłam je.
- W takim razie pomóż mu się zmyć, a wy poćwiczycie rzuty karne. - zeszliśmy na ławkę i wyciągnęłam jedną chusteczkę. Powoli i delikatnie zmywałam mu ten Jego cudowny makijaż, a ten cieszył się jak głupi.
- Co Ty się tak cieszysz? - zapytałam tak jakby z wyrzutem. - Nie mam humoru na żarty. - dodałam.
- Ale tym makijażem poprawiłem Ci humor, prawda? - zapytał.
- No poprawiłeś. - lekko się uśmiechnęłam.
- Bardzo się cieszę. To przez Alexisa? - odparł kiedy skończyłam Go zmywać.
- Ogólnie.. Po prostu naiwna jestem. - wzruszyłam rękoma.
- Pogadam z Nim. - odparł.
- Nie! - wrzasnęłam i wszyscy się odwrócili. - Nie będziesz z nikim o tym rozmawiał. - to już wyszeptałam. Znowu zaczął dzwonić mój telefon. Spojrzałam na wyświetlacz. On. Zaraz wyprowadzi mnie z równowagi. Trener zarządził koniec treningu. Wychodząc z boiska odebrałam.
- Czego Ty chcesz? - warknęłam do telefonu.
- Proszę Cię wysłuchaj mnie.. Ja Cię kocham.. - powiedział.
- Człowieku odczep się. Czego Ty nie rozumiesz w słowach daj mi wreszcie spokój? - krzyknęłam do telefonu.
- Klaudia proszę.. - mówił..
- Nie chcę Cie słuchać. Daj sobie spokój. - odparłam i się rozłączyłam.
- Stało się coś? - zapytał Alexis.
- Daj mi spokój. - burknęłam i wyszłam na zewnątrz. Nie chciałam go tak potraktować, ale się zdenerwowałam i nie miałam humoru głównie przez Niego. Usiadłam na schodkach i zapaliłam sobie papierosa.
- Zgaś to, bo jak Alexis zobaczy, to będzie wściekły. - nakazał mi Jack.
- Daruj sobie. - syknęłam. Wsiedliśmy do Jego samochodu i odjechaliśmy do galerii.
***
- No więc o co chodzi? - zapytał, kiedy siedzieliśmy już w kawiarni.
- Chodzi o mojego byłego, który jest debilem i mi się narzuca.. Dzwoni już od miesiąca dzień w dzień. Mam go dość. - wygadałam się.
- Wiem, że to tylko jeszcze bardziej Cię zdenerwowało. Słyszałem Twoją reakcję na pytanie Alexisa. Na pewno Twoja złość i to, ze płakałaś w pełni dotyczy Jego. - trafił w mój czuły punkt.
- Ta dziewczyna.. - zaczęłam. - Ona jest z Nim chyba.. - dodałam.
- Postaram się to wybadać i sprawdzić. - obiecał mi. - Ale On jest po uszy w Tobie zakochany, więc nie możliwe żeby miał jakąś na boku. - dodał.
- Nie. - zaprotestowałam.
- Po prostu nie chcesz w to uwierzyć. - odparł.
- Po prostu znam prawdę. - poprawiłam Go.
- Ja i reszta i tak wiemy swoje. - wytknął mi język.
- Jak reszta? - zapytałam ze zdziwieniem.
- Lukas, Santi, Theo, Danny, Mesut, Nacho, Alex i zapewne Aaron. - wymienił mi.
- Wy macie jakąś chorą paranoję. - zaśmiałam się głupio, kiedy już wychodziliśmy do samochodu.
- To Ty nie chcesz w to uwierzyć. - odparł.
- Nie chce mi się z Tobą dyskutować. - machnęłam ręką i całą drogę nie odezwałam się ani słowem.
- Pamiętaj, że to co Ci mówiłem to prawda. - odparł ze spokojem, kiedy weszliśmy do domu.
- Nie! To nie jest prawda. Boshh... - powiedziałam ze znudzeniem.
- Prawda. Wiele osób tak sądzi i nie oszukuj samej siebie, bo wiem, że Ty też coś do Niego czujesz. - uświadomił mi to.
- Nie, daj już spokój. Nikogo nie oszukuję, a tym bardziej samej siebie. - jęknęłam wchodząc do kuchni, w której siedział Alexis i Łukasz. Trochę lipa, bo słyszeli to co mówił Jack w przedpokoju.
- Lukas też tak sądzi, a Alexis tym bardziej. - odparł siadając koło nich.
- Czy Ty nie rozumiesz słowa 'nie'? - zapytałam z sarkazmem.
- My i tak wiemy swoje. - odgryzł mi się.
- Nic nie wiesz. Czy do Ciebie to nie dociera? - powiedziałam już trochę podenerwowana.
- O co wam chodzi? - zapytał Poldi.
- Domyśl się. - odpowiedział mu mój przyjaciel.
- Nie domyślaj się. I zresztą to nie ważne. - powiedziałam. - A Ty tylko coś powiesz, to Cię chyba ubiję. Rozumiesz? - zagroziłam mu i wyszłam. Znaczy udawałam, że wyszłam. Tak na prawdę stanęłam za ścianą i podsłuchiwałam o czym będą rozmawiać.
- Ej stary co to za lasia była dzisiaj przed ośrodkiem? - wypalił Jack.
- Michelle. - odpowiedział mu.
- A kim ona jest dla Ciebie? - zaczął przesłuchanie.
- Teraz to już nikim ważnym. To moja była. Nie wiem co ona chciała tym osiągnąć, że przyjdzie pod ośrodek. - wyżalił mu się.
- Co jej powiedziałeś kiedy was zostawiliśmy? - tym razem spytał Lukas.
- Żeby dała mi spokój. Mam jej dość. Laia się odczepiła, to teraz ona wkroczyła. Mam już bez kitu tego wszystkiego dość.. - dalej się żalił.
- Czyli nic Cię z nią nie łączy tak? - chciał się upewnić Jack.
- Nic, a nic. - odpowiedział mu. - Dobrze wiesz kto mi się podoba. - dodał.
- To dobrze, że nic Cię z nią nie łączy. - szeroko się uśmiechnął.
- Co Ty Jack orientacje zmieniasz, że się tak wypytujesz i cieszysz, że nic go z tą dziewczyną nie łączy? - zaśmiał się. - W dodatku ten makijaż dzisiaj. - dodał śmiejąc się jak głupi.
- Chciałem poprawić humor.. - nie dokończył, bo weszłam do kuchni.
- No dokończ. - uśmiechnęłam się chamsko i zabrałam picie z lodówki.
- A żebyś wiedziała, że dokończę. - odparł. - Chciałem jej poprawić humor, który jej zniszczyłeś przez tą laskę. - wygadał się zwracając do Chilijczyka.
- To prawda? - spojrzał na mnie Alexis.
- Nie. - popatrzyłam na Niego. Okłamałam go.
- Hah, a rób sobie co chcesz. Nie obchodzi mnie to. - syknął.
- No i dobrze. Nikt Ci nie kazał się mną przejmować. - odburknęłam.
- Ażebyś wiedziała, że nie będę. Najlepiej żebyś w ogóle się do mnie nie odzywała. - warknął.
- Jak sobie życzysz. - powiedziałam ze złością i wyszłam sobie z kuchni. Chyba już wszyscy dzisiaj wyprowadzili mnie z równowagi. Położyłam się na kanapie przykrywając kocem od Niego i włączyłam jakiś denny film. Było mi smutno i się po prostu rozpłakałam. Miałam już ich dość.
[Alexis]
Nie rozumiałem zachowania Klaudii. Tutaj Jack mówił to, a Ona zaprzeczała. Dziwne to wszystko. W dodatku była taka oschła dla mnie.. To trochę przykre, bo mi na Niej zależy.
- To prawda, tak? - zapytałem Jacka, kiedy Ona wyszła.
- Tak. nawet płakała. To dlatego się spóźniła na trening. Była w łazience i znowu się malowała. W dodatku ten cały chłopak do Niej dzwoni i nie chce dać jej spokoju. Dziewczyna już nie wytrzymuje. - wygadał mi się.
- No to lipa.. - nie wiedziałem co powiedzieć.
- Jak Ty teraz się na Nią zaczniesz obrażać za to, że Cię tak traktuje, to po prostu będziecie jak dzieciaki. To jest głupie. - pouczył mnie.
- Hah.. - głupio się zaśmiałem. To było trochę nie na miejscu.
- Tu nie ma z czego się śmiać. Ciągle Jej gadam, że Ty coś do Niej, a ta dalej nie chce w to uwierzyć. - dodał jeszcze.
- To akurat prawda. - potwierdził Poldi.
- Widać ewidentnie, że Ona też coś do Ciebie czuje, ale ciągle zaprzecza. Oszukuje samą siebie. - odparł.
- Najwyraźniej nic do mnie nie czuje. - powiedziałem z obojętnością. - Lukas daj mi piwo, bo już mnie to wszystko wkurza. - Poldi jednak postawił na stole wódkę.
- Co nam szkodzi, najebiemy się w trzy dupy i kij z tym. - zaśmiał się Lukas. No i zaczęliśmy pić. Wódka wchodziła mi jak woda. Jeszcze chyba nigdy tak dobrze mi się nie piło. Minęły może ze dwie godziny i schlaliśmy się jak świnie.
- Co jutro robimy chłopcy? - wybełkotałem.
- Zapraszam do mnie. - odparł Lukas.
- Ja z chęcią. - wybuchł śmiechem Jack.
- Dobra, ja już chyba idę. Mam dosyć na dzisiaj. - ledwo co wstałem od stołu.
- Ja też. - wstał za mną jeszcze bardziej pijany Jack.
- Jutro schlam się jeszcze bardziej. - powiedziałem wychodząc z kuchni.
[Klaudia]
Coś chłopaki nie wychodzili z tej kuchni. Dziwne trochę, ale w sumie co mnie to interesuje. Nagle usłyszałam jak chłopaki coś bełkoczą.
- Ale Ty o tym wiesz. - usłyszałam głos Alexisa.
- No wiem. - odparł Poldi.
- Ja ją chyba kocham, ale jak Ona nic do mnie nie czuję to ja się odczepię od Niej. Ja nie jestem taki, żeby na siłę. - bełkotał jakieś głupoty. - Ale zależy mi na Niej.. - dodał i usłyszałam zamykające sie drzwi. Do salonu wszedł Lukas.
- Serio? Dzień przed sylwestrem mógłbyś już odpuścić. - powiedziałam trochę znudzonym głosem.
- A Ty jeszcze nie śpisz? Raz dwa do łóżka. Za młoda jesteś, żeby tak siedzieć po nocach. - ja nie wiem czy On w ogóle wiedział z kim rozmawia.
- Chodź zaprowadzę Cię do sypialni chociaż. - podniosłam go i próbowałam zaciągnąć na górę.
- Powiedz Klaudynie, że to Alexis się przez Nią schlał. - odparł do mnie i rzucił się na łóżko.
- Łukasz Ty głąbie to ja. Obiecuje Ci, że jak jutro się tak schlasz to powiem wszystko Wengerowi. A teraz dobranoc. - w sumie to nie wiem dlaczego się tak produkuję, bo On już sobie zasnął. Wyszłam z Jego pokoju i poszłam do łazienki. Wzięłam długą i gorącą kąpiel. Wyszłam z łazienki i po prostu padłam na łóżko zasypiając..

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz